czarownica.only
28.03.08, 22:35
Jestem z mężem od 9 lat i niestety chyba na tym koniec.Przechodziliśmy już
kilka kryzysów i chociaż udało się nam pozbierać,to jednak na krótko.Niestety
to moja wina bo nie potrafię sobie poradzić z przeszłością.Problemem są moje
relacje z moją matką,która nigdy mnie nie akceptowała.Zawsze miała mi coś za
złe,krytykowała,mówiła,że żałuje że się urodziłam bo tylko się ze mną męczy
itd.Już jako dziecko kiedy coś zbroiłam,to słyszałam,że ją wykańczam i
niedługo umrze i będę mieć spokój.Najwięcej problemów było jak miałam naście
lat,kiedy zaczęłam spotykać się z chłopakami bo dla niej byłam zwykła
k....Zawsze mówiła mi ,że przeze mnie żyje krócej itp.Nienawidziłam swojego
domu i jak tylko mogłam zostawałam na noc u koleżanek,a im więcej słyszałam
zarzutów ,tym bardziej się buntowałam.Opamiętałam się kilka miesięcy przed
maturą,chciałam pokazać,że jestem coś warta, poprawiłam oceny,po szkole
poszłam do pracy żeby jej nie obciążać.Później poznałam mojego
męża,wspaniałego faceta,który akceptował mnie taką jaką byłam,pomógł pozbyć
się kompleksów i pokochał tak,jak nigdy nikt.Teraz mamy 2 dzieci i pewnie
nadal bylibyśmy szczęśliwi,gdyby nie moja naiwność-zostaliśmy z moimi
rodzicami.myślałam,że jak moja matka zobaczy,że nie jestem jakąś niepoważną
smarkulą,w końcu mnie zacznie tolerować. Niestety,przez cały czas próbowała
nas z mężem nastawiać przeciwko sobie i jej się to udało bo mąż zaczął coraz
więcej ode mnie wymagać,czepiać się szczegółów.Nic dziwnego,skoro teściowa
każe wszystkim być cicho jak on się położy,wygania naszego syna z pokoju,żeby
nie hałasował,a ze mnie się naśmiewa jak jestem chora.Nawet jak ją czymś
poczęstuję,czy zrobie zakupy to mówi,że jakby nie zięć to by nic nie
miała..Wtrąca sie do wychowywania dzieci,do tego jak mamy urządzić pokój,gdzie
jedziemy,że za często piorę,czy o której robię obiad-dosłownie do
wszystkiego.Do tej pory dawałam radę ale teraz,kiedy mój mąż zaczął powtarzać
jej słowa już nie mogę.W ogóle przestało liczyć sie moje zdanie,zawsze mam
dobrze wyglądać,być uśmiechnięta,nie narzekać,nie być zmęczona(przy 9
miesięcznym dziecku,które czasem wstaje kilkanaście razy w nocy to trochę
trudne).Do tego mało wydawać,dobrze gotować,zawsze go wspierać i nic nie
wymagać.Ja go nie poznaję. Od kilku dni nie odzywamy się z mężem po
kłótni,teraz nawet nie ma go w domu i nie wiem czy wróci.Prosiłam,żebyśmy się
wyprowadzili bo już raz prawie się przez to wtrącanie się matki
rozstaliśmy.Najpierw obiecał,że tak będzie ale jak parę razy teściowa
przyniosła coś dobrego każe mi iść do psychiatry bo nienawidzę własnej
matki.Przez nasze kłotnie starszy syn zrobił się nerwowy ale ja naprawdę nie
potrafię dłużej udawać,że jest dobrze.Przepraszam,że tak chaotycznie ale nie
potrafię się pozbierać.Proszę o radę bo nie mam już siły.