aga.r.72
18.07.08, 17:46
Jestem prawie 17 lat po ślubie. Problem teściowej, z jakim boryka się niejedna
synowa to dla mnie czysta bajka. Maja teściowa jest, no może nie super, ale
całkiem do rzeczy i fajna. Ja mam właśnie problem z teściem. Na szczęście
mieszkamy od nich bardzo daleko i obecnie z różnych względów, widujemy się raz
lub dwa w roku. I to Oni przyjeżdżają do nas, a nie my do nich.
Mój teść lubi sobie wypić. Właściwie to już kilka miesięcy przed planowanym
przyjazdem składa sobie pieniądze na to, żeby mieć za co pić u nas i nie
prosić się nikogo o postawienie butelki. Teściowa- bardzo prosta kobieta- nie
ma na to żadnego wpływu. I tak też było ostatnim razem, gdy przyjechali na
Boże Narodzenie. Dzień przed Wigilią teść tak się upił, że aż do
nieprzytomności niemal. Wygadywał przy tym różne rzeczy, które mnie dotyczyły,
obrażał mnie i moją rodzinę. Obwinia mnie również o to, że jego synuś (mąż
jest synusiem tylko wtedy, gdy teść jest pijany, a tak to najlepszy jest jego
zięć) nie zrobił matury, bo ja zaszłam w ciążę i w tym czasie akurat urodził
się nam syn i po prostu na maturę nie pojechał. Ani dla mnie (choć mam
wykształcenie wyższe), ani dla męża jego matura, a raczej jej brak, nigdy nie
był problemem, tym bardziej, że mąż całkowicie spełnia się w zawodzie, do
którego nie jest ona mu potrzebna. Czarę przelał moment, gdy teść, chyba
uznając, że wszystko co mamy to zasługa tylko i wyłącznie zasługa męża,
powiedział do mnie "wyp...aj z tego mieszkania". Zarówno mąż, jak i teściowa
próbowali teścia uspokoić. Nawet mąż "wynosił" tak spitego teścia do innego
pokoju, ale na nic to było, gdyż ten po zaledwie 5 min. wracał i zaczynał
polkę od początku. Trwało to ok 6 godzin. Spłakałam sie tego dnia strasznie, a
w samą Wigilię trafiłam do szpitala z krwawieniem wczesnociążowym. Był to
siódmy tydzień. Jedną ciążę już poroniłam kilka lat wcześniej, ale poza tym
mamy dwóch synów.
I dopiero tu dochodzę do sedna sprawy. Otóż uważam, że to, że trafiłam do
szpitala i przeleżałam w nim przez całe święta z groźbą poronienia to wina
nerwów i stresu, jaki przeżyłam dzień wcześniej przez teścia. Na tę ciążę
czekałam bardzo długo i omal jej nie straciłam. Na szczęście wszystko
skończyło się dobrze.
Jednak od tego czasu nie potrafię znieść myśli o spotkaniu z teściem, a wiem
że nieuchronnie się zbliża. Nie widziałam go od tamtego dnia w Wigilię, bo
wyjechali zanim wyszłam ze szpitala. Za trzy tygodnie mam termin porodu i
wiem, że niebawem zjawią się teściowie powitać wnusię. Nie wyobrażam sobie, że
znów muszę gościć w swoim mieszkaniu człowieka, który mnie skrzywdził. Na
teściową faktycznie czekam z utęsknieniem. Z Nią dość często rozmawiam
telefonicznie, ale wystarczy, że gdzieś zza słuchawki usłyszę głos teścia np.
z idiotycznym w tej sytuacji pytaniem "rusza się?", od razu robię się zła. To
straszne, jak nienawistne uczucia mną targają.
Nie mogę zabronić mu przyjeżdżać, tym bardziej, że są u nas tak rzadko, bo to
jakby nie było ojciec męża. Rozmowy z nim (teściem)natomiast niczym nie
skutkują, ewentualnie tym, że się obrazi. I już tyle razy obiecywał, że więcej
do nas nie przyjedzie... Obiecanki cacanki.
Jak mam zmienić swoje nastawienie, którego tak naprawdę zmieniać wcale nie mam
chęci? Jak go znowu przyjąć w swoim domu?