wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodzina

19.07.08, 02:00
No więc zacznę od początku:
Jestem ze swoim chłopakiem szósty rok, znamy się od lat ośmiu. Jest
między nami ok, on jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny i
dojrzały, co jest bardzo ważne przy moim wątłym zdrowiu. To pewnie
będzie zaskoczenie, ale mamy po 19 lat, w tym roku dostaliśmy się na
studia do W-wy (SGH, PW).
W związku z tym, że tak dobrze się znamy i po wielu ekstremalnych
momentach w naszym życiu możemy na sobie polegać zdecydowaliśmy się
razem zamieszkać. Na tę decyzję złożyło się także to, że oboje nie
mamy znajomych, z którymi moglibyśmy się dogadać w sprawie
mieszkania (ja szczególnie, bo ze względu na zdrowie potrzebuje
ciszy, spokoju, jakieś papierosy i imprezy są wykluczone).
O ile moja rodzina przyjęła tę decyzję bardzo spokojnie (podeszli
racjonalnie) i nawet tata, mimo swoich przekonań, wyraził zgodę, to
problem jest w rodzinie mojego Chłopaka.Mój facet wywodzi się z
wielodzietnej, wiejskiej rodziny (jego tata i rodzeństwo wychowało
się na zabitej dechami wsi, ale mój facet już w mieście). Ma on
brata, który zresztą niedawno jest po ślubie, ale przed ślubem i
nawet zaręczynami mieszkali razem (2-3 lata). Ojciec chłopaka był
bardzo przeciwny, nawet robił mu ponoć problemy z przeprowadzką, ale
ostatecznie odpuścił. Fakt ten natomiast był ukrywany (jest nadal
ukrywany;/) przed resztą rodziny ze strony ojca. W zasadzie jest to
najpilniej strzeżona tajemnica, bo już był przypadek w tej rodzinie,
kiedy w podobnej sytuacji rodzina obłożyła pare ekskomuniką i
nastąpiła schizma.. Oni traktują to śmiertlenie powaznie, nawet nie
wiem, jak to opisać, żeby dotarła ta esencja absurdu;/ Pan młody
nawet mówił, jak bardzo się stresował w trakcie ślubu, żeby nikt po
pijaku tego faktu nie ujawnił, bo ta rodzina, szczególnie jedna
ciotka (stara panna swoją drogą, typ a la męczennica pańska,
nauczycielka w klasach 1-3) potrafiłaby zrobić z ich wesela koszmar..
Ta ciotka jest na tyle bezczelna, że nawet w trakcie uroczystości
rodzinnej potrafiła przy stole, przy obiedzie, wypytywać mnie, wtedy
zupełnie obcą osobę o to, ile mam lat i ile moi rodzice są po ślubie
(zapytała nawet o miesiąc slubu i mojego urodzenia). Z lekkim
zażenowaniem powiedziałam jej, ze jestem dzieckiem nieślubnym, ale
oczekiwanym.
Teraz, kiedy z Chłopakiem stanęlismy przed problemem załatwiania
mieszkania, uzyskaliśmy nawet aprobatę ze strony jego rodziców
(chyba się zahartowali przy starszym synu). Problem leźy w tym, że w
trakcie podpisywania umowy najmu dowiedziałam się, co
moja 'teściowa' chce powiedzieć o tym mieszkaniu wspólnym. O tuż
chce całą odpowiedzialność zwalić na mnie i na moich rodziców,
powiedzieć, że to oni nalegali na to mieszkanie wspólne i że mamy
dwa pokoje. Owszem, mamy dwa pokoje, jeden sypialniany, a drugi to
taki salon. I dodała, że te dwa pokoje, to będzie dla
nas "rozgrzeszenie". Niestety, nie mogłam od razu jej powiedzieć, bo
mama, która podpisywała umowę, zawołała nas do siebie ( a rzecz się
działa na balkonie, w cztery oczy), ale jak potraficie sobie
wyobrazić, gotowało się we mnie. Moi rodzice WCALE na to nie
nalegali, bo są w stanie utrzymać mnie na tym poziomie i w zasadzi
enie musiałabym z nikim mieszkać, tata nawet był przeciwko, ale
uszanował to, że chcemy razem zamieszkać, mama go też przekonała. Ja
wiem, ze jak "teściowa" przekaże swoją wersję tamtej rodzinie, to ja
będę tą czarną owca, która niewinnego chłopaka skierowała na złą
stronę. Oczywiście tak nie jest.. W tej sprawie nawet zadzwoniłam do
niej i powiedziałam, że taka wersja jest dla mnie niedopuszczalna i
że nie wyobrażam sobie wmanewrowywac moich rodziców w takie
zagrywki. Powiedziałam jej tez, ze z szacunku do tej rodziny nie
powinna brac ich za takich naiwniaków, którzy uwierzą w bajkę o
dwóch pokojach. Ona powiedziała, że się ze mną zgadza, ale że nie
znam tej rodziny wciąż i nie zdaję sobie sprawy z konsekwencji.
Generalnie wygląda to tak, że całą odpowiedzialność mam za to wziąć
ja (mimo ze rodzice Chłopaka są na tak, szczególnie ze względu na
koszty;/) i moi rodzice. Właśnie się dowiedziałam, ze jak rodzina
będzie pytać, dlaczego rodzice Chłopaka wyrazili zgodę, to ona
powie, że wolała to "gorsze zło" niż stracić syna.. No i teraz to
bym dopiero wyszła na jakąś jawnogrzesznicę, która zabiera matkom
synów;// Już i tak widzę te sytuacje na obiadach rodzinnych (o ile
będę zapraszana) jak żona brata będzie uważana za cnotliwą i świętą,
a ja za tą złą, toksyczną itd... Boli mnie to, bo ta cała sytuacja
wydaje mi się baardzo niesprawiedliwa... Nie przejmuję się tym, co
by ta rodzina gadała, ale gdyby znała prawdę... W tym wszystkim
muszę dodać, że mój Chłopak jest tego samego zdania, nienawidzi
tamtej rodziny, ale jakoś to jest, że wszyscy się boją tej obrazy na
całe życie;/ I z tego powodu jakaś stara panna ma prawo zaglądać
ludziom do łożka i ze wszystkiego ich rozliczać... Powiedziałam
mamie Chłopaka, żeby powiedziała, że ja i jej syn sami podjęliśmy tę
decyzję i że nasi rodzice się na to zgodzili.. No i ona powiedziała
synowi, że to nie do końca tak, bo oni są przeciwni, ale jednak jest
więcej plusów.. No po prostu ręce mi opadły.. Ostatecznie
powiedziałam, że nie tak to sobie wyobrazałam, przede wszystkim
myslalam, ze oni sie na to zgadzali i to był podstawowy warunek.
Poza tym powiedziałam, ze nie potrafiłabym po tym jej "tłumaczeniu
się" tamtej rodzinie spojrzeć w oczy mojemu tacie. Powiedziałam, ze
prawda to jedyny warunek do wspólnego mieszkania i jeśli nie
zostanie spełniony, to znaczy, że jeszcze nie czas na to mieszkanie
razem (co im generalnie nie na rękę).. Wiem, że i tak czekają mnie
chamskie docinki w towarzystwie ze względu na to mieszkanie razem,
ale jestem na nie gotowa. Boli mnie to, że te docinki mogą być
dodatkowo spowodowane tym, co ta mama im nagada po prostu,a to
poczucie niesprawiedliwości może spowodować, ze będę się ograniczać
i powiem prawdę i przy okazji to co myśle. Najśmieszniejsze jest to,
że my - dziewiętnastolatkowie - mamy więcej odwagi cywilnej, żeby
powiedzieć prawdę. Nie mają jej ludzie po 50. ;/
Błagam, doradźcie mi coś, nie wiem, jak już rozmawiać z matką mojego
Chłopaka, która jest w ogole dla mnie miła, jak się widzimy..
I tak już sobie zagrabiłam, bo zawsze byłam na obiadkach uprzejma i
ulegliwa. Teraz pewnie ich zaszokowałam moją stanowczą postawą..
Czy ktoś ma pomysł, jak rozwiązać tę beznadziejną sytuację?
Proszę o komentarze na temat.
Pozdrawiam
    • ludkae Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 19.07.08, 04:29
      Powiedzialabym swojej przyszlej tesciowej, ze ja nie posluguje sie w zyciu klamstwami i nie bede brala udzialu w tej farsie. Mieszkasz ze swym chlopakiem w jednym mieszkaniu za zgoda, swoja i jego oraz waszych rodzicow. Tylko to cie interesuje.

      Z reszta jej rodziny i ich strupieszala ciotka niech sobie radzi sama, skoro zyja wedlug zasad z XIII wieku. Powiedz jej, ze ty nie znasz takiego problemu, gdyz twoja rodzina nie zyje klamstwami, tylko sprawe stawia jasno.

      Nalezy zyc swoim zyciem, byc dobrym, uprzejmym i nikogo nie krzywdzic. Tyle sie wymaga od kazdego czlowieka.
      Reszta nie powinna nas obchodzic, kiedy mamy czyste sumienie. I nie musimy kazdemu wyjasniac, ze mamy czyste sumienie. Wyjasnia ten, co ma brudne sumienie.

      Dodam tylko, ze wszyscy plotkuja za naszymi plecami. Gdybysmy slyszeli co mowia o nas nasi krewni, znajomi, przyjaciele czy sasiedzi, prawdobodobnie wlosy by nam stanely na glowie. Nie mozemy chyba zebrac naszych wszystkich znajomych i z kazdym po kolei wyjasniac, ze: nie, nie powiedzielismy tego... to nie bylo tak... ja taka nie jestem...

      Mysle zreszta, ze prawde widac.

      Powodzenia.
      • alexxa6 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 19.07.08, 08:40
        O rany ! ale "dylemat" :-))))
        albo się jest samodzielnym, odpowiedzialnym za swoje własne życie, nie zależnym,
        samowystarczalnym i wtedy ma się w nosie co powie ciotka, wujek, kuzyn teścia.I
        nie ma problemu. Albo jest się całkowicie zależnym od: mamy, taty, dalszej i
        bliższej rodziny z obu stron i wtedy powstają takie "dylematy".Wniosek: albo
        stać Cię na niezależne życie albo musisz słuchać jak pies trąby wszystkich
        ciotek, pociotek, kuzynów, kuzynki i innych świętoszkowatych członków rodziny.
        • delecta Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 19.07.08, 08:45
          Za długo zastanawiałam sie nad odpowiedzią, a tymczasem alexxa6 była
          szybsza i własciwie napisała dokładnie to,co ja miałam na myśli,
          tylko krócej i jaśniej.
    • delecta Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 19.07.08, 08:42
      No cóż... Dopóki będziecie zależni finansowo od rodziców, to
      niewiele wskóracie. Rodzice mają prawo do własnego zdania i
      rozumiem, że jako katolików może ich razić wspólne mieszkanie
      młodych.
      Znacie się tak długo, jestescie dorośli - może rodzice chłopaka chcą
      żebyście wzięli ślub? Widać, że tkwią w sieci niezdrowych zależności
      rodzinnych, a mimo wszystko nie odmawiają synowi (Wam) wsparcia
      finansowego. Nie robią też problemu z powodu Twojego słabszego, jak
      piszesz, zdrowia - a dla rodziców chłopaka, zwłaszcza "wiejskich"
      często to ma szczególne znaczenie.

      > Czy ktoś ma pomysł, jak rozwiązać tę beznadziejną sytuację?

      Ale co chcesz rozwiązać? Rodziny chłopaka (tej dalszej) nie zmienisz
      i tyle. Ciotka stara panna również ma prawo do swojego zdania.
      Rodzice chłopaka boją się komentarzy w swojej rodzinie, a mimo
      wszystko Wam pomogą. Jeśli w tej rodzinie najważniejszym kryterium w
      ocenie człowieka są sprawy tak pojętej moralności, to też tego nie
      zmienisz.
      PS. Zadziwia mnie. że brat chłopaka - tak bardzo bał się na własnym
      ślubie, żeby się jego "przestępstwo" nie wydało.Mam nadzieję, że
      Twój chłopak nie będzie wiecznie przygnębiony w poczuciu życia "w
      grzechu".
      Na razie życzę Ci (Wam) beztroskich wakacji. Zobaczysz, że od
      października zaczniesz przejmować się innymi sprawami - dojdą studia
      i obowiązki domowe i sama zaczniesz sie dziwić, że sprawa z
      rodzicami nie będzie dla Ciebie takim cierniem, jak w tej chwili.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 20.07.08, 19:22
      W tej sprawie należy rozdzielić systemy wartości Pani, Pani
      chłopaka i jego rdziny. One najwyraźniej nie są wspólne i inaczej
      się kształtowały. Dzieli Was zdaje się różnica nie tylko
      pokoleniowa , ale w pewnym sensie cywilizacyjna.
      Daltego nie należy przejmować się całą sprawą i badać ją od strony
      rodziców chłopaka, ale oceniać ją z własnej i jego strony. Skoro
      wspólne mieszkanie nie kłóci się z Waszymi wartościami i będziecie
      się z tym dobrze czuć, to róbcie to bez oglądania się na innych.
      Natomiast warto być delikatnym w kontaktach z jego rodzicami w tej
      sprawie. Nie trzeba epatować ich swoją jaskrawą odmiennością i
      nowoczesnością w tej kwestii , dając im tym samym do zrozumienia, że
      są dwulicowi , zaściankowi i pachną " dulszczyzną" , a ich
      poglądy są nienowoczesne.
      Nawet jak tak je oceniacie, sprawa jest bardzo wrażliwa i dotyka
      bardzo intymnych i indywidualnie odczuwanych punktów, takich jak
      religia, norma, obyczaj.. Nie trzeba ich atakować młodzieńczą
      odwagą i bezkompromisowością. Najwyraźniej ci ludzie z trudem radzą
      sobie z emancypacją swoich dzieci. Niech robią to po swojemu, nawet
      jak czasem gdzieś zbłądzą po drodze.
      Wartości się nie da negocjować , nie podlegają one łatwym
      kompromisom. Dlatego należy robić swoje, ale szanować innych.
      Rodzice chłopaka nie stanęli Wam wszak na drodze. Uczą się uznawać,
      że ich dzieci są już inne od nich, ale robią to długo i po
      swojemu.Proszę też pamiętać, że Pani chłopak na swój sposób to
      pewnie przeżywa, bo to są także i jego korzenie. A Pani musi to
      uzać, bo z kimś takim aktualnie Pani jest związana. Pozdrawiam.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • chicarica Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 08.08.08, 14:22
        Wolne żarty. Rozumiem, że kiedy dorosłym bądź co bądź ludziom jakaś ciotka
        ładuje się z buciorami w prywatne życie i chamsko wypytuje o sprawy, było nie
        było, intymne, to należy milczeć?
        Bez przesady. Moim zdaniem w takim przypadku nie należy się tłumaczyć ze swoich
        życiowych wyborów, tylko krótko ucinać wszelkie dyskusje słowami "to nasza
        prywatna sprawa".
    • twoj_aniol_stroz Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 20.07.08, 21:44
      A mnie nasunęło się jedno pytanie: skoro, jak sama piszesz znacie
      się już długo, chlopak okazał się być człowiekiem odpowiedzialnym i
      dlatego zdecydowaliście się razem zamieszkać, to dlaczego po prostu
      nie weźmiecie ślubu? Pytam przez ciekawość, bo w sumie nie bardzo to
      rozumiem.
      • audrey_kathleen Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 20.07.08, 22:18
        Bo mamy po 19 lat. I ślub to oczywiście kwestia czasu, ale przecież
        najpierw chcemy się dorobić trochę - i nie ma w tym nic dziwnego.
        Pracujemy w te wakacje, zeby jak najwięcej odłozyć.
        Rozmawialiśmy na temat ślubu i prawdopodobnie weźmiemy go za 2 lata:)
        • mell24 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 21.07.08, 13:45
          Skoro jesteście tak dojrzali, że chcecie razem zamieszkać, to ja
          także nie rozumiem dlaczego nie weźmiecie ślubu?! Wyjaśnienie, że
          macie dopiero po 19 lat mnie nie przekonuje - równie dobrze można by
          powiedzieć, że skoro macie dopiero po 19 lat, to nie powinniście
          mieszkać razem. Chcecie się dorobić? A teraz jesteście się w stanie
          sami utrzymać? Czy rodzice Was współfinansują? Bo jeśli tak ( opcja
          druga) to nie widzę żadnej różnicy pomiędzy życiem w grzechu i
          życiem wspólnym ZE ślubem.
          • triss_merigold6 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 21.07.08, 13:53
            A po gwint się wiązać ślubem w wieku 19 lat? Mają czas,
            bezpieczniejsze jest wspólne mieszkanie bez zobowiązań formalno-
            prawnych.
            • mell24 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 21.07.08, 14:07
              Skoro są na tyle dojrzali żeby podjąć decyzję o wspólnym mieszkaniu,
              to gdzie problem? Przecież autorka napisała, że chcą wziąć ślub,
              więc nie tu leży kłopot. Nie wiem pod jakim względem bezpieczniejsze
              jest wspólne mieszkanie? No chyba, że masz na myśli brak
              konieczności brania odpowiedzialności za siebie nawzajem, ale wtedy
              po co mieszkac razem? Żeby się pobawić w dom? a jak się zabawa nie
              spodoba to zabrać zabawki i iść do domu? własnego?
              • triss_merigold6 Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 21.07.08, 14:14
                Dokładnie to. Nie ma potrzeby brania odpowiedzialności za druga
                osobę w wieku 19 lat, może istnieć natomiast potrzeba dzielenia
                łóżka i garnków. Zresztą 19-latki na swojej drodze jeszcze wiele
                nowych, fascynujących osob mogą spotkać.
        • twoj_aniol_stroz Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 22.07.08, 09:14
          > Bo mamy po 19 lat. I ślub to oczywiście kwestia czasu, ale
          przecież
          > najpierw chcemy się dorobić trochę - i nie ma w tym nic dziwnego.

          Nadal nie rozumiem, przecież nie ma nakazu mówiącego, że ślub mogą
          wziąć osoby wyłącznie o określonym statusie materialnym. Skoro
          jesteście pewni, że chcecie ze sobą być, to nie widzę przeciwwskazań
          do ślubu.
          • mpingielska Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 22.07.08, 16:39
            A ja nie rozumiem, ze mozna nie rozumiec :)

            Oboje sa bardzo mlodzi, wspominaja o slubie, ale przecierz za kilka lat moga
            dojsc do wniosku, ze zycie bez slubu w zupelnosci im odpowiada. Na pewno sa
            dojrzali i odpowiedzialni, ale to nie znaczy,
            ze w tym wieku odrazu musza podejmowac az tak powazne zobowiazania.

            Wzielam slub ze swoim partnerem po 6 latach wspolnego mieszkania (tez
            zaczynalismy w wieku lat 19stu), w niczym nie obnizylo to jakosci naszego
            zwiazku. Slub to przyklepanie pewnego stanu, statusu ktorego oni jeszcze
            wlasciwie nie zdazyli zaznac.

            I jeszcze : jezeli teraz wezma slub to do konca zycia beda mieli poczucie, ze
            ulegli presji innych ludzi (rodziny). I ze ta decyzja nie byla do konca ich
            decyzja, ale w jakis sposob wymusila ja sytuacja.
    • neecia Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 22.07.08, 00:01
      Dziwi mnie , że to Ty bierzesz za wszystko odpowiedzialność: rozmawiasz z matką
      swojego chłopaka, walczysz o to, abyście mogli razem zamieszkać. Moim zdaniem
      Twój chłopak za mało się angażuje w układanie wszego życia. Zostaw mu trochę
      pola do działania, niech też zatroszczy się o dobre relacje z rodziną, o to jak
      Ty jesteś traktowana przez jego matkę, a może to tylko Tobie tak zależy na
      wspólnym mieszkaniu?? Ja bym trochę odpuściła tę zaciekła walkę z całą rodziną
      kochającego chłopaka...żeby on trochę zawalczył.
      Może jego postawa pozwoli Ci spojrzeć z dystansem na wasz związek i pomoże
      podjąć bardziej przemyślaną decyzję co do wspólnego mieszkania.
    • delecta Zignorujcie ten wątek! 22.07.08, 07:32
      Panience po prostu się nudzi. Identycznej treści wątek umieściła na
      2 innych forach: Mężczyzna i Kobieta.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=82336216
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=82337414

      Trollica. I pomyśleć, że sama dałam sie nabrać:(
      • delecta Re: Zignorujcie ten wątek! 22.07.08, 07:42
        Zeby łatwiej było znaleźć tym, którzy rzeczywiście przejęli się
        wielkim problemem "studentki":

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=82336216
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=82336114
        • mell24 Re: Zignorujcie ten wątek! 22.07.08, 09:57
          Faktycznie, wygląda to na prowokację.
    • modonia Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 22.07.08, 12:31
      Piękny styl wypowiedzi. Od razu widać wysoki poziom i to nie tylko
      wykształcenia. Tylko tak po cichutku zastanawiam się nad naszą przyszłą
      intelgencją i ... chce mi się płakać. Widzę, że młode pokolenie żyje z hasłem
      na ustach - niech żyje relatywizm moralny. No cóż można i tak ... Acha i ieszcze
      dowiedziałam się że rodzina nie tylko wielodzietna to jeszcze ze wsi i na
      dodatek śmie nie zgadzać się aby jej dziewiętnastoletni syn mieszkał z
      dziewczyną - no zupełna zgroza i zacofanie !
      • audrey_kathleen Re: wspólne mieszkanie bez ślubu a katolicka rodz 07.08.08, 20:18
        Akurat rodzice chłopaka nie prostestują, tylko jego ciotki.
        Uczymy się czytać :)
Pełna wersja