problem z 20-latkiem

19.05.08, 14:24
Witam, mam nadzieje, ze dobrze trafilam.
Mam troche ponad 20-letniego mlodszego brata. Rodzice maja z nim
ogromny problem, a ja widze, ze nie potrafia sobie poradzic i
chcialabym im cos podpowiedziec. Brat jest bardzo dobrym
czlowiekiem, ma natomiast problemy z alkoholem (jestesmy z dobrej
rodziny, w ktorej nie ma takich problemow). Brat jak pamietam od ok
15 roku zycia popijal sobie piwka, zaczely sie problemy ze szkola.
Jakos skonczyl liceum, z pomoca rodzicow i za moja namowa poszedl na
podpowiedziany przeze mnie kierunek studiow. Bylo dla niego za
ciezko wiec przeniosl sie do prywatnej szkoly, na moim zdaniem nic
nie znaczace studia, ktorych podejrzewam sam nie traktuje powaznie.
On chyba ma pretensje, ze my za niego zdecydowalismy, wiec przy tych
drugich studiach wiele juz nie mowilismy. Zawsze mialam z bratem
bardzo dobry kontakt, ale od ponad 2 lat nie moze sie z nim nikt
dogadac. Ani rodzice, ani ja, ani jego dziewczyna, z ktora z reszta
nie wytrzymal zbyt dlugo, bo mu "marudzila". Brat codziennie
wychodzi wieczorami i popoludniami z domu i najczesciej wraca po
paru piwach, badz nawet pijany. Jego koledzy to tacy sami chlopcy
jak on, z dobrych domow (ale nie z bardzo bogatych, normalnych).
Brat jest bardzo leniwy, nie dotrzymuje nigdy slowa, mowi ze mu na
niczym w zyciu nie zalezy, nie ma zadnych zainteresowan. Zdarzylo mu
sie, ze zostal zabrany przez policje na izbe wytrzezwien, a nawet
raz byl na "dolku" (sama nie wiem, to chyba areszt??) za pyskowanie
po pijaniemu policji. Niczego go to nie uczy, choc powtarza, ze juz
nie bedzie pil i ze sie wezmie w garsc. Rozmowy z nim nie maja
najmniejeszego sensu, bo go bardzo irytuja i zaraz kaze przestac mu
zawracac glowe. Nikt nie wie jak do niego dotrzec. Raz wyprowadzil
sie z domu (mieszkal pare dni u kolegow), nie kontaktujac sie w tym
czasie z rodzicami. Ostatnio wyszedl sobie z domu w piatek i wrocil
dopiero w poniedzialek, odebral jedynie raz ode mnie telefon mowiac
ze "musi sie odciac". Ja uwazam, ze jest alkoholikiem, a
przynajmniej ma powazny problem z alkoholem (i z zyciem w ogole),
ale rodzice nie dopuszczaja tego do siebie. On na pewno nie pojdzie
do psychologa, bo uwaza ze nie ma problemu. Bardzo prosze o porade
co z nim zrobic??!! Zamknac go w domu, zaszyc, dac mu swiety spokoj,
udawac ze jest nam obojetny??? Bo on ciagle narzeka, ze mu nie damy
spokoju, choc naprawde ciagle nie ma go w domu i rodzice moim
zdaniem dali mu za duzo swobody. Podstawowym bledem bylo moim
zdaniem, ze wczesniej jak zrobil cos zle to nie bylo zadnych kar,
zadnych konsekwencji. Rodzice mowili np. ze nie wyjdzie przez
tydzien a na drugi dzien pozwalali mu wyjsc... Jak mu pomoc??? Z
gory dziekuje i przepraszam za ten chaos.
    • kicia031 Re: problem z 20-latkiem 19.05.08, 14:30
      Ustalic zasady obowiazujace w domu: np nie znikamy bez uprzedzenia
      na dluzej niz 1 noc, konsekwencje ich lamania i dac mu odczuc te
      konsekwencje - np brak dofinasowania, bedzie sie musial
      wyprowadzic...

      Skad brat ma pieniadze na alkohol?
      • wisienka1980 Re: problem z 20-latkiem 19.05.08, 14:39
        Brat studiuje zaocznie i pracuje, wiec niewiele, ale zarabia.
        Tez uwazam, ze nalezaloby ustalic zasady. Ale co w sumie moga mu
        rodzice teraz zrobic...? Za studia placi sam (bo rodzice powiedzieli
        ze jedynie za powazne studia beda mu placic), cos zarabia wiec nie
        jest uzalezniony od rodzicow... Obawiam sie ze gdyby sie wyprowadzil
        (bo po tych paru wybrykach nawet rodzice mogliby mu kazac to zrobic
        skoro sie nie chce dostosowac) to bedzie z nim zle. Boje sie, ze
        wtedy albo sie stoczy zupelnie, albo nie da sobie rady, albo cos mu
        sie stanie... Sama nie wiem. Mysle, ze on ma slaby charakter i gdyby
        sie od niego odwrocic to nie wyniknie z tego nic dobrego... A
        wszyscy bardzo go kochamy...
    • m_zonka Re: problem z 20-latkiem 19.05.08, 14:50
      Radzę zacząć orientować się w kwestii tzw. współuzależnienia.
      jesteście współuzależnieni wszyscy - z Tobą dzieckiem bohaterem na
      czele i zaprzeczającymi rodzicami i bratem - kozłem ofiarnym. szukac
      jedynie w poradniach AA, Al-anon. Inaczej się nie da. Zacząć terapię
      wspóluzaleznienia od siebie (Ty i rodzice). inaczej się nie da. A
      jak rodzice wiecznie beda "nie dopuszczać", to zająć się sobą i
      swoim życiem. Nie uszczęśliwisz wszystkich na około.
      • wisienka1980 Re: problem z 20-latkiem 19.05.08, 15:32
        Ja juz nie takie dziecko, bo 30 na karku ;) ani nie bohater. Po
        prostu brat jest dla mnie ogromnie wazny, jest sporo mlodszy, a ja
        zawsze mialam taki "matkujacy" charakter... I rzeczywiscie rodzice
        zawsze uwazali, ze on tak przechodzi burzliwy okres mlodosci i ze
        pewnie wyrosnie... Ale moim zdaniem on juz jest doroslym czlowiekiem
        i pora zeby zaczal sie zachowywac jak dorosly... I to ja jestem
        jedyna osoba, ktora podnosi krzyk, ze cos sie dzieje zlego. Oni w
        zasadzie jedyne co robia to sie martwia... No i czasem tak sie
        zastanawiam, ze moze to ja robie problem, a on sie wyszaleje i w
        koncu sie ustatkuje... Ale przeciez to nie jest normalne, ze czesto
        sie upija (choc moze to ja tylko tak to widze...?), a poza tym nic
        go nie interesuje, nie dotrzymuje slowa, nie mozna na niego w niczym
        liczyc... A moze on po prostu ma taki beznadziejny charakter...
        Jak tak to opisuje, to zaczynam nabierac perspektywy... Tak jakbym
        zaczela glosno o tym mowic. Dziekuje za Wasze podpowiedzi :)
        • m_zonka chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 17:02
          zajrzyj tutaj:

          www.uzaleznienia-malopolska.pl/wotuw/index.php?option=com_content&task=view&id=246&Itemid=392

          (wiek dziecka jest kwestią drugorzędną)

          i tutaj:

          www.alkoholizm.akcjasos.pl/118.php
          • wisienka1980 Re: chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 17:16
            Zrozumialysmy sie :) tylko Twoj wpis natchnal mnie do rozwazan :) i
            tak jak napisalam poczulam sie jakbym o tym mowila glosno, a to
            pomaga nabrac perspektywy, wiec troche zabrnelam w inna strone.
            Chyba wybiore sie na takie spotkanie, a potem polece to rodzicom.
            Moze naucze sie jak dotrzec do brata... Jak z nim rozmawiac...
            • m_zonka Re: chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 17:31
              a potem polece to rodzicom.

              > Moze naucze sie jak dotrzec do brata... Jak z nim rozmawiac...

              Ten wpis świadczy jak najdobitniej o tym, ze jestes tzw. bohaterem
              rodzinnym. Nie stawiaj sobie takiego celu bo sie wykończysz.
              zmarnujesz energię na coś, co może nie rokować (4 na 100
              alkoholików "wychodzi" z choroby alkoholowej tzn. po terapii jest
              trzexwych bo alkohlikiem jest się całe życie), nie bierz na siebie
              nadodpowiedzialności za to, co zrobi ze swoim życiem brat (może sie
              zapić na śmierć i nie pomoże sztab najlepszych fachowców jesli on
              sam nie będzie chciał leczyć swojej choroby), ani za zamartwianie
              sie Twoich rodziców - oni mogą nigdy nie przyjąc do wiadomości, że
              brat ma problem bo to w jakis sposób kaleczy ich poczucie godności
              na zasadzie "nie udał mi sie syn a syn świadczy o mnie".
              Możesz zgłębić wiedzę, udac sie na konsultację do AA, Al-anon,
              powiedziec rodzicom, bratu. I tylko tyle. Prawda jest taka, że brat
              musiałby utracić wszystko, co jest dla niego ważne w zyciu - łącznie
              z rodzina, przyjaciółmi, pracą by ewentualnie próbować się podnieść.
              Może sie też okazać, że twoja dobra wola i krzyczenie o problemie, o
              którym piszesz, odwróci się przeciwko Tobie, staniesz się rodzinnym
              intruzem, który burzy zły, ale funkcjonujacy schemat bo mówienie o
              rzeczach trudnych stawia rodzinę w niekorzystnym świetle.

              Wiem, co mówię. Tez kiedyś chciałam zmieniac świat, ratować
              wszystkich bliskich nieszczęśników. Dla rodziny czyms najbardziej
              zagrażającym jest ZMIANA - lepiej trwac w czymś chorym niz spojrzeć
              prawdzie w oczy. Nie angazuj się zbyt mocno (wiem, ze to trudne bo
              brat, rodzice to najbliżsi ludzie, ktorych się kocha), wspieraj,
              pocieszaj na zasadzie "wiem, że Ci ciężko" i tyle. Inaczej się
              wykończysz. Koncentruj się na swoim życiu.
              • wisienka1980 Re: chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 17:48
                Bo ja bardzo go kocham... I serce mi peka jak pomysle, ze on sobie
                moze zmiarnowac zycie. Wiem, ze nie przezyje jego zycia za niego, ze
                nie zmusze go do zmian. I wcale nie poswiecam mu zbyt wiele czasu.
                Moze nawet za malo... W koncu starsza siostra powinna byc
                wsparciem... Bardzo chcialabym umiec mu pomoc. I tu juz jest duzy
                plus tego, ze tu napisalam, bo teraz postaram sie uzmyslowic mu
                jakos, ze ma problem i ze powinien cos z nim zrobic. Podsune mu moze
                cos do poczytania... Dziekuje :)
                • m_zonka Re: chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 18:31
                  W koncu starsza siostra powinna byc
                  > wsparciem... Bardzo chcialabym umiec mu pomoc. I tu juz jest duzy
                  > plus tego, ze tu napisalam, bo teraz postaram sie uzmyslowic mu
                  > jakos, ze ma problem i ze powinien cos z nim zrobic. Podsune mu
                  moze
                  > cos do poczytania... Dziekuje :)


                  Pamietaj, ze na tym właśnie polega wspóluzaleznienie - im więcej
                  wspierasz, pomagasz, tym bardziej umacniasz jego alkoholizm. jeśli
                  dotąd mówilaś mu, ze ma problem i nic ię nie zmieniło, to nie licz
                  na to, ze się zmieni. Paradoksalnie najbardziej mu pomożesz jeśli
                  kopniesz go w 4 litery. każde inne twoje wspierające, pełne miłości
                  zachowanie będzie utrwalaniem jego nałogu - bo otrzyma on informację
                  od ciebie, że ma bezpieczne lądowanie i ciepły kącik w sercu u
                  siostry. Niestety, realna pomoc ma czasem drastyczne oblicze.
          • m_zonka Re: chyba się nie zrozumiałysmy :-? 19.05.08, 17:17
            Aha. Tu jest mowa o rolach dzieci w rodzinie alkoholowej. Ów
            wchodzenie w role i te patomechanizmy nie są jednak związane
            wyłącznie z rodziną alkoholową.
    • alexxa6 Re: problem z 20-latkiem 19.05.08, 16:51
      20 letni człowiek, to człowiek pełnoletni, czyli mający prawo sam o sobie
      decydować.Oczywiście że jest alkoholikiem, tyle tylko że nie chce się do tego
      przyznać w czym skutecznie pomagają mu rodzice.Nie ma takiej siły by zmusić
      kogoś do leczenia dopóki on sam nie zobaczy problemu i nie zechce go
      zlikwidować.Tobie zostaje jedynie rola biernego obserwatora.Czasem trzeba
      sięgnąć dna by móc się od niego odbić.
Pełna wersja