nasza historia....czy mamy szanse na opieke?

05.08.08, 18:40
Witam, historia dotyczy opieki na dziećmi po rozwodzie i jest dosyc skomplikowana.
mojego obecnego meza poznalam w 2001 roku. Wtedy byl jeszcze żonaty i mial 2
dzieci. Byla to zwykla niezobowiązująca znajomość. Malzenstwo mojego meza
zaczelo sie sypać z powodu internetu, zona siedziala 24 na dobe zajmujac sie
dziecmi sporadycznie. Poznala jakiegos faceta przez internet i pod koniec
2001r wyjechala do stanów zostawiajac dzieci mojemu obecnemu mezowi.
Zamieszkalismy razem z dziecmi. Jego malzonka nie miala nic przeciwko. W
stanach byla pol roku. Jak wrocila nie zabrala dzieci do siebie, mieszkala u
kolezanki albo u swojego obecnego chlopaka. Dzieci odwiedzala średnio raz na 2
tyg.w 2003 urodzila sie nasza corka. dzieci byly u nas juz ok 2lat i chodzily
juz do szkoly. Moj obecny mąż postanowil uporzadkowac sprawy formalne i zlozy
pozew o rozwod. Matka dzieci jak tylko dowiedziala sie o rozwodzie zabrala
dzieci do swoich rodzicow gdzie czasami mieszkala 2-3 dni w tygodniu. Reszte
czasu spedzala u swojego chlopaka niedaleko w innym miescie. Na rozprawie
rozwodowej dzieci po opini psychologa zostaly warunkowo! przyznane matce
poniewaz psycholog stwierdzila ze jej wogole nie znaja i musza ja poznac.
Warunkowo dlatego ze matka nastawiala je przeciwko nam mowiac ze "tata mieszka
z dziwka" i takie podobne. Psycholog stwierdzila tez niszczy ich psychike w
ten sposob i po pol roku zobaczymy jakie sa ich relacje. Dzieci wciaz
mieszkaly z dziadkami i tam chodzily do szkoly. Matka dzieci nie miala dobrych
kontaktow ze swoja matka bo ta jej wciaz zarzucala ze nie zajmuje sie dziecmi
i dzieci nie raz byly swiadkami klótni ze zdaniami typu ze to nie jest dom ich
matki i ma si wynosic itp. w 2005 z powodu braku pracy wyjechalismy z nasza
corka do Anglii. Ulozylismy sobie zycie tutaj czesto odwiedzajac dzieci w
polsce. Do nas pierwszy raz przyjechaly na wakacje w 2007roku poniewaz mama im
powiedziala " ze nie moga jechac bo tata ich nie odda". W tym roku mieli
przyjechac na ferie w lutym. 2 tyg przed feriami do meza zadzwonila zaplakana
corka ze dziadek wyrzucil mame z domu a oni staneli w jej obronie i tez
mieli sie wyprowadzic. Matka dzieci stwierdzila ze najlepiej bedzie jak
dzieci beda mieszkac z nami w Anglii. Zostali zabrani ze szkoly i czas do
ferii mieszkali z babcia mojego meza ktora miala z nimi przyjechac na ferie do
nas. Po feriach okazalo sie ze corka zostaje z nami a syn wraca do polski
skonczyc szkole i przyjedzie w lipcu. Corka lat 12 chodzila tutaj do szkoly i
czula sie w niej swietnie. Syn lat 10 konczyl szkole w polsce. W lipcu matka
dzieci przyjechala do anglii na kilka dni i przekonala corke ze ma wrocic do
polski. potem jednak stwierdzila ze uszanuje jej decyzje i jak chce zostac to
moze zostac w Anglii. Corka pojechala na wakacje do dziadkow z ktorymi
wczesniej mieszkala i wczoraj dowiedzielismy sie od matki ze corka juz nie
wraca, bo bardzo potrzebuje matki i zaczyna znowu szkole w polsce. Nadal
bedzie mieszkac z dziadkami, a matka ze swoim chlopakiem przy kontaktach z
corka srednio raz na 2 tyg. Syn na razie zostaje, za pelna zgoda matki i ma
zaczac szkole tutaj, tylko nie wiemy jak dlugo, kiedy znow matka zachce go
miec. Dzieci sa zagubione, u nas maja normalna rodzine. Specjalnie wynajelismy
wiekszy dom ze mieli miejsce dla siebie no i maja tu siostre. W polsce
mieszkaja z dziadkiem i babcia.
nie wiemy co mamy robic, isc do sadu? znane przyslowie mowi ze do sadu idzie
sie po wyrok nie po sprawiedliwosc i zawsze w lepszej sytacji jest matka.
dzieci nie wiedza gdzie jest ich dom i nie maja swojego miejsca. Podejrzewamy
ze matka zabrala corke dlatego ze boi sie ze bedzie placic alimenty, a my nie
chcemy od niej pieniedzy chcemy tylko zeby dzieci mialy normalny dom. boje sie
ze za pol roku ona znowu cos wymysli albo pokloci sie z rodzicami i znow beda
mieszkac gdzie indziej. Traktuje ich jak rzeczy i sa dla niej tylko do
przytulania, wogole nie interesuje sie ich wychowaniem. Dodam tylko ze dzieci
nie mieszkaja z matka bo jej chlopak ich nie akceptuje. czy mamy jakies
szanse??????minusem napewno jest to ze mieszkamy w anglii
    • olejowy.bogacz Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 05.08.08, 21:33
      Zobaczcie, co sie z tymi dzieciakami dzieje w rodzinie i jak to
      pozniej sie pieknie wspomina i blaka po necie i czlowiek jest jak
      wrak i duch. Duzo nas i bedzie jeszcze wiecej.
      luna-luna.blog.pl/komentarze/index.php?nid=13612611
    • kicia031 Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 05.08.08, 21:55
      Kurcze, ws[polczuje i wam, i przede wszystkim dzieciakom. Nie wiem, co wam
      radzic, moze tylko zeby sprobowac sie dogadac z matka dzieci po dobroci, tak
      jest zawsze latwiej w takich sytuacjach.
      Trzymajcie sie.
    • burza4 Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 06.08.08, 14:34
      dziwię się, że w tej sytuacji nie uregulowaliście tych spraw
      sądownie od razu - i to się teraz mści. Gdyby twój facet wystąpił o
      rozwód i przyznanie opieki od razu - nie byłoby tego galimatiasu.
      A teraz - tym bardziej pozostaje sąd i tylko sąd może uregulować te
      kwestie. Jeśli nie podejmiecie tej sprawy oficjalnie - wszyscy nadal
      będą żyli w zawieszeniu.

      Wiem, że wam nie chodzi o alimenty, ale to tez jest kwestia, którą
      należy brac pod uwagę.Skoro oficjalnie zgodnie z poprzednim
      orzeczeniem dzieci powinny być przy matce - to wy powinniście płacić
      alimenty, zapewne zostały one zasądzone? jeśli tak, to fakt, że
      jedno dziecko faktycznie mieszka teraz z wami nie zmienia tego, że
      matka może się o te alimenty skutecznie upominać. Poprzedni wyrok
      obowiązuje poki nie zostanie zmieniony.

      lekko nie będzie, ale za wami stoją mocne argumenty - chęć
      faktycznej opieki, dobre kontakty i życie w pełnej, stabilnej
      rodzinie, lepsze warunki materialne, no i choćby fakt, że rodzeństwa
      nie powinno się rozdzielać. Przeciwko matce świadczą fakty -
      przerzucanie dzieci jak niepotrzebne zabawki, to, że nie sprawuje
      nad nimi opieki, że nie mieszkają z nią.

      nie zawsze sądy stają po stronie matek.
      • verdana Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 06.08.08, 15:01
        A ile lat maja dzieci - bo jesli powyzej 13 - to maja prawo glosu,
        ktory w takim wypadku sad zapewne uzwzgledni. Jesli choc jedno z
        nich zbliza sie do tej granicy, to nalezy chyba przewlekac sprawę.
        Raczej nie rozdziela się rodzeństw, wiec gdyby 13 latek chciał
        mieszkac z Wami, to pewnie wygracie. Gorzej, gdy dzieci sa duzo
        mlodsze.
        • eni7.08 Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 06.08.08, 19:15
          córka męża ma 12 a syn 10. Wlasnie wiem ze to sie teraz msci ze nie zalatwilismy wszystkiego prawnie od razu ale nie spodziewalismy sie ze ich matka po raz kolejny zmieni zdanie....doszlo juz do takiej sytuacji ze syn ulubieniec mamusi nie wierzy juz w zadne jej slowo. nie bardzo spieszy nam sie do sadu bo nie chcemy zeby dzieci znowu to wszystko przechodzily, przesluchania, klamstwa ze strony dziadkow i szukanie świadkow, ktorzy tak naprawde nas nawet nie znaja. Na razie dalismy czas matce, jezeli corka nie wroci do konca wakacji do nas to poradzimy sie adwokatki. co bedzie to bedzie, ale dzieci wiedza ze na nas moga zawsze liczyc i u nas maja swoj dom. Juz to rozumieja i wymyslania matki sa tylko na jej niekorzyść.
          • verdana Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 06.08.08, 21:28
            Czyli tak naprawde chodzi o przeciagnięcie sprawy o rok. Wtedy -
            jesli corka chce być z Wami, powinno być bez problemow. Pamiętajcie
            też, że 13-latek moze sam zmienić zdanie i w jego imieniu można
            wystapic do sądu o zmianę opieki. Nie sądzę, aby jakikolwiek sąd w
            tej sytuacji rozdzielił rodzenstwo, ktore nie chce mieszkac z matka.
            To nie są male dzieci, powinniscie mieć sporą szansę - trzeba
            postarac się o orzeczenie psychologa i wziąć adwokata.
          • burza4 Re: nasza historia....czy mamy szanse na opieke? 07.08.08, 15:29
            wcześniej czy poźniej dzieci i tak będą musiały przez to przejść.
            Mowisz o zeznaniach świadków - postarajcie się o własne, które
            popierałyby wasze starania. I nie znajomych, ale np. zeznanie
            nauczycielek, psychologa szkolnego (powinniście porozmawiać z
            wychowawczynią, żeby naświetlić sytuację i ewentualnie mieć
            informacje zwrotne jak z sytuacją radzą sobie dzieci). Dla sądu może
            być istotne również to, kto przychodzi do na zebrania do dzieci,
            jakie jest zaangażowanie stron. Kto i jak leczy dzieci, czy są
            oznaki zaniedbania (nie tylko rażącego, ale np. stomatologicznego,
            czy intelektualnego). Możecie - i powinniście wnosić o przebadanie
            dzieci w RODK-u, psychologowie oceniają tam reakcje dzieci na taki
            status quo.

            tak czy inaczej - sprawa was nie minie, musicie prawnie uregulować
            te kwestie dla bezpieczeństwa i spokoju dzieci. Więc musicie się
            przygotować, zebrać materiały, dowody.
Pełna wersja