easy_nietoperz
18.04.08, 14:08
Witam,
W skrócie. Jestesmy wolnym związkiem z wyboru od 12 lat. Mamy trójkę dzieci (syn 9 lat i roczne bliźniaczki). Przez rok byłam w domu w dziecmi, on zaczął wtedy nowa kariere. około pół roku po urodzinach bliźniaczek zaczelismy sie od siebie oddalać. On - fascynacja nowa praca i wyzwaniami. ja - gnusniałam w domu. (należe do tych, którym siedzenie w domu nie słuzy). Po roku próbuje stawac. Ale widzę, że przez ten czas oddalilismy sie od siebie, dla mnie bardzo, dla nie go nie wiem, bo nie rozmawiamy.
Zdarza się, że brzydko sie nazywamy. Moje potrzeby rozmawiqania i wyjasniania sa traktowane jak fanaberie (tak odczuwam) On wychodzi z założenia, że trzeba czekac. Ja - za pół roku roku czekania i nic nie robienia w kierunku poprawy, juz nie bedzie czego poprawiac.
zaczęłam rozważac rozstanie. Ale strasznie ciązy mi odpowiedzialnośc za dzieci.
Ale jak ja będe nieszczęśliwa, to trudno aby dzieci takie były.
Wiem, że nigdy nie ejst tak, że zła jest tylko jedna strona
Ale jak sie czuje: niekochana, lekcewazona, czasami (ostatnio częściej) jako sprzataczka i opiekunka do dzieci. Nie czuje sie kobieta dla niego.
Rozmowa ze mną jest dla niego nieciekawa, bo ja dla niego taka jestem.
Od 1,5 miesiąca dziecmi zajmuje się babcia, a ja próbuje wstac. I chyba dojrzewac to decyzji - tylko teraz jakiej?
Chce być w porządku - nie chce po prostu powiedziec mu "odchodzę", wole przedstawic sprawe jasno - jak? Jak mam rozmawiac?
jakie kroki musielibysmy wykonac aby naprawic związek?
co z dziećmi?
Co ze MNĄ?
pozdrawiam