ksk77
18.05.08, 15:55
nie mam ochoty już na nic poza siedzeniem w internecie,spotkaniami ze znajomymi,najlepiej mi jak jestem sama, choćby w innym pokoju niż rodzina.i zbyt często piję piwo... dziecko mnie męczy,po 3 latach przepychanek i walki o normalne wychowanie,krzyków nawet przy ludziach, w sklepie (ma ponad 4 lata i to wynik naszych klotni w domu) ...nie radzę sobie z dzieckiem,partner ma inne metody wychowawcze,z którymi ja się nie zgadzam,w oczach corki pokazuje mnie jako mniej wiarygodną co zauwazylam nie tylko ja,no moze ostatnio troszkę to zmienił...nie mam do córki cierpliwości,czuję zal,ze bylam z nią tyle razy sama a on sie wloczyl,wyprowadzal,nie mam już sił
niechęć do faceta za ktorym "jestem" prawie 6 lat...po 3 zdradach łącznie 2 letnich,ostatnio skonczyl bo ona miala tego dosc, ponad roczny związek i jest ze mną od 4 miesięcy. od kiedy 2-3 miesiace temu napisal do niej na gg wklejając jej rozmowę ze mną,zeby jej pokazać jak go okłamala we mnie coś pękło, po prostu..........nie mam ochoty z nim przebywać,nie mam ochoty na sex a miałam ZAWSZE tylko,że sexu nie było,bo nie chciał. teraz od kilku m-cy on chce a ja nie mogę,nic w środku nie czuję patrząc na niego,coś po prostu się stało i czuję obojętność. z 2 strony walczylam o niego tyle i nie wiem czy chcę zyc bez niego. z nim jednak średnio widzę przyszłość. nie ma zaufania,bezpieczenstwa nawet finansowego, sprząta w domu bo chwilowo nie moze pracować, jest cierpliwy ale to dopiero od niedawna. nie to ze ja się chcę odegrać choc to tez mi chodzi po glowie, to nie mialoby sensu, ja po prostu czuję taki bezsens tego związku pustkę...widzę,ze mu przykro,ze się wścieka ale jakby za późno zaczął się starać. związek z tą kobietą ponad rok na moich oczach, w zasadzie trójkąt i takie zakończenie wykończyły mnie , a moment kiedy się dowiedzialam,ze pod koniec tego związku do niej się wyprowadził (niby do rodziców), zostawil mnie na święta, sylwestra,i jak zwykle kłamał prosto w oczy, potem jeszcze do niej się odezwał,zeby pokazać ze go coś boli, nie, dziękuję..........ale to była jakby kropla która przepełniła kielich mojej cierpliwości, miłości,chęci do ciągnięcia tego. teraz mam to co chciałam-jego w domu, jego chęc na sex,wyjścia, spacery,rozmowy tyle że ja tej chęci już nie mam. niewiem jak sobie z tym poradzić i co robić dalej. nie ma osoby która by nie twierdzila od lat,ze ten związek nie ma sensu,ze on jest niegodnym zaufania.......ja zawsze się stawiałam,ale teraz nie wiem już co lepsze.
bylismy rok temu u psychologa,kilkakrotnie,razem,uslyszalam,ze to duzo pracy i na sesje indywidualne i wspólne. efekt-zdradzal kolejne pol roku...
myślę nad tym,zeby znów być samą z dzieckiem ale ze względu na godziny otwarcia przedszkola i problem w znalezieiu innego nie wiem jak (wczesniej byl zlobek otwarty tak,ze zdązylam wrocic z pracy). a teraz? nawet nie zarobię na opiekunkę do odbioru dziecka...nie mówiąc o kolejnym szoku,ze taty nie ma w domu(moze sie wyprowadzic tylko na 2 koniec Polski bo jest z innego miasta)
właśnie szukam pracy,mam miesięczną przerwę, chcę pracować ale z 2 strony wolę odpocząć w domu w końcu,pozalatwiac nagromadzone sprawy, to kompletnie nieodpowiedzialne, bo na zycie będzie musiala przez miesiąc dac mi moja mama (ma z czego), ale ostatnio nie mogę się zebrać do niczego oprócz tego,co sprawia mi przyjemność,jakbym specjalnie chciała sobie odebrac te cięzkie dni i noce kiedy bylam sama z dzieckiem,co trwało baaaaaaaardzo dlugo, kiedy nie mialam jak wyjsc do sklepu, na zakupy, ze znajomymi (rodzina mi nie pomaga,nie zostaje nikt z dzieckiem).
wychodzi na to,że mam depresję, doła-gigant i wpędzam się w coś, co może się bardzo źle skończyć. zaniedbuję rodzinę i siebie i stoję w miejscu. pracy oczywiscie szukam,chodze na rozmowy ale żebym dawala z siebie wszystko na nich?...
wiem,ze powinnam pojsc do psychologa albo zrobic sobie plan i się go trzymać, czasem się udaje,robię i zalatwiam co trzeba,ale ostatnio jak mam wrocic do domu, czuję TAKI opór jakbym w nogach miala kamienie ważące tonę :(
proszę o rady...