Największy błąd w życiu - niepracująca żona.......

29.05.08, 13:37
Witam!
Mojemu synowi bedę starał się za wszelką cenę odradzić pomysł, aby
jego żona niepracowała.......
Jesteśmy po ślubie 10 lat, mamy syna. Prowadzę firmę i od początku
byłem dumny, że mogę zapewnić mojej rodzinie byt na dobrym poziomie.
Ustaliliśmy z żoną, że nie będzie pracowała. Nie byłem za tym, aby
żona latała do pracy na kilka godzin za wynagrodzenie, które ja
zarobię w ciągu 1-2 dni.I to był największy błąd w moim życiu. Zona
najzwyczajniej na swiecie się nudzi i dziczeje z dznia na dzień.
Jest nadopiekuńcza dla syna, zero zainteresowań, hobby itp. Do tego
stała się hipochondryczką - tu szczypie, tam boli, gdzie indziej
uciska.....Wyjście z domu tylko po zakupy i to też po godzinie 12-
tej. Każdy dzień wyglada tak samo - sobota czy poniedziałek: cóż za
różnica ???? Gdyby nie wyprawa syna do szkoły wstawałaby po 11-tej.
Nie wychodzi do ludzi - jedyne wyjście to warzywniak i sklep u
p.stasia. Zupelny brak dbania o siebie. Bo po co - wychodzi tylko do
sklepu.
Proponuję - idź gdzieś do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy.....Wręcz
ją wyganiam !!!! I co?? Raz na 2 m-ce zrobi coś ze sobą.......Ja mam
dwa razy więcej kosmetyków niż moja żona !!!!
Wyjście z domu do pracy, biura - DO LUDZI spowodowaloby większą
dbałość o siebie, o swój rozwój.
Patrzę na znajome wracajace z pracy to zazdroszę ich
mążom.........Niestety. Jak chcę pogadać i mówię o swoich
spostrzeżeniach pada krotkie : TO SOBIE ZMIEŃ.

Mam już tego dość.
    • kicia031 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 13:54
      Jak chcę pogadać i mówię o swoich
      > spostrzeżeniach pada krotkie : TO SOBIE ZMIEŃ.

      No coz, problemem chyba nie jest to, ze zona nie pracuje, tylko ze
      ma cie w nosie.

      Z punktu widzenia kobeity pracujacej: nie wyobrazam sobie
      niepracowania, nieposiadania wlasnych dochodow i wlasnej strefy
      samorealizacji. nawet gdyby partner proponal mi niepracowanie, nie
      zdecydowalabym sie na to, bo lubie miec wlasne pieniadze. naomiast
      gdybym miala srodki wlasne umozliwiajace nieprtacowania, jakis
      kappital, to zaangazowalalbym sie w prace wolontarystyczna w
      NGOsach , z ktorymi teraz wspolpracuje zawodowa i ktorym straszie
      zazdroszcze poczucia misji, pomagania innym i realizacji wznioslych
      celow.

      Moze warto porozmawiac o aspiracjach i pragnieniach zyciowych twojej
      zony? Nie jestem w stanie uwierzyc, ze istote ludzka moze
      zatysfakcjonowac zycie krecace sie wokol wypraw do warzywniaka.
      • yrut Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 14:04
        kicia031 napisała:

        > Jak chcę pogadać i mówię o swoich
        > > spostrzeżeniach pada krotkie : TO SOBIE ZMIEŃ.
        >
        > No coz, problemem chyba nie jest to, ze zona nie pracuje, tylko ze
        > ma cie w nosie.

        może..........

        > Z punktu widzenia kobeity pracujacej: nie wyobrazam sobie
        > niepracowania, nieposiadania wlasnych dochodow i wlasnej strefy
        > samorealizacji. nawet gdyby partner proponal mi niepracowanie, nie
        > zdecydowalabym sie na to, bo lubie miec wlasne pieniadze.

        całe życie uważałem, że to co zarobię to NASZE pieniądze a nie moje.
        Leżą na kupce w domu i na koncie, nawet nie sprawdzam ile i na co
        żona bierze.

        > Moze warto porozmawiac o aspiracjach i pragnieniach zyciowych
        twojej
        > zony?

        tak - studia farmakologiczne, aby wiedzieć więcej o lekach, ktorych
        po wizycie u lekarza i tak nie bierze.

        >Nie jestem w stanie uwierzyc, ze istote ludzka moze
        > zatysfakcjonowac zycie krecace sie wokol wypraw do warzywniaka.

        A jednak..........No, jeszcze opieka nad dzieckiem. Myslisz, że mnie
        to nie wkurza !!!!!!
      • m_laczynska Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 31.05.08, 00:59
        Może się mylę, ale mi to trochę pachnie depresją - niechęc do wstawania, brak
        jakichkolwiek własnych planów, nie wychodzenie z domu itp. Nie pracując można
        przecież robić 1000 różnych rzeczy. Może warto to skonsultować z
        psychologiem/psychiatrą...
    • deela Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 14:39
      heh
      coz powiedziec ja pracuje i nie mam czasu na kosmetyczki ani na glupiego fryzjera
      jednak siedze od tyg na zwolnieniu z mlodym i juz zaczynalabym sie cofac w
      rozwoju gdyny nie dodatkowe zlecenia
      je nie wiem jaki poziom umyslowy trzeba reprezentowac zeby majac okazje i
      mozliwosci nie ksztalcic sie, nie ralizowac hobby, nie uczyc sie jezykow
      twoja zona to intelektualny glon, pytanie ile w tym TWOJEJ winy?
    • monia76 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 14:58
      moze zona ma depresje?
    • mama-cudownego-misia Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 17:50
      Aktualnie jestem żoną niepracującą. Nie żebym nie mogła znaleźć pracy. Mam
      doktorat, osiągnięcia naukowe, byłam rozchwytywana w fachu, który od początku
      studiów pozwalał mi zarobić na życie (niestety nauka w Polsce popłaca tylko
      wybranym). Był to nasz wspólny świadomy wybór - uznaliśmy, że przyszedł czas na
      dzieci i że dzieci nie mogą się wychowywać samopas, że to jest właśnie czas na
      kilkuletnią przerwę w karierze, do której może wrócę, a może zacznę coś nowego.
      Szczerze mówiąc nudzę się. Fascynuje mnie rozwój mojego dziecka, przyjemność
      sprawia mi układanie kwiatów w wazonie czy wymyślanie nowych dań, ogólnie jestem
      zadowolona z życia i jest mi dobrze, ale poza mężem nie bardzo mam się do kogo
      odezwać. Z koleżankami drogi sie rozeszły, bo one jeszcze dzieci nie mają, a ja
      jestem, co tu dużo mówić, troszkę uwiązana. Mieszkam na osiedlu willowym
      opanowanym przez biznesmenów ze ślicznymi żonkami, z którymi mogę co najwyżej
      porozmawiać o tipsach, Dżordżu Clooneju i serialach telewizyjnych. Dużo czytam,
      a ciekawych ludzi spotykam głównie w internecie.
      Szczerze mówiąc, też nie dbam o siebie tak, jak to robiłam w czasach, kiedy
      chodziłam do pracy, i nie widzę w tym nic dziwnego. Stroję się wyłącznie na
      randki i romantyczne wieczory z mężem. Rzadkie, bo dziecko małe. Ty zapewne też
      nie chodzisz po domu w garniturze. Wręcz śmieszą mnie paniusie, które wychodzą
      na spacer z dzieckiem w pełnym makijażu, nie dającym skórze odetchnąć świeżym
      powietrzem, i tuptają za nim na swoich wysokich obcasikach po nadodrzańskich
      ścieżkach. Może ich mężowie są z tego zadowoleni, ale dla mnie trochę to dziwne...

      Nie wiem, czego oczekujesz od swojej żony, ale myślę, że zarzuty wobec niej są
      tylko pretekstami. Jesteście ze sobą 10 lat, pewnie jesteś już znudzony
      związkiem, pewnie nie macie o czym rozmawiać, żony już nie trzeba zdobywać, bo
      jest od Ciebie zależna, pewnie wokół jest pełno młodych, odpicowanych panienek,
      które kuszą... Historia, jakich wiele. Małżeństwo po latach traci swój urok, i
      straciłoby go nawet, gdyby chodziła do pracy. Tylko wtedy zarzuty byłyby inne -
      że nie dba o dom, ze nie wychowuje syna, że zmęczona, ze nie ma dla Ciebie
      czasu, że nie ma czasu o siebie zadbać... Trudno tez się dziwić, że jeśli między
      Wami źle się dzieje, żona jest przybita i nie ma na nic ochoty.
      Jeśli naprawdę Ci na niej zależy, to nie skupiaj się na wadach, tylko przejdź
      się z nią na zakupy i chwal, chwal, chwal (mój mąż fenomenalnie wybiera mi
      ciuchy, no i wszystko mu się na mnie podoba). Zabieraj ją na samotne randki i
      miedzy ludzi, aranżuj spotkania ze znajomymi, a nuż się z kimś zaprzyjaźni. No i
      rozmawiaj, opowiadaj, wciągnij ją w swoje życie, skoro jej życie jest takie
      ubogie. Żona potrafi czasem być fajnym przyjacielem i powiernikiem.
      • tubisa Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 18:33
        rany jak to przeczytałam to pierwsza moja myśl była taka że napisała
        to sfrustrowana Pani Zarobkująca.
        • mama-cudownego-misia Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 18:57
          To znaczy? :-)
    • amelkalexi Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 18:39
      Wiec zaproponuj zonie, aby poszla do pracy. Nie chodzi tu o to, aby
      zarabiala na Wasze utrzymanie, ale zeby sie wyrwala z domu i
      znalazla jakis cel w zyciu... Moze wtedy bedzie zadowolona???
    • triss_merigold6 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 18:45
      Są b. fajne kursy aktywizacji zawodowej dla kobiet - matek
      finansowane przez Europejski Fundusz Społeczny i Ministerstwo Pracy
      i Polityki Społecznej "Mama wraca do pracy". Dla kobiet w różnym
      wieku i o różnym poziomie wykształcenia. Niech sprobuje a potem
      chociaż na pół etatu do ludzi, bo zdziczeje do reszty. Do biura
      niekoniecznie, bo wybacz ale co ona konkretnego potrafi?
    • a.jaworskaa Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 19:45
      facet skoro to jest Twój największy problem w życiu to ja wspólczuję
      Twojej żonie. Kolejny Smerf Maruda. Co by Ciebie zadowoliło - jakby
      zamiast do warzywniaka "zapuściła" się 2 ulice dalej do
      supekmarketu. Jak tu kobieta ma podejmować pracę skoro Jaśnie Pan
      jasno zaznaczył że jej miesięczne zarobki to jego DWA dni pracy.
      Pewnie miałaby zarabiać na papier toaletowy czy waciki. ZACHĘCAJĄCE
      • triss_merigold6 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 21:05
        Skoro na panią wieloletnie siedzenie w domu wybitnie źle działa to
        powinna iść nawet na te pół etatu, wynagrodzenie jest mniej istotne
        niż konieczność codziennego mobilizowania się w celu wyjścia do
        ludzi.
      • memphis90 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 22.06.08, 20:56
        Kolejny Smerf Maruda. Co by Ciebie zadowoliło - jakby
        > zamiast do warzywniaka "zapuściła" się 2 ulice dalej do
        > supekmarketu.
        Albo do teatru czy na kurs jogi. Cokolwiek, byle poszerzało horyzont poza
        pietruszkę...

        >Jak tu kobieta ma podejmować pracę skoro Jaśnie Pan
        > jasno zaznaczył że jej miesięczne zarobki to jego DWA dni pracy.

        A moje zarobki to tyle, ile mój mąż potrafi wziąć za zlecenie, które zajmuje mu
        kilka h. I co- ja nie płaczę i tyłka w domu nie płaszczę. Ma razie ten mój
        wkładzik do domowego budżetu coś tam jednak znaczy, ale nawet jeśli nie, to z
        pracy nie zrezygnuję. Pracuje się dla siebie, dla swojej satysfakcji. Można
        nawet i dla tych cholernych wacików... Ważne, że ma się poczucie celu.
    • mama303 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 21:33
      A może Twoje żonie jest tak dobrze... Chciałbys aby ona Ciebie
      zaczęła zmieniać na swoja modłę.
      • kicia031 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 22:25
        No coz, rzeczywiscie najpewnij zonie jest dobrze. Bedzie jej jeszcze lepiej, jak
        pan znajdzie sobie model majacy szersze zainteresowania niz warzywniak i kopnie
        ja w dupe - wtedy bedzie placz, ze maz zly.

        Niestety, tak to jest, ze jak sie jest od kogos zaleznym, to sie mowi tak jest i
        odmaszerowuje wykonac polecenie. Dlatego ja zawsze mialam ambicje, by zarabiac
        tyle, ile mi i moim dzieciom potrzeba.
        • mama-cudownego-misia Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 22:38
          > Niestety, tak to jest, ze jak sie jest od kogos zaleznym, to sie mowi tak jest
          > i
          > odmaszerowuje wykonac polecenie.
          Kiciu, to jest jakiś absurd. Oboje zgodnie podjęli decyzję, ona zajęła się domem
          i wychowaniem dziecka, on zarabiał na rodzinę. To nie oznacza jednak, że jej
          zależność finansowa ma się przekładać na niewolnictwo. Toż to patriarchat w
          czystym wydaniu...
          • kicia031 mama misia 30.05.08, 10:27
            Troche zle sie wyrazilam - skrot myslowy. Nie twierdze, ze tak jest
            dobrze, ze zaleznosc finansowa oznacza tez zaleznosc innego rodzaju.
            Ale niestety, nawet jesli tak nie powinno byc, to czesto tak jest. I
            to jest fakt, z ktorym trzeba sie liczyc, taki jak zmiana por roku i
            majowe burze.

            Z posta zalozyciela watku wynika jasno, ze nie wytrzymuje z zona,
            ktora opuscila sie intelektualnie, spolecznie i wizualnie. ja go
            rozumiem, bo tez bym z takim czlowiekiem nie byla w stanie
            wytrzymac. Do tego jeszcze pani jest od meza uzalezniona finasowo -
            toz to prosta recepta na nieszczescie dla wszystkich.
            • mama-cudownego-misia Kiciu 30.05.08, 13:15
              kicia031 napisała:

              > Troche zle sie wyrazilam - skrot myslowy. Nie twierdze, ze tak jest
              > dobrze, ze zaleznosc finansowa oznacza tez zaleznosc innego rodzaju.
              > Ale niestety, nawet jesli tak nie powinno byc, to czesto tak jest. I
              > to jest fakt, z ktorym trzeba sie liczyc, taki jak zmiana por roku i
              > majowe burze.
              No nie do końca, raczej jak powodzie i trąby powietrzne. Takie traktowanie
              współmałżonka, deprecjonowanie go tylko dlatego, że stanowi rodzinne zaplecze,
              czyli jest tzw. kurą domową, należy raczej do patologii związku, niż do jego
              normy. Warto być tego świadomym, bo inaczej przez takie stereotypy się człowiek
              (najczęściej kobieta, chociaż znam odwrotny przypadek koguta domowego) daje
              niesłusznie gnoić i deprecjonować.
              >
              > Z posta zalozyciela watku wynika jasno, ze nie wytrzymuje z zona,
              > ktora opuscila sie intelektualnie, spolecznie i wizualnie. ja go
              > rozumiem, bo tez bym z takim czlowiekiem nie byla w stanie
              > wytrzymac. Do tego jeszcze pani jest od meza uzalezniona finasowo -
              > toz to prosta recepta na nieszczescie dla wszystkich.
              W profesję kury domowej (że też w j. polskim nie ma niedeprecjonującego
              odpowiednika! Umówmy się, że to określenie nie będzie miało w naszej rozmowie
              zabarwienia pejoratywnego) jest wpisane pewne "opuszczenie się" intelektualne i
              estetyczne. Godząc się na powtarzalność dni, na przebywanie głównie z dzieckiem
              i ciągłe zajmowanie się domem, człowiek godzi się też na pewne obniżenie poziomu
              intelektualnego. Jak już pisałam, nikt nie chodzi też po domu w garsonce czy
              garniturze oraz w pełnym makijażu. Nie ma w tym nic złego, taka specyfika
              wynikająca z warunków życia. Nie trzeba zresztą do tego być kurą domową.
              Koleżanka inspektor budowy to się dopiero opuściła intelektualnie i estetycznie,
              jak zaczęła na tejże budowie wśród roboli przebywać...
              Oczywiście, zaraz mi powiesz, że niektóre kobiety w tym czasie idą na studia
              podyplomowe, na basen, etc. Owszem, niektóre idą, inne nie mają takiej potrzeby.
              Też nie ma w tym nic złego. Nie musimy być wszystkie kobietami sukcesu. A już na
              pewno nie musimy się zmieniać w malowane lale, bo małżonek się ślini do żonki
              sąsiada.

              Wracając do naszego pana i jego żony, śmiem wysunąć teorię, że po 10 latach
              małżeństwa jest po prostu znudzony małżonką, Gdyby pracowała, zarzuty byłyby
              pewnie inne, ale też by były: że nie ma czasu dla domu, dla dziecka i dla
              męża... C'est la vie.
              Jeśli mu zależy na małżeństwie, a nie na rozgrzeszeniu się ze zmiany żony na
              nowszy model, skorzysta z rad soovy czy Iji_ijewnej. Bo to są dobre rady...
              • miacasa a i owszem 30.05.08, 13:34
                Mam podobne przemyślenia odnośnie pobudek autora wątku, jako kobieta domowa (od
                5,5 roku opiekuję się dziećmi i prowadzę firmę w domu) też zauważyłam, że taki
                tryb życia wymusza na mnie rezygnację z dużej części aktywności społecznej a tym
                samym powoduje konieczność rezygnacji z części aspiracji, redukcję własnych
                potrzeb. To taki okres w życiu, trochę trudny, trochę nudny, czasem zabawny a
                czasem nieznośny. Każde warunki, w jakich przychodzi nam żyć wywierają wpływ na
                naszą psychikę i wydaje mi się, że wspomniana żona źle znosi własną codzienność
                i brak wsparcia ze strony męża, być może czuje co się święci, być może widzi jak
                mąż strzela oczkami za innymi kobietami, może popadła w zniechęcenie, nabawiła
                się depresji? Nie jest łatwo wrócić "do ludzi" po kilku latach odsiadki w domu,
                nie wszystkie kobiety sobie z tym radzą szczególnie gdy "kochający" mąż
                postrzega ślubną jako kocmołucha-garkotłuka, pomiotło ostatnie, od którego każda
                inna jest tysiąckroć mądrzejsza, ładniejsza, bardziej seksowna, ponętna...
              • kicia031 Kicia sie nie zgadza 30.05.08, 13:53
                W profesję kury domowej (że też w j. polskim nie ma
                niedeprecjonującego
                > odpowiednika! Umówmy się, że to określenie nie będzie miało w
                naszej rozmowie
                > zabarwienia pejoratywnego) jest wpisane pewne "opuszczenie się"
                intelektualne i
                > estetyczne. Godząc się na powtarzalność dni, na przebywanie
                głównie z dzieckiem
                > i ciągłe zajmowanie się domem, człowiek godzi się też na pewne
                obniżenie poziom
                > u
                > intelektualnego.

                Rzeczywiscie czesto sie tak dzieje, ale czy musi sie tak dziac? Ja
                np urodzilam dziecko na 3 roku studiow i bedac z dzieckiem w domu te
                studia skonczylam, glownie pracujac w domu (taka specyfika studiow -
                bardzo intelektualnie wymagajacych) Owszem, zupki i kupki rzecz
                wazna, ale to nie oznacza, ze pozbylam sie potrzeb intelektualnych.

                Jak już pisałam, nikt nie chodzi też po domu w garsonce czy
                > garniturze oraz w pełnym makijażu. Nie ma w tym nic złego, taka
                specyfika
                > wynikająca z warunków życia.

                Bedac w domu mozna snuc sie do 13 w pidzamie (tak ja sie smnulam w
                wolne dni iedy chorowalam na depresje), albo mozna zmobilizowac sie
                i ubrac estetycznie, co nie znaczy, ze w garsonkie - np ja nie lubie
                i nawet do pracy nosze tylko wtedy gdy jest to absolunie
                nieuniknione. Podobnie nie ma powodu by rezygnowac z lekkiego
                makijazu - jest taki obdzliwy wierszyk chyba sztaudyngera: myjcie
                sie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny ;-(((

                Ale wydaje mi sie, ze zabrnelam tu troche w zlym kierunku -
                problemem zalozyciela watku nie jest to, ze zona nie pracuje, tylko
                ze nie ma potrzeb estetyczno / intelektualno / towarzyskich. I to
                jest dramat, aczkolwiek mozna sie domyslac, ze zalozyciel watku nie
                szukal na zone ambitnej intelektualistki, to tez nie nalezy sie
                dziwic, ze ma to, co ma.

                Tematem odrebnym jest moje przekonanie, ze kobieta powinna miec
                wlasne srodki utrzymania. Bo tez nie o to autorowi watku chodzi,
                natomiast sadze, ze powinno o to chodzic jego zonie, bo ryzykuje
                wiele.
                • mama-cudownego-misia Re: Kicia sie nie zgadza 31.05.08, 10:20
                  > Rzeczywiscie czesto sie tak dzieje, ale czy musi sie tak dziac?
                  Oczywiście, że nie musi, tyle, że jeśli kobieta nie ma aspiracji ogólnie
                  uznawanych za "wyższe", to przecież nie jest patologia. Obiektywnie, Kiciu,
                  jesteś w mniejszości.

                  > Bedac w domu mozna snuc sie do 13 w pidzamie (tak ja sie smnulam w
                  > wolne dni iedy chorowalam na depresje), albo mozna zmobilizowac sie
                  > i ubrac estetycznie, co nie znaczy, ze w garsonkie - np ja nie lubie
                  > i nawet do pracy nosze tylko wtedy gdy jest to absolunie
                  > nieuniknione. Podobnie nie ma powodu by rezygnowac z lekkiego
                  > makijazu - jest taki obdzliwy wierszyk chyba sztaudyngera: myjcie
                  > sie dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny ;-(((

                  Wiesz co, na brak higieny u ślubnej to on się raczej nie skarży, a jesli chodzi
                  o ciuchy i makijaż, to odpowiem Ci z własnego doświadczenia. Po prostu szkoda mi
                  ciuchów :-( Nie znalazłam jeszcze skutecznego sposobu wywabienia pomidora,
                  marchwi i szpinaku, szczególnie z wełny i naturalnego jedwabiu :-(. Mam całą
                  szafę wyjściowych ciuchów, kompletowanych przez lata, i co tylko któryś wyciągnę
                  do chodzenia po domu, to się niszczy. Nie żeby od razu piżama, ale jednak do
                  domu mam zestaw "zwykły", do którego szczerze mówiąc nie pasuje ani makijaż, ani
                  biżuteria.
                  No i wreszcie ten makijaż, nawet lekki, sprawia, ze nie mogę zupełnie
                  bezpiecznie przytulić dziecka (nawet nie wiesz, jakie świństwa nosisz nakładając
                  puder), ze czuję się niekomfortowo, że skóra nie oddycha, że opalenizna wychodzi
                  "w łaty"...
                  Owszem, łażą tu po osiedlu paniusie, które muszą chyba wstawać o 5.00, żeby się
                  tak wystroić do spacerku z dzieckiem, ale jakieś to takie sztuczne i nienaturalne.

                  > Ale wydaje mi sie, ze zabrnelam tu troche w zlym kierunku -
                  > problemem zalozyciela watku nie jest to, ze zona nie pracuje, tylko
                  > ze nie ma potrzeb estetyczno / intelektualno / towarzyskich. I to
                  > jest dramat, aczkolwiek mozna sie domyslac, ze zalozyciel watku nie
                  > szukal na zone ambitnej intelektualistki, to tez nie nalezy sie
                  > dziwic, ze ma to, co ma.
                  Myślę, że problemem założyciela wątku jest to, że "the grass is always greener
                  on the other side" - podobają mu się żony sąsiadów i w ogóle baby, których nie
                  miał, a w żonie przez kontrast widzi pomietło. Może ona i nie jest
                  najładniejsza, ale jeśli facet chce ratować związek, to naprawdę źle się do tego
                  zabiera...

                  > Tematem odrebnym jest moje przekonanie, ze kobieta powinna miec
                  > wlasne srodki utrzymania. Bo tez nie o to autorowi watku chodzi,
                  > natomiast sadze, ze powinno o to chodzic jego zonie, bo ryzykuje
                  > wiele.
                  Wiesz, tak naprawdę moim też. Kobieta może sobie pozwolić na zależność finansową
                  od mężczyzny tylko w bardzo szczególnych wypadkach i zawsze jest to obarczone
                  ryzykiem, którego powinna być świadoma. Co jakoś nie koliduje z moim wrażeniem,
                  że w tym wypadku i pełna sesja u wizażysty na długo by nie pomogła...
                  • memphis90 Re: Kicia sie nie zgadza 22.06.08, 21:02
                    > Wiesz co, na brak higieny u ślubnej to on się raczej nie skarży, a jesli chodzi
                    > o ciuchy i makijaż, to odpowiem Ci z własnego doświadczenia. Po prostu szkoda m
                    > i
                    > ciuchów :-( Nie znalazłam jeszcze skutecznego sposobu wywabienia pomidora,
                    > marchwi i szpinaku, szczególnie z wełny i naturalnego jedwabiu :-(. Mam całą
                    > szafę wyjściowych ciuchów, kompletowanych przez lata, i co tylko któryś wyciągn
                    > ę
                    > do chodzenia po domu, to się niszczy.

                    Odnoszę wrażenie, że nie jest to problemem dla założyciela watku. Wnioskując z
                    tego, co pisze, żonka mogłaby pewnie raz w miesiącu wypełniać szafy nowymi
                    jedwabiami i wełnami, a ubrudzone wyrzucać.
              • bj32 Re: Kiciu 01.06.08, 10:01
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=79577577&a=79577577
          • memphis90 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 22.06.08, 20:57
            To jakaś nowa definicja patriarchatu- mąż, który chce, żeby żona wyszła do
            ludzi, poszerzała horyzonty, dbała o siebie... Rzeczywiście, niewolnictwo XXI
            wieku...
        • mama303 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 02.06.08, 17:25
          kicia031 napisała:

          > No coz, rzeczywiscie najpewnij zonie jest dobrze. Bedzie jej
          jeszcze lepiej, ja
          > k
          > pan znajdzie sobie model majacy szersze zainteresowania niz
          warzywniak i kopnie
          > ja w dupe - wtedy bedzie placz, ze maz zly.

          Uważam, że zawsze mozna znaleźc lepszy model. Jak facet ma
          wymalowaną pracującą lalkę w garsonce to pewnie będzie sobie szukał
          kobitke bardziej "domową" i szlafroczkową.
          Ważne by byc sobą i sie ze sobą dobrze czuć, nie warto zmieniac sie
          na siłe dla nikogo, nawet dla własnego męża.
      • chrenata Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 22:29
        łatwo jest powiedzieć, to niech kobieta idzie do pracy. Ja jestem w
        podobnej sytuacji i po 6 latach spędzonych w domu, mam poczucie, że
        wypadłam z rynku, że nic nie potrafię, ze nie mogę konkurować z
        tymi, co cały czas są na bieżąco.
        Jeśli kobieta przestała dbać zupełnie o siebie, to pewnie nie jest
        specjalnie szczęśliwa w swoim związku.
    • soova Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 22:33
      A może wyszlibyście gdzieś RAZEM? Bo tak czytam, że jej tylko proponujesz:

      "idź gdzieś do kosmetyczki, fryzjera, na zakupy"


      "> Wyjście z domu do pracy, biura - DO LUDZI spowodowaloby większą
      > dbałość o siebie, o swój rozwój."

      Pewnie, że tak. Ale macie wspólnych znajomych, jakieś miejsca, które możecie
      razem odwiedzić? I to nawet bez dzieci? Jak dawno temu byliście razem (sami!) w
      kinie czy restauracji? To nie jest rozwiązanie, bo przecież w powrót Twojej żony
      do życia społecznego nie będzie polegał tylko na wychodzeniu z Tobą do
      restauracji (co na dłuższą metę robi się zresztą nudne), ale może być pierwszym
      krokiem do tego.

      Triss ma rację z aktywizacją zawodową, ja dodam, że jest też i wolontariat. Ma
      przy tym zaletę, że nieco w takiej pracy mniejsza jest odpowiedzialność, jaka
      zwykle ciąży na pracowniku, a bardzo duży stopień samozadowolenia, bo człowiek
      ma poczucie, że robi coś dla innych, nie dla siebie.

      No i jeszcze jedna rzecz: nie chodzi o to, żeby Twoja żona otrzymała od Ciebie
      polecenie służbowe: weź się, kobieto, w garść i idź do ludzi, bo nikt, zwłaszcza
      tzw. żona przy mężu, nie lubi być traktowany z góry. Powodzenie całej operacji
      zagwarantuje tylko WSPÓLNA
      • ija_ijewna Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona... 30.05.08, 10:08
        Mądrze Soova pisze - co robicie razem? Czy macie wspólnych
        przyjaciół, wspólne aktywności? Możliwości są setki: brydż,
        chodzenie po górach, kurs tańca, wspólne ćwiczenia na siłowni,
        nawet pójście na kurs języka.
        Może najprościej byłoby spytać żonę, co chciałaby robić razem z
        Tobą?
        Wiem z własnego doświadczenia, jak skapcaniałam, nie mogąc znaleźć
        pracy przez dwa lata. Nie chciało mi się nic, kompletnie. Ani
        wyjść, ani sprzątnąć, ani się czegoś nauczyć. Jeśli mnie ktoś
        wyciągnął, to szłam, bo miło było mieć kontakt z ludźmi. Jeśli nikt
        mnie nie wyciągał, wstawałam o 13:00, myłam zęby i siadałam do
        komputera, żeby sobie poczytać. Około 18:00 robiłam jedzenie i
        dalej siedziałam przy kompie do 3-4 w nocy. Kąpałam się, szłam
        spać. Tragedia.
        Pogadajcie z żoną, czego potrzebuje, czego chce, czego jej brak.
        Nie w duchu wyrzutów, ale troski o nią i chęci zrobienia czegoś
        RAZEM.
        Pozdrawiam serdecznie,
        Ija
    • soova Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 29.05.08, 22:38
      Niewdzięczny system spowodował zbyt wczesne wysłanie posta. A zatem:

      Powodzenie całej operacji zagwarantuje tylko WSPÓLNA chęc zmiany istniejącej sytuacji, Twoja zachęta, ale jej decyzja, żeby coś z tym zrobić. Tego życzę ;)
    • papryczka.chili Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 30.05.08, 13:25
      Sam tego chciałeś by nie pracowała.

      Jedna rada.

      Albo długa i szczera rozmowa chociaz wątpie by po tak długim lenistwie zachciało
      sie jej pracowac.Lata leca i gdzie ta emerytura.

      Lub znajdz sobie kochankę
      albo wygoń ją do roboty
      • phantomka Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 30.05.08, 22:52
        A mnie sie zdaje, ze problem jest glebszy i nie tkwi tylko w tym, ze
        ona nie pracuje. Widac ma kryzys i ciezko jej sie podniesc z dolka,
        w jaki wpadla.
        Sam fakt bycia w domu absolutnie nie wyklucza starannosci o wlasny
        wyglad, zainteresowan, checi wyjscia do ludzi. Wrecz przeciwnie (u
        normalnie funkcjonujacych ludzi) Sama jestem mama domowa i
        codziennie staram sie wygladac dobrze, codziennie ide do ludzi
        (chocby to byla kawa z corka u boku) wyrywam sie na imprezy, do
        znajomych, etc. Natomiast stan zony, wskazuje raczej na jakies
        zalazek depresji.
    • kaz-oo Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 31.05.08, 08:52
      Moim zdaniem fakt, że Twoja żona nie pracuje zawodowo jest absolutnie
      drugorzędny. Przepraszam za szczerość, ale moim zdaniem jest ona po prostu
      ograniczoną osobą o wąskich horyzontach i do tego z lekka flejowatą;)
      Znam pewne 50+ małżeństwo, gdzie pani od kilku lat nie pracuje.
      Przez ten czas nadrobiła zaległości w lekturach, znalazła nowe pasje, zawsze
      jest zadbana a ich życie erotyczne kwitnie, bo wieczorami nie jest zmęczona
      pracą na dwóch etatach.
      • vvrotka Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 31.05.08, 14:37
        racja kaz-oo, dodam tylko że bzdury gadaja siedzace żonki w domu, szkoda ciuchów
        , brak makijażu. Nawet w zwykłym podkoszulku można być sexy, tylko trzeba
        chcieć. Mieć o czym rozmawiać, jak mąż wróci, a nawet zaciekawić go swoim hobby
        , szukać nowych pasji. potem jest narzekanie, ze mąż zdradza.
        • mama-cudownego-misia Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 31.05.08, 14:57
          Vvrotko, jestem przekonana, że Ty paradowałabyś cały dzień w garsonce, makijażu
          i pełnym komplecie biżuterii, i nie zrażałyby Cię ani plamy z marchewki, ani
          kolczyk oderwany przez pociechę wraz z płatkiem usznym. Zapewne też Twoje walory
          pozwalają Ci być seksowną nawet w t-shircie (a niech by tylko partner spróbował
          tej seksowności nie zauważyć!). Szukanie nowych pasji to doskonały pomysł, i co
          z tego, że motywacja zła (żeby zasłużyć na rozmowę i zaimponować facetowi).
          Pozwól jednak, że mimo natknięcia się na taki ideał wyrażę zniesmaczenie
          pogardliwym tonem, w jakim wypowiadasz się o "siedzących w domu żonkach
          gadających bzdury". Zawsze mnie fascynowało, że największymi orędowniczkami
          patriarchalnej pogardy dla kobiety są kobiety właśnie...
          • vvrotka Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 31.05.08, 20:42
            Wyobraź sobie, że słaba jest twoja psychoanaliza mojej osoby. Po pierwsze tez
            obecnie jestem w domu, mam urlop wychowawczy. Zbędne twoje zniesmaczenia. Po
            drugie nie lubię kolczyków ani garsonek, kolczyki noszę bezpieczne, plamy z
            marchewki mam gdzieś bo mam dobry proszek i pralkę, jak napisałam w podkoszulce
            można być seksowną, chodzi o zasadę dbania o siebie, walory maja tu guzik do
            rzeczy.

            mama-cudownego-misia napisała:
            > pozwalają Ci być seksowną nawet w t-shircie (a niech by tylko >partner
            spróbował tej seksowności nie zauważyć!).

            czyżby autopsja...? Mój nie musi zauważać w twoim mniemaniu, to ja widzę jego
            reakcję to mi wystarcza, nie potrzebuje komplementów od rana do wieczora i
            głaskania po rączkach, żeby czuć sie pewnie przy mężu. Szukam nowych pasji dla
            siebie, widać nie rozumiesz o czym mówiłam, a to że mogę sie nimi podzielić z
            kims najbliższym to tylko pozytywny efekt uboczny. Mój mąż dumny jest z różnych
            moich zainteresowań i ich efektów, bo się za mnie tym chwali wśród znajomych,
            tak więc dodatkowy punkt na plus.
            Całkowicie rozumiem co ma na myśli autor wątku i jak niektórzy mylnie oceniaja
            nie sedno w tym, że jego żona nie pracuje, tylko, że "dziczeje" w tym domu, bo
            jak pisze nie patrzy na konto i nie wylicza na co wydaje żona. Być może ma
            depresje, ale nie wszystkie ja mają. Dbanie o siebie działa o obie strony, tylko
            że kobitki częściej jednak zostają w domu z dziećmi.


            • sammotnna TO JAK O MNIE!!!!!!! 31.05.08, 21:31
              BOŻE AŻ SIĘ ROZPŁAKAŁAM ta historia to jak o mnie identycznie. Jest
              mi żle z tym co się dzieje nie mam na nic ochoty tylkjo sprzatam
              mieszkanie codziennie... ten stan trwa u mnie juz z 2lata gdyby nie
              moi rodzice nawet nie poszła bym na studia już dawno zastanawiałam
              się czy to nie depresja i chyba w tygodniu pójde do psychologa bo to
              jedyne rozwiązanie i nie jak ktos napisał postępuje się tak bo tak
              jest komuś wygodnie ale wszystko jest bez sensu i nie masz na nic
              siły zone tez proponuje autorowi postu zabrać do psychiatry bo ja
              dopiero po 2latach do tego doszłam
    • bj32 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 01.06.08, 10:18
      Tak Ci powiem:
      Od siedmiu lat spełniam się jako kura domowa. I jeszcze rok temu
      faktycznie byłam, jak Twoja żona - rozwleczone dresiska, niechęć do
      wszystkiego i wieczne "nieeee...". Każdy dzień taki sam, tyle samo
      roboty, bo trzeba sprzatnąć, ugotować, wyprać, wyprasować, zająć sie
      dzieckiem... Na niesmiałe propozycje meża, żebym może coś ze sobą
      zrobiła [a nie chodziło o pójście do pracy, bo z racji
      niepełnosprawności dziecka nie mogę podjąć pracy w systemie
      osmiogodzinnym] dostawałam furii. Było coraz gorzej. Przestaliśmy
      prawie ze sobą gadać. Tylko problem nie tkwił tak na prawdę w tym,
      że ja "tylko siedziałam w domu", a w tym, że maż jakoś tak
      niechetnie popadał w zachwyt nade mną. No fakt, ze nie bardzo sie
      było czym zachwycać, jeśli chodzi o wygląd. Chociaż od "tylko
      siedzenia" IQ mi nie spadło. Czytam maniacko. Ale nie miałam z kim
      pogadać, bo mąż miał swoje sprawy, swoich kumpli, a ja siedziałam
      całe dnie sama. Owszem, pomagał mi w domu i przy Młodej, ale nie
      tak, jak by mi tego trzeba było. Zgniewało mnie to w końcu i
      zaczęłam sama wychodzić do ludzi. Poznałam kilka sympatycznych osób
      płci obojga, które mnie obudziły, wywlokły na świat, doradziły, jak
      wziąć sie za siebie... W tej chwili nadal jestem kurą domową, ale
      zadbaną, nie krzywię sie jak picz w grochu, a maż zaczął we mnie
      dostrzegać kobietę, a nie szafę z gwoździem. Ja to doceniam, chociaż
      naprawa naszych relacji jeszcze troche potrwa. Musimy sie siebie
      nauczyć na nowo.
      Moze u Was też problem tkwi w tym, ze przychodzisz do domu skopany
      po pracy i nie widzisz, ze żona potrzebuje sie poczuć inaczej,
      potrzebuje czułości i wspólnych wyjść? Może kup jej komplet bielizny
      Triumpha na przykład, biżuterię jakąś, wywlecz ją na zakupy, żeby
      sobie sprawiła kilka nowych kiecek [tylko idźcie razem!], potem
      niech sie w to ubierze, a następnie wyraź uznanie jak pięknie
      wygląda, zabierz ją do opery, kina, czy gdzie tam, do wytwornej
      restauracji... Cholera, spędźcie noc w luksusowym hotelu choćby.
      Kilka takich seansów powinno zdziałać cuda. Jeśli ona będzie sie
      czuła dowartościowana, to zacznie sie starać. Słowo Ci daję,
      kobiecie meskie zachwyty są niezbędne do zachowania zdrowia
      psychicznego.
      Bo jeśli sie słyszy wyłącznie "co na obiad?", "o! upaćkalaś sie
      tu", "co tam w przedszkolu?", po czym facet pogrąża sie w wirtualnym
      świecie Call of Duty, to sie wszystkiego odechciewa. Moze poza
      zalaniem sie w drobiazgi i zrobieniem karczemnej awantury.
      O jakość związku muszą dbać obie strony.
      • vvrotka Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 01.06.08, 10:30
        Masz rację tylko współpraca musi być obustronna, mąż wspiera i docenia żonę ona
        robi to samo, inaczej to się nie uda.
        • bj32 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 01.06.08, 13:02
          Owszem. Tylko ktoś musi zacząć... Ja próbowałam jakiś czas z meżem
          *rozmawiać*. Nie pomagało. W końcu znalazłam wsparcie gdzie indziej.
          Miałam farta.
          Ale koledze podpowiadam zyczliwie, żeby nie popełnił błędu takiego,
          jak mój mąż.
          Wiesz, u nas nigdy nie było jakichś awantur i w gruncie rzeczy
          żyliśmy dobrze. Ale od środka sie psuło. Na szczęście nie zdążyło
          sie popsuć na amen:) Po prostu kochamy sie i jeśli się w jakiś
          sposób krzywdziliśmy, to nie świadomie i celowo. W którymś momencie
          czegoś zabrakło. Ale udało sie to znaleźć na nowo. Zdążyliśmy.
          A mniemam, ze jak kolega ma 10letnie dziecko to staż partnerski jest
          zbliżony do naszego. Czasami przychodzi kryzys. I wtedy trzeba
          działać, a nie czekać, aż "samo sie".
      • echo1111 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 01.06.08, 14:21
        >Zgniewało mnie to w końcu i
        zaczęłam sama wychodzić do ludzi. Poznałam kilka sympatycznych osób
        płci obojga, które mnie obudziły, wywlokły na świat, doradziły, jak
        wziąć sie za siebie...

        Co oznacza dla ciebie "wychodzić do ludzi"? Wyjść przed blok, siąść
        na ławce i czekać aż ktoś się przysiądzie? Czy pukać do sąsiadek i
        wpraszać się na herbatę? Bo to nie jest takie proste nagle nawiązać
        nowe znajomości. Co innego jak się pracuje, człowiek jest otoczony
        ludźmi i z niektórymi może nawiązać przyjaźnie. A kiedy się nie
        pracuje i nie ma znajomych, którzy również nie pracują to cięzko.
        • bj32 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 01.06.08, 15:43
          Wiesz, otóż skorzystałam z netu. Poznałam kilka sympatycznych osób,
          z którymi nawiazałam netowe przyjaźnie, potem sie z nimi spotkałam
          kilkakrotnie. Nie zawsze przyjaźń netowa przetrwała próbę spotkania.
          Ale zazwyczaj osoby, z którymi mi się dobrze rozmawiało na necie,
          okazywały się również sympatyczne w realu.
          Wiem, jest niejakie ryzyko, ze miła koleżanka okaze sie zaślinionym
          staruchem, toteż z nikim sie nie umawiam na odludziu.
          A w dodatku jakos tak sie składa, ze sąsiadki znam niemal od
          urodzenia, wiec czasami na kawe też wpaść można, oczywiscie po
          wcześniejszym umówieniu sie. Bądź zaprosić do siebie. Dopóki sama
          sie izolowałam od otoczenia to faktycznie siedziałam jak kołek. Ale
          od momentu, kiedy już dłużej tak nie mogłam poznawanie nowych ludzi
          stało sie banalnie proste. Mozesz mi wierzyć - kiedy sie chodzi po
          świecie z uśmiechem na gębie i jest sie otwartym na ludzi to i
          ludzie sie do Ciebie garną.
          Wiem, bo to przetestowałam:)
    • ally Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 02.06.08, 19:10
      z twojego postu nie przebija bynajmniej troska o zone, ktora
      swiadczylaby o tym, ze ja choc troche kochasz. po prostu nie spelnia
      twoich oczekiwan (myslales, ze bedzie jak w stereotypowej rodzince
      amerykanskiej z lat 50.?) i, nie wiem, szukasz rozgrzeszenia, zanim
      ja kopniesz w 4 litery i odejdziesz? kobieta jest najwyrazniej
      nieszczesliwa, ale ciebie martwi, ze sie nie pindrzy jak twoje
      kolezanki z pracy. cos strasznego.

      dziwisz sie, ze wstaje o 11? a co ja niby ma zmotywowac do pobudki o
      swicie? perspektywa wizyty w warzywniaku (zamykaja go dopiero
      wieczorem) czy mycia podlogi? albo pindrzenia sie dla faceta, ktory
      najwyrazniej jej nie kocha? ta hipochondria tez mnie nie dziwi. moze
      stara sie na siebie zwrocic uwage, a moze ma za duzo czasu, a wtedy
      rozne mysli plataja sie po glowie. ja od 2 miesiecy zaledwie siedze
      w domu i pisze prace, i jest dokladnie tak samo, wstaje o 12-13,
      potem niby pracuje, ale dzwonie do chlopaka, ktory jest w pracy, co
      godzine, zeby zapytac, czy wszystko ok ;-) zwariowac mozna!
    • lilka69 Re: Największy błąd w życiu - niekoniecznie 06.06.08, 07:56
      ja nie pracuje czasowo( 3 lata- urlpo wych).

      i wszystko robie inaczej niz twoja zona. i we wszystkim bardziej sie staram bo
      uwazam, ze jak wroce do pracy to mniej czasu bedzie.
      dbam o siebie bo MAM czas. nie siedze w domu, duzo wychodze,spotykam sie z ludzmi.
      gotuje dobre obiady. stac nas na wiele i ciesze sie, ze to dzieki mezowi-doceniam.
      ale mam kolezanke taka jak twoja zona- bardzo zamozni a kolezanka meza nie
      docenia. nic nie robi-jest pani do sprzatania, wiecznie zmeczona i chora. a to
      okropne! lubie ja bardzo ale dlatego, ze nie musze z nia zyc.
    • patoo Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 10.06.08, 11:31
      A ja radziłabym zejsc z żony bo to moze byc wiekszy problem..
      Pomysłaes o tym , ze zona moze miec depresje?
    • osa551 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 10.06.08, 15:31
      Z Twojego opisu pachnie depresją pogłębianą jeszcze przez Ciebie. Zaprowadź żonę
      na terapię.
    • ulawit Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 11.06.08, 01:36
      Jestem pewna, że pana żona zmieni się.
      Potrzebuje tylko odpowiednich warunków i stymulacji.
      Pana żona może mieć depresię(wtedy potrzebne jest leczenie), bać się społecznych kontaktów, czuć się nieatrakcyjna itp.Nie wiem jak jest, ale na pewno ma mur w głowie który nie pozwala jej na podjęcie aktywności.

      Po pierwszę proszę zupełnie wyłączyć krytykę, bo to tylko pogarsza problem. Żona odbiera to jako atak na własną osobę i jeszcze bardziej się zamyka na nowe rozwiązania.
      Niech Pan jej nie mówi co mogła by albo powinna zrobić bo wygląda na to że nie ma wewnętrznego napędu żeby się za to zabrać.
      Pana zadaniem było by na początku bycie "tym napędem". Proszę poćwiczyć wychodzenie do ludzi, bo samo na pewno nie przyjdzie. Niech pan zabiera żonę na spotkania towarzyskie, do restauracji, teatru, pokazy tańca, wykłady itp. Jest duże prawdopodobieństwo, że ją coś zainspiruje.
      Zamiast wysylać do fryzjera i kosmetyczki(dla żony to komunikat"wyglądasz paskudnie"), proszę jej dać w prezencie karnet na masaże (komunikat"chce żebym poczuła się dobrze"). Kiedy poczuje swoje ciało i poczuje się w nim dobrze, sama zajmie się swoim wyglądem.
      Niech Pan próbuje rozmawiać z żoną na spokojnie np. kiedy dzieci śpią przy lampce wina, i proszę się skupić na słuchaniu nie oceniać i nie krytykować tylko w razie kontrowersji ptać " czy mialaś na myśli to i to , czy ja dobrze zrozumialem, że to i to..."


      Może jest coś w Pana firmie w czym mogla by Panu żona pomóc, a dla niej mógło by to być potwierdzenie umiejętności zawodowych i pierwszy krok do czegoś dalej.
      Wiem, że to trudne bo Pan czuje się zirytowany i doprowadzony do ostateczności tą sytacją a ona pewnie osaczona.
      • surminka Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 19.06.08, 12:44
        Ja tez podejrzewam, że to może być depresja... niestety. I to ostra! Czy byłoby
        zbyt dobrze, gdyby faceci wspierali nas tak samo jak my ich? Jeżeli się Pan Mąż
        "wysilił" i napisał na tym forum, to znaczy że mu zależy, wydaje mi się że
        pojawiła się rutyna w małżeństwie i brak pomysłu na to co dalej. Warto robić
        żonie przyjemności, zmotywować ją, tylko to wymagałoby od Pana Męża dużo
        wysiłku. Warto spróbować, bo z nową nie będzie lepiej, tylko początki są w
        achach i echach, a seks jest przełożeniem tego co się w związku dzieje. Zawsze
        warto sie postarać, by odbudować :)
        Osobiście trzymam mocno kciuki!!!
        ----------
        Mój sklepik dla fajnychbabeczek | awkrótce będę mamą :)
    • fotofirma Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 11.06.08, 14:53
      to zmień po co sie męczyć
    • anyaa77 Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 17.06.08, 10:31
      Doskonale Cię rozumiem. Niestety wszystko się opiera na mentalności
      polskich kobiet przyzwyczajonych do tego że są utrzymankami a
      studiuje się po to aby złapac męża.

      Poczytaj sobie jaki stek zarzutów usłyszałam kiedy naszła mnie
      refelsja o godzinach otwarcie przedszkoli. Usłyszałam, że jestem
      wyrodną matką, bo pracuję od 9-17 a dziecko chciałabym trzymac w
      przedszkolu po 12 godzin. Polecam, naprawde nieźle się ubawiłam,
      tylko tak naprawdę rysuje to bardzo smutny obraz polskiej kobiety:(

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=587&w=80762984
      A wracając do Twojego problemu, jesli zalezy Ci na tym związku i
      kochasz jeszcze swoją żonę (mniemam, że tak, skoro tu jesteś), to
      daj jej odczuć że nie jest jedyna. Gwarantuje Ci, że się za siebie
      szybko weźmie. Spotkaj się kilka razy z jakąś atrakcyjną koleżanką,
      oczywiście mówiąc o tym żonie. Jeśli nie zareaguje to znaczy, że jej
      nie zalezy, albo wyślij do psychologa, bo może cierpieć na stany
      depresyjne. Powodzenia:)
      • laura_anna Re: Największy błąd w życiu - niepracująca żona.. 17.06.08, 22:38
        Ja tylko chciałam wszystkim mamusiom (żonom, kobietom w domowych ciuchach, bez
        makijażu itp itd.) powiedzieć, że plamy z marchewki rewelacyjnie wywabia słońce
        :) Wyprane ciuszki wieszamy plamą "na słońce". Mam trójkę dzieci i odkąd
        najmłodsza skończyła 2 latka znów "czuję" się kobietą :) .. no może przez kilka
        godzin ... ale zawsze :)
    • uli o żonie, synu, kurach domowych itp. 26.06.08, 15:46
      Czesc,

      Przeczytałam Twoj list 3 dni temu i tak się zastanawiałam, nad tym co piszesz.
      Teraz zajmuję się dzieckiem, wczesniej rozkręcałam swój interes. Mój mąż tez
      zarabia o wiele więcej, ale jakos nigdy nie wpadlismy na pomysl, zebym nie
      pracowala. Kiedys to ja zarabiałam więcej, dopóki nie postanowiłam rozwijac
      swoich pasji. Wychodzimy z załozenia, ze to nie pieniądze sa najwazniejsze. Moze
      za parę lat to on porzuci pracę na rzecz np nauki układania płotów z kamenia bez
      zaprawy, a ja będę nas finansowac? Nie wykluczamy tego scenariusza. Co jest
      waszym priorytetem w związku? Czy żona ma swój cel, a ty swój? Może trzeba było
      nie mówić, ze jej praca jest tak mało warta. Może trzeba ją zachęcic do
      działania. Bo to nie o kasę przeciez chodzi, jest tyle rzeczy, które można, a
      nawet trzeba zrobić, chocby dla idei.
      Czy dla was obojga pieniądze są nr 1?

      Dwa.
      Z tym zachęcaniem żony do dbania o siebie to lepiej spędź z nią trochę czasu,
      jedzcie razem na zakupy, a nie mów "zrób coś ze sobą" - bo to jest dla kobiety
      STTRASZNE. To znaczy, że już ci się nie podoba. I to nie sa słowa zachęty, tylko
      raczej wyrażające odrazę :/

      Trzy.
      Co do kury domowej - isnieje w języku polskim ładne określenie tego zajęcia.
      Jest to Pani domu, gospodyni, osoba prowadząca dom. Kiedyś prowadzenie domu to
      była zacna funkcja, np Nela Rubinstein prowadziła dom. Swiadczyło to raczej o
      klasie i bogactwie danej rodziny - stac ich było na dzieci, na wydawanie przyjęć
      itp.
      Czy dla Ciebie ma w ogole wartosc to, co robi żona - tak szczerze? Czy oboje
      postrzegacie jej pracę jako nic nie warte zajęcie? Może to wszystko to jest
      nieporozumienie. Może ona jednak powinna pracować - porozmawiajcie o tym, BEZ
      PRESJI na nią.

      Cztery.
      Syn dorasta, więc niejako jej praca jest coraz to mniej potrzebna - syn sam
      sobie zrobi kanapkę, sam się pobawi itd itp. Moze dlatego jest nadopiekuncza. Bo
      boi się, że jej ostatnie źródło poczucia własnej wartosci powoli, acz
      nieubłagalnie odchodzi.

      Powinniscie isc na terapię małżenską, oboje.

      Myślę, że to, co was gnębi, to własnie problem z przecenianiem znaczenia
      pieniędzy w zyciu. Niedocenianiem za to czegoś równie cennego - wolnego czasu
      spędzonego RAZEM.

      Pozdrawiam

      Uli


      • uli aha 26.06.08, 15:48
        A co do odradzania synowi żeby nie miał niepracującej żony - po co wciągać
        dziecko w konflikt małżeński? Myślisz, że on się nie domyśli, że chodzi o jego
        mamę?? Czy to jego wina, żescie sobie źle życie ułożyli? Spróbujcie naprawić
        swój związek, a nie wciągajcie dzieciaka w wasze konflikty.
Pełna wersja