Czy ja mam jeszcze jakieś życie?

16.04.08, 15:29
Nie wiem nawet jak zacząć ,mąż mnie zdradzal a teraz dowiaduje sie
że płaci tej dziwce alimenty. Jak mam dalej żyć mamy dwójkę dzieci
ktorych nie mogę pozbawić ojca,nawet jeśli okazał sięprawdziwym
gnojem.Brak mi już sił nie wiem czy nie łyknąć czegoś i nie mieć już
żadnych prodlemów.Mam dość już takiego życia imam dość udawania że
wszystko jest dobrze, nawet przed dzećmi.Zyjęjuż tak od 2 lat jakbym
olądała koszmarny film.
    • lookbill Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 15:35
      Alimenty na dziecko, które jej zrobił?
      Wiem, że to trudne, ale albo to zaakceptujesz (wtedy musisz się
      pogodzić z wizytami u dziecka a tym samym widywania się z jego
      matką) albo rozstać. Nie ma innego wyjścia.
      Dla mnie tego już by było za wiele. Znając swoja odporność wolałabym
      się rozstać ;/
    • marzeka1 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 16:24
      "dość udawania że
      wszystko jest dobrze, nawet przed dzećmi."- jeśli to nie są kilkumiesięczne maluchy ,nie ukryjesz przed nimi, że coś jest nie tak, może nie poznają prawdy, ale wyczuję, że coś nie tak. Poza tym najgorsze to tkwić w chorym układzie "dla dobra dzieci", ojca-jeśli będzie pełnił swoją rolę- zawsze mieć będą, ty- męża niekoniecznie mieć musisz, jeśli wszystko się między wami wypaliło i zostały tylko złe emocje.Zawsze może płacić alimenty na twoje dzieci.
      • paola.5 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 11:52
        dla dobra dzieci to lepiej nie mieć takiego ojca.... On nie tylko Tobie
        wyrządził piekło na ziemi , ale równiez takim zachowaniem i dzieciom.
    • bea53 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 16:29
      Skad wiesz ze to dziwka, moze okłamał ją tak samo jak Ciebie?
      nie szafuj zbyt pochopnie ocenami, Twoj maz okazał sie swinią i tylko tyle wiesz
      na pewno, płaci alimenty i co masz problem ze utrzymuje wlasne dziecko?
      • lookbill Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 16:34
        Nie oburzaj się, ona nie ma problemu z tym, że placi alimenty na
        własne dziecko, tylko z tym, że to dziecko nie należy do niej, a mąż
        zwyczajnie w świecie okazał się draniem, bo nie dość, że zdradzał,
        to z poważną konsekwencją dla jej rodziny i pewnie zataił to, że
        płaci alimenty na boku. Faktem jest, że winny jest on a nie kochanka
      • lookbill Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 17:47
        Poza tym, nie bez powodu takich mężów nazywa się ku..arzami ;)
        • amelkalexi Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 17:58
          wlasnie!!!! Lookbill. Dobrze napisane.I nie ma co tamtej pani od
          dziwek wyzywac....bo moze nie wiedziala, ze on zonaty... Ale to tak
          latwo na inna wine zrzucic, a mezusia jeszcze bronic, bo taki
          nieodporny, za duzo wypil... Zygac sie chce... Mysli taki k...em, a
          innym sie obrywa.
    • marzeka1 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 18:02
      "płaci tej dziwce alimenty"- jeśli to jego dziecko, to musi płacić i tyle. I skoro ona dziwka, to mąż- dziwkarz.
      • miecka29 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 18:41
        pamietaj ze dzieci sa szczesliwe jesli ich rodzice sa szczesliwi, Ty
        nie jestes i watpie zebys byla, kwestia pozbawiania dzieci ojca nie
        jest taka zamknieta, jesli pozostaniesz w tym zwiazku wylacznie dla
        dzieci to podswiadomie bedziesz je winila za swoj los, a to droga do
        nikad....gdy juz opadna emocje, zastanow sie na spokojnie jakie masz
        mozliwosci wybrniecia z tej sytuacjii, jesli jestes na utrzymaniu
        meza to sprawa sie bardzo komplikuje, i ktos kto nigdy sie nie
        rozwodzil moze powiedziec ze to nie jest problem, bo brak pieniedzy
        na utrzymanie siebie i dwojki dzieci to nie jest zabawa.......czasu
        nie cofniesz, Twoj maz postapil zle, mysle ze konsekwencje juz
        zaczyna ponosic, jesli sie juz zdecydujesz na rozwod to z tym
        placeniem alimentow na dzieci roznie bywa, nawet jesli ma zasadzone,
        to niestety czasem trzeba sie jeszcze o nie upominac, a tu miesiac
        za miesiacem leci i trzeba cos jesc.........glowa do gory,
        przedewszystkim spokoj, opanowanie i konsekwentne dazenie do
        celu.......moim osobistym zdaniem macie marne szanse na uratowanie
        waszej rodziny, to co zrobil Twoj maz jest praktycznie
        niewybaczalne.......
        • kroliczek-to-ja Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 19:26
          a dla czego nie mozesz pozbawic swoich dzieci ojca?Rozwiedz sie z
          nim i niech placi na wasze dzieci alimety tez a ty znajdz im
          lepszego tate ktory nie bedzie robil im braci na okolo
    • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 20:24
      "mąż mnie zdradzal (...) Zyjęjuż tak od 2 lat"
      Dwa lata temu dowiedziałaś się, że Cię zdradza, nie zrobiłaś z tym
      faktem nic, a teraz masz myśli samobójcze, bo "dowiaduje sie że
      płaci tej dziwce alimenty."? Trochę to nie teges... Było albo od
      razu gościa za drzwi wystawić, albo w ogóle coś z faktem zrobić, a
      nie teraz wpadać na doskonały pomysł zostawienia dwójki dzieci, a Ty
      będziesz nieżywa i masz po stresie.
      Kobitka jakby była dziwką to by w ciążę nie zaszła. Mogła nie
      wiedzieć, ze żonaty. Albo [coś z klasyki] mógł jej wmawiać, ze sie
      rozwiedzie. Płaci alimenty? I dobrze. Tracisz coś na tym? Obniżył
      Wam si standard życia? Bo jak nie, to nie widzę problemu z samym
      faktem płacenia.
      Twoja urażona duma to inna sprawa. Mozesz albo pogodzic sie z
      faktami, albo pożegnać gościa ozięble. Zostawanie w toksycznym
      związku "dla dobra dzieci" jest równie chore jak i sam związek.
      Mozesz też pójść do psychologa, zeby Ci pomógł uporzadkować uczucia.
      I wtedy podjać decyzję. I sądzę, ze to będzie najlepsze wyjście.
      Na razie dzieciom fundujesz piekło. Kiedyś mogą zrobić to samo, co
      ojciec ["mamie nie przeszkadzało"], to samo, co Ty ["mama znosiła
      skoki w bok ojca, czyli tak ma być"], albo podziekować Ci
      za "cudowne" dzieciństwo ["Czemu, u diabła, go nie wyrzuciłaś?"].
      Wszystkie scenariusze są do bani.
      • kama1204 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 20:50
        Nie sądzcie mnie tak surowo ja juz wszelkie za i przeciw rozważałam.
        Wyjasniam że ona wiedziała o mnie i naszym małżeństwie i to odemnie
        nawet przepraszała że zawraca mu głowe w soboty sprawami firmy.
        Nigdy nie było w naszym związku kryzysów istna sielanka do tamtego
        czasu.Mąż pracowal ja zajmowałam się domem i dziećmi. Razem na
        imprezy do kina wakacje, kupowanie działki ,budowa domu. I co
        wymazać to zniszczyć ten obrazek jaki dla moich dzieci tak usilnie z
        miłościa budowałam. Boje sie być sama, nie umiem ale też nie
        potrafie być takia jak kiedys nie ufam mu nie wybaczę i co...
        • lookbill Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 22:16
          Oj kochana, ale widzę, że nadal jesteś zaślepiona! Nie ma to żadnego
          znaczenia, że ta kobieta wiedziała, że jest żonaty. Po drugie, Twoje
          małżeństwo z tym panem na pewno nie było sielanką! Po prostu nie
          zauważyłaś tego, że nie jest już dobrze
        • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 07:42
          Ja Ci nie osądzam ani surowo, ani w ogóle wcale. Mogę wyrazić opinię
          na temat sytuacji czy zachowania, ale nie Twój, bo Cię nie znam.
          Wyobrażam sobie, jak musisz sie czuć, ale [wybacz] jak słyszę,
          ze "chyba już tylko mogę sie czegoś nałykać", i to majac dwójkę
          przychówku, to po prostu budzi się we mnie chęć dania Ci w ucho. Za
          ten jeden "dobry" pomysł tylko.
          "przepraszała że zawraca mu głowe"
          A wiedziałaś już wtedy, że te "sprawy firmy" to jej dupa? Bo jeśli
          tak, to trzeba było obić jej gębę i tyle... Choćby dla własnej
          satysfakcji. Bo głównym winnym jest Twój maż, nie babus. To jego
          obowiązkiem było siedzieć w domu, a nie dutkać obcą babę.
          "istna sielanka"
          WIesz, z moich obserwacji wynika, że to nie ma tak, że jak jest w
          domu dobrze, to się szuka czegoś na boku... "Razem na imprezy do
          kina wakacje". A jakieś strefy prywatności? On sam na ryby czy z
          kumplami na mecz i piwo? Ty bez niego i dzieci do koleżanek na
          wieczór panieński? Bo to, jak sie okazuje, też jest ważne. Znam
          gościa, któremu żona też wiecznie u szlufki wisi. I wiesz co?
          Zmeczyło go to i znalazł sobie kochankę. W dodatku chyba nie
          pierwszą. Tylko ten spryciarz wpadki raczej nie zaliczy.
          "zniszczyć ten obrazek jaki dla moich dzieci tak usilnie z miłościa
          budowałam"
          Budowałaś obrazek... Fikcję czyli. A nie żyłaś prawdziwym życiem.
          Dzieci to wyczują prędzej czy później... Ja Cię rozumiem. Tylko, ze
          teraz musisz podjąć jakąś decyzję.
          "Boje sie być sama, nie umiem ale też nie potrafie być takia jak
          kiedys nie ufam mu nie wybaczę i co..."
          No tak... Jaki masz wybór? Możesz albo męża [z hukiem bądź
          grzecznie] wypieprzyć na zbity pysk i zasądzić mu alimenty. Na
          dzieci i na siebie. Jeśli nie pracujesz to, zdaje się, na Ciebie
          należą Ci sie bez gadania. O to spytać możesz prawnika, albo tu:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=584
          Mozesz też facetowi zwyczajnie sklepać michę i ustalić nowe zasady w
          domu ["Alimenty, mężu drogi, sobie płać, z dzieckiem się widuj, ale
          jeśli zerzniesz babusa jeszcze raz - wylatujesz z domu, jeśli
          zaniedbasz obowiązki domowe i nie wyrzucisz śmieci - wylatujesz z
          domu, jeśli nie zostaniesz w piątkowy wieczór z dziećmi bo ja chcę z
          koleżankami iść do tancbudy - wylatujesz z domu..." itd].
          Wiem, ze mu nie ufasz. Nawet jeśli kiedyś mu wybaczysz, to i tak nie
          zapomnisz i marne szanse, zebyś zaufała znowu. Ale coś z tym musisz
          zrobić.
          Na początek musisz określić [*dokładnie!*] swoje uczucia. Czy go
          kochasz i czy 8chcesz8 z nim być. Ale nie dlatego, ze dzieci, ze
          wspólny dom i że razem chodziliście do kina. Tylko zwyczajnie, czy
          Ty sama dla siebie chcesz.
          Serio, idź do psychologa, zeby pomógł Ci to uporządkować. Bo na
          razie to [wybacz określenie] latasz w kółko i potykasz się o własne
          nogi. A to Ty musisz podjąć decyzję, a nie ja, inne forumowiczki czy
          psycholog z netu. Bo to Twoje życie.
          Powodzenia:)
      • lookbill Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 16.04.08, 22:14
        No wiesz, każdemu obniżyłby się standart życia, gdyby płacił
        alimenty na boku. A to nie są małe kwoty biorąc pod uwagę koszty
        utrzymania dziecka
        • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 07:19
          "każdemu obniżyłby się standart"
          Niekoniecznie. Jeśli gość jest [na przykład] dyrektorem handlowym w
          dobrze zarabiającej firmie i zarabia [powiedzmy] 11 tysięcy
          miesięcznie, a płaci alimentów niechby i 700,- czy 1000,-... To
          jakie tu obniżeia standardu? Mi by nie robiło różnicy, czy mąż
          przynosi 10 czy 11 tysięcy. Z głodu bym od tego ne umarła.
          W dodatku koleżanka pisze, że romans ma facet od dwóch lat, teraz
          *dowiedziała się* o alimentach. Nie o sprawie w sadzie tylko o
          fakcie płacenia. Czyli nie zauwazyła wcześnej ubytków, nie odczuła
          finansowo braków związanych z alimentami.
          Ile kosztuje utrzymanie dziecka - wiem. Posiadam takowe:)
          • kama1204 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 09:48
            Romans już nie istnieje a ta dziwka (przepraszam za określenie ale
            nie potrafię inaczej) jeszcze będąc w rzekomej ciąży z moim mężem
            przygruchała sobie jakiegoś gościa. Mąż błaga o przebaczenie już dwa
            lat a ja nie wiem co robić wiszę wtym jakoś obok tylko chwile
            załamania są coraz częstrze. Chyba naprawdę potrzebuję psychologa
            może ktoś zna takowego w Poznaniu.
            • marzeka1 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 10:51
              "będąc w rzekomej ciąży z moim mężem"-ojcostwo można stwierdzić, gdy facet podda się badaniu DNA, wtedy musi płacić alimenty.
              "Mąż błaga o przebaczenie już dwa
              > lat "- a ty nakręcasz się, mąż źle zrobił, zdradził, ma nieślubne dziecko z inną, ale widać chce być z tobą i dziećmi, jesli ty tak nakręcasz, że myślisz o samobójstwie, to lekarz niezbędny, bo to nie jest całkiem normalne.BO: albo bierzesz z mężęm rozwód i on płaci alimenty(a to wg ciebie nie wchodzi w grę), albo- jesli decydujesz się zostać po zdradzie- powinnaś próbowac odbudować związek.
              • kicia031 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 11:14
                BO: albo
                > bierzesz z mężęm rozwód i on płaci alimenty(a to wg ciebie nie
                wchodzi w grę),
                > albo- jesli decydujesz się zostać po zdradzie- powinnaś próbowac
                odbudować zwi
                > ązek.

                Dokladnie. Albo jedno albo drugie. Nie ma sensu meczyc sie dla
                dzieci - w niczym to im nie pomoze, jesli nie stac cie na
                wybaczenie. No i maz popelnil blad, ale tez ma prawo do szczescia, a
                nie ciaglego zucia w cierpieniu i poczuciu winy. W koncu pojdzie
                sobie w cholere i trudno mu sie dziwic, bo ile lat mozna pokutoiwavc
                za jedna zbrodnie?

                I jeszcze jedno: sprawdzianem dla twojego meza bedzie sposob w jaki
                odnoi sie do swojego dziecka. warto z tego wyciagnac wnioski.
            • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 14:02
              O psychologa popytaj tu na przykład:
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=609
              A jeśli nie ma pewności, czy dziecko jest Twojego męża, to uprzyj
              sie przy badaniach. On te alimenty ma zasądzone, czy jej płaci na
              gębę? lepiej, jakby na gebę, bo wtedy ją odstawia od forsy i składa
              wniosek o potwierdzenie ojcostwa czy coś. O to też spytaj na PiP [to
              ten link wyzej]. Przy zasądzonych to już gorzej.
              Weź sie za to jak najszybciej, zanim faktycznie jakąś durnote
              wymyślisz i skrzywdzisz wszystkich dookoła.
              Pozdrawiam.
              • kicia031 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 15:01
                lepiej, jakby na gebę, bo wtedy ją odstawia od forsy

                Lepiej dla kogo? Mowimy tu o dobru dziecka i chyba wszyscy sie
                zgadzamy, ze powinno byc na pierwszym planie? Wiesz, ze czasami sady
                decyduja, ze ojciec niebiologiczny pozozstanie ojcem w sensie
                prawnym, bo inne rozwiazanie wiazaloby sie z krzywda dla dziecka,
                ktore nie moze ponosic odpowiedzialnosci za glupote rodzicow?

                Dawno nie czytalam czegos rownie podlego.
                • m_zonka Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 15:50
                  dodam od siebie, ze moim zdaniem kiedyś dzieci Kamy, wiedząc, ze
                  mają rodzeństwo (o tym tez powiny wiedzieć dla swojego dobra by
                  tych "rodzinnych sekretów" było jak najmniej), wolałyby chyba nie
                  żyć ze świadomością, że ten przyrodni brat/siostra został
                  pokrzywdzony finansowo bo tatus miał dzieci z prawego łoża. Gyby
                  kama zabiegała o to, by odstawić tę kobietę od forsy "dla rzekomego
                  dobra swoich dzieci", to podcięłaby sobie gałąź, na której siedzi.
                  Mogłyby jej mieć to za złe gdy dorosną. Dlatego powinna rozgraniczyć
                  dwie sprawy: (1) swoją relację z mężem, walkę o małżeństwo lub
                  rozwód i (2) odpowiedzialność za tamto dziecko (finansowa i moralną).
                  • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 18.04.08, 12:58
                    Moment. Ja pisałam w kontekście udowadniania ojcostwa. Jeśli dziecko
                    jest meża Kamy, to ów mąż płaci, utrzymuje kontakty i krótka piłka.
                    A Kama się z tym godzi i cześć, albo się z nim rozstaje. Ja nie
                    pisałam, ze powinien odciać forsę "dla rzekomego dobra swoich
                    dzieci", tylko w przypadku, gdyby chciał wykluczyć/potwierdzić
                    ojcostwo, a pani zaczęłaby mu czynić wstręty.
                    Tu nie chodzi o zabranie jednemu jego dziecku czegoś na korzyść
                    innych dzieci. Tu chodzi o to, że jeśli miałby swoim dzieciom coś
                    tam odbierać i dawać obcemu [nie *swojemu*] dziecku, to to nie
                    byłoby w porządku. Wobec dzieci.

                    Co do rozgraniczania zgadzam się w całej rozciagłości.
                    • kicia031 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 24.04.08, 19:14
                      a nie
                      > pisałam, ze powinien odciać forsę "dla rzekomego dobra swoich
                      > dzieci", tylko w przypadku, gdyby chciał wykluczyć/potwierdzić
                      > ojcostwo, a pani zaczęłaby mu czynić wstręty.

                      Ojciec ma obowiazek lozyc na dziecko dopoki ojcostwo nie zostanie zaprzeczone.
                      Zaprzeczenie ojcostwa odbywa sie poprzez zlozenie odpowiedniego wniosku w
                      prokuraturze. ktora nakazuje zgloszenie sie na badania. Wiec nie pisz bzdur,
                      blagam cie..
                • bj32 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 18.04.08, 12:48
                  "czasami sady decyduja, ze ojciec niebiologiczny pozozstanie ojcem w
                  sensie prawnym, bo inne rozwiazanie wiazaloby sie z krzywda dla
                  dziecka, ktore nie moze ponosic odpowiedzialnosci za glupote
                  rodzicow?"
                  Uzasadnij, z jakiej paki, jeśli facet okazałby sie nie być
                  biologicznym ojcem dziecka, miałby płacić na nie alimenty? Bo
                  mamusia sie puszczała? W dodatku z żonatymi? Dla mnie to nie
                  argument.
                  "Dawno nie czytalam czegos rownie podlego."
                  A wrąbanie cudzego męża w niejego dziecko to czyn szlachetny? Postaw
                  się w sytuacji załozycielki wątku, a potem powiedz, czy leżałoby Ci
                  na sercu dobro jej dziecka.
                  Ja sie staram patrzeć obiektywnie. Dziecko za głupotę rodziców i tak
                  poniesie konsekwencje, bo będzie w niepełnej rodzinie czy tam coś.
                  I zdaje sie, ze ta druga pani zarabia jakieś pieniądze, głodem nie
                  przymiera itd. Zatem nie wiem, co podłego w moim podejściu. Mam sie
                  litować nad kompletnie mi nieznanym dzieckiem, któremu sie nic złego
                  nie dzieje, a którego matka zrobiła załozycielce wątku numer i
                  zaszła w ciażę z jej mężem? Czemu?
                  • kama1204 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 20.04.08, 18:54
                    Rozumiesz mój problem , bardzo dziękuję za to dobrze wiedzieć że
                    nie jest się na świecie samemu w osądach .
                    • ula-lo Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 20.04.08, 23:05
                      A czemu przez 2 lata nie zrobił badania DNA?
                      Skoro płaci, to chyba wie, a może jednak on też mówi "rzekoma MOJA ciąża"? ;-)
                      Czy to Ty sobie dopowiedziałaś, bo wtedy ona jest "bardziej dziwka" a on "mniej
                      gnojek"?
                      • kama1204 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 24.04.08, 18:22
                        Tak to jego słowa a badań nie zrobił bo podobno o niczym nie
                        wiedział.Został postawiny przed faktem dokonanym z teg co wiem tak
                        działa nasze prawo.Dla sądu liczą się słowa matki i to kogo ona
                        wskarze a nie kto naprawdę jest ojcem.A wezwania podobno były tylko
                        na inny adres.NIe płaci komornik zabiera.
                        • kicia031 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 24.04.08, 19:16
                          badań nie zrobił bo podobno o niczym nie
                          > wiedział.

                          No ale teraz juz wie, prawda?
                  • kicia031 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 24.04.08, 19:12
                    Postaw
                    > się w sytuacji załozycielki wątku, a potem powiedz, czy leżałoby Ci
                    > na sercu dobro jej dziecka.

                    Ja nie musze sie stawiac, bo bylam w takiej sytuacji. I wierz mi, zupelnie
                    inaczej sie zachowalam.

                    Mam sie
                    > litować nad kompletnie mi nieznanym dzieckiem, któremu sie nic złego
                    > nie dzieje, a którego matka zrobiła załozycielce wątku numer i
                    > zaszła w ciażę z jej mężem? Czemu?

                    Zalozycielka watku tez jest ci kompletnie nieznana, a oceniajac ja na podstawie
                    jej wpisow w tym watku, to z cala pewnoscia bogu ducha winne dziecko zasluguje
                    na wieksza litosc niz ona.
    • karolina.chonly Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 13:25
      Nie chcesz dzieci pozbawiac ojca (lagodnie mowiac gnojka) a chcesz
      sie zabic i pozbawic je matki...zeby one z tym ojcem zostaly... To
      troche nielogiczne.
      To czy placi alimenty czy nie nie ma teraz wiekszego znaczenia (a
      moze i ma troszke, bo wiesz, ze sie przynajmniej nie wykreca od
      odpowiedzialnosci), istotnie jest to co zrobil przed 2 laty i ze TY
      wtedy nie podjelas stosownych krokow. Pozwolilas, zeby zostal, zylas
      z tym nadal... tak jakby mu to na sucho uszlo...
      Teraz tak jak dziewczyny pisza musisz zdecydowac: albo odbudowac
      zwiazek, skoro i tak trwa to juz tak dlugo (pytanie tylko, czy Ty
      umiesz z tym zyc i czy sie to nie powtorzy), albo rozwod i to
      szybko, nie za kolejne iles lat, bo szkoda tylko Ciebie i dzieci.
      Trzymam kciuki za wlasciwa decyzje i zycze duzo sil - nie rob tylko
      glupstw!!
      • kama1204 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 17.04.08, 14:20
        Łatwo powiedzieć ale gorzej zrobić i jaki wybór jest słuszny dla
        mnie? To jest to z czym sie borykam tak długo. Bardzo dziękuję za
        wszystkie rady, myślę że zmobilizują mnie do jakiegoś działania.
    • nikya79 [...] 17.04.08, 22:17
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • ewciaa1234 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 18.04.08, 12:32
      nie ma sensu byc dluzej z kims takim
      • scalla Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 19.04.08, 02:59
        jestem dzieckiem z rozbitej rodziny, mój ociec też okazał się g...
        ...na szczęście moja matka z czasem okazała sie mądrzejsza od
        autorki wątku, bo inaczej prawdopodobnie byłabym nastoletnią
        morderczynią (ojca)

        zastanawia mnie, dlaczego kobiety zostaja z mężczynami "dla dzieci"?
        czy wy same nigdy nie byłyście dziecmi, czy zapomniałyscie jak to
        jest?
        bo ja do tej pory pamiętam jak było "nie tak" w ich związku, tak
        jakoś "nienormalnie", nie jak u koleżanek, jak spali w osobnych
        pokojach, jak w wieku 7 lat broniłam moją matkę przed ojcem ... i
        pamietam wszystko co było póżniej...

        czemu na boga skazujecie swoje dzieci na taką traumę?
        czemu tak je krzywdzicie swoim "poświęceniem"

    • 18_lipcowa1 Re: Czy ja mam jeszcze jakieś życie? 19.04.08, 18:07
      dziwce???????
      a to on ja z burdelu wzial?
Pełna wersja