rozwazna35
13.08.08, 13:07
Pomóżcie dziewczyny! Jestem w drugim związku. Z pierwszym mężem
wzięłam rozwód. Mam córkę z tego małżeństwa. Jeszcze w trakcie
rozwodu poznałam faceta, który b. duzo mi pomógł w trakcie rozwodu,
byliśmy ze sobą prawie 3 lata i postanowiliśmy zamieszkać razem.
Niestety jestesmy z innych miast. On z Łodzi, ja z Olsztyna.
Ponieważ ma on własną firmę, zdecydowalismy, że to ja sie
przeniosę. W Olsztynie mam mieszkanie, które wynajęłam. Córka
zerówkę rozpoczęła już w Łodzi. Niestety w zasadzie od początku
mieliśmy już pewne nieporozumienia. On okazał się człowiekiem
egoistycznym, skapym, najważniejsza jest dla niego jego firma. Ja
nie mogłam liczyć praktycznie na żadną pomoc z jego strony.
Odnaleźć się w obcym mieście musiałam sama, wszystko załatwić:
lekarzy, urzędy itp. Gubiłam się w mieście, on mi nawet nie pomógł
i nic nie wytłumaczył. Kontakty z moją córką ma b. dobre, ona go
akceptuje i sie dogadują, choć on ciagle narzeka, że jest
rozkapryszona i rozpuszczona z mojej winy. On slubu nie chce,
twierdzi, że się boi. W każdy weekend pracuje, nawet w niedziele.
Praktycznie nie ma dla nas, ani dla mnie czasu. Nigdzie nie chce
wyjeżdżać na urlop, bo też pracuje. A jak chciałam, zebyśmy na
spółkę kupili samochód, to powiedział, że go nie stać. Sam w firmie
ma dwa, ale dostawcze, więc we trójkę nie możemy jeździć. Wspólnych
planów nie mamy, jak go o cokolwiek pytam, to on się boi, odkładać
wspólnych pieniędzy też nie chciał. Firma nie idzie mu chyba
najlepiej, ma kredyty, które spłaci za 4 lata. Ale chyba szczere
porozmawiać by mógł? W zasadzie to tylko jak gdzieś do znajomych
idziemy, albo na imprezę to jest fajnie, no i jest spokojnym
człowiekiem. Ja już mam dosyć. Tęsknię za moja rodziną, bo jak
byłam u siebie to mogłam liczyć na pomoc mamy i innych. Tu jestem
sama i ciagle o wszystko sama się muszę martwić: pędem lecieć po
pracy po dziecko, jak zachoruje, to też kombinować wolne itp. Córka
ma tu fajną szkołę, którą lubi i przyjaciółkę w klasie. Ale poza
tym to czas spędzamy praktycznie cały czas we dwie i jest nam
smutno. Ja tutaj mam daleko do pracy, w Olsztynie szłam pieszo.
Mogę wrócić do siebie i do tamtej pracy, trochę mi będzie ciężej
finansowo, ale on mi żadnej kasy nie daje, wszystko na pół. Co
radzicie? Odejść, czy twkić w tym. Może ja też jestem marudna, ale
liczyłam choć na trochę pomocy.