ayelet
15.06.08, 01:29
Mam prawie 5 letniego synka i drugie dziecko pojawi się za jakieś 4
tygodnie (nie planowane).
Mój mąż zawsze lubił piwo ale od jakiegoś czasu myślę, że jest
uzależniony. Dla wielu osób to w ogóle nie alkocholik, no bo co z
tego, że wypije 4 piwa w tygodniu? Ale problem polega na tym, że bez
tyvh piw nie bardzo może funkcjonować. Ma zrywy abstynencji (jego
rekord to m-ąc) ale potem znów pije przez kilka dni, potem przerwa i
od początku.
Byliśmy u specjalisty od alkocholizmu, dał nam namiary na terapię
ale mąż stwierdził, że na razie chce spróbować sam, bo jest mu
wstyd. Teraz 3 dzień z rzędu popija piwko (znów po długiej
abstynencji) i dziś mi powiedział, że to żaden problem i czego ja od
niego chcę.
Przy tym wszystkim mamy problemy z synem, który jest niegrzeczny,
agresywny, nie słucha się. Był niedawno badany przez psychologa,
który stwierdził, że ma objawy dziecka alkocholika, nie szanuje
innych, nie zwraca uwagi na uczucia (o uczuciach mówił pani
psycholog, że to nieważne).
Syna staramy się wychowywać przez metodę konsekwencji ale mąż chyba
mi mi za złe, że nie pozwalam na żadną formę bicia dziecka (nawet,
gdy to dziecko nas uderza- nie wiem skąd u niego takie zachowania?)
Naprawdę ryczę i nie wiem co robić z moim życiem? Z jednej strony
syn jest bardzo zżyty z ojcem, który poświęca mu sporo czasu (chyba
więcej niż ja), kontakt z nim jest dla niego istotny, jak również
istotne jest dla niego funkcjonowanie nas jako rodziny. Z drugiej
strony obawiam się czy życie w takim toskycznym domu nie wpłynie
negatywnie na dzieci? Staramy się, żeby nie było w domu awantur,
dziecko chyba nawet się nie orientuje, że tata wypił piwo ale widzi,
że czasem tata się zachowuje tak a czasem inaczej. Z tego co
słyszałam to największe zagrożenie dla rozwoju dziecka- brak
stałości.
Pani psycholog kazała nam się zastanowić czym dla nas jest szacunek.
Mój mąż uważa, że to bez sensu, bo inni wychowują 15 dzieci bez to i
my damy radę.Mówi, że jego rodzice nigdzie nie chodzili i go
wychowali na ludzi. No to ja mu na to mówię, że wychowali
toskycznego człowieka, który nie potrafi być stabilnym ojcem, który
nie potrafi porozmawiać z żoną przedstawiając swoje argumenty tylko
podnosi głos i przechodzi do ataku (ja też jestem DDA więc też mam
swoje problemy, tylko ja w przeciwieństwie do męża zdaję sobie z
nich sprawę.
Dziś mu powiedziałam, że jak będzie chciał walczyć z alkocholizmem
to mu pomogę i będę go wspierać ale jeśli nie to postawię na dzieci
i każę mu się wyprowadzić.
No ale tak naprawdę sama nie wiem co robić. Lubię go, jak nie pije
jest fajnie, mogę na niego liczyć, wspiera mnie, pomaga. Ale
nienawidzę alkocholu. Wiele osób mi mówi, że robię problem, gdzie go
nie ma, bo wiele osób pije piwo codziennie i co z tego.
Dziś go zapytałam czy mogę coś zrobić, żeby przestał pić?
Odpowiedział "Przecież wiesz, że to ja muszę coś z tym zrobić a Ty
nic nie możesz". No i oczywiście ma rację :(