selka25
03.04.08, 12:50
Witam
Od dłuższego czasu mam problem z moją mamą. Jestem jedynaczką i
prawie od urodzenia moja mama wychowywała mnie sama bez ojca - tak
się życie ułożyło. Mama pobudowała dom i założyła, że ja będę z nią
mieszkała. Lata mojej nauki i praiwe 10 lat poza domem (internat i
akademik) jakoś ją przyzwyczaiły do myśli, że być może jej plany się
posypią, być może zamieszkam z daleka od domu rodzinnego. Błędem z
mojej strony było posłuchanie rad, żeby po ślubie z moim mężem
wprowadzić się do mamy, bo teraz kiedy chcemy się wyprowadzić ona
odbiera to jako zdradę, zniewagę i nie wiem co jeszcze.
Z mojej strony moje relacje z mamą wyglądają tak, że dopóki idę na
ustępstwa, dopóki jest tak jak ona chce to jest dobrze. Nie znosi
sprzeciwu. Wszystko co robię w życiu to z myślą co moja mama pomyśli
o tym. Wiele rzeczy przemilaczamy, wiele tolerujemy aby było dobrze.
Jak jest na mnie za coś zła to mnie torturuje psychicznie - przeze
mnie źle się czuje i musi brac tabletki usp. Niby mieszkamy tu gdzie
mieszkamy, ale nic nie mozemy zrobic po swojemu, ciągłe kompromisy
zarówno ze strony mojego męża jak i mojej zupełnie nas zmęczyły. Do
tego dochodzą problemy z dziećmi typu jak mama nie kaze to pojde do
babci a babcia pozwoli itp. Rozmowy nie pomagają bo mama ma ciężki
charakter i nie da sobie nic wytłumaczyć a na dodatek się obraża.
Po kilku latach przemyśleń i marzeń o własnym domku dostaliśmy od
mojego ojca piękną działkę nad jeziorkiem, w pięknym miejscu. Chcemy
się tam wybudować i tu jest problem. Jak powiedziałam mamie o tym to
zaczął się koszmar. Usłyszałam rzeczy, których nigdy bym się nei
spodziewała od swojej matki. Najbardziej dźwięczy mi w uszach, że
ona tyle dla mnie zrobiła a ja teraz na starość (52 lata ma)
zostawią ją samą i tak się odwdzięczam. Usłyszałam, że dałam się
przekupić ojcu działeczką itp. Nie umiem sobe poradzić z tą sytuacją
bo z jednej strony jest mi ciężko, że ona to tak źle przyjęła i
odebrała a z drugiej strony mam swoją rodzinę i swoje marzenia,
które chcę realizować. Nie umiem spojrzeć na to wszystko z dystansu.
Siedzę od kilku tyg i płaczę bo to mnie przerasta.
Proszę o spojerzenie obiektywne i radę bo...obawiam się, że zanim
się stąd wyprowadzę to będę wrakiem psychicznym.