aniulka8503
17.07.08, 23:25
Witam.
Jestem mężatką od ponad 10 miesięcy, przed ślubem mieszkaliśmy ze
sobą dwa lata, a przed tym spotykaliśmy się rok...
Mój problem polega na tym, że przez całe życie nie usłyszałam od
męża żadnej pochwały...no chyba że sama ją wymusiłam...
Za to pretensje miał od zawsze i o byle co...nawet jak szczotka do
włosów leży w innym miejscu, że nie wspomnę o tym, że nawet czepia
się jak nie założę kapci (mimo, że tylko na chwilę idę do kuchni)...
Z nim jest tak, że jest cudownym mężem...ale czasem ma takie dni, że
potrafi zrobić straszną awanturę, zaczyna mnie bić...gdy już się
wyładuje wychodzi z domu...jak wraca to albo udaje że nic się nie
stało, albo jeszcze ja muszę go przepraszać i prosić, żeby mi
wybaczył (wszystko jest zawsze przeze mnie).
Wszystkie swoje prośby wymawia tonem rozkazującym, ja normalnie
czuję się jak w wojsku...Żadne rozmowy do niego nie
docierają...jestem jego żoną więc ma prawo mnie bić jak coś robię
źle...przed ślubem taki nie był, a jeżeli zdarzyło mu się mną
szarpnąć, to potem przepraszał i obiecywał, że to się nie powtórzy...
Ja ciągle w to wierzyłam, ale wczoraj coś we mnie pękło...
Wychodziłam z dzieckiem na spacer, miał niebieską czapeczkę, a on
kazał ubrać małemu inną czapkę...zlałam jego słowa i wyszłam
(poszliśmy tylko do sklepu i nie brałam wózka). Jak wróciłam z
małym, to wziął go ode mnie trzymał go na rękach a mnie kopał...Może
i wszystko byłoby w porządku, ale nie potrafię sobie wybaczyć, że
mój synuś na to patrzył...
Nie chcę rozwodu tylko dlatego, że nie chcę pozbawiać synkowi ojca,
zawsze marzyłam o szczęśliwej kochającej się rodzinie...Najgorsze
jest to, że boję się, że teraz bije mnie, a potem moje dziecko...mam
straszny mętlik w głowie, bo serce jest już chyba bez miłości...do
niego...