wybredna-1
13.06.08, 10:21
Byliśmy parą około roku gdy pod presją ciąży facet mi sie oświadczył
i zaplanowalismy ślub.Niestety poroniłam,wobec tego odwołaliśmy
ślub,usprawiedliwiając się że nie musimy się przecież spieszyć,bo
przecież całe życie przed nami.Minęły kolejne dwa lata i zaczeliśmy
dorastać do decyzji o ślubie-tym razem bez żadnej presji i
pośpiechu.Nie zależy nam na głośnej imprezie,ale oboje mamy duże
rodziny i doszliśmy do wniosku,że wesele powinno być.Sprawami
organizacyjnymi oczywiście zajęłam się ja,znalazłam dosyć tanie
rozwiązania,tak aby wyszło w miare ekonomicznie.Obecnie jesteśmy na
pół roku przed ślubem,a mojego narzeczonego zaczynają gnębić
dylematy...Suma którą wydamy na wesele starczyłaby na fajne
auto,które tak mu się marzy.Wszyscy jego koledzy są kawalerami,a
nieliczni dalsi znajomi żyją w konkubinacie albo są
rozwodnikami,więc i my możemy bez ślubu.Posiadanie dziecka,o które
już się staramy też jest możliwe bez ślubu.Tego wszystkiego
dowiedziałam się po wielu prośbach o rozmowe na ten temat,bo mój
wybranek jest osobą zamkniętą,nie umiejącą rozmawiać.Sama się dziwie
skąd u mnie tyle cierpliwośći?Chyba miłośc faktycznie wszystko
potrafi.Co do moich uczuć i przyszłości mam pewność:Chę z nim
spędzić reszte życia,najlepiej przysięgając mu to przed Bogiem.Co do
Niego to zasiało mi się w sercu ziarenko wątpliwośći,zadręczam się
pytaniami "Dlaczego skoro mnie kocha tak bardzo boi się ślubu?" a
każde takie pytanie rodzi następne i następne...Jeszcze troche a
popadne w jakąś paranoje...Nie umiem postawić się w Jego
sytuacji,wyobrażam sobie,że dla męzczyzny ślub jest symbolem
nałożenia kajdan...ale dlaczego nie pomyslał o tym zanim
zdecydowaliśmy się po raz drugi na ślub?Nie wiem czy to brak
szacunku czy niedojrzałośc?Oboje mamy po 30 lat,mamy sporo życiowych
doświadczeń.