anika2323
16.09.08, 10:20
Witam, mam wielką prośbę o radę! Poradzono mi, aby tu właśnie zamieścić
swojego posta, więc to robię. Jeśli ktoś coś takiego przeżył albo zna się
na prawie, to proszę, napiszcie, co byłoby najlepszym wyjściem.
Jestem osobą raczej skrytą i staram się innych nie obarczać swoimi problemami,
ale doszłam do takiego momentu w życiu, gdzie naprawdę nie wiem, co dalej robić.
Mój problem wygląda tak: mam dziecko z chłopakiem, który w momencie gdy
dziecko przyszło na świat miał 17 lat. Teraz dziecko ma rok, ojciec 18 lat.
Uczy się w szkole średniej, ja mam 23 lata i studiuję. Chłopak nie uznał
dziecka, powiedział, że poczekamy, aż będzie pełnoletni. Nasi rodzice nic nie
wiedzieli ani że się spotykamy, nie wiedzieli też o dziecku. Dopiero kiedy
mały miał 2 tygodnie moi rodzice się przypadkowo dowiedzieli, ale nie
powiedziałam im, kto jest ojcem, bo on się bardzo bał. Mówiłam, że jest
nieznany. Ale po dwóch miesiącach wszystko się wydało. Nasi rodzice spotkali
się, ustalili, że będziemy razem jakoś dziecko wychowywać. Rodzice chłopaka
dawali miesięcznie 100 zł na małego, dostawałam też zasiłek dla samotnych
matek. Później mój tata powiedział tamtym, że 100 to za mało i dawali mi 200
zł, najczęściej na konto bankowe. Chłopak cały czas utrzymywał, że chce z nami
mieszkać, być rodziną itp. Ale już od lutego olewał małego, nie interesował
się nim w ogóle, pali, pije, pali trawę i co chwila miał inną dziewczynę (o
czym nie wiedziałam, bo studiuję i mieszkam z małym w innym mieście, a „tatuś”
się łaskawie <nie>dokłada do opieki). Niedawno się to wydało, najpierw nie
zareagował, wmawiał mi, że sobie wymyśliłam zdradę, jednak wobec dowodów
(którymi dysponowałam) musiał się do tego przyznać. Powiedziałam mu, że to już
definitywny koniec z nami i że chcę tylko, żeby z jego strony szły
jakiekolwiek pieniądze na dziecko - jeśli już nie chce z nim się nawet widzieć
- i nic więcej nie wymagam. A gdyby jednak chciał się z dzieckiem zobaczyć, to
zawsze może i nie będę robić żadnych problemów. On się obraził i przez miesiąc
w ogóle się nie odzywał do mnie. W końcu zrozumiał, że dla mnie to już
naprawdę jest koniec „nas”, wystraszył się i przeprosił.
Jednak ja nie miałam siły się z nim kłócić, ale i brakło mi sił, by go dłużej
znosić. Traktowałam więc go normalne, jak jakiegoś nowo poznanego człowieka,
ale obcego dla mnie. Rozmowy toczyły się tylko w związku z małym, bo nie
chciałam się znowu angażować w jego życie itp. On się zaczął zachowywać, jakby
ostatecznie wszystko było w porządku, żadne incydenty nie miały miejsca. W tym
momencie zapytałam go, co on sobie właściwie wyobraża, że wypisuje SMSy jak to
dobrze się bawi na licznych imprezach, ile i z kim pije, z kim co pali itp. On
odpowiedział, że to właściwie nie moja sprawa i ponownie zaczął się chamsko i
wulgarnie do mnie odzywać, zachowywać. Przez połowę czasu, gdy byłam w ciąży
właśnie w taki sam sposób się zachowywał i nic go nie obchodziło,co się ze mna
dzieje, przez miesiąc nie odezwał się ani razu, a później zadzwonił jak gdyby
nigdy nic. Kiedy mały się urodził, on udawał wielkie zaaferowanie i pokazywał
jak to mu wielce na dziecku zależy. Później się dowiedziałam, że cały czas
miał różne dziewczyny (przyparty do muru przyznał się, ale dopiero, gdy miałam
takie dowody, że już nie miał co wymyślić).
Teraz napisałam mu, że nie może być tak, że on cały czas chodzi na imprezy, a
tylko ja się troszczę o małego i jego potrzeby i łamię sobie nad tym głowę, bo
nie mam za co żyć. I że powinien się jakoś dokładać - choć na część potrzeb
dziecka. Odpowiedział mi, że nie ma zamiaru rozmawiać o pieniądzach, bo go ten
temat nie interesuje. Dał mi do zrozumienia, że nie jest to jego, tylko mój
problem i mam go więcej nie niepokoić.
Bardzo mnie tym zranił, ale postanowiłam poważnie i spokojnie z nim o tym
porozmawiać nie robiąc mu scen i powiedziałam, że jednak ma jakieś obowiązki
wobec dziecka i jeśli w żaden sposób mi nie pomoże, to będę zmuszona wystąpić
o alimenty. On odpowiedział, że nie da się szantażować i straszyć sądem i że i
tak nic nie uzyskam na drodze oficjalnej, gdyż nie uznał tego dziecka i do
niego się na rozprawie nie przyzna. Powiedziałam, że wystarczy zrobić testy na
ojcostwo, których ja się zresztą nie boję, bo był moim jedynym chłopakiem i
nigdy go nie zdradziłam. A po nich wszystko dla sądu będzie jasne. Oto SMS,
jaki od niego dostałam w odpowiedzi: „odwal się <pokazuję środkowy palec>” i
przestał się odzywać.
Patrzę kilka dni temu i na koncie widzę przelew 200 zł, ładnie opisane jego
imieniem,
nazwiskiem i adresem - a poprzednie wpłaty były tylko z imieniem i nazwiskiem
jego matki. W czerwcu nic nie dali mi na dziecko, przez część lipca byliśmy z
małym u rodziny jego, bo powiedzieli, że tęsknią za wnukiem i chcą trochę z
nim pobyć. W trakcie tego pobytu zapytałam o pieniądze i dostałam 100 zł z
zaznaczeniem, że „w czerwcu zapomnieli”. Przez 3 tygodnie sierpnia mały był u
nich, z tym, że wszystko ja mu kupiłam za swoje pieniądze -tzn. przyjechał z
cała „wyprawką”. Przez cały jego pobyt wydali jedynie pieniądze na 3 pudełka
mleka i z wielką obrazą i łaską dali mi 100 zł za sierpień. Cała jego rodzina
ma 4 tysiące dochodu netto, z tego 600 zł płacą ratę kredytu, i resztę mają na
życie. Są to rodzice z dwójką nastoletnich dzieci. U mnie w domu pracuje tylko
mama, która zarabia 1500 zł. Ja mam kredyt studencki i zasiłek rodzinny z
dodatkiem dla samotnych rodziców. Oni o tym wiedzą. I wygląda to tak, że się
zarzekają, jak to bardzo kochają małego, a pieniędzy skąpią dla niego na
podstawowe rzeczy - nie wymagam przecież, żeby mnie utrzymywali i obsypywali
go drogimi zabawkami, chciałam jedynie, by choć trochę mi ulżyli w staraniach
o zapewnienie mu pożywienia i środków higieny. Nic ponadto. Oprócz tego, że
tym razem zupełnie wyjątkowo wpłacili cała sumę, ładnie opisaną, zadzwonili,
że zapraszają małego do siebie na 5 dni i że nawet po niego swoim samochodem
przyjadą (zazwyczaj jeśli już zapraszali, ja miałam się zatroszczyć o
dojechanie na miejsce i jego powrót, a do ich domu można się dostać tylko
podwójnymi połączeniami - pociąg, później autobus i jeszcze kawałek na pieszo
iść). Tak więc zwykle to się odbywało tak, że oni chcieli małego zobaczyć, a
ja opłacałam nasz wspólny przejazd owym połączeniem do nich i swój na powrót,
później znowu jechałam po niego i wracałam z nim (wyjątek stanowiła sytuacja,
gdzie zapraszali mnie, żebym została na kilka dni). Więc i tu koszta nie były
małe, a i namordowałam się z wózkiem przy takich podróżach.
Moje pytanie do Was - czy nie uważacie, że ich ostatnie zachowanie jest
podejrzane? I o czym może świadczyć? O co może im chodzić, jaki to podstęp?
Jak może istnieć sytuacja, że ojciec dziecka nie troszczy się o nic i
„imprezuje”, a ja chodzę już wszędzie po pomoc -łącznie z Caritasem, opieką
społeczną i wszędzie, gdzie się da, martwiąc się, co będzie jutro? A i tak,
pomimo doraźnej pomocy, nie mam jak żyć, nie mam pieniędzy, nie mam za co
nakarmić dziecka…
I do osób znających się na prawie - czy jeśli oni w sądzie powiedzą, że dawali
mi pieniądze bez uznania ojcostwa, a byłam jako samotna matka i z tego tytułu
dostawałam zasiłek, to grożą mi jakieś konsekwencje? Czy współżycie z osobą
niepełnoletnią, która ukończyła 16 rok życia jest karalne? Co oni mogą wysunąć
przeciwko mnie? Czy mogą się jakoś „wykręcić”? I ile mogę dostać alimentów?
(rodzice jego mają pensje w sumie 4 tys., ich 2 nastoletnich dzieci się uczy,
moja mama ma 1500 zł, tata nie pracuje, ja dostaję 590 zł kredytu studenckiego
i 218 zł z urzędu miasta, potrzeby tylko dziecka to 1200 zł/miesiąc nie licząc
szczepionek, butów, ubranek itp. - te potrzeby, to tylko jedzenie, pieluchy i
opiekunka, gdyż nie starczyło dla nas miejsca w żłobku).
Co powinnam zrobić? Proszę bardzo o poradę, bardzo dziękuję.