juba22
30.06.08, 23:46
Marcina poznałam kilka miesięcy temu. Najpierw była to przyjaźń,
głęboka i czysta, rozumieliśmy się jak mało kto. Od początku
wiedziałam, że ma żonę i syna. Jednak uczucia przezwyciężyły
rozsądek i ta przyjaźń skończyła się w łóżku... To trwa już kilka
miesięcy, podczas których już wielokrotnie od niego odchodziłam,
czułam, że ten związek nie ma sensu, że więcej będzie łez i bólu.
Wydawało mi się, że się zakochałam, ale tylko mi się wydawało.
Tydzień temu chciałam odejść. Poraz kolejny, ale widząc jego łzy w
oczach nie potrafiłam tego z siebie wydusić. Dziś już jest za późno.
Żona dowiedziała się o nas, rozeszli się.
Od kilku dni nie myślę o niczym innym, czuję się z tym fatalnie. Nie
mogę powiedzieć, że moj związek z Marcinem to tylko kaprys. Tak nie
było, łączy nas coś szczególnego, ale już sama nie wiem. Może tak
bardzo przeraża mnie wizja społecznego linczu, który mnie teraz
czeka. Przecież zawsze będę winna ja... ta, która rozbiła
małżeństwo. Nieważne już będzie to, że od dawna między nimi źle się
układało. Wiem, brzmi banalnie, ale naprawdę tak było.
Marcin liczy na to, że zostanę z nim. A ja nie wiem czy chcę. Nie
wiem czy w ogóle chciałam, żeby odchodził od niej. Nie potrafię
sobie wybaczyć tego co zrobiłam tej kobiecie, ich dziecku, i
Marcinowi. Zniszczyłam ich życie. Mam ochotę uciec daleko stąd... A
on ciągle dzwoni i pisze, że bardzo kocha, że tak tęskni... Dlaczego
pozwoliłam na to wszystko? Dlaczego to zrobiłam? Ciężko mi
odpowiedzieć na te pytania... Wiem, że poznałam go w bardzo ciężkim
dla mnie i dla niego momencie w życiu, pomógł mi, ja pomogłam jemu,
oboje byliśmy dla siebie wsparciem...
Co powinnam teraz zrobić? :(