Mój problem...

20.09.08, 15:05
Witajcie...nie wiem zupełnie od czego zacząć.Może od podstaw:

Miałam 16 lat gdy poznałam obecnego męża (jest starszy ode mnie o
8lat), spotykaliśmy się 5 lat, zamieszkaliśmy, zaszłam w ciążę, mamy
przepiękną córeczkę no i...właśnie.
Na początku mieszkaliśmy w niedużym mieszkaniu, chłopak (jeszcze
wtedy narzeczony) wydawał się idealny. Pomagał, wychodziliśmy razem-
do kina, na spacer, na lody..klótnie?JAKIE KLÓTNIE?? Wychowałam się
w rodzinie gdzie ciągle były awantury i ta 'odskocznia'- dom cieply
i kochający była moją ostoją. Stworzylismy wspólnie firmę, mąż
nabrał kredytów, firma jakoś to opłacała. Dalej mężowi wpało do
głowy, że należy się przeprowadzić- wybrał więc dom 340m2. Po
przeprowadzce urodziłam córkę i na tym etapie wszystko zaczeło się
walić. Nie ma dnia byśmy się nie kłócili. Mąż zamyka się od rana w
pokoju z komputerem, udaje że pracuje, ja na dole zajmuję się
dzieckiem, umieram ze strachu o naszą przyszlość finansową, malutka
zajmuje naprawdę sporo czasu...wieczorem mąż schodzi na dół, ogląda
telewizor i idzie spać. Pomiędzy kłótnie- o wszystko.
Najgorsze jest dla mnie to,że chciałabym studiować,próbuję się uczyć
by dostać się na wymarzone studia, ale jest to ciężkie gdy dziecko
ciągle wymaga uwagi,a mąż tylko mówi "po co,i tak się nie
dostaniesz". Nie ma już czułych słówek, przytulenia, BYCIA (tak
poprostu). DO tego dochodzi konflikt między mną a jego matką co
dodatkowo nas oddaliło. I nagle mnie olśniło- przecież mąż zachowuje
się dokładnie jak swój ojciec! Matka pracuje, sprząta
(pedantycznie), gotuje, robi herbatke, podsuwa pod nos czekoladki,
sklada majtki w kostkę (wspominalam że w moim domu próbowała robić
to samo??) a mężczyzna siedzi przez tv.
Ja naprawdę nie wiem co robić. Są momenty gdy mąż znów staje się
kochany a za chwile BUM- to samo. Nie chcę wychowywać w takiej
atmosferze dziecka ale nie chce też by miała niepełną rodzinę.
próbuję z nim rozmawiać ale jak grochem o ścianę.
Kocham go, choć czasem nie wytrzymuję.
Jak z nim rozmawiać? Jak wytłumaczyć, że ma się zabrac do pracy a
nie bawić jak dziecko, że ma pomóc czy też zrozumieć...

Wiem, że gdyby zaszła konieczność rozwodu mąż zrobi wszystko by
odebrac mi dziecko (sam już to zapowiedział), zagroził nawet w
którejś z kłótni że ją wywiezie za granicę. Nerwowo nie wytrzymam.
Jakbym mieszkała z dwiema różnymi osobami!
    • izabelski Re: Mój problem... 20.09.08, 23:27
      czy on 7 dni w tygodniu przesiaduje w oddzielnym pokoju i nawet nie
      wyjdzie z niegio,zeby sie pobawic z dzieckiem?

      ile lat/mioesiecy ma mala?
    • kicia031 Re: Mój problem... 22.09.08, 10:43
      Maz z cala pewnoscia boi sie o wasza przyszlosc finasowa. Jestes
      pewna, ze w firmie wszystko idzie OK? Moze ukrywa przed toba
      problemy i dlatego cie unika?

      Moze boi sie, ze odejdziesz, wiec torpeduje wszelkie pomysly
      dotyczace twojego uniezaleznienia sie (studia) zebys na zawsze byla
      zdana na niego?

      Moze nie potrafi byc mezem i ojcem, bo nigdy nie widzial nawet jak
      to sie robi?
      • kag73 Re: Mój problem... 22.09.08, 14:48
        no wlasnie, dobrze zauwazylas "zachowuje sie tak jak jego ojciec" i
        tu masz odpowiedz. To wyniosl z domu, to dla niego normalne
        zachowanie, mysli, ze tak musi byc. Pewnie trudno bedzie cos
        zmienic. Mozesz sprobowac, ale czy to cos da, moze na pare dni a
        potem znow bedzie to samo.
        Uwazam, ze raczej nie powinnas sie obawia, ze odbierze Ci dziecko,
        Polska to nie Arabia, dziecko zostaje z matka.
        Mysle, ze to raczej pogrozki, watpie, zeby chcial miec dziecko "na
        karku", przeciez w ogole sie nim nie zajmuje. Kochana, z dzieckiem
        jest duzo roboty i on o tym wie.
        Mozliwe tez, ze sytuacja go przerasta, nagle jest dziecko i wszystko
        sie zmienilo.
        • genek_b Re: Mój problem... 22.09.08, 15:23
          > no wlasnie, dobrze zauwazylas "zachowuje sie tak jak jego ojciec"
          i
          > tu masz odpowiedz. To wyniosl z domu, to dla niego normalne
          > zachowanie, mysli, ze tak musi byc. Pewnie trudno bedzie cos (...)

          Dosyć pocieszna teoria, jak ze spotkania sufrażystek;)

          Ale wracając do tematu autorki wątku:
          jak to przesiaduje od rana zamknięty w pokoju
          i udaje, że pracuje?
          Ty zajmujesz się dzieckiem. On też nie pracuje.
          Znaczy firmy już nie ma, ale kredyty są...
          Może to sprawiło, że Twój facet ucieka od rzeczywistości?
          Bo, że ucieka to jest dla mnie jasne.

          I moim skromnym zdaniem masz zadanie - trudne, ale realizowalne.
          Najpierw dowiedzieć się dlaczego ucieka.
          A potem zmotywować go gonienia...

          • kag73 Re: Mój problem... 22.09.08, 15:49
            ciesze sie, ze sie ucieszyles z mojej teorii:-) Niemniej jednak
            przekonalam sie w wielu sytuacjach, ze ludzie bardzo duzo wynosza z
            rodzinnego domu, moze nawet nieswiadomie przejmuja wzorce i
            zachowania rodzicow, to co widza albo widzieli.
            Oczywiscie tutaj przyczyna moze byc inna, ale mysle, ze az taka
            glupia ta moja teoria nie jest, znam podobne przypadki w kregu mojej
            najblizszej rodziny.
            • kag73 Re: Mój problem... 22.09.08, 16:02
              ale moze ma tez klopoty finansowe i nie potrafi poradzic sobie z
              sytuacja.
              Rozumiem jednak, ze zawsze pracowal w domu przed komputerem?

              A nie probowalas rozmawiac i bez wyrzutow zapytac co sie dzieje?
              • irenka26 Re: Mój problem... 23.09.08, 13:46
                Moj maz tez taki byl. Jak urodzila sie corka, to dla niego wszystko
                inne bylo akurat wazne tylko nie ja i dziecko. Byl komputer,
                koledzy, samochod, tv itp. Ja kapalam, usypialam, przewijalam,
                zabawialam, uspokajalam, pralam, sprzatalam ... generalnie
                obslugiwalam wszystko i wszystkich (jego, corcie i siebie). Nie
                mialam zadnej pomocy, mieszkamy za granica, a rodzina cala w Polsce.
                Klotnie byly codziennoscia, juz przestalam sie po czasie odzywac i
                robilam jak robot to co bylo do zrobienia. Zaczelismy zyc obok
                siebie. Uswiadomilam sobie po czasie, ze powielamy schemat moich
                tesciow. Tesciowa caly czas w kuchni, a tesc z pilotem przed tv.
                Nawet ze soba nie rozmawiaja. Jak bylam glupia, ze wczesniej tego
                nie zauwazylam.
                Moja rada jest taka. Jak polozysz corke spac. Posadz meza na
                kanapie, usiadz kolo niego i powiedz mu spokojnie co czujesz.
                Zapytaj, czy mu zalezy, na tobie i dziecku. Nie daj sie zbyc zwyklym
                tak. Niech to rozwinie. Wyrzuc wszystko z siebie. Tylko bez
                pretensji i oskarzen. Po prostu otworz sie przed nim. Jak ma serce,
                to moze i on sie otworzy. Jesli nie sprobuj znowu za jakis czas. Jak
                nie pomoze to zacznij powoli oddalac sie od niego. Pokaz mu ze
                potrafisz radzic sobie bez niego. Zorganizuj opieke nad dzieckiem,
                popytaj o studia, moze kup jakies ksiazki i czytaj na jego oczach,
                zeby widzial, ze on schodzi na drugi plan, a ty wcale nie masz
                zamiaru byc do konca zycia jego sluzaca. Daj mu odczuc jak by bylo
                gdyby Cie stracil.
                Najbardziej nas ciagnie to czego nie mozeemy miec. MOze jak on
                poczuje, ze Cie traci to sam wyciagnie reke po rozmowe?
                Wiele razy chcialam odejsc od meza, mielismy nieziemskie awantury.
                Nienawidzilam go. Bylam tam gdzie teraz jestes ty. Nie poddawaj sie.
                Mnie udalo sie zmienic mojego meza. Juz nie widzi we mnie silnej
                baby ktora ze wszystkim sobie poradzi. Teraz dostrzega moje
                potrzeby, wie, ze jestem slabsza od niego (bo jestem kobieta),
                widzi, ze potrzebje pomocy. Zmienil sie.
                Zycze Tobie tego samego.
Pełna wersja