Dwie różne drogi wychowawcze

01.10.08, 21:12
Pytanie w sumie z ciekawości no i sytuacji ją powodujących. Ja się
wychowałem w domu z którego nie wyniosłem żadnych więzów rodzinnych.
Nie wnikając w szczegóły mama w cieniu nadużywającego alkohol ojca.
Nauczyło mnie to realnego spojrzenia i uczenia się świata który jest
piękny, ale niestety nie jest idealny.
I tu kontrapunkt czyli moja żona. Ona wyrosła w domu gdzie poznała
uczucia, dobro, miłość. Ale... rodzice kompletnie nie przygotowali
ją na zło tego świata i jakakolwiek - nawet konstruktywna krytyka
czy zwrócenie uwagi powoduje u niej "dół", smutek i często łzy. I tu
nawet jeśli się zwróci uwagę słusznie powoduje tę sama reakcję co
zwrócenie uwagi niesłuszne.
Życie idealne nie jest, ona wie o tym, ale teoretycznie "idealne"
wychowanie w domu powoduje reakcje. Miewałem o to nerwy, ale
zrozumiałem, że to wina jej rodziców. I tak naprawdę jej siostra
reaguje podobnie na problemy: stres, psycholog itp. I z tego co
słyszałem winni byli ci inni. Dodam że rodzice żony żyją w małym
miasteczku, prawie się z niego nie ruszają (jakies takie
bezpieczenstwo?) a ich główna dewiza to "najlepiej przemilczać pewne
sprawy, bo po co komuś robić przykrość". Oczywiscie jej rodzice
pewnie myślą ze tez są idealni bo np. żona miewała do nich żal i
cierpiała (chocby o to, że jej ojciec zupełnie nie interesuje się
wnukiem i widział go raptem 2 dni a maly ma 2,5 roku), ale nic nie
powie, bo nie chce im robić przykrosci.
Czy faktycznie wychowanie bez uodpornienia dzieci na przeciwieństwa
losu jest idealne? Nie wydaje mi się.
    • rumpa Re: Dwie różne drogi wychowawcze 02.10.08, 13:21
      Jej rodzina nie była idealna
      raczej mocno toksyczna
      i w tą miłość też mi ciężko wierzyć, tę dobroć i inne te dyrdymały
      miłość dobroć nie powodują takich efektów
      jest za to sporo rzeczy, które się pod nie podszywają i takie efekty
      dają
      jedno z toksycznej rodziny, drugie też
      łatwo wam nie będzie
      może trochę poczytaj?
      na początek o DDA
      trochę mnie zaniepokoiło stwierdzenie o "realnym spojrzeniu"
      :)))
      • mata811 Re: Dwie różne drogi wychowawcze 02.10.08, 15:09
        Kurcze jakbym czytała o rodzinie mojego męża. Jego mama gdy zwraca
        się do swojego wnuka (naszego syna) to zawsze ma uśmiech na twarzy.
        Jej zdaniem dziecko nie może płakać. Wszystkie problemy w
        rodzinie "zamiatali pod dywan". Oni chyba nigdy się nie kłócili.
        Zawsze cisza, kultura, porządek. Zawsze myślałam, ze to mój dom
        odbiega od ideału sporo - ojciec często pił, imprezy w domu, rodzice
        krzyczeli na siebie. Nie było nie wiem jakiej patologii, ale ja się
        swojego domu zawsze wstydziłam. Teraz widze to inaczej. W moim domu
        było więcej "życia", emocji... Myślę, ze ja bardziej jestem
        przystosowana do znoszenia porażek w życiu niż mój mąż. Wkurza mnie
        teraz, że on podobnie wychowuje naszego syna.
        A taka ciekawostka-moi teście mają jeszcze jednego wnuka, ma on 12
        lat i - uwaga! jest czasami karmiony przez babcie, nie potrafi chyba
        wiązać butów, bo zawsze mu kupują takie na rzepy. Teraz rozumiecie
        dlaczego się obawiam metod wychowawczych mojego męża i babci.
        • idac_swoja_droga Re: Dwie różne drogi wychowawcze 02.10.08, 18:52
          "Realne spojrzenie" - mam tu na myśli, że przeżyłem pewne sprawy i
          sporo z nich nie jest mnie w stanie zaskoczyc. Jestem przygotowany
          do różnych sytuacji. Sytuacja w moim domu patologią jako tako nie
          była. Choc moze i była w skali od 1 do 5 powiedzmy na 2-3. Raczej
          zycie "kazdy z osobna" i prowokowanie awantur przez ojca.
          A u zony pierwsze malzenstwo nie wypaliło (rozwod po 2 latach) no i
          teraz jestesmy razem. I nie powiem, pewne sprawy mnie wkurzają, ale
          wiem ze tego nie przeskoczę. Ona wie ale tez wie ze nic nie moze
          zrobic. Jak to mówi do domu rodzinnego nie ma po co jechac, jest
          inna ale jednoczesnie taka sama jak oni. Chce sie zmienic, ale to
          nie takie proste. Ja tez musiałem sie od pewnych spraw odciąć.
          Najgorsze bylo, ze były zmartwienia i byłem z tym sam bo ona nie
          chciała o tym słyszeć. I niestety wychodzilo ze sie tylko martwię.
          No cóż, musiałem to robić za dwoje. Dzis w tej kwestii jest już
          inaczej i bogu dzięki. Dodam, że na jej siostrę dmuchają i chuchają.
          Nie pracuje, ma dziecko, zapewnili pracę jej mężowi, oddali połowę
          domu i się cieszą, że jej córce nic złego się nie dzieje. A córcia
          tez ich kocha, a jednoczesnie pompuje z forsy ile się da. Rachunków
          nie płacą, obiady u jej rodziców. Ja 1szy raz się z czyms takim
          spotkałem. A co do malzenstwa to bardzo sie kochamy i nie sadziłem
          ze taka milosc sie zdarzy.

          Ps. Najsmieszniejsze ze jak poznałem jej rodzinę, zazdrościłem jej
          takiego domu. Dzis wiem, ze moze i lepiej ze wychowałem się w innym.
    • burza4 Re: Dwie różne drogi wychowawcze 02.10.08, 20:20
      moja koleżanka miała bardzo fajnych, nowoczesnych, otwartych
      rodziców. Żyli ze sobą tak, że dzieci nigdy nie wiedziały o
      problemach, żadnych kłótni, podniesionych głosów. Idylla.

      koleżanka nie potrafi ułożyć sobie życia z nikim. Jakikolwiek zgrzyt
      powoduje, że wycofuje się ze związku, nie potrafi słuchać, pracować
      nad związkiem, ani rozwiązywać problemów. Ochronny parasol sprawił,
      że nie widziała że rodzicom zdarza się pokłócić, ale też jak
      rozmawiają i się godzą.
Pełna wersja