Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :(

10.08.08, 14:46
Postanowiłam napisać tu na forum, może "wygadanie się" troszkę mi pomoże.
Dziecka chcieliśmy oboje. Córka ma rok. Mąż bardzo ją kocha, widzę to. Jest
pewien problem. Ja jestem na urlopie wychowawczym, mąż pracuje. Często nie ma
go całe dnie w domu. Jak przyjdzie z pracy jest zmęczony - ja to oczywiście
rozumiem ale dziecko bardzo za nim tęskni. Pobawi się z małą 10 min i już mi
ją daje. Ostatnio jeśli jest w domu wymyśla sobie różnorakie zajęcia aby tylko
jej nie przypilnować. Przecież ja też mam inne sprawy na głowie. Proszę go
czasem o pomoc przy córeczce bo muszę coś w danej chwili zrobić. Mąż wtedy się
na mnie denerwuje, że zawracam mu głowę. Podam przykład: właśnie kończę studia
i muszę pisać pracę. Mogę to robić jedynie w weekendy (wtedy pilnuje jej moja
mama) albo gdy zajmuje się nią teściowa. Niedawno mąż miał wolną niedzielę.
Mówię mu, żeby się dziś zajął córką bo ja muszę wreszcie skończyć pracę, to on
powiedział, że nie zajmie się nią bo coś musi zrobić (wymyślił sobie to). Nie
mogę tego zrozumieć! Wiem, że mężczyźni mają mniejszą cierpliwość do dzieci,
ale my matki musimy jakoś sobie radzić. Mąż twierdzi, że ja mam cały czas
wakacje, bo nie chodzę do pracy tylko jestem z dzieckiem w domu. Tylko, że być
z dzieckiem w domu to znaczy, że trzeba się nim zajmować przez 24h, ugotować
przy tym obiad, posprzątać, zrobić zakupy i jeszcze być uśmiechniętą! Bardzo
kocham córeczkę, jest ona dla mnie całym światem i nie jest mi ciężko to
wszystko robić, ale jak czasem proszę męża o pół godziny pomocy to niech to
zrozumie.
Nie wiem jak mam mu to wytłumaczyć. Proszę, tłumaczę, wyzywam i NIC! ;(
    • twoj_aniol_stroz Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 10.08.08, 14:58
      > Nie wiem jak mam mu to wytłumaczyć. Proszę, tłumaczę, wyzywam i
      NIC! ;(

      Na pewno nie wyzywaj, bo w ten sposób męża obrażasz, a o nie jest
      metoda na wypracowywanie kompromisów w małżeństwie. Nie proś i nie
      tłumacz, bo syty głodnego nigdy nie zrozumie. Najlepszą metodą jest
      zostawienie dziecka z mężem na dzień lub dwa - najlepiej z powodu
      dokładnych badań, konieczności wyjazdu gdziekolwiek itp. Badania
      medyczne są doskonałym powodem, dla którego Twój mąż powinien wziąć
      dzień urlopu w pracy i zostać z małą, a Ty w tym czasie powędrujesz
      na porządną kontrolę i badaniem krwi i moczu, usg i mammografią
      włącznie. Korzyści będą dwie: Twój mąż się przekona jak bardzo
      relaksujące są "wakacje" z maleńkim dzieckiem, a Ty zyskasz pewność,
      że jesteś zdrowa jak byk :)))
    • kicia031 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 10.08.08, 15:47
      Doskonaly pomysl - zapewnij mezowi wakacje z dzieckiem przez 1-2 dni. Byc moze
      tak mu sie spodoba taki odpoczynek, ze zechce w ogole zamienic sie z toba rolami?

      A tak powaznie - kltonia to najlepszy sposob, zeby facet sie zacial w niecheci
      do zrobienia tego, na czym ci zalezy. Zamiast prosic, jeczec, nalegac i
      krzyczek, wrecz malzowi corke i wyjdz z domu, albo chociaz do innego pokoju, a
      gdy bedzie chcial ci ja oddac, nie bierz. Co zrobi, rzuci ja na podloge?
      • pipsia5 Dzięki dziewczyny :) 10.08.08, 16:17
        Macie rację. Kłótnią i marudzeniem tylko pogorszę sprawę. Mąż wtedy będzie
        chciał zrobić mi na złość.Najlepiej to zaplanować cały dzień i wtedy niech się
        przekona jakie to mam wakacje.
        Pozdrawiam Was serdecznie!
    • estutweh Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 10.08.08, 16:15
      Popieram poprzednie komentarze.

      Byl kiedys taki program, nie pamietam dokladnie jaki, ale przez przypadek na TVN
      Style obejrzalam. Kobieta miala ten sam problem (tylko ze ona miala kilkoro
      dzieci), i babka, ktora zajmowala sie "problemami malzenskimi" doradzila, zeby
      zostawila go samego chociaz na pol dnia z dziecmi. Facet zdurnial, bo to chce
      to, to tamto, ale wkoncu zrozumial, ze to nie takie hop-siup, jak sie wydaje :)
      • yadrall Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 10.08.08, 17:19
        Gdzies kiedys byl taki dowcip:

        Maz wraca z pracy do domu i juz od progu widzi okropny balagan w
        ogrodzie, w kucnki wielka demolka,a w duzym pokoju ryczy TV, dzieci
        w pizamach siedza na podlodze i jedza lody,woda w wannie sie
        przelewa itp. Wiec przerazony zaczyna szukac swojej zony. Wreszcie
        znajduje ja w sypialni-lezy w lozku i czyta gazete,wiec wkurzony
        pyta:
        -Co tu sie do cholery dzieje???
        Na, co zona odpowiada-co dzien po pracy pytasz mnie co ja takiego
        robie caly dzien w domu,wiec widzisz,kochanie, dzis tego wszystkiego
        NIE zrobilam!!!
        • twoj_aniol_stroz :DDD historia z życia wzięta będzie... 10.08.08, 19:59
          ... otóż mam koleżankę, która kiedyś "siedziała" z dwuletnią córką w
          domu. Mąż, rzecz jasna, też uważał, że ona ma wieczne wakacje
          (zresztą mój też kiedyś miał takie mniemanie), no i kiedyś musiała
          pojechać do rodzinnego miasta coś załatwiać, jechała pociągiem i
          wiadomo, że nie będzie ciągnąć dwulatka w taką drogę. Pojechała
          sama, mąż został w domu z córeczką. Kiedy wróciła facet wściekły do
          czerwoności zawył (cytuję dosłownie), że on nawet dzisiaj nie mógł
          się wysr.ć. Na co moja koleżanka ze stoickim spokojem zapytała
          (również dosłowny cytat) czy mu się wydaje, że ona nie s...a od
          dwóch lat :) To była bardzo skuteczna terapia :))
          A tak swoją drogą to wiecie co? Mój mąż też kiedyś miał takie
          wyobrażenie o roli kobiety w domu przy dziecku :) Też mu się
          wydawało, że ja mam wieczne wakacje. Ja wyjechałam z moimi rodzicami
          (prowadzą prywatną firmę) na targi na dwa dni w roli tłumacza, a on
          został z dwójką dzieci - też była to skuteczna terapia. Coś w tym
          musi być, że oni tak myślą, bo to przecież nie jest jednostkowy
          przypadek.
    • ikabg Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 08:54
      Przeczytałam kilka rad forumowiczek i jestem zdruzgotana.. Dlaczego faceci mają
      być wiecznie pod ochroną?? Dlaczego mamy ich podchodzić na okrętkę, sugerować,
      podsuwać, broń Boże się nie awanturować?? Przecież to tacy sami ludzie jak my,
      mają mózgi, rozumieją co się do nich mówi! Po prostu jest im wygodnie tłumaczyć
      swoje lenistwo i brak zaangażowania różnicami płci. A prawda jest taka, że wielu
      facetów nie nadaje się do roli ojca, męża. Nie wiedzą co to znaczy życie
      rodzinne, partnerstwo i nie chcą się dowiedzieć. Szkoda tylko, że my o tym
      dowiadujemy się zbyt późno i potem musimy się denerwować, frustrować i co rusz
      tracić nadzieje we własną wartość..
      Uważam, że nie ma się co z nimi cackać i wymagać, domagać się wprost jeśli nie
      chcą się angażować, to fora ze dwora, bo i tak w niczym nie pomagają a
      obowiązków jest przez nich jeszcze więcej.
      • twoj_aniol_stroz Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 09:29
        Dlaczego faceci mają
        > być wiecznie pod ochroną?? Dlaczego mamy ich podchodzić na
        okrętkę, sugerować,
        > podsuwać, broń Boże się nie awanturować?? Przecież to tacy sami
        ludzie jak my,

        Masz rację w jednym: to tacy sami ludzie jak my i właśnie dlatego
        niemądrym pomysłem jest awanturowanie się. Jeśli ktoś czegoś nie
        rozumie to znacznie lepszym pomysłem jest mu pozwolić zrozumieć "w
        akcji" jak coś wyglada, niż robić awanturę i wyrzucać za drzwi.
        Efekt wywalenia za drzwi jest taki, że Ty nic nie osiagnęłaś, bo
        facet nadal Ci nie pomaga, a on zobaczył w Tobie jędzę, którą nalezy
        omijać szerokim łukiem. No chyba nie do końca o to chodzi, prawda?

        Po prostu jest im wygodnie tłumaczyć
        > swoje lenistwo i brak zaangażowania różnicami płci.

        Te różnice istnieją czy Tobie się podoba to czy nie i tak samo oni
        nas nie rozumieją jak my ich. Jedyna rada na to jest poznać te
        różnice i nauczyć się tak żyć, żeby to nie była wada a zaleta. Z
        własnego podwórka wiem, że uświadomienie sobie tych różnic bardzo
        zmieniło tak mnie jak i mojego męża i oboje jesteśmy bardzo
        szczęśliwi.

        A prawda jest taka, że wielu
        > facetów nie nadaje się do roli ojca, męża. Nie wiedzą co to znaczy
        życie
        > rodzinne, partnerstwo i nie chcą się dowiedzieć. Szkoda tylko, że
        my o tym
        > dowiadujemy się zbyt późno i potem musimy się denerwować,
        frustrować i co rusz
        > tracić nadzieje we własną wartość..

        Denerwowanie się i frustrowanie jest ślepą uliczką. Awanturą na
        pewno nie uświadomisz facetowi, że chcesz zmian, jedyne co wskórasz,
        to wywołasz jeszcze większy odzew i tak lawina się rozpędzi. A to
        bez sensu. Zastanów się nad tym, jak Ty byś chciała, żeby Tobie ktoś
        komunikował niezadowolenie z Twoich poczynań. Z pewnością nie chcesz
        aby odbywało się to na zasadzie awantury...
        A własna wartość? A jaki jest związek pomiędzy wygodnictwem faceta a
        poczuciem własnej warości? Dla mnie żaden. Doskonale znam swoją
        wartość i nie potrzebuję podnosić jej poprzez zapędzanie męża do
        mycia podłogi.

        > Uważam, że nie ma się co z nimi cackać i wymagać, domagać się
        wprost jeśli nie
        > chcą się angażować, to fora ze dwora, bo i tak w niczym nie
        pomagają a
        > obowiązków jest przez nich jeszcze więcej.

        Tylko tym sposobem wylewa się dziecko z kąpielą. Mój mąż już dawno
        powinien zostać wywalony na zbity pysk z domu, bo na początku było
        tak, że nawet nie odnosił brudnych ciuchów do kosza na brudy, tylko
        uważał, że ja mam to robić :) No cóż, teraz już mu to nie przychodzi
        do głowy, wielokrotnie łapie sam za szczotkę do podłogi, ładuje
        zmywarkę, myje łazienkę itp a dodakowo robi to co każdy facet, czyli
        meble do domu, rąbie drewno do kominka, skopuje ogródek, zajmuje
        się "taborem maszynowym", kosi trawniki itd. i wcale nie muszę się o
        to upominać, prosić i awanturować się, nie mówiąc o wyrzucaniu go z
        domu :) Jest tez wspaniałym tatą,który lubi bawić się z dzieciakami,
        zabiera je na wyprawy do lasu, razem budują różne własne zabawki, a
        na początku na wieść o ciąży stwierdził: "Boże, to straszne!!!"
        • ikabg Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 10:33

          A pewnie, że są różnice i trzeba wzajemne stosunki dopracować.
          Nie mówię, żeby od razu się awanturować ale jeśli prosi się faceta raz i drugi,
          zachęca do zrobienia czegoś, a on nadal udaje (zamiast próbować zrozumieć), że
          nie wie o co chodzi i po co to ma robić skoro my jesteśmy w domu, no to wybacz.
          Jesteśmy dorośli i w miarę dojrzali, posługujemy się wspólnym językiem, więc nie
          widzę powodów, żeby traktować faceta jak kolejne dziecko w rodzinie.
          A czemu tracimy poczucie własnej wartości?
          Ponieważ czasem z nadmiaru obowiązków tracimy grunt pod nogami, wybuchamy
          złością z bezsilności, wmawiamy sobie, że nie jesteśmy dość dobrymi paniami
          domu, dość dobrymi matkami,żonami, skoro nie radzimy sobie z domem, praca i
          dziećmi. A szanowny pan i władca zamiast wykazać się inicjatywą woli poleżeć
          przed TV lub pograć na kompie.
          Skoro ani razu nie doświadczyłaś takich odczuć, to znaczy że albo trafiłaś na
          wspaniałego faceta, z którym można się dogadać bez awantur,albo Twoje dzieci już
          zakończyły okres ząbkowania tudzież buntu dwulatka.

          Pozdrawiam
          • twoj_aniol_stroz Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 22:54
            > Ponieważ czasem z nadmiaru obowiązków tracimy grunt pod nogami,
            wybuchamy
            > złością z bezsilności, wmawiamy sobie, że nie jesteśmy dość
            dobrymi paniami
            > domu, dość dobrymi matkami,żonami, skoro nie radzimy sobie z
            domem, praca i
            > dziećmi.

            Jesteśmy tylko ludźmi i jeśli innemu człowiekowi dajemy prawo do
            potknięć to wtedy nasze potknięcia nas tak bardzo nie bolą.Problem
            zaczyna się wtedy, gdy innych ludzi oceniamy bardzo srogą miarą, a
            potem sami popełniamy identyczne błędy,bo jesteśmy zmęczone, bo boli
            głowa, bo jakieś choróbsko się zaczyna, bo wlaśnie jest przesilenie
            wiosenne... Powodów może być tysiące, ale my nie dajemy sobie prawa
            do błędów,bo wcześniej ostro osądziłyśmy kogoś innego,który taki
            błąd popełnił i teraz nasz osąd dzwoni nam w uszach niczym Dzwon
            Zygmunta. No i właśnie wtedy pojawia się poczucie braku akceptacji
            siebie, uwazamy,że jesteśmy do niczego, że nie nadajemy się na
            mamę,czy żonę... Tu akurat facet leżący na kanapie nie ma na to
            wpływu, to my same stawiamy sobie i innym wokoło tak wysokie
            wymagania, że potem dostajemy po tyłku, jak ich nie spełniamy.

            > Skoro ani razu nie doświadczyłaś takich odczuć, to znaczy że
            albo trafiłaś na
            > wspaniałego faceta, z którym można się dogadać bez awantur

            Zanim doszłam do tego co napisałam na górze awantur było całe
            mnóstwo. Zapewniam Cię, że mój mąż obecnie jest naprawdę wspaniałym
            facetem, ale... Tak nie było zawsze,tak jest od ok. 5 lat. Wcześniej
            był czas płaczu, braku szacunku i wiecznych awantur o wszystko.

            > albo Twoje dzieci już
            > zakończyły okres ząbkowania tudzież buntu dwulatka.

            Zakończyły owszem,ale kiedyś go przechodziły, a jeśli Ci się
            wydaje,że później jest już tylko sielanka,no to czeka Cię
            rozczarowanie. Po okresie buntu dwulatka następuje czas płaczliwego
            trzylaka,potem zaś dziecko idzie do przedszkola i zaczyna się
            atrakcja pt "pani tak powiedziała, więc tak jest", a potem jest
            szkoła i z kolei jest temat: "wszyscy mają x, ja też chcę" i cała
            seria zgrzytów pomiędzy rówieśnikami, no a później jest czas
            dojrzewania i wtedy się okazuje,że to co było wcześniej to bułka z
            masłem :)) Z dziećmi jest tak, że zawsze coś nas wyprowadza z
            równowagi, tyle, że to my mamy być dorośli i mamy radzić sobie z
            emocjami, a nie zwalać na dziecko. To my musimy nauczyć się
            rozwiązywać problemy bez awantury, pakowania walizek itp i temu
            właśnie służyły rady dane autorce wątku, aby pozwoliła mężowi
            spróbować jak to jest być w domu z dzieckiem. Czasem jest tak
            jakmawiają górale: jak się nie przewrócisz,o się nie nauczysz. I tu
            tak jest jak facet nie poczuje na własnej skórze czym jest opieka
            nad dzieckiem to w życiu tego nie zrozumie.
          • memphis90 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 12.08.08, 13:23
            >Jesteśmy dorośli i w miarę dojrzali, posługujemy się wspólnym >językiem, więc nie
            >widzę powodów, żeby traktować faceta jak kolejne dziecko w rodzinie.

            No to skoro jesteśmy dorośli, dojrzali i umiemy się porozumieć- to po co
            awantury? Awantura NIC nie wnosi, wnosi natomiast dyskusja.
      • memphis90 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 12.08.08, 13:21
        >Przeczytałam kilka rad forumowiczek i jestem zdruzgotana.. Dlaczego >faceci mają
        >być wiecznie pod ochroną?? Dlaczego mamy ich podchodzić na okrętkę, >sugerować,
        >podsuwać, broń Boże się nie awanturować??

        Bo dorośli ludzie powinni już umieć porozumiewać się bez awantur.
    • estutweh Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 19:29
      Ogladalyscie "Komedie malzenska"?
      • twoj_aniol_stroz Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 11.08.08, 22:57
        Nie :( ja w ogóle jestem na bakier z filmami :(
    • premeda Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 12.08.08, 08:36
      Ja tutaj widzę przede wszystkim błąd w założeniu, bo zakładasz, że
      mąż ma Tobie pomagać, czyli wszystko na Twojej głowie, a mąż jak ma
      ochotę to może pomóc ale wcale nie musi. Natomiast sytuacja wygląda
      tak, że do tej pory to Ty go wyręczasz w jego obowiązkach. Nie daj
      sobie wmówić, że pracując w domu masz obowiązek zajmowania się
      dziećmi 24 godz. na dobę, bo zajmując się domem i dziećmi ciągniesz
      tak naprawdę 2 etaty, a mąż tylko jeden.
    • memphis90 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 12.08.08, 13:27
      Ja bym zastosowała opcję 1. czyli zostawić męża z dzieckiem i niech sam
      popróbuje bycia rodzicem (aczkolwiek trzeba pilnować, żeby nie miało to
      charakteru odgrywania się "widzisz, dobrze ci tak, jesteś do niczego, a ja sobie
      codziennie muszę z tym radzić") albo opcja 2. najpierw pospędzajcie trochę czasu
      we trójkę, naucz męża jak ma się bawić z dzieckiem, jak nim zajmować- a potem
      dopiero rzucaj na głęboką wodę:) Tu nie ma chodzić o udowadnianie kto jest
      lepszym rodzicem/kto lepiej się sprawdza/kto ma gorzej/kto się bardziej
      poświęca, tylko o stworzenie zgranej rodziny.
    • pipsia5 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 31.08.08, 16:04
      Może pani psycholog poradzi coś na mój problem. Dziękuję.
      • czarna_zoska Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 31.08.08, 19:20
        Problem stary jak swiat. Na pocieszenie moge Ci napisac, ze chyba 80% kobiet
        przezywa to samo.... Jak dziecko bedzie wieksze to tatus sie zainteresuje. Moj
        maz chetnie zabiera do kina i na basen. Ale coreczka ma juz 5 lat. Tak do 3 lat
        niechetnie zostawal z nia sam, bo byla zbyt wymiagajaca w "obsludze". Powolutku
        egzekwuj czas dla siebie. Powiedz, ze musisz wyjsc do biblioteki, albo w weekend
        z kolezankami. Raczej nie rob awantur, tylko sprytnie, taktyka wolno do celu.
    • anika305 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 01.09.08, 09:23
      A ja z przerażeniem ostatnio odkryłam, że są mężczyźni, którzy nie chcą się
      zajmować dziećmi. Kochają je, ale wychowanie zostawiają matce (matka też
      pracuje). Przychodzą do domu i odpoczywają chodź się w pracy nie narobią (jego
      sława). Mają świadomość, że mało przy dzieciach robią i twierdzą, że taki jest
      ich sposób na życie czy model rodziny...A na urlopie z rodziną męczą się...
      Na całe szczęście nie jest to mój mąż...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 03.09.08, 10:36
      Bardzo mi przykro czytać o takich sytuacjach, kiedy meżczyźni nie
      doceniają pracy kobiet w domu. Czasem się też złoszcze, gdy czytam
      i na tym forum , krzywdzące, ironiczno - pobłażliwe czy nawet
      pogradliwe i upokarzające wypowiedzi mężczyzn o takiej pracy
      cytowane przez Was czy też pisane wprost przez Panów.
      Wiele z tego tych zachowań to powszechne i bardzo utrwalane zjawisko
      społeczne, a w związku z tym trudno jest z tym samotnie walczyć.
      Pociechą jest to, że się to powoli zmienia i to głównie w zakresie
      opieki nad dziećmi, choc proces ten jest powolny i bedzie
      długotrwały. Dlatego warto popierać wszelkie inicjatywy, formalne i
      nie, zmierzajce do ukatywnienia mężczyzn na tym polu. Czy to poprzez
      popieranie urlopów "tacierzyńskich" czy to poprzez wpólnie ustalone
      i PRZESTRZEGANE obowiazki wobec dziecka.
      To może być jedno popołudnie w tygodniu, albo zawsze niedziela czy
      coś podobnego.
      Niestety czasem wobec mężczyzny trzeba zachować się w takich
      sferach jak w stosunku do dziecka czyli zastosować metodę
      behawioralną. I nie prychać wtedy pogradliwie, ze ma się jescze
      jedno dziwecko w domu i że tak,być nie moze. Trudno. Nie ma się co
      obrażać na rzweczywistość. To "wychowywanie" to takze praca dla
      przyszłych pokoleń, nasz wkłąd w zmiane obyczaju i normy. Pionierki
      zawsze mają ciężko I ważna jest konsekwencja. Nie ustępować. Istotne
      jest, aby forma i czas opieki były wspólnie ustalone czyli aby mąż
      mógł wybrać coś, co lubi z dzieckiem robić. Np zawsze kąpiel lub
      karmienie, lub czytanie lub zawsze spacer w niedzielę czy basen.
      Uniknie Pani wtedy zarzutu, że to nie był jego wybór i ma Pani
      szansę odwołać się do umowy. I nie krytykować, nie wyręczać nawet,
      gdy bedzie sie to Pani nie podobało. Trudno. Dziecku ojcu samo
      podpowie , co i jak ma przy nim robić.
      Czasem meżów do takich "nieojcowskiech" zachowań przywyczajają same
      kobiety. Współpracują w tym mamy i teściowe. Wiem, że są to dobre
      intencje, ale mężczyzna wtedy widzi, że bez niego wszyscy w tej
      sferze dobrze daja sobie radę. Wiec się nie wysila.
      Wiem, ze to co napisałam jest uciązłiwą procedurą. I na efekty
      trzeba będzie poczekać. Ale trud się opłaca. A na koniec kupić
      mężowi pod choinkę albo na imieniny lub Dzień Ojca książkie "Powrót
      taty". jest to zbiór listów napisanych do ojców przez dorosłe
      dzieci. pouczajaca lektura o dziecięcych potrzebach i tęsknotach,
      ale też o ważności ojca w zyciu kazdego człowieka. Pozdrawiam.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • earl.grey Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 03.09.08, 12:45
        ja bym jeszcze dodała, że doskonałym pierwszym krokiem do ubezwłasnowolnienia
        mężczyzny w kwestii opieki nad dzieckiem jest powszechnie praktykowane
        zapraszanie mamy/teściowej do pomocy przez pierwsze dni/tygodnie po porodzie.
        Lepiej niech się młody tatuś wykaże - wspomoże osłabioną chwilowo żonę, nawiąże
        więź z dzieckiem. A że nie ma doświadczenia? No to kiedy go nabierze?
        • mineko1 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 14.09.08, 20:50
          Moj tez nie chce mi pomagac. A na dodatek ja pracuje na caly etat.
          Po pracy sporzatam , gotuje, piore, prasuje, robe zakupy, bawie sie
          z dzieckiem i wychodze z nim na dwór. A mąż jak tylko przyjdzie z
          pracy to chce miec obiad pod nos po czym siada przy komputerze, albo
          przed TV, potem sobie wieczorem wychodzi i w nocy nie wstaje do
          dziecka, bo jest zmeczony, bo pozno przyszedl. A jeszczce ma
          pretensje, ze np nie umylam podlogi.
          • kicia031 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 14.09.08, 21:47
            ja pracuje na caly etat.
            > Po pracy sporzatam , gotuje, piore, prasuje, robe zakupy, bawie sie
            > z dzieckiem i wychodze z nim na dwór. A mąż jak tylko przyjdzie z
            > pracy to chce miec obiad pod nos po czym siada przy komputerze, albo
            > przed TV, potem sobie wieczorem wychodzi i w nocy nie wstaje do
            > dziecka, bo jest zmeczony, bo pozno przyszedl. A jeszczce ma
            > pretensje, ze np nie umylam podlogi.

            Czytam cos takiego i nie jestem w stanie uwierzyc. jak mozna pozwolic sie tak
            traktowac, no jak? Co takiego wnosi maz do twojego zycia, ze pozwalasz sie tak
            traktowac?
            • annb Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 15.09.08, 08:16
              wniosł swoje drogocenne DNA

              • triss_merigold6 Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 15.09.08, 12:38
                W takim układzie bardziej energooszczędne jest bycie samodzielną
                matką. Odpada połowa obowiązków.
    • bubster Re: Mąż nie chce mi pomagać przy dziecku!!! :( 15.09.08, 10:20
      przestań sprzątać i mu gotować
      w zaoszczędzonym w ten sposób czasie pisz pracę
      albo wyjedź na weekend do rodziców, pisz pracę, a on niech bedzie z
      dzieckiem
Pełna wersja