"kochana "mamusia

28.03.08, 22:35
Jestem z mężem od 9 lat i niestety chyba na tym koniec.Przechodziliśmy już
kilka kryzysów i chociaż udało się nam pozbierać,to jednak na krótko.Niestety
to moja wina bo nie potrafię sobie poradzić z przeszłością.Problemem są moje
relacje z moją matką,która nigdy mnie nie akceptowała.Zawsze miała mi coś za
złe,krytykowała,mówiła,że żałuje że się urodziłam bo tylko się ze mną męczy
itd.Już jako dziecko kiedy coś zbroiłam,to słyszałam,że ją wykańczam i
niedługo umrze i będę mieć spokój.Najwięcej problemów było jak miałam naście
lat,kiedy zaczęłam spotykać się z chłopakami bo dla niej byłam zwykła
k....Zawsze mówiła mi ,że przeze mnie żyje krócej itp.Nienawidziłam swojego
domu i jak tylko mogłam zostawałam na noc u koleżanek,a im więcej słyszałam
zarzutów ,tym bardziej się buntowałam.Opamiętałam się kilka miesięcy przed
maturą,chciałam pokazać,że jestem coś warta, poprawiłam oceny,po szkole
poszłam do pracy żeby jej nie obciążać.Później poznałam mojego
męża,wspaniałego faceta,który akceptował mnie taką jaką byłam,pomógł pozbyć
się kompleksów i pokochał tak,jak nigdy nikt.Teraz mamy 2 dzieci i pewnie
nadal bylibyśmy szczęśliwi,gdyby nie moja naiwność-zostaliśmy z moimi
rodzicami.myślałam,że jak moja matka zobaczy,że nie jestem jakąś niepoważną
smarkulą,w końcu mnie zacznie tolerować. Niestety,przez cały czas próbowała
nas z mężem nastawiać przeciwko sobie i jej się to udało bo mąż zaczął coraz
więcej ode mnie wymagać,czepiać się szczegółów.Nic dziwnego,skoro teściowa
każe wszystkim być cicho jak on się położy,wygania naszego syna z pokoju,żeby
nie hałasował,a ze mnie się naśmiewa jak jestem chora.Nawet jak ją czymś
poczęstuję,czy zrobie zakupy to mówi,że jakby nie zięć to by nic nie
miała..Wtrąca sie do wychowywania dzieci,do tego jak mamy urządzić pokój,gdzie
jedziemy,że za często piorę,czy o której robię obiad-dosłownie do
wszystkiego.Do tej pory dawałam radę ale teraz,kiedy mój mąż zaczął powtarzać
jej słowa już nie mogę.W ogóle przestało liczyć sie moje zdanie,zawsze mam
dobrze wyglądać,być uśmiechnięta,nie narzekać,nie być zmęczona(przy 9
miesięcznym dziecku,które czasem wstaje kilkanaście razy w nocy to trochę
trudne).Do tego mało wydawać,dobrze gotować,zawsze go wspierać i nic nie
wymagać.Ja go nie poznaję. Od kilku dni nie odzywamy się z mężem po
kłótni,teraz nawet nie ma go w domu i nie wiem czy wróci.Prosiłam,żebyśmy się
wyprowadzili bo już raz prawie się przez to wtrącanie się matki
rozstaliśmy.Najpierw obiecał,że tak będzie ale jak parę razy teściowa
przyniosła coś dobrego każe mi iść do psychiatry bo nienawidzę własnej
matki.Przez nasze kłotnie starszy syn zrobił się nerwowy ale ja naprawdę nie
potrafię dłużej udawać,że jest dobrze.Przepraszam,że tak chaotycznie ale nie
potrafię się pozbierać.Proszę o radę bo nie mam już siły.
    • izka_st Re: "kochana "mamusia 28.03.08, 22:58
      Moja Droga!
      Widzę tylko jedno rozwiązanie. Musicie się wyprowadzić!!!!!!!!
      Nie tylko ze względu na Was, ale także na Wasze dzieci. Sama przyznałaś, że obecna sytuacja już odbija sie negatywnie na Waszego syna.
      Jeżeli zależy Ci jeszcze na mężu, to porozmawiaj z im i zaproponuj takie rozwiązanie. Myślę, że bez ciągłego wtrącania się Twojej mamy, wymagania męża staną się bardziej racjonale.
      Wspólne mieszkanie z rodzicami bądź teściami musi skończyć się w taki właśnie sposób, ponieważ nawet gdyby byli najwspanialszymi ludźmi na ziemi zaczną żyć Waszym życiem, a Wy nigdy ie poczujecie się swobodnie.
      Czy przez te 9 lat myśleliście o własnym lokum? Wiem że sytuacje bywają róże i nie zawsze jest to możliwe...
      • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 28.03.08, 23:35
        Niestety do tej pory nasza sytuacja finansowa nie była najlepsza,więc niczego
        nie szukaliśmy.Strasznie mi zależy na mężu bo to jedyny człowiek w życiu,którego
        kocham i wiem,że byłby inny gdyby nie to miejsce.Chyba jednak jest już za późno
        bo on mnie nie może znieść,nie wiem,czy jutro jeszcze ze mną będzie bo pół roku
        temu już chciał odejść i to miała być ostatnia szansa.Kiedyś mnie wspierał ale
        teraz Każe mi się wziąć w garść ale ja naprawdę już nie potrafię.Chcę stąd
        odejść bo mam dzieci,które powinny mieć normalne dzieciństwo ale sama sobie nie
        poradzę.Chciałabym zabrać dzieci i się wynieść ale nie mam gdzie,więc tkwię w
        tym bagnie i pogrążam się coraz bardziej
    • eastern-strix Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 02:16
      ja tez mialam toksyczna matke i cieszylam sie z kazdej nocy poza domem..

      wyprowadz sie, to jedyna rada..
      albo idz do psychologa a on/a Ci powie to samo - ja to na wlasnej skorze
      przerobilam...
      rodzicow sie nie wybiere-niektorzy sa po prostu glupi i trzba to zaakceptowac
      pozdrawiam
      xxxxx
      jak chcesz to pisz do mnie na skrzynke
      x

      Eva
      • martamarta_50 Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 11:34
        Jeżeli jesteś w złej formie to radziłabym najpierw znaleźć terapeutę i zacząć
        spotkania. I pracować z terapeutą nad zmianą - wyprowadzką. Smutne to co powiem:
        czujesz się jak ofiara przemocy i póki sie będziesz tak czuć to będziesz ofiarą
        przemocy. Jeżeli nie rozwiążesz swoich problemów wewnętrzych to nawet jak się
        wyprowadzisz to DOM Cię wszędzie dopadnie.
        • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 13:50
          byłam u psychologa na kilku spotkaniach i poradził mi rozmowę z matką,żeby
          zakończyć ten rozdział bo powiedział to samo co ty,że to co robi będzie się za
          mną ciągnęło przez całe życie.Niestety rozmowa nic nie da bo ona uwaza,że to ja
          jestem zła i niewdzięczna bo przecież mojego męża uwielbia,dzieci też,a że mnie
          nienawidzi-to szczegół.Na kontynuowanie terapii nie mam pieniędzy bo każda
          wizyta to 60zł.a ja nie pracuję.Bezpłatnego terapeuty nie ma w promieniu30km
          (szukam cały czas)a sama nie umiem juz walczyć.Potrzebuję wsparcia męża ale on
          każe mi zarobić na dom jak jestem taka mądra i mówi,że trzeba było tu nie
          zostawać.Wiem,że może już mieć dosyć mojego narzekania ale ja chcę tylko
          świętego spokoju i odrobiny szacunku a wtym domu jestem nikim,czuję się jak w klatce
          • martamarta_50 Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 17:44
            To kiepsko :( Głównie z tego względu, że stawiasz się od razu na przegranej
            pozycji. Chciałabyś wygrać, ale boisz się stoczyć walkę. Dół z każdej strony i
            bezsilność: bez kasy, bez pracy, bez pomocy. Mam jedną radę i pewnie głupią, ale
            idź do tego psychiatry. Serio. Po antydepresanty. Czasami trudno jest samemu
            ruszyć z miejca i wtedy ktoś lub coś musi się trochę puknąć w plecy.
            • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 19:05
              Rada nie jest głupia,tylko,że jak matka dowie się o tym,ze biorę takie środki to
              jest gotowa odebrać mi dzieci.Już kiedyś mnie straszyła,że zrobi ze mnie
              wariatkę i zabierze dziecko.Dzieci to cały mój świat i dzięki nim jakoś jeszcze
              się mobilizuję
              • mamajeans Re: "kochana "mamusia 29.03.08, 20:51
                odpisalam na poczte gazetowa. uwazaj za srodkami farmakologicznymi.
                lepiej nie dziel sie tym pomyslem z mama, bo niestety nie masz
                pewnosci czy faktycznie nie probowalaby wykorzystac w przyszlosci
                tego faktu przeciwko Tobie.
                zycze bardzo duzo cierpliwosci i powrotu do rownowagi. pamietaj, ze
                mozesz znowu kontrolowac swoje emocje i byc dzieki temu spokojna i
                szczesliwa. jednoczesnie musicie rozwazac wszystkie mozliwosci
                wyprowadzki.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: "kochana "mamusia 01.04.08, 18:40
      Trudno o dobrą i skuteczną radę w tej sytuacji. Problem tkwi w
      specyficznym zachowaniu mamy, które pewnie się nie zmieni, bo mama
      nie ma w tym interesu. To zachowanie jest spójne z tym jak Pani
      opisuje swoją relację z mamą. Otóż na to wygląda, że mama weszła w
      rywalizację z Panią o to, która z Was jest lepszą żoną dla Pani
      męża. Zgodnie ze schematem postępowania, Pani zaczęła tę rywalizację
      przegrywać.Pojawił się podział na "dobrą żonę" czyli mamę i "złą
      żonę" czyli Panią. Cała Wasza trójka nieświadomie weszła w swoje
      role i pozycje i w nich tkwi oraz z nich korzysta dla własnej
      satysfakcji. Jest to bardzo trudne do zmiany, bo tylko Pani wydaje
      się do tego zmotywowana swoim położeniem. Na zmianę mamy nie ma co
      liczyć. Mąż mógłby się zmienić, gdyby poczuł w jakiej roli znalazł
      się wobec Pani. Pani związek wymaga pracy nad nim a nie kłótni. W
      kłótniach każdy reperezentuje, bowiem, rozdane role i do niczego to
      nie prowadzi z powodów jakie opisałam wyżej. Jeśli nie jest możliwa
      wyprwadzka, co byłoby najlepsze, to musi Pani pokona w sobie
      konieczność udowadniania czegokolwiek mamie czy mężowi i musi Pani
      zacząć odzyskiwać swoje własne, niezależne od nikogo, poczucie
      wartości. Praca ogromna zważywszy na Pani niezbyt pozytywne
      doświadczenia. Do pracy trzeba zachęcić też męża. Skoro Panią
      kochał, może zrozumie co się wydarzyło i w jaką "grę" zaczął grać z
      pomocą Pani mamy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • kicia031 Re: "kochana "mamusia 01.04.08, 22:58
      Tak sobie mysle, ze ty chyba musisz lubic takie jazdy. Bo nie wiem jak inaczej
      wytlumaczyc sobie pomysl zamieszkania z matka, o ktorej dysfunkcjonalnosci
      doskonale wiedzialas od wczesnego dziecinstwa...
      • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 02.04.08, 16:32
        Teraz już wiem,że głupotą było zamieszkanie z rodzicami.Niestety wtedy naiwnie wierzyłam,że to przeze mnie były te konflikty z matką i że jak zobaczy,że jestem odpowiedzialną żoną i matką,to będzie dobrze.Później jak już przejrzałam na oczy,że ona nigdy mnie nie zaakceptuje,to było już za późno bo włożyliśmy sporo kasy w remont i spłacaliśmy kredyty,więc nie było mowy o wyprowadzce.Niedawno usłyszeliśmy od mojego ojca,że żałuje tego,że z nimi zamieszkaliśmy(poprosiliśmy,żeby nie wtrącał się do wychowywania dziecka).Myślałam,że to zmobilizuje męża do poszukania własnego lokum ale po nim spłynęło jak po kaczce.Ja mogłabym mieszkać nawet w czyś wynajętym oby tylko w spokoju ale mojemu mężowi tak jest dobrze.Tak w ogóle to to jest dziwne,bo raz mówi że stąd pójdziemy a następnym razem planuje jakiś remont.Ja już mam dość awantur bo moje prośby nic nie dają.Może w końcu i on zrozumie,że w tym domu nie będziemy normalną rodziną.
        • aluniah1 Re: "kochana "mamusia 02.04.08, 16:45
          ja bym zrobiła tak usiadła z mezem i opisała to tak jak nam w
          pierwszym poście ale tylko to momentu poznania jego. musisz
          powiedziec co czułaś kiedy ona tak mowiła i pozniej opowiedz mu o
          tym jak wiele on dla ciebie znaczy i jak bardzo cie rani to że mowi
          ci to co matka
          ps co to za wredna baba wyprowadz sie i powiedz jej co myslisz o
          niej i jak do ciebie przyjdzie. wyprowadz się to jedyna możliwość
          żeby to ratować!!!!
        • anusia29 Re: "kochana "mamusia 03.04.08, 10:16
          Czytam sobie i czytam i wiesz co? ja bym chyba odparowała matce. raz
          a dobrze, solidnie i przy śwadkach. Zdużą dozą pewności siebie
          (wiem, że to trudne). powiedziałabym jej to samo co ona mówi do
          Ciebie:
          - ze była i jest zła matką, ty tego doświadczyłaś, więc masz prawo
          osądzać
          - że do niczego się nie nadaje
          - że... to wszystko co ona mówi Tobie
          Niech - jak Bazyliszek - przejrzy się w lustrze.
          A gdy znów padnie, jaka to Ty nie jesteś powiedz - 1. niedaleko pada
          jabłko od jabłoni
          2. widocznie tak mnie wychowałaś
          Jesteś za grzeczna i za cicha dla matki.
          • kicia031 Re: "kochana "mamusia 07.04.08, 11:03
            Zgadzam sie z anusia. Moja matka tez lubi czasami po mnie pojezdzic,
            ale ja koncze rozmowe krotko: np - wiesz, ze to nieprzejmie
            krytykowac czyjes meble, dzieci, itp. jak sie przychodzi do kogos w
            odwiedziny, to sie nie obraza gospodarza. jestem niewychowana, bo
            mnie niewychowalas. I tak dalej. Troche jej to dalo do myslenia i
            sie opanowala..
        • annb Re: "kochana "mamusia 03.04.08, 10:27
          to nie glupota tylko chec udowodnienia matce ze sie zasluzylo na jej
          uwage i milosc
          tylko po co?
          szkoda zycia
        • moniowiec Re: "kochana "mamusia 07.04.08, 09:35
          wyprowadz sie - znajdz jakas prace, chocby w warzywniaku na pół etatu, ale cos co da ci chocby minimum stabilnosci. jak matka lubi dzieci - zostaw jej tego 9miesieczniaka, jak pracuje, to odpada taka opcja. moze tesciowa moze pomóc w opiece? powiedz ze chcesz przeprowadzic sie na swoje to na 100% zrozumie. jak mąż bedzie odporny - zostaw mu te dzieci i dąż do uzdrowienia sutuacji (czyli wyprowadzki). wiem - trudne, ale da sie. mówienie "weź się w garść" nic nie da bo ty stoisz na rozdrożu. olej matkę - twoje życie jest wazniejsze, bo skoro ona tyle lat nie potrafila nic zrozumiec to jej już nie przejdzie. ja wogóle dziwię się że mimo takiego podejścia matki mieszkacie razem 9 lat!! ja bym miesiaca nie wytrzymała. moja mnie lubi - ale nienawidzi mojego meza wiec potrafię cię zrozumieć. mieszkamy daleko i caly czas staram sie udowodnic ze jest ok, czuje sie z nim szczesliwa itd. i co? na razie uslyszalam tylko ze nie tak mnie wychowala i ze nie cieszy sie z mojej ciaży... ze swojego pierwszego wnuka... smutne. ale mieszkajac oddzielnie jaekos mozna to przelknąć i zyje sie dalej. mnie też męczono tekstami że "serce mnie boli przez ciebie", "te nerwy to twoja wina" (ma nerwice i bierze leki - zawsze super demonstracyjnie)... jak powiedzialam ze leki to glupota bo jest juz od nich uzalezniona to stwierdzila ze nie, ze glupoty gadam (a sama bierze coraz silniejsze). toksycznosc rodzica jest przerażajaca ale mozna jakos sobie z nia poradzic. nie marudz mezowi. on juz sie 9 lat nasluchal. badz ta wypoczeta (na ile sie da - 9 mies to jednak juz duze dziecko), usmiechnieta, w maiare zorganizowana, rob naprawde wszystko i usmiechaj sie do tesciowej (do matki nic nie da). mąż znowu zauważy aniola w domu. a aniołom się pomaga - wiec latwo go przekonasz do zmiany lokum. postaraj sie nie robic z siebie cierpiętnicy i czarnowidza - bo sama sobie przyszlosc kreujesz na wlasnie taka osobe. glowa do góry - wszystko sie da!! nawet jak nie a kasy - masz chyba jakis przyjaciol dalsza rodzine, rodzenstwo - kogos kto cie wyslucha czy pomoze. skup sie na tym co dobre a wróże ci wszystko co dobre powodzenia (ps. psychotropy tylko cie otumania - nie zmienia problemu)
          • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 07.04.08, 10:26
            Bardzo Ci dziękuję za rady.Powoli staram się pozbierać,nie jest mi łatwo bo
            ciągle mamy z mężem jakieś zgrzyty.raz jest miły,że aż mdli a następnego
            okłamuje mnie i dzwoni do koleżanki,którą poznał jak byłam w ciąży(było mu
            ciężko bo ja miałam spore problemy w ciąży a ona go tak dobrze rozumiała...)Niby
            mnie nie zdradził(fizycznie) ale chociaż wiele razy prosiłam by to skończył tę
            znajomość to on twierdz,że nie potrafi jej powiedzieć,żeby nie dzwoniła.No w
            końcu mogłoby jej być przykro,a że mi jest to szczegół.Czasami mam ochotę zabrać
            dzieci i zostawić go tutaj, a samej zacząć nowe spokojne życie.Wiele razy
            starałam się utrzymywać nasz związek ale chyba to za daleko zaszło.Ja nie zawsze
            narzekałam-przez 7lat zaciskałam zęby i radziłam sobie sama bo mówił,że mam być
            twarda.Ja mam go wspierać bo on to ma ciężko a moje problemy to powstają z braku
            zajęcia.Niestety jego szacunek do mnie już dawno diabli wzięli,oczywiście przeze
            mnie bo byłam za pokorna.Teraz też jest źle bo próbuję mieć własne zdanie-dom
            wariatów normalnie.Nie wiem co będzie dalej i nie wiem,czy chcę tak naprawdę
            dalej być z mężem,pogubiłam się w tym wszystkim.Na razie niby jest o.k ale
            ...Zaczęłam rozglądać się za pracą i może dzięki znajomym uda mi się coś
            znaleźć.Na rodzinę nie mam co liczyć bo oni mają swoje problemy.Teraz skupiam
            się na dzieciach bo to tylko dzięki nim mobilizuję się do zmiany swojej
            sytuacji.Narazie bez leków bo trochę się boję,że jednak ktoś może wykorzystać to
            przeciwko mnie.Zaczynam mieć nadzieję,że może mi się udać,może nie od razu ale
            napewno następne 9 lat tu nie zostanę.
    • eziel Re: "kochana "mamusia 12.04.08, 20:24
      cześć. tak bardzo poruszyła mnie i mojego męża ta historia, że
      rozmawialiśmy o tym bo utożsamiamy się z tobą. szczególnie ja. mam
      podobną matkę. bóg wie co wyrabiała ze mną w dzieciństwie - obelgi,
      szantaż finansowy, kary, bicie, terror, wyrzucanie z domu i próby
      zrobienia ze mnie wariatki. podobnie jak ty po ułożeniu sobie życia
      z bliską sercu osobą zamieszkałam z dzieckiem i mężem z "mamusią",
      syndrom ofiary powrócił. nie wiem co mnie podkusiło - trzy lata
      koszmaru. też nastawiała męża przeciwko mnie,usiłowałą mnie
      sprowadzić do roli podnóżka męża. jedynie różnimy się jak się zdaje -
      mężami. zastanawia mnie we wszystkich radach tu ci dawanych, że na
      ciebie wciąż zrzuca się ciężar uzdrawiania tego związku, przecież
      wina nie tkwi po twojej stronie. to oczywiste, że twój mąż z wygody
      i egoizmu (bo cierpią na tym dzieci) tkwi w tej sytuacji która daje
      mu nad tobą pełną kontrolę i nic na dodatek nie musi robić - to mama
      jest poganiaczem niewolników. jednak jego zachowanie ma krótkie nogi
      i szkodzi na dłuższą metę wspólnym interesom.uważam że to draństwo
      że mąż twój wykorzystuje w tak nieuczciwy sposób sytuację. to nie ty
      jesteś słaba, to wspólny front matki i męża sprawia że przegrywasz-
      mają przewagę liczebną.zawsze można się wyprowadzić jeśli obie osoby
      tego chcą, są różne możliwości - to oczywiste to mąż blokuje
      rozwiązanie problemu tym bardziej, że to on kontroluje kasę. widzisz
      mój mąż zawsze stawał po mojej stronie i kłócił się z moją matką gdy
      na mnie napadała, choć miał możliwość wyzyskania sytuacji gdy moja
      matka próbowała ustawić mnie w roli służącej on na złość robił
      babskie rzeczy w domu a potem on zaparł się aby się wyprowadzić choć
      mało zarabiał i choć moja matka nic mi nie dała, mój mąż kupił dla
      nas mieszkanie i wyprowadziliśmy się. piszę to abyś zobaczyła po
      czyjej stronie leży wina - skoro masz małe dziecko i je wychowujesz,
      nie masz możliwości finansowych to po stronie mężczyzny leży decyzja
      o usamodzielnieniu się rodziny. tu jest sedno: musisz zbadać, czy
      twój mąż ma wobec ciebie uczciwe zamiary i na czym mu zależy? czy
      tylko na tym aby ciebie uzależnić od siebie? matka go wkręca ale
      czemu daje się wkręcać? matki nie zmienisz ale jeśli okazało by się
      że twój facet ma tendencję do wykorzystywania twojej zależności to
      chyba lepszy stary wróg(matka) niż nowy. najlepiej byłoby pozbyć się
      obydwojga a na pewno nie masz dość siły by walczyć z dwojgiem
      wykorzystujących cię osób, którejś z tych osób musisz się pozbyć
      najpierw. proponuję próbować egzekwować stanowczo od męża jego
      zobowiązania względem rodziny(nie słuchaj oskarżeń) jako żona masz
      prawo domagać się decyzji o wyprowadzce (choćby wynajmie). od matki
      też egzekwuj stanowczo swoje prawa, masz je przecież. jeśli u męża
      nic w żaden sposób nie wskórasz, nie myśl o terapii postaw ultimatum
      mężowi okaże się na czym mu naprawdę zależy, jeśli mu nie zależy na
      byciu z tobą tak abyś ty była szczęśliwa to po co go się trzymać,
      zasługujesz na kogoś kto liczy się z tobą znam kobiety które zaparły
      się i poradziły sobie z dwójką dzieci, poszukaj osób do których
      możesz się zwrócić o pomoc, nie daj się emocjonalnie szantażować,
      zadzwoń do przyjaciół, rodziny w razie czego wciągnij ich do kłótni.
      twoja matka nie ma prawa ci grozić, szukaj pomocy osób spoza chorego
      trójkątu. pozdrawiamy ja i mąż.
      • czarownica.only Re: "kochana "mamusia 13.04.08, 00:26
        Jestem bardzo zaskoczona,że tyle osób mi pomogło odpowiadając na mój post(za co
        bardzo dziękuję).Ostatnio zdążyłam się przekonać,że bardziej mogę polegać na
        obcych osobach,niz na rodzinie.Co do mojej matki,to w tej chwili nie przejmuję
        się nią i staram sie z nią po prostu nie rozmawiać.Tak w ogóle to ostatnio
        zauwazyłam,że zachowuje się dziwnie,mówi bez sensu i moim zdaniem powinna się
        leczyć bo chyba nie panuje nad sobą ale mój ojciec udaje,że jest o.k a jak go
        wkurzy to przychodzi odreagować na mnie(1500 dobrych rad i tyleż samo słów
        krytyki).Jeśli chodzi o męża to już dawno przestałam go rozumieć.Zaczęło się w
        ciąży,która była zagrożona i do połowy nie mogłam prawie nic robić.Wtedy
        pomagała mi moja matka ale nie z dobrej woli,jak się okazało tylko żeby wyręczyć
        mojego męża.Jemu mówiła później,że jakie to teraz baby słabe bo ona w ciązy to
        wszystko robiła a ja nic nie robie i wraz mam problemy.Mi natomiast,że czego on
        mi nie pomaga,czemu tak długo pracuje a jak wrócił z pracy to kazała mu
        odpoczywać bo przecież ona jest,to pomoże.Jak raz próbowałam wyegzekwować na nim
        odrobinę zainteresowania,to chciał się wyprowadzić bo chcę go przywiązać do
        siebie,jestem głupia i takie tam.Bardziej mogłam wtedy liczyć na siostrę i
        szwagra niż na męża bo mogłam chociaż pogadać.z depresja poporodową też musiałam
        radzić sobie sama bo dla mojego męża to była za duza odpowiedzialność i dlatego
        musiał znaleźć sobie koleżankę,która go rozumiała,jak ja kiedyś bo teraz byłam
        za głupia,samolubna i chcę mu życie zmarnować.W końcu on ma prawo wyjść z
        kumplami,spotkać się ze swoją byłą,dostawać smsy "całuję pawełku"a ja powinnam
        siedzieć cicho bo mogę mieć gorzej.Później było trochę lepiej a w listopadzie
        chciał rozwodu.Później jakoś mu przeszło ale tylko na kilka miesięcy.jest
        świadomy tego,że w domu nie mam nikogo po swojej stronie i nie miałabym życia
        gdyby odszedł więc jest górą.Teraz cały czas mamy huśtawki ale ja już czuję się
        tym zmęczona bo wydaje mi się,że po tylu latach nasz związek powinien być
        bardziej stabilny.Może za dużo wymagam?sama już nie wiem.Aha,gratuluję męża i
        życzę szczęścia.
    • zuchatka Re: "kochana "mamusia 13.04.08, 19:45
      nawet nie wiesz jak dobrze Cie rozumiem... odezwij sie na gg-952671-
      jesli chcesz oczywiscie...
    • czarownica.only Re: "kochana "mamusia-przegrałam 21.04.08, 04:16
      Wczoraj rozstałam sie z mężem.To wszystko juz tak daleko zaszło,że nie było
      chyba szansy na poprawę.On powiedział,że nie może znieść widoku mojej miny
      cierpiętnicy iże ma do mnie z dnia na dzień coraz mniej szacunku.Wiem,że
      popełniłam bład zostając z rodzicami ale przecież można było to zmienić i się
      wyprowadzić.Ostatnio rozmawiałam z matką o tym,że przez jej ingerencję mamy
      problemy ale skończyło się na tym,że za jej dobroć tak jej się odwdzięczam.Mi
      jednak pomógł sam fakt,że wyrzuciłam to z siebie i że przestała do nas
      przychodzić.Zaczęłam być bardziej radosna bo sądzilam,ze teraz juz jakoś sobie
      poradzę bo przestałam się bać.Tak było aż do soboty,kiedy to mąż odreagowując
      problemy z pracy zrobił mi awanturę,że odnoszę sie z nienawiścią do psa a na
      niego burczę. Byłam w szoku bo kilka godzin wcześniej powiedział,że mamy tylko
      siebie i nie powinniśmy sobie dokuczać.Wczoraj zapytałam go co dalej będzie z
      nami bo ja już nie mam siły na takie huśtawki,poza tym nie chcę żeby dzieci na
      to patrzyły.Stwierdził,że co ja bez niego zrobię skoro mnie tu ledwie tolerują a
      jak on odejdzie to będę miała całkiem przegrane.Oczywiście to wszystko moja wina
      bo po co tu zostawałam skoro było źle,przez to on mnie przestał szanować i
      czasami nie może na mnie patrzeć.Było coś jeszcze w stylu,że jestem dziecinna i
      egoistyczna.On przecież tak haruje na nasze utrzymanie a ja tylko narzekam i nic
      nie robię.To,że ja też pracowałam było nie ważne bo to tylko przez 4lata,po 8
      godzin i do tego mało zarabiałam.Wtedy nie wytrzymałam i kazałam mu wyjść.No i
      zabrał kluczyki i pojechał.może zrobiłam źle ale nie potrafiłam już dlużej tego
      słuchać.Ja powiedziałam,że nie podoba mi się w nim brak szacunku do mnie a
      usłyszałam pod swoim adresem całe morze zarzutów.Jednym słowem jestem chodzącym
      nieszczęściem.Wieczorem była moja siostra i niestety nie potrafiłam ukryć,że coś
      się stało,chociaż wcześniej starałam się nie rozmawiać z nią o swoich problemach
      bo zawsze je bagatelizowała,to teraz wybuchłam.Zadeklarowała pomoc i
      stwierdziła,że rodzice też pomogą mi jakoś wychować dzieci.Niestety wiem,że
      jestem skazana na dalsze pozostanie z nimi dopóki nie pójdę do pracy i dalsze
      uwagi(a teraz to będą mieć powód) i sama jestem sobie winna.Boje się pomyśleć co
      będzie dalej.
      • dortis Re: "kochana "mamusia-przegrałam 21.04.08, 20:01
        Nie załamuj się,może czasowe rozstanie z mężem jednak wyjdzie Wam
        obojgu na zdrowie,skoro emocje sięgnęły zenitu.Ochłoniecie
        trochę,złapiecie dystans i przekonacie się definitywnie: zależy Wam
        na sobie,czy nie,jest szansa coś zmienić,czy nie.Może z odległości
        do męża lepiej dotrze,że jesteście manipulowani.Nie jest
        powiedziane,że już wszystko stracone,ale sprawa wymaga obopólnych
        przemyśleń,przyznania się do błędów i działania.
Pełna wersja