dogorywające małżeństwo..

14.04.08, 01:41
Nie będę się zagłębiał w szczegóły. Pobraliśmy się trzy lata temu.
Dziecko przyszło na świat. Po niespełna roku wyprowadziła się ode
mnie do rodziców. Potem wspólne wakacje. Potem do wawy -
wynajmowałem apartament/mieszkaliśmy razem. Zrobiła potajemną
wycieczkę na śląsk - wymeldowała siebie i dziecko. Przed Wigilią
powróciła do rodziców, zabroniła kontaktu z dzieckiem. Nowy Roku,
już nie moja. Teść wynajmował mieszkanie, ja dojeżdżałem do
wawy /300 km/ dwa razy w tygodniu. Potem wyjazd mój za granicę, teść
kupił jej mieszkanie w wawie /bo mąż ślązak nie zapewnił warunków/.
Potem wyjazd anglia. Krótkie wakacje. Zabieranie dziecka, unikanie
kontaktów. Tak mija kolejny rok.

Reasumując. Od roku nie współżyjemy. Zabrania mi kontaktów
fizycznych.Buzi też.
Od dwóch lat nie mieszkamy razem.
Kontakty z dzieckiem mam raz na trzy tygodnie. Dojazd do wawy - w
międzyczasie coś wymyśli /teście - małe miasto 100 km od wawy/.
Zabrania mi wstępu do jej miejszkania. Ot, teść zabronił jej
wpuszczać ślązaka.

Reasumując. 150 tysięcy w plecy w dwa lata, zero kochania, erotyki,
zbliżenia. Olewanie gnojem, szmacenie itd.
Dostała autko plus wyciągała z konta /miała kartę/ ok 3500
miesięcznie.

Od marca br. daję jej 1500 pln bo uważam, że to na połowę
utrzymianie dziecka. Ona nie pracuje, ukończyła studia 3 lata temu,
teraz kolejne tatuś opłaca. Więc żyje jak ta lala a od męża brała.
Pominę, co dała (..)..

Nie odbiera telefonów, zero kontaktu. Po dwóch latach widzę, że
dogorywałęm. Trzeba było jak się wyprowadziła zaraz założyć sprawę.
Nie mam kontaktów z dzieckiem, zabrania moim rodzicom przed
siedemdziesiątką spotkań z wnusią, chyba że przyjadą przez pół
Polski.

Łamię się. Wiem, że mnie nie kocha. Ale czy rozwód rzeczywiście
stanowi jedynie rozwiązanie bym miał regularny kontakt z dzieckiem?
A alimenty? Od 3 lat nie mam przychodu. Żyję z pozostałości na
koncie. Od dwóch lat nie mieszkamy wspólnie.

Czy ktoś ma pomysł jak z tego wybrnąć? Obrzuca mnie wulgaryzmami,
już nawet nie chce mi się kolekcjonować nagrań z komórki.
Czy sąd da wiary i rozstrzygnie to?

Mam prawie 40 lat, ona młodsza. Nie tak planowałem sobie życie.
Chodzę na terapię, wychodzę powoli z depresji. Świat mi się zawalił
jak mi zabrała dziecko. Nie piję, ćwiczę, zbieram się.

Czy kiedyś dziecko mi zarzuci, że to ja złożyłem do sądu o rozwód?
Przecież, nie udowodnię jej, co mama czyniła.

Doradcie, proszę.
dzięki.
    • kicia031 Re: dogorywające małżeństwo.. 14.04.08, 09:46
      Kiepsko zone wybrales, ale trudno. Moim zdaniem, najwazniejsze w tej
      chwili jest ustalenie kontaktow z dzieckiem. Potem rozwod, ktory
      uysankcjonuje tylko stan faktyczny. Nie jestescie razem, nie
      kochacie sie - nie ma co udawac.

      A potem warto zrobic podsumowanie malzenstwai zastanowic sie, co i
      dlaczego poszlo nie tak. Zeby nastepnym razem wybrac lepiej.
      • marzennak Re: dogorywające małżeństwo.. 14.04.08, 09:53
        Bardzo dziwny jest twój post. Piszesz sucho i lakonicznie o faktach,
        mieszkaniach, pieniądzach. Niewiele o emocjach, przyczynach takiego
        stanu rzeczy. Jakim jesteś człowiekiem? Jakim ona jest człowiekiem?
        Dlaczego się odkochała? Przecież coś was wcześniej połączyło? Czy
        chodzi tylko o pieniądze? Dlaczego zabrania ci kontaktów z
        dzieckiem? Bo to zła kobieta jest? A może nieszczęsliwa? Nic nie
        piszesz o jej racjach.
        • rafalkrzysztof Re: dogorywające małżeństwo.. 14.04.08, 13:52
          dziekuję za komentarze.
          ironia losu, właśnie dostałęm wezwanie do sądu na rozprawę.
          cóż, widać już dawno było "pozamiatane"...
          przepraszam, za zbędny post na forum.
          • kicia031 Re: dogorywające małżeństwo.. 14.04.08, 14:36
            No to teraz tym bardziej musicie dopracowac wasze stosunki tak, by
            nie cierpialo na tym dziecko.
            • rafalkrzysztof Re: dogorywające małżeństwo.. 15.04.08, 18:51
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=78285362&a=78353111
              zobacz proszę jak kwitnie sobie..forum.
              • kicia031 Re: dogorywające małżeństwo.. 15.04.08, 19:06
                Gdyby moj partner nie chcial wspolzyc ze mna w ciazy i po porodzie, tez bym
                odeszla. Zapomniales wspomniec o tym drobiazgu, prawda?
                • kati1973 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 11:54
                  Nie wnikam skąd masz takie informacje, ale to nie jest powód
                  zabraniania spotkać dziecka z ojcem....
                  • kicia031 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 12:12
                    > Nie wnikam skąd masz takie informacje, ale to nie jest powód
                    > zabraniania spotkać dziecka z ojcem....

                    Informacje mam z linka, ktory podal autor watku, zakladam, ze chcial
                    zebysmy sie dowiedzieli szczegolow.

                    Oczywiscie ze to nie powod by uniemozliwiac kontakty ojciec-dziecko,
                    natomiast moim zdaniem dobry powid, zeby sie rozstac, tymczasem
                    przedstawiono nam tu zone jako osobe, ktora bez powodu opuscila
                    kochajacego meza.
                    • kati1973 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 12:30
                      Coż jaka jest trudna sytuacja z zona nie wiemy, bo nie znamy realcji
                      strony drugiej. Jednak nie powinno sie mieszac w to dziecko. Byc
                      moze kiedys podziekuje jej z brak obecnosci ojca...
                      Wg mnie to byl powod do wspolnej terapii, a nie do rozwodu...
                  • kati1973 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 12:27
                    juz wiem z postu na mezczyzna...
                    Wnioski jeszcze gorsze.. zwyczajnie mial problem ze zblizeniami z
                    zona po porodzie? To jest powod do rozwodu i do utrudniania
                    kontaktow z dzieckiem?
                    • amelkalexi Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 18:28
                      Widocznie dla niektorych tak... Co bys sobie pomyslala, gdyby Twoj
                      maz odmawial sexu??? Bo...jestes w ciazy i dziecku baaardzo
                      szkodzi... potem po porodzie, bo widzial wielka cipe!!!! To
                      natura!!! Nie wiem po co panowie pchaja sie na porodowke...ani to
                      nie jest w stanie pomoc, a tylko denerwuje, a potem jeszcze takie
                      skutki, bo delikatni i wrazliwi. Coz, porod to nie piekny widok i
                      naukowo udowodnione, ze niejednemu po takim akcie przechodzi ochota
                      na sex... A "najlepsze" w tym wszystkim to, ze ochota na sex
                      przechodzi tylko i wylacznie w stosunku do wlasnej zony!! No wiec
                      biedna malzonka znajac nature meska i wiedzac, ze takowy potrzebuje
                      sexu kilka razy w tygodniu...mysli tylko o tym, ze szanowny oddaje
                      sie rozkoszom, ale nie z nia!!! I niejednokrotnie nie jest to bledne
                      myslenie. Niestety, w okresie dorastania mozg u
                      chlopcow "przechodzi" z glowy do penisa;-)
                      • marzennak Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 19:34
                        Napisałeś również, że poleciała na kasę. A kilka zdań dalej, że nie
                        możesz płacić wysokich alimentów, bo niewiele zarabiasz i ona o tym
                        wie...

                        "to była kiedyś moja studentka. Panna z małego
                        miasteczka, Dwa lata chodziła na moje zajęcia więc się zabujała.


                        nie można być z kimś, kto wiąże się
                        dla pieniędzy a potem na każdym kroku to potwierdza

                        pozwała mnie na 5000 alimentów. 3000 dla córki a 2000 dla siebie.
                        ot..zmyśliła sobie dochody itd..ja nawet tyle nie zarabiam."

                        Poleciała na pieniądze biednego wykładowcy?
                        • m_zonka Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 09:58
                          ...no i co miesiąc wyciagała 3500 z konta bo miała kartę...
                      • bj32 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 19:59
                        "Nie wiem po co panowie pchaja sie na porodowke...ani to nie jest w
                        stanie pomoc, a tylko denerwuje, a potem jeszcze takie skutki, bo
                        delikatni i wrazliwi."
                        Niektórych proszą żony. Na przykład ja poprosiłam męża. I pomógł.
                        Mógł wyjść, gdyby chciał. I nie oglądał cipy, bo stał od strony
                        głowy. I nic mu nie przeszło, a zwłaszcza chęć na mnie...
                        • kicia031 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 21:45
                          "Nie wiem po co panowie pchaja sie na porodowke...ani to nie jest w
                          > stanie pomoc, a tylko denerwuje, a potem jeszcze takie skutki, bo
                          > delikatni i wrazliwi."
                          > Niektórych proszą żony.

                          A niektorzy sami chca, malo tego, sami sie pchaja ogladac nieestetyczne widoki,
                          choc inna byla umowa ;-)).
                          I wcale im nie przechodzi ochota na partnerke, wrecz przeciwnie. ;-))
                          • bj32 Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 09:36
                            Dokładnie. Ta historia z tym, jak to zawleczony przemocą mąż ogląda
                            żonę od strony porodu, a potem zaczyna nabierać wstrętu to, zdaje
                            sie, w duzym stopniu mit. Zazwyczaj tam to taki maż z kamerą [sic!]
                            przeszkadzałby położnej i lekarzowi.
                            [Zreszta ja prywatnie pomysł z kamerą czy aparatem uważam za
                            głupi...]
                            I w ogóle wszystko zależy od układów w rodzinie. Myśmy chcięli
                            oboje, mąż nie był pewien, czy wytrzyma, powiedziałam, ze będzie
                            mógł wyjść, jeśli uzna, ze go to przerasta. Nie wyszedł. Pomógł mi
                            bardzo, bo ja zwyczajnie nie słyszałam, co położna do mnie mówi. I
                            zastrzegł, ze przy nastepnym porodzie też będzie i już:)))
                      • kati1973 Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 20:05
                        Na pewno nie rozwodu....
                        Tak jak napisalam poprosilabym o terapie Jesli nie byloby i wszstkie
                        mozliwosci bylyby wyczerpane WSZYSTKIE dopiero ostateczny krok
                        Jesli ktos ma uraz psychiczny, to nalezy mu sie pomoc
                        Malzenstwo to piaskownica, problemy powinno sie wyjasniac, a nie
                        rowodzic na pstrykniencie palcem
                        Nie wiem co kazde z nich zrobilo, bo autor watku tego nie pisze
                        Jednak byc moze gdyby o tym rozmawiali i poszukali pomocy, bo w tym
                        wypadku jest mozliwa, to nie byloby moze tematu...
                        • rafalkrzysztof Re: dogorywające małżeństwo.. 16.04.08, 22:16
                          1. macie może racje. ale Pan doktor mnie uprzedzał, że różni
                          mężczyźni różnie przechodzą poród. Jeśli chcecie znać moje zdanie:
                          owszem, było to dla mnie bardzo intymne przeżycie. A jeśli więc mam
                          z jednej strony postawić małżeństwo a z drugiej chwilę..cóż, nie
                          mnie sądzić to.

                          niestety, nie udało nam się odbyć żadnej pielgrzymki do terapeuty.

                          powiem wam tak..od roku się nie kochaliśmy...początkowo myślałem,
                          ok, nie chce, nie może, coś nie tak.. nie chciała na ten temat
                          rozmawiać, coś wymyślała.

                          nie podejrzewałem ją o nic. ot, już w życiu różne rzeczy widziałem.
                          znam pary, które nawet gdy się pogryzą to potrafią się w pościeli
                          zapominać..

                          może byłem ślepy, może nie chciałem widzieć. nie by kogoś miała,
                          choć łza mi się kręci gdy wspomnę sobie nasze intymne uniesienia.

                          muszę się pogodzić, że ona nie chce być moją żoną. wziąć się w garść
                          i skupić na kontaktach z dzieckiem oraz swoim życiem.

                          nie pijam, nie palę. ot, ćwiczę, śpię, żyję, pobieram nadal nauki..
                          samo życie.
                          • marzennak Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 08:01
                            Pisałeś, że to ty nie chciałeś seksu przez wiele miesięcy po
                            porodzie? Teraz piszesz, że ona ne chciała?
                            • kati1973 Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 08:57
                              teraz to i ja mam wątlipwośi, może szuka usprawiedliwienia,
                              wygladzenia, albo to wszystko nie prawda?
                            • triss_merigold6 Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 09:35
                              Jak pan nie miał ochoty na żonę - młodą kobietę - przez okres ciąży
                              i wiele miesięcy po porodzie to absolutnie się nie dziwię, że dostał
                              kopa. Słusznie dostał.
                              • amelkalexi Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 11:55
                                To sie ani kupy ani dupy nie trzyma....
                                Chcialbym,ale sie boje.... przestalem sie bac, to on nie chce....
                                Kto komu dal tego kopa...i kto kogo wykopal z lozka???? Zbyt wiele
                                sprzecznosci jak dla mnie!!!
                                • miecka29 Re: dogorywające małżeństwo.. 17.04.08, 22:27
                                  Coz, jak na moje oko to tak do konca nie winny nie jestes, widzisz
                                  ja tez nie dawno powilam synka, i moj maz nie bardzo mial ochote na
                                  figle w lozku, pytalam, probowalam rozmawiac, a zaznacze ze moj maz
                                  tez jest przed 40-tka, a ja nie naleze do zaniedbanych, twierdzil ze
                                  jest tak przejety rola ojca ze dla mnie nie starcza czasu i jego
                                  sil, czulam sie okropnie, zrobilam sie placzliwa i nerwowa, moja
                                  samocena spadla.......mialam ochote odejsc, uciec....i to widzisz
                                  nie chodzilo o sam fakt seksu, ale zainteresowania moja osoba, dla
                                  niego przestalam byc kobieta i stalam sie matka jego dziecka, a tak
                                  sie poprostu nie da funkcjonowac w normalnej rodzinie......ja mialm
                                  szczescie bo po ok. 3 miesiacach, po rozmowach i tlumaczeniach
                                  wszystko wrocilo w miare do normy, teraz poprostu nie mamy tyle
                                  czasu dla siebie i napewno kochamy sie rzadziej, ale jest to nasz
                                  wspolny wybor, i oczywiscie nurzucony przez kochanego
                                  synka.......reasumujac, gdyby potrwalo to jeszcze ze 3 miesiace,
                                  znienawidzilabym mojego meza do szpiku kosci, pewnie bylby to
                                  poczatek konca........
                                  • rafalkrzysztof Re: dogorywające małżeństwo.. 18.04.08, 07:40
                                    hm..może masz rację. ale mniemam że nie masz 22 lat. tyle miała moja
                                    żona gdy się urodziła córeczka. ja wtedy 35. ot, było to trzy lata
                                    temu.
                                    może nie miała wystarczająco do mnie cierpliwości czy też
                                    wyrozumiałości. trudno mi ocenić. z pewnością, gdy pomyślę o
                                    naszych "ekscesach miłosnych" i późniejszym opadaniem..teraz to
                                    chyba po wszystkim jest. od roku odmawia mi zbliżeń. i przejaskrawia
                                    sytuacje. że kwiatka nie kupiłem, że to, że tamto. uważam, że prawda
                                    leży po środku. ją kiedyś wychowywali dziadkowie - nie rodzice. ci
                                    znowu dwa razy się rozwodzili...sama mi mówiła jak się czuła gdy ją
                                    rodzice pytali z kim chce być, z tatą czy z mamą.
                                    teraz jej rodzice narzucają jej kontakt z wnusią, więc historia się
                                    powtarza. a ja na boczne tory.
                                    wiesz, nie sądziłem, że tak się załatwia te sprawy.
                                    oni absolutnie odmawiają rozmów, dialogu tłumacząc to, że już zbyt
                                    późno itd. przecież z kryzysu można wyjść gdy się chce. ale trzeba
                                    chcieć. chyba prościej jej odejść, dostać pieniążki na utrzymanie
                                    itd. znajdzie sobie kogoś /choć mniemam, że kogoś już ma -
                                    oczywiście neguje, odmawia informacji itd.
                                    ot, łudziłem się, odbierałem odmowy na zbliżenia jako coś
                                    przejściowego a to... chyba jak to niektórzy mawiają..było już
                                    pozamiatane..
                                    teraz mam dwa miesiące na rozprawę. czuję się jakbym miał na wyrok
                                    czekać. pan adwokat, zresztą b.miły człowiek wytłumaczył mi,
                                    że "jeśli ktoś chce rozwodu to nie ma żadnej siły by go od tego
                                    odwieźć". co znaczy, mogę się nie zgodzić na rozwód ale ona i tak
                                    swoje osiągnie.. w końcu byliśmy na wakacjach a pozew już był dawno
                                    w drodze..przecież to zwykłe świństwo i wyrachowanie z jej strony.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: dogorywające małżeństwo.. 20.04.08, 22:39
      To co mnie zastanawia w Pana wątku to sprzeczności i niespójności.
      Z jednej strony widzi Pan żonę, i tak ją przeżywa, jako mściwą
      materialistkę, zależną od rodziców, emocjonalnie niedojrzałą,
      wulgarną, odrzucającą i agresywną. Trudno mi sobie wyobrazić, aby
      te cechy lub przynamniej ich zajawki nie były widoczne wcześniej.
      Ale wcześniej miłosne uniesienia, być może , miały rekompensować
      ułomności. Pisze Pan o żonie używając protekcjonalnych i lekko
      cynicznych zwrotów i określeń. Wydaje mi się, że to określa Pana
      stosunek do niej i może ona to czuje.
      Z drugiej strony chce Pan właśnie z taką kobietą być i chce Pan jej
      powrotu.
      To co Pan dostrzega jako największą niedogodność , zranienie i
      odrzucenie to brak seksu. Tak jakby nie mógł Pan zrozumieć, że w
      tak kryzysowej sytacji znależć miejsce na intymne zbliżenia. Mam
      wrażenie, że traktuje Pan seksualną intyność bardzo przedmiotowo.
      Skoro żona to powinna być dostępna bez względu na to co przeżywa i
      czuje do Pana w danej chwili.
      Z trudem sobie wybrażam kontakt z tak zdewaluowaną osobą, a Pan
      jednak tego właśnie chce.
      Pisze Pan o kontaktach z dzieckiem, ale mam , być może mylne,
      wrażenie że to jest raczej powierzchowna potrzeba bez chęci
      realizacji. Szybko może stać się to obszarem konfliktu i manipulacji
      a nie autentycznej potrzeby kontaktów z córką.
      Warto się zastawić. czy rzeczywiście Pan cierpi, bo odchodzi od Pana
      ukochana osoba czy też dlatego, że nie tego Pan oczekiwał i jest
      Pan rozczarowany i wściekły na żonę. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: dogorywające małżeństwo.. 21.04.08, 06:40
        Z jakiś powodów technicznych wkradł się brak znaczaka "odpowiedź
        eksperta" w tym wątku. Więc pisze ten fragment aby sie pojawił.
        Jednocześnie uzupełniam częś dotyczącą seksu.
        Wydaje mi się, że trudno zrozumieć Panu, że w kryzysie, bez względu
        na to kto go wywołał i jak rozłożona jest wina , ta faktyczna i ta
        indywidualnie odczuwana, istnieje niechęć do intymnych zbliżeń. Pan
        natomiast się ich dopomina i jest zdziwiony odmową. Zastanawiam sie
        także , poza fizjologią, czemu Pan ich pragnie, jeśli tak
        nieprzyjemny obraz żony Pan tu przedtawił , czyli jak rozumiem tak
        ją Pan przeżywa.
        By może jest to wynik przedtawienia sprawy tylko w pewnym koneście,
        ale skoro jest Pan w terapii warto się i nat tym zastanowić. Tyle
        tytułem uzupełnienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: dogorywające małżeństwo.. 21.04.08, 07:17
      W tym wątku też jest odpowiedź eksperta. Ponawiam próbę uzyskania
      odpowiedniego znaczka. Nie wiem czemu się tu nie pojawia. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:
Pełna wersja