wredna-jedza
17.03.08, 15:42
To znowu ja, wracam na forum po tygodniowej wizycie tesciowej
podczas ktorej dowiedzialam sie wlasnie ze ona zawsze bedzie dla
mojego meza najwazniejsza bo jest jego matka. Na wszelkie
tlumaczenia moje i meza ze teraz my stanowimy rodzine i jestesmy dla
siebie najwazjniejsi, a ona jest wazna, potrzebna i szanowana (ledwo
mi przeszlo przez gardlo ale przeszlo) wpadala w szal i wyzywala
mnie od miasteczkowych panienek, ktore nic nie wiedza o zyciu, maja
dziwne poglady itd.
Dlatego chcialam sie dowiedziec jak to wyglada u innych tzn kto dla
kogo jest najwazniejszy z punktu widzenia matki, zony i meza. u mnie
to wyglada tak:
Wg tesciowej - ona najwazniejsza dla syna (nie pojmuje dlaczego to
dziala w jedna strone tzn skoro dla dziecka ma byc najwazniejsza
matka, to czemu dla niej najwazniejsze jest dziecko a nie jej wlasna
matka - kto mnie oswieci??)
Wg mnie- zona dla meza i maz dla zony
Wg mojego meza - zona dla meza i na odwrot
Ponadto dowiedzialam sie rowniez ze moj maz nie chce jej pomagac i z
nia rozmawiac (godzinami) i jej odwiedzac bo ja mu ZABRONILAM i ja
mu KAZALAM byc dla niej niemilym i ja mu NIE POZWALAM na wiele
rzeczy i on jest biedny i pokrzywdzony bo ja nie wstaje z nim o 5
rano zeby mu zrobic goracej herbaty zanim pojdzie do pracy (ja
wychodze o 7).
Jak moj maz powiedzial jej ze wiele rzeczy wynika po prostu z jego
lenistwa, bo mu sie nei chcialo np przestawic szafy jak byl u niej
czy cos tam jescze to ona stwierdzila ze to i tak moja wina bo on
wtedy chcial ze mna jechac gdzies tam ( ja go o to nie prosilam, sam
mial na to ochote bo nie moze usiedziec w jednym miejscu)
Poza tym jak jej powiedzialam ze zbieramy na wycieczke bo chcemy
pojechac gdzies na tydzien na wakacje we wrzesniu i ze musimy
kontrolowac wszystkie wydatki mniejsze i wieksze (to byla aluzja bo
w pierwszy dzien moj maz wydal na nia troche kasy a ona nigdy nie
odmaiwa, wrecz stoi w sklepie i mowi 'och jakie to piekne, tak bym
chciala to miec ale mnie nie stac, ale bym byla taka szczesliwa
gdybym to miala')No wiec ona na mnie zaczela krzyczec ze skoro
jestesmy tacy biedni to nie musimy wcale jechac, i ze ona wie ze ja
mam pretensje ze jej syn jej pomaga finansowo. ja wtedy powiedzialam
ze nie on tylko MY (co moj maz wielokrotnie podkreslal w rozmowach z
nia, ale do niej nie dociera), ze my mamy wspolne pieniadze od
przynajmniej 3lat i nigdy nie bylo to tajemnica, wiec niewazne kto
fizycznie placi, wydajemy wspolne pieniadze, wiec ona stwierdzila ze
od tej pory nie bedzie nic u nas jadla i pila, ze nie wezmie tych
rzeczy co dostala (nagle jej sie honor obudzil).
w kazdym razie awantura/ glosna wymiana zdan trwala caly wieczor i
rano az do zakupow, kiedy poszlismy w trojke i kupilismy jej buty, i
pare drobiazgow i doszla do wniosku ze on jednak mnie lubi i wcale
nie jestem taka zla :D
Jak ktos bedzie miec czas i ochote to przeczytac to poprosze o
komentarze, bo z boku to wszystko pewnie wyglada inaczej.