deidree76
15.06.08, 09:42
Posiadam siostrę 3 lata starszą, z którą relacje nigdy nie były najlepsze.
Wieczne problemy, dąsy, obrażanie się. Od dzieciństwa jakby dawała mi do
zrozumienia, że nie bardzo mnie akceptuje w swoim życiu, chociaż w
bezpośredniej rozmowie wszystkiego się wypiera. Ten post byłby niewyobrażalnie
długi, gdybym opisywała wszystkie nasze perypetie i problemy rodzinne. Niech
więc wystarczy, że napiszę, że pochodzimy z rodziny patologicznej, gdzie
ojciec sprawuje absolutną władzę, a matka gotowa jest poświęcić dokładnie
wszystko (włącznie z dziećmi) w imię tzw. świętego spokoju. Krótko mówiąc mamy
wobec naszej rodzicielki więcej goryczy, niż wobec ojca, który jest po prostu
ewidentnie niedojrzały i chyba chory psychicznie. Siostra, jak już pisałam,
najchętniej w czasie dojrzewania pozbyłaby się mnie raz na zawsze.
Przetrwałam, potem był wczesny okres jej małżeństwa, kiedy to od razu wpadła i
byłam jej bardzo potrzebna do pomocy nad dzieckiem. Potem sama wyszłam za mąż,
borykałam się z ciężką depresją, anoreksją i bulimią i mojej siostrze
zawdzięczam próby namówienia mojego męża do szantażu emocjonalnego typu "jak
nie przestaniesz się wygłupiać i nie zaczniesz jeść, to Cię zostawię". Potem
było jeszcze kilka podobnych przyjemności. Mimo to wszystko od zawsze
wyciągałam do niej rękę i starałam się stwarzać pozory, że jesteśmy siostrami.
Ale zdaje się, że czara się przelała. Mam blisko 3-letniego synka, którego
chciałam zapisać do przedszkola. Podobało mi się przedszkole, do którego moja
siostra posyła już 4 swoją pociechę. Poszłam na rozmowę z dyrektorką uprzednio
rozmawiając z siostrą i osobo ze szwagrem, że zamierzam to zrobić. Żadne z
nich nie miało zastrzeżeń, ale nie wyszli również z propozycją, że skoro są
już na tyle zaprzyjaźnieni z dyrekcją i szwagier bardzo dużo tam pomaga, to
pomogą nam się dostać. Pal sześć - wyrobię sobie sama opinię - też mam coś do
zaoferowania. Na rozmowę poszła ze mną moja mama, bo chciała twierdząc, że zna
dyrektorkę. Poszłyśmy, dyrektorka zorientowała się, że jestem siostrą mojej
siostry i zapisała syna na 5 pozycji listy rezerwowej niczego mi nie
obiecując. Dwa dni później spotykam moją siostrę, która robi mi karczemną
awanturę, że ja za jej plecami powołuję się na nią u dyrektorki przedszkola,
bo powiedzenie, że jest się czyjąś siostrą, jest rodzajem powołania się. Moja
mama wg niej nie miała prawa się tam pojawić i ja nie miałam prawa wspominać,
że jestem rodziną mojej siostry. Miałam się jej najpierw zapytać, zanim
skorzystam z wypracowanych przez lata przez nią przywilejów. Kompletnie
zdębiałam. Nie dała mi nic powiedzieć, tylko skorzystała z okazji, aby wejść w
pyskówkę z moją mamą. W rezultacie ja popadłam w totalną histerię z
bezradności, moja siostra się obraziła na mnie i na mamę. A ja nie wiem, co
mam zrobić... Wyć mi sie chce i nie mam ochoty już na jakikolwiek kontakt z
nią, czy z jej mężem. Najbardziej mnie boli, że siostra nie ma skrupułów, aby
korzystać z moich wypracowanych w bardzo ciężkich warunkach umiejętności
(kiedy studiowałam właśnie przechodziłam najcięższą depresję) i podrzucać mi
swojego syna na niemiecki. Natomiast stwierdzenie, że jestem jej siostrą, co
zresztą nie padło z moich ust, zostało potraktowane jako bezprawne korzystanie
z jej przywilejów. Nie wiem, co mam zrobić. Nie dano mi prawa do obrony ani
wyjaśnień, tylko wytknięto mi rzekome chamstwo i brak wychowania. Nie chcę już
wychodzić z inicjatywą, nie jestem w stanie znowu wyciągać do niej ręki. Ale
cała sytuacja bardzo mnie boli, zwłaszcza niesprawiedliwe oskarżenia. Bardzo
mi również żal mojego synka, który uwielbia ciocię i jeździć do niej i jej
czwórki dzieci. Co robić? POMOCY!!!