zla.kobieta1000
18.08.08, 21:02
Witam! Pokrótce o mojej sytuacji: obecnie samotna matka, z trudną sytuacją
finansową, zostawiona w ciąży przez partnera, szczerze mówiąc długo nie
akceptująca tej ciąży a później macierzyństwa. Kiedyś - dziecko rozwiedzionych
rodziców, z zimnym, obojętnym ojcem, ze zgorzkniałą i mającą zmienne nastroje
mamą, próbującą rządzić moim życiem. A ja oczywiście zamiast szybko się
uniezależnić, zachowywałam się jak spuszczona z łańcucha, wykorzystywałam
pracę wiążącą się z długimi podróżami do pijaństwa, przypadkowego seksu,
ostrych imprez , poszukiwania rozrywek za wszelką cenę. Jedną z nich był
zakazany związek z żonatym facetem, związek, któremu oddałam się z ogromną
namiętnością...
Dzisiaj mam ponad dwuletnią córeczkę i cierpię, bo pierwsze półtora roku jej
życia przepłakałam, pomstowałam na niechciane, samotne macierzyństwo, żarłam
się z jej ojcem o pieniądze (zresztą zachowywał się obrzydliwie, chciał, żebym
poroniła ze stresu, potem żebym mu oddała córkę,bo nie chciałam już być jego
kochanką, nie dawał obiecanych pieniędzy itp.). Wiem, że jestem osobą
rozchwianą emocjonalnie, może przez takie życie jakie miałam i mam, a może
przez samą siebie - ale teraz wiele spraw widzę w innym świetle, o wiele
więcej we mnie spokoju i nadziei. Tylko dziecka mi szkoda, bo swoim
zachowaniem, niestabilnością, krzykami, w jakiś sposób chyba ją odtrącałam
(chociaż nie chciałam tego). Obecnie córeczka jest dzieckiem nieufnym,
płaczliwym, silnie związanym ze mną, przeżywającym różne lęki, trudno
oswajającym się z nowymi sytuacjami. Lubi dzieci, zabawę, to duży plus, ale
strasznie wszystko wymusza, rozdzierająco płacze o każdy drobiazg, co jest
przedmiotem niezbyt fajnych komentarzy np. moich rodziców. A ja gotuję się ze
złości, kiedy ktoś strofuje moje dziecko za to, że płacze - choć jeszcze kilka
miesięcy temu samą mnie to doprowadzało do szału. Nie chciałam by matką,
nienawidziłam swojego życia i sytuacji, miałam nawet myśli samobójcze - i
nikogo, kto by mnie zrozumiał!
Teraz czytam o osobowości borderline - to wypisz wymaluj ja!
Boję się, że moje kiepskie stany psychiczne wrócą - to jedno, ale wtedy już
naprawdę pójdę do jakiegoś terapeuty.
Ale chodzi mi o córkę. Jak przywrócić jej poczucie bezpieczeństwa, ufność,
radość? Jak uczynić ją niezależna ode mnie i już niedługo gotową do wejścia w
świat życia społecznego, tj. np. do przedszkola?
Proszę, oszczędźcie mi komentarzy typu - trzeba było oddać dziecko do adopcji,
jesteś wyrodną matką. Wiem, jaka jestem i mój post to wołanie o pomoc. Chcę
być inna, bo kocham moje dziecko. Moje dzieciństwo, dorastanie to totalne
piekło - nie chcę tego powtórzyć!