wrobiona w idealne malzenstwo

28.10.08, 12:10
Mam wrażenie, że tak właśnie jest.

Jestesmy malzenstwem od 3 lat, mamy 11 miesiecznego synka.
Moj maz mial juz kiedys rodzne - nie ja bylam powodem rozpadu
poprzedniego zwiazku, poznalismy sie juz jak znow byl sam - i ma 11
letnia coreczke. Ok, to wszystko wiedzialam od samego poczatku
naszej znajonosci. Wiedzialam tez ,ze bedzie widywal sie z corka,
czesto, 2 weekendy w miesiacu i jeszcze jakies dni w tygodniu. Nawet
nie smialam bym mu tego ograniczac bo dobro dziecka jest
najwazniejsze. Ale podswiadomie balam sie jak w przyszlosci poradze
sobie z ta sytuacja. Zawsze slyszalam, ze bedzie jak jest i nic sie
nie zmieni. Do momentu zawarcia zwiazku malzenskiego a moze i do
momentu mojego zajscia w ciaze w opiece nad dziewczynka bardzo
pomagali mu rodzice, razem spedzali weekendy, gotowali sobie obiadki
itp. Mam wrazenie. ze starali sie mnie nie przestraszyc padajacymi
na mnie obowiazkami jako przyszlej zony ich syna. Umozliwiali nam
wspolne wyjscia w weekendy zajmujac sie dziweczynka, choc ja wcale
tego nie wymagalam, bez problemu brali ja na wakacje tylko po to
zebysmy my mogli w tym czasie razem wyjechac.
Wielokrotnie rozmawialam i pytalam sie jak bedziemy zyc po slubie
ale zawsze otrzymywalam odpowiedz, ze nic sie nie zmieni a nawet
bedzie lepiej bo corka zacznia dorastac i miec swoje towarzystwo i
na pewno zrezygnuje z czesci spotkan z ojcem. Balam sie, ze to
wyglada zbyt idealnie ale zapewniana wiele razy uwierzylam...

I pewnego pieknego dnia w 2 miesiacu ciazy uslyszalam od tesciowej
ze juz dosc ma uzerania sie z wnuczka i ze niech tata sie nia
wreszcie sam zajmuje. I co jakis czas slyszalam juz podobne
stwierdzenia...a przeciez ja nigdy nic na ten temat nie mowilam!i
ciagle niby niesmiale propozycje, ze moze zabrac na stale
dziewczynke do nas...O tym zdecydowanie rozmawialismy przed slubem i
nic takiego nie mialo miec miejsca.

I od tego czasu weekedny mala zaczela spedzac u nas w domu, babcia
nawet przestala zapraszac na obiadki, stara sie ograniczyc swoja
pomoc do koniecznego minimum. Dopoki nie urodzil sie nam synek to
jakos radzilam sobie w tej sytuacji. Z wielkim brzuchem i
nudnosciami na zapach jedzenia przygotowywalam wszystkie posilki lub
zeby tego uniknac uciekalam do pracy, kina na kilka seansow pod
rzad, wyjazdzalam sobie... Tata jakos nie poczuwal sie ,ze moze sam
by cos dla swojego dziecka do jedzenia przygotowal...uwazal, ze
wystarczy jak ja zabawi, pogra wspolnie na komputerze, pooglada
tv,zabierze do kina, znajomych...

Sytuacja znacznie sie pogorszyla po urodzeniu naszego synka.
Myslalam, ze tesciowie choc na troche mi odpuszcza, choc z pierwszy
miesiac, ale nie bo juz 2 tyg po porodzie a w zasadzie po cieciu
cesarskim , obolala musialam zajac sie i malenstwem i grac dobra
ciocie dla corki meza...Tak jest do dzis, tylko troche latwiej bo
malenstwo rosnie i robi sie mniej absorbujace a rany po zabiegu
dawno sie zagoily...
Prosze wierzyc, lubie ta dziewczynke, jest fantastyczna, myslalam,
ze bedziemy takimi przyjaciolkami, ona ma mame i ciocie tj mnie,
ktorej mozna powiedziec to czego nie chce akurat mowic mamie ale
cala ta sytuacja powoduje ,ze robie sie zla jak zbliza sie weekend z
nia...
czemu mi tego wszystkiego nie pokazano przed slubem, czemu mimo 5
letniej znajomosci z mezem dopiero na pol roku przed slubem zostalam
poznana z corka?...glupia bylam, ze nie widzialam tych dziwnych
manipulacji...

Chyba popelniam nadal sporo bledow bo zawsze schodze z drogi mojemu
mezowi jak jest jego corka u nas, by mogl caly czas jej poswiecic,
sama zabieram malego na spacer lub bawie sie z nim w drugim pokoju...
(nawet w ostatnim"dziecku" wyczytalam, ze tak powinno byc, ze maz
powinien z nia spedzac czas sam)Ale tak sie nie daje zyc. Pozostaja
dla naszej rodziny tylko 2 weekendy w miesiacu kiedy to ja musze
posprzatac zrobic pranie czy ugotowac obiadki na nastepny
tydzien..., w tygodniu maz dlugo pracuje i w efekcie wspolnego czasu
dla naszej rodziny praktycznie nie ma.

Juz nie pamietam kiedy gdzies razem bylismy(poza zakupami
spozywczymi i ew. ubrankowymi dla malego). Nasz wspolny czas to
odrobina wieczoru kiedy synek zasnie. Wtedy mam takze obowiazki, ale
zony. Od czasu porodu seks przestal dawac mi radosc. Jest coraz
gorzej bo maz uwaza,ze mu sie nalezy a mnie sie po prostu po takich
zabieganych dniach nie chce. Wiele juz ze soba rozmawialismy na ten
temat i efekt jest taki, ze od pewnego czasu kocham sie z nim dla
jego przyjemnosci i swojego potem spokoju, gdy juz pojdzie spac.
Tlumaczy mi ,ze ma duze potrzeby i ze nie radzi sobie z nimi a
zreszta musi teraz korzystac z zycia seksualnego bo jak sie
zestarzeje to juz nie bedzie mogl i co? wiec aby uniknac zbednych
wypominan i wyliczen ile razy w miesiacu sie kochamy robie to kiedy
on chce. Mnie w tej sytuacji przestalo sie chciec wogole, bo to
miala byc przyjemnosc a stalo sie obowiazkiem i powodem do klotni.

W sumie to nawet w ustaleniach dotyczacych wolnych dlugich
weekendow, swiat wakacji czy normalnych weekendow ostatnie slowo ma
zawsze jego byla zona. Do czasu urodzenia sie nam synka w sumie
pozwalalam na to ale teraz sytuacja sie zmienila i to ja chce
decydowac jak czas wolny wyglada w NASZEJ rodzinie.Ale jest to nie
do zrobienia. Co z tego, ze swieta planuje z polrocznym!
wyprzedzeniem jak i tak wszystko sie zmienia w ostatniej chwili z
jej powodu. Zawsze wtedy slysze, ze chodzi o dobro tamtego dziecka a
ja a w zasadzie my, nasza rodzina to juz sie nie liczymy?...

Nie wiem jak powinnam sie zachowac w tej sytuacji. Czy obarczyc go
opieka nad malym a sama isc sobie do fryzjera, kolezanki czy na
zakupy. Niech sobie radza w trojke i juz. Jak to ugryzc? Jak znalezc
sobie i mojemu malemu w tym wszystkim miejsce?

Po porodzie, to jest od 11 miesiecy SAMA na zakupach bylam ze 2
razy...bo nigdy nie ma czasu...Ja juz dluzej tak nie moge zyc.
Jestem jak zamknieta w domu na uslugach u meza...

Jeszcze przed malzenstwem, a potem zdecydowanie bardziej podczas
trwania ciazy bylam zapewniana przez tesciow ze zajma sie
dzidziusiem a ja spokojnie bede mogla wrocic do pracy, ze bada nam
pomagac itp itp, cukrzyli az sie momentami niedobrze robilo. Na
pewno gdybym tego nie slyszala to tez zdecydowalabym sie na dziecko
tylko po co to gadanie i zapewnienia. Teraz kiedy maly ma 11
miesiecy i moze juz z kims zostac a nie tylko z mama to temat jakby
zamarl, nie ma tematu!Trudno, nie wroce do pracy ale mam do nich
ogromny zal o to ,ze tak mna manipulowali...
I ich ciagle gadki, zebysmy juz wiecej dzieci nie mieli!to gadanie
doprowadza mnie do szalu, bo to raczej moja i mojego meza sprawa!No
tak jedno dziecko mamy, syn ma rodzine, zona nie odejdzie no bo jest
dziecko. Nastepne niepotrzebne...a ja moze bym chciala...

i wszystko to a moze i wiecej tylko trudno to opisac powoduje, ze
nie jestem szczesliwa. Coraz czesciej wydaje mi sie, ze moze lepiej
bede radzic sobie sama z malym. Bedziemy miec tylko siebie i sami
sobie bedziemy musieli jakos zycie ulozyc i juz nikt nie bedzie nam
w nim mieszal i niewiadomo czego obiecywal. Dziwne ale moja rodzina
to ja i moj synek oraz tatus i jego corka...i jeszcze byla zona i
tesciowie, taka rodzina przecieta na pol. Zreszta uslyszalam kiedys
od niego, ze myslal, ze bedzie dobrze jak bedziemy miec
dziecko bo wtedy sie wyrowna, on ma corke a ja synka. Czy o to
chodzi? Nie potrafie znalezc sobie tu miejsca...

Morze lez wylane a problemy narastaja...Cudowny zwiazek bez klotni z
cudownym seksem odszedl gdzies daleko...teraz pozostaly tylko
obowiazki zony i matki...w kazdej dziedzinie zycia...



Mam wrazenie, ze mnie juz nie ma...
    • kag73 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 12:50
      mysle, ze powinnas "uderzyc piescia w stol" i przestac grac ulegla zone, ktora
      nie ma nic do powiedzenia i na wszystko sie zgadza, ale w glebi serca ma dosc.
      Usiadz z mezem przy herbatce i uprzejmie, ale stanowczo powiedz co jest grane:
      "Moj drogi, mamy teraz dziecko, wszystko sie zmienilo, dlatego tez musi zmienic
      sie nasze zycie. Mianowicie...." Oczywiscie musisz sama przedtem usiasc i
      przemyslec co chcesz zmienic, co nowego wprowadzic, konkretne propozycje, ktore
      Cie odciaza i polepsza Wasze relacje. Przede wszystkim powiedziec "teraz ja
      jestem Twoja zona, czas najwyzszy, zeby Twoja ex sie do tego przyzwyczaila.
      Jestes wspanialym ojcem, troszyczysz sie o starsza corke, ale masz teraz drugie
      dziecko i musisz to jakos pogodzic.
      Jezeli w najblizszym czasie nic sie nie zmieni, nie widze szans dla naszego
      zwiazku, bo mam czasami wrazenie, ze tylko z malym byloby mi latwiej niz teraz.
      Tak byc nie moze".
      To bylaby moja propozycja, mysle, ze warto spobowac. Trzymam Ci kciuki!
      • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 13:33
        ilez razy rozmawialam, prosilam. Ustalalismy nowy porzadek zycia.
        Bylam zapewniana, ze juz ona w niczym mieszac nie bedzie i teraz
        poprostu nie dowiaduje sie o roznych sprawach. Jest jak jest i juz a
        maz tak wymysli argumenty, ze nie powinnam sie domyslac ze ona
        maczala w tym palce...i teraz popadam w paranoje bo juz nie wiem co
        jest rzeczywiscie jego pomyslem a co jej...Nawet nie wiem czego moge
        zazadac. Przeciez nie ogranicze mu kontaktow z dzieckiem bo to
        nieludzkie. Nie potrafie znalezc rozwiazania...
    • koko1968 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 13:40
      Kochana pomoc twojego męża i twoich teściów przy twoim dziecku a wizyty córki
      twojego męża u Was to dwie różne sprawy,chociaż zazębiające się wzajemnie.Ja też
      jestem tą drugą a mąż ma córkę z pierwszego małżeństwa.I nigdy nie było problemu
      z jej wizytami w naszym domu.Gdy urodziła się nasza córeczka ,córka mojego męża
      miała 10 lat a kiedy się pobraliśmy miała 6.Rodzice męża nie zajmowali się
      wnuczką bo mieszkali 100 km od nas.Czasami tylko na wakacje (2
      tygodnie)zabierali ją do siebie.Spraw rozwiązaliśmy w porozumieniu z jego
      byłą.Mąż teoretycznie widzi się z córką co dwa tygodnie ale gdy np.nam nie
      pasuje to ustalamy inny termin.Nigdy nie udawałam,ze jestem taka super i
      wieloczynnościowa.Od czasu Gdy nasza mała skończyła rok Ola bardzo chętnie
      zajmowała się nią.Zabawiała ją,pomagała mi przy kąpieli itp. Gdy nasza córka
      podrosła ,starsza siostra zabierała ją na spacery,na plac zabaw i obie były
      zadowolone.Obecnie nasza mała ma 6 lat a siostra 16 i mają super kontakt.Wierzę
      Ci,że możesz być skonana i padnięta żyjąc pod presją supermamy,żony i
      macochy.Spróbuj tak jak ja w delikatny sposób zaangażować córkę męża do
      pomocy,niech np.pobawi się z synkiem.Zaproś ją do pomocy przy przygotowaniu
      posiłków,upieczcie razem pizzę lub zróbcie razem sałatkę.To naprawdę zbliża i
      rodzi fajne relacje.Niech mała czuje,ze to też jest jej dom.Wyślij tatę z
      dziećmi na wspólny spacer a sama idź na zakupy lub na spotkanie z
      koleżankami.Kobieto wyluzuj się i nie rób nic ponad siłę bo za chwilę wykończysz
      się.Pomyśl,ze twój mąż i jego była też byli kiedyś kochającą się parą ale nie
      wyszło.Nie życzę Ci rozwodu,ale pomyśl tylko teoretycznie czy np.w przypadku
      waszego rozwodu nie chciałabyś aby wasz syn miał dobry i częsty kontakt z ojcem
      wtedy gdy miałby on już drugą rodzinę.A teściowie nie mają obowiązku zajmowania
      się wnuczką,mogą ale nie muszą.To jest dziecko twojego męża i to on ma się nią
      zająć.Wiedziałaś,ze wchodzisz do takiej rodziny i pewne rzeczy i zdarzenia są
      nieodwracalne.Ustal z mężem plan najbliższej wizyty jego córki w Waszym domu i
      namów go,aby zajął się chociaż przez godzinę swoimi dziećmi razem.Niech poprosi
      małą aby pomogła mu przy zabawie,przy karmieniu itp.Uwierz,że to może się
      udać.Powodzenia
    • izabelski Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 13:47
      a gdyby z jakichs wzgledow corka meza musiala z wami zamieszkac na zawsze - co
      bys wtedy zrobila?
      • alcia76 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 14:04
        Ja pewnych spraw nie rozumiem.....a nie mozecie isc razem z dwojka dzieci na spacer czy do sklepu???
        Sorry tez jestem z czlowikeiem ktory ma corke wlasnie teraz w wieku 10 lat.My mamy juz 3 letniego synka.
        Mloda wprawdzie nei jest u nas w kazde weekendy ale ja bym bawet bardzo chciala aby byla!!!Traktuja ja jak core i zawsze traktowalam.MA w naszym domu normlane obowiazki, czy to miala 4 latka czy tez teraz 10.Przez to ona w naszym domu czula sie jak u siebie i przez to tez byly pewne konflikty z jej mama ktora nie mogla tego zniesc.Mloda wiele razy mowila ze chce mieszkac z nami.Ale to dzieciecie chciejstwo aby byc z tata.
        JAk pojawil sie nasz synek zaraz za tydzien siostrzyczka juz byla ogladac braciszka.Pomagala mi w przebiraniu smiala sie ze kupa smierdzi itp:)))
        Po porstu jak jest mloda mamy dwojke dzieci a nie jedno. i tez wtedy mozna isc na zakupy do hipermarketu,jechac na grzyby czy isc na grilla.To nie siweta ze ona jest choc fakt moj synek nie moze sie jej nigdy doczekac.Ona jest, wchodzi i juz jest domownikiem z ktorym dzielimy wszystko.
    • pati9.78 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 14:26
      jestem zdegustowana Twoim postem. Mam wrażenie, że jesteś
      rozpieszczoną osobą, która od wszystkich tylko wymaga. A już tekst,
      że teściowie mają zajmować się więcej Twoim dzieckiem mnie rozwalił,
      nikt nie ma takiego obowiązku. Myśle, że jesteś za wygodna.
      Przepraszam, ale tylko takie mam odczucia po przeczytaniu Twojego
      postu. Przecież Twój mąż jest ojcem nie tylko waszego wspólnego
      dziecka,a wnioskuję, że Tobie by pasowało, żeby jego córka jak
      najrzadziej u Was przebywała. 11 letnia dziewczynka to nie niemowlę
      wymagające dużo opieki, jak możesz wogóle tak się żalić. A co do
      podziału obowiązków to rzeczywiście powinnaś zostawiać małego z
      ojcem i sama gdzieś wychodzić, bo rozumiem, że monotonnia dnia
      codziennego z niemowlakiem jest trudna i należy Ci się relaks i
      odpoczynek.Wtedy będziesz też miała większą ochotę na seks.
      • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 15:13
        tez sie nie cierpie za te wszystkie okropne mysli. ale sytuacja mnie
        przerosla i mam dosc. Probowalam piec wspolnie ciasta gotowac
        obiadki, wychodzic na spacerki w trojke, przed urodzeniem dziecka do
        restauracji, kina. Dziewczynka meza zawsze jest znudzona w polowie
        imprezy i chce wracac, robic cos innego. Nudzi sie. Nawet moj maz
        ostatnio stwierdzil, ze chyba nie ma sensu gdzies wspolnie wychodzic
        bo to nie udaje sie...I zapewniam Cie, ze nie jestem wygodna osoba.
        A do tesciow najnormalniej w swiecie mam zal bo ja nie jestem
        wychowana na klamstwie i falszywych zachowaniach i obetnicach a oni
        wlasnie tak sie zachowywali i zachowuja. moze widzac przed slubem
        prawdziwa sytucje nigdy nie zdecydowalabym sie na ten zwiazek.Ot tyle
        • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 15:35
          I nie wymagam by ktos sie moim dzieckiem zajmowal, zawsze to mowilam
          rodzinie meza i mezowi ale oni ciagle zapewniali ze bardzo chca i ze
          napewno tak bedzie. Po co? Uwazam ze dziecko po to ma rodzicow by to
          oni go wychowywali.A napisalam o tym dla calosci obrazu sytuacji.
        • izabeladrozd Re: wrobiona w idealne malzenstwo 07.11.08, 21:16
          wiesz rozumiem ze ci ciezko i czujesz sie troche oszuana bo wczesniej bylo
          inaczej a teraz jest inaczej ale mysle ze ty troszke przesadzasz bo dlaczego
          masz zostawiac meza caly czas z jego corka dlaczego jestes z malym w innym
          pokoju przeciez jestescie rodzinna dzieci to rodzenstwo przyrodnie a te
          obowiazki rob w ciagu dnia a nie na weekend zostawisz ja staram sie robic
          wszytko w dzien kiedy jestem sama z najmlodszym a wieczory i weekendy spedzamy
          na spokojnie tata moze zostac w domu z dziecmi mama wrazenie ze na wlasne
          zyczenie rozdzielila rodzinne schodzisz mezowi i jej corce z drogi a potem masz
          zal ze tak mialo nie byc to troche tak jakbys byla zazdrosna i albo ona albo ja
          razem nie dziewczyny fajnie ci poradzily i zmien relacje miedzy wami bo tylko
          krzywdzisz siebie
    • kolina74 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 14:43
      Twoje odczucia sa zupelnie normalne i naturalne i masz do nich prawo! Nie jestes
      wcale jedyna, ktora sobie z tym nie radzi. Macie malo czasu dla siebie, coraz
      mniej, corka meza spedza z wami weekendy,az czekaj na moment kiedy sie do was
      wprowadzi. Ty wcale nie musisz byc zachwycona, ze ona jest u was w kazdy weekend
      i masz prawo WYMAGAC od meza aby to zmienil. To nie twoje dziecko i wiesz ze ono
      ma matke, wiec czemu kazdy weekend musi spedzac z wami. Powinnas porozmawiac o
      tym z mezem,potanie - czy on to zrozumie i zaakceptuje? Co innego podjac
      decyzje o adopcji dziecka w przypadku kiedy matki nie ma a co innego zajmowac
      sie dzieckiem zbyt czesto. Twoj maz podejmujac decyzje o zalozeniu rodziny z
      toba powinien wziac pod uwage, ze nie ma prawa obarczac cie obowiazkami dot.
      jego dziecka, takzez to ze musi znalezc rownie duzo czasu tylko dla ciebie i
      waszego dziecka i jeszcze jedno o czym ci bardzo dobrzy ojcowie zapominaja - to
      wszystko co ty zrobisz dla jego dziecka powinno byc naturalne i wyjsc z twojej
      inicjatywy a on powinien byc wdzieczny. "Zreszta uslyszalam kiedys
      > od niego, ze myslal, ze bedzie dobrze jak bedziemy miec
      > dziecko bo wtedy sie wyrowna, on ma corke a ja synka." - to stwierdzenie jest
      co najmniej dziwne - nie sadzisz? Jak jego corka jest u was to zostawiaj go z
      dwojka dzieci a ty poprostu znikaj, niech sobie radzi i zajmuje sie dziecmi,
      moze sie obrazic, miec ci to za zle, nawet robic przykrosci z tego powodu,
      zobaczysz jak zareaguje. Ostatnia sprawa - kategorycznie nie pozwol aby byla
      zona miala jakikolwiek wplyw na wasze zycie, plany ustalony porzadek.
      • ankasz1970 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 15:31
        No pięknie kolejna egoistka skupiona na sobie.Wiesz to tworzy taki schemat ja i
        moje dziecko jesteśmy najważniejsi i wszyscy mają nam pomagać.A gdyby córka
        chciała zamieszkać u ojca,to co nie bo tego nie było w umowie.Facet decydując
        się na rozwód,rozstał się ze swoją żoną ale nigdy nie przestał być ojcem.I tylko
        ze względu na organizację i bezpieczeństwo dziecka sąd wyznaczył miejsce
        zamieszkania przy matce.Ale obowiązki wobec dziecka rodzice mają po połowie.Więc
        nie rób tragedii,że 11-letnia dziewczynka spędza z ojcem 6 (wliczając piątki)dni
        w tygodniu.A teściom wytłumacz w delikatny sposób,że będziesz miała tyle dzieci
        ile zechcesz.
        • kag73 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 15:45
          wiesz ankasz1970 nie powiedzialabym, ze jest egoistka.
          Faktem jest, ze facet nie tylko ma dziecko z pierwszego malzenstwa, ale teraz
          jeszcze tez drugie, wiec powinien i tutaj stanac na wysokosci zadania.
          • chalsia Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 16:37
            > jeszcze tez drugie, wiec powinien i tutaj stanac na wysokosci
            zadania.

            masz na myśli co weekendowe zwalanie dzieci (obojga) swoim rodzicom
            na glowe? Bo tak własnie wyglądało zaanagażowanie tegoż faceta w
            wychowanie swojego pierwszego dziecka aż do momentu powtórnego
            ożenku. To zwolnił wtedy z tego obowiązku rodziców i zwalił na nową
            żonę. Która się tego nie spodziewała bo i jej pasowałby układ, że
            oboje dzieci jest u dziadków a oni z mężem będa weekendowo
            kontynuować tryb życia pary bezdzietnej.

            W podsumowaniu - facet nie sprawdza się jako ojciec wobec żadnego z
            e swoich dzieci.
            • burza4 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 17:14
              zgadzam się, że facet nie jest ojcem dla żadnego z dzieci, bo dla
              mnie ojcostwo to coś więcej niż rola KAowca, który wymyśla dziecku
              rozrywki, żeby się nie nudziło. Spotkania mają służyć nie tylko
              rozwijaniu relacji ojciec-dziecko, ale i więzi między rodzeństwem. A
              tu jest zabawa w podgrupach. Wspólne dziecko nagle jest tylko "jej"
              i ma się usunąć razem z matką. Pomijając uczucia autorki - co będzie
              myślał ich wspólny syn za parę lat, kiedy dostrzerze, że jest
              odsuwany na bocznicę kiedy tylko na horyzoncie pojawia się siostra?

              Facet wygodnie się ustawił, zwalając obowiązki najpierw na dziadków,
              teraz na żonę. A ona jak większość kobiet po prostu uległa cudzym
              oczekiwaniom.

              Sądzę, że nie chodzi tu nawet o żal za bezdzietnym życiem, a raczej
              o świadomość, że potrzeby wszystkich dookoła, łącznie z byłą żoną są
              ważniejsze.

              autorce radzę powrót do pracy, nawet gdyby miała zarobić jedynie na
              opiekunkę i reorganizację życia rodzinnego. Niech ojciec odczuje
              wreszcie na czym polegają obowiązki rodzicielskie wobec swoich
              dzieci - jednego i drugiego.
    • aniazavonlea Re: wrobiona w idealne malzenstwo 28.10.08, 16:44
      Myślę ze generalnei masz problem z asretywnością. Nic nie mówisz i tłamsisz
      złośc w sobie a gotujesz obiadki mimo to a mąz sie przyzwyczaja. Po prostu nie
      gotuj, mów czego potrzebujesz, no pewnie ze sytuacja jest nie zaciekawa trochę
      Cie zmanipulowali ale beznadziejnie tez nie jest.
      "w bo zawsze schodze z drogi mojemu męzowi" no własnie dlaczego?? boisz się
      konfrontacji? Sprobuje powoli zwlac na głowę częsc obowiązków męzowi, nie jest
      to proste ale nie bądz tez cierpietnicą...która robi bo nie potrafi powiedziec nie!
      Moze Ty masz wizję idealnej rodziny, dlatego boisz sie ze nie bedziesz super
      macochą, super zoną itd..a jak nie ma obiadu i połysku to masz wyrzuty sumienia?


      • alcia76 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 29.10.08, 08:47
        Starsza cora sie nudzi....jakos mnei to nie dziwi.Przeciez ona dorasta zaczynaja ja inetersowac inne rzeczy.Nasza mlode tez sie bpyta a po co mam biegac za Bartkiem , a po co mam grac w pilke itp.Bo ona by woala rozwalic sie poogladac seriale jak w swoim domu albo posiedziec przy kompie.Sorry my prowadzimy inny tryb zycia, lazimy po lesie , robimy grilla czy jest zima czy slonce.I tak trzeba wymysle aby jedno i drugie dziecko sie nie nudzilo.
        A tata hmmm wiesz jak widze nasze realacje z cora mojego meza.Ona BARDZo kocha tate ale jak byla mala bawila sie misiami, gotowaniem itp. to wolala z ciocia i smiala sie tata wyjdz bo ty zaraz jakies stwory wymyslisz:)))Woala ze mna w takie zabawy sie pobawic.Teraz jest POWAZNA KOBIETA w wieku 10 lat.MA chlopaka i tez w sumie najpierw mi opowiedziala jak sie o niego klocila z kolezanka, a potem on z nia byl.I nie dlatego ze tata nie poswieca czasu tylko jak mu powiedziala TATA ty jestes facet.No o niektorych rzeczach lepiej z ciocia porozmawiac:))))Oczywiscie tacie zakomunikowala, ale w szczegolu mnei wprowadzila.I tez widac tu roznice.FAcet jest prosty w obsludze, mowisz robi nie mowisz nie robi, nie pyta.On mowi ze od cory cos sie dowiedziec to szczy to marzen.Ale zada pytanie i jak w szkole, i jak swieta , wkacje.On krotko i zwiezle jak to w tym wieku odpowie dobrze.A wystrczy zadac jakies mlodziezowe hmm pytanie i worek sie wysypuje.I mimo ze moj maz jest gadula, wielkim autorytetem dla cory jak i dla naszego syna ciezko mu czasem podejsc core.Dlatego ze on mysli inaczej.Za to pokaze jej ciekawe rzeczy, poopowiada o gwiazdozbiorach faraonach co tam Kale inetersuje.Pogra w glupie jak dla mnei gierki.Kazde z nas ma inne zadanie i kazde z nas ma inna role w zyciu.NIe staraj sie naprawiac meza bo go nie naprawisz, zacznij naprawiac siebie.Tobie ma byc dobrze, Ty masz byc szczesliwa i czynic dobro.NIe patrz co on moze a co Ty mozesz zrobic dla niego i dzieci i dla SIEBIE.A zobaczysz ze i on zacznie sie zmieniac.A ty ciagle obwiniasz inych tesciow, meza, byla zona , cala sytuacje wiec zacznij od siebie.Bo tylko siebie mozesz zmienic i swoje myslenie nikogo wiecej.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: wrobiona w idealne malzenstwo 30.10.08, 09:48
      Myślę,że nie tyle została Pani wmanewrowana w idealną rodzinę, co w
      swoich fantazjach chce ją Pani stworzyć. Cechą tej fantazyjnej
      rodziny jest brak zmian. Dlatego trudno Pani przyjąć, że te zmiany
      zachodzą. Córka męża przestaje być urocza dziewczynką zapoatrzoną w
      ciocię z małym braciszkiem w ramionach. Staje się nastolatką, może
      zazdrosną o brata - rywala w miłości do ojca, może zniecheconą do
      świata dorosłych i zbuntowaną przeciwko niemu ( stąd znudzenie ),
      może określajacą i budującą na nowo swoje relacje z dorosłymi i ze
      soba samą.
      Teściowie, o parę lat starsi może nie mają ochoty na tak intensywne
      kontakty już z dwojgiem dzieci.
      Te naturalne zmiany, Pani traktuje jako wrogie dla siebie i obracane
      z premedytacją przeciwko Pani.
      Mąż Pani, niezależnie od wszystkich swoich niedociągnięć, ma teraz
      za zadania zająć się dwojgiem swoich dzieci o kompletnie odmiennych
      potrzebach. To nie zawsze bywa łatwe, szczególnie , że wobec córki
      może mieć , świadome bądź nie, poczucie winy i traktować jej wizyty
      usiebie nadmiernie świątecznie lub wyłacznie jako polegające na
      zaspokajaniu jej potrzeb.
      Nie neguję Pani przeżyć i smutków, ale myślę, że częściowo wynikają
      one z nieralnych oczekiwań. I to może pogarszać Pani nastrój i
      wpędzać we frustrację, gdyż będzie się Pani czuła coraz bardziej
      marginalizowana i na tym marginesie będzie miała coraz większe
      poczucie krzywdy. To co można zrobić, to zacząć realnie patrzeć na
      sytucję i dostosowywać się do niej. W tym mieści się też możliwość
      pójścia do sklepu samej dla własnej przyjemności, zadbania o
      siebie, tak jak Pani lubi, zostawienia męża z dwojgiem jego dzieci
      na kawałek dnia. To też jest dostosowywanie się do realności, tym
      razem do realności własnych zmienionych potrzeb. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • earl.grey Re: wrobiona w idealne malzenstwo 30.10.08, 15:04
        jestem zaskoczona, że tylko Burza coś wspomniała o pracy, a nikt inny nie.
        piszesz, że nie pójdziesz do pracy, bo teściowie nie zajmą się małym. Ależ
        teściowie/rodzice większości kobiet, które pracują poza domem wcale się nie
        zajmują ich dziećmi. Są złobki, przedszkola, nianie. Miałabyś trochę swojego życia
    • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 03.11.08, 13:45
      dzieki.
      potrzebne mi bylo spojrzenie na moja sytuacje innych. Tez odnosilam
      czasem wrazenie, ze moze rozczulam sie nad soba. Dziekuje Pani za
      kilka cennych wskazowek. Musze przestac zyc w swoim idealnym swiecie
      i nauczyc sie zyc tu na ziemi. To nie jest proste. Pracuje nad tym
      juz od jakiegos czasu i mi nie wychodzi i dlatego musialam tu cos
      napisac... Swiata nie zmienie, innych tez wiec musze siebie. I
      jeszcze chce w tym wszystkim miec poczucie szczescia. To bardzo
      trudne. Chyba najlatwiej bedzie mi zejsc innym z drogi i godzic sie
      ze wszstkim bo jak tylko zaczynam troche stawiac na swoim to rodza
      sie problemy. Ale chyba tak musi byc. Rzeczywiscie weszlam w uklad i
      musze teraz w nim trwac, tym bardziej ze mam dziecko i bardzo chce
      by bylo mu dobrze. A dziecku jest dobrze jak ma mame i tate...
      Coz.wracajac do faktow. Bardzo trudno mi zostawic malego z mezem i
      jego corka jak widze jak bardzo on faworyzuje dziewczynke gdy jest u
      nas i spelnia wszystkie jej najdziwniejsze zachcianki wlacznie z
      proba budzenia malego bo ona akurat musi cos w jego pokoiku
      porobic...a do mnie i malucha jakos takim dziwnie oficjalnym tonem
      sie zwraca, niby cieplo, rodzinnie a jednak oficjalnie...Mam
      wrazenie, ze jak ich zostawie to moj maly bedzie im tyko
      przeszkadzal. To boli matke jak wie ze jej dziecko jest na drugim
      miejscu...
      Powiedzialam mezowi ze w najblizszy weekend musze wyjsc na to on, ze
      moze poprosi w takim razie rodzicow by przyszli...Co mam o tym
      myslec?Boi sie ze sobie nie poradzi? zapytalam ale nie uzyskalam
      odpowiedzi tylko zmiane tematu...
      • kag73 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 03.11.08, 16:27
        oczaywiscie, ze sie sie tego boi, to masa roboty z takim malym dzieckiem i on
        doskonale o tym wie. Moze nie tyle sie boi, ze se nie poradzi, tylko, ze to tyle
        roboty.
        Nie szkodzi, nawet jezeli przyjda dziadkowie, nie Twoj problem. Moze nastepnym
        razem jak bedziesz "musiala" wyjsc, zajmie sie dziecmi sam.
        • ajmj Re: wrobiona w idealne malzenstwo 03.11.08, 16:51
          Nie tędy droga, abyś Ty schodzila komukolwiek z drogi a zwłaszcza
          mężowi w swoim takze domu!
    • agatek28 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 07.11.08, 19:42
      Szczerze powiem, że wspołczuję ci. Naprawdę. Myślę, że to o czym pomyślałaś na
      końcu tj. o byciu tylko razem z synkiem mogło by poskutkować. Taki szok mógłby
      mu dać do myślenia. Jedno w tej całej sytuacji jest pewne...coś MUSISZ zrobić.
      Dla swojego świętego psychicznego spokoju. Inaczej staniesz się kłębkiem nerw a
      to przecież czuje dziecko...wyczuwa spokój i lęk matki. Pomyśl i zrób krok w
      przód. Oby właściwy. Pozdrawiam.
    • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 25.11.08, 00:13
      witam ponownie...
      Chyba powinnam napisac co u mnie, nas. Nie wiem czy cos sie zmienilo na lepsze. chyba nic.A moze jest gorzej. Nie chce juz o tym rozmyslac...Staram sie zyc tak poprostu. Probuje dostosowac sie do tego co zastalam po slubie inastepnie po narodzinach dziecka. Staram sie byc bardziej ok dla corki meza i troche angazowac ja w zycie rodzinne ale ona chyba nie jest zadowolona, ze jej mlodszy braciszek ciagle nam towarzyszy i nie ma taty na wylacznosc. Chcialam przestac ich separowac od siebie ale nie wiem czy to dobre. Zostawilam ich z mezem na pol niedzieli ale sory, moj powrot nie oznacza, ze moj maz nie jest juz ojcem mojego synka i musi zajmowac sie tylko corka. A tak to sobie chyba wyobrazal. A nastepnym razem jak chcial isc z corka do centrum handlowego i do kina przy okazji to tez sie im wprosilam, bo niby czemu zawsze maja miec tylko oni swoje wspolne przyjemnosci i atrakcje?a ja kisze sie w domu a jak juz zaplanuje wyjsc to jest wielkie swieto!do tej pory bylismy z malym zabierani jedynie na spacerki wokol osiedla.
      Nie oznacza to, ze teraz maly i ja caly czas siedzimy im nad glowa, nie. tak naprawde nadal wiekszosc czasu maja tylko dla siebie...

      Wrocilam na pare godzin kilka razy w tyg do pracy i moj maz zajmuje sie w tym czasie malym. I co uslyszalam?ze maly to tak organizuje czas ze nic porobic sie nie da. i jakos moj maz opadl z sil bo chodzi spac kolo 23 i o seksie zapomnial...Az tak bardzo to ostatnie mnie nie cieszy bo to ze nie mam ochoty na tak bardzo czesty seks jak do tej pory chcial to jedno ale raz na jakis czas, czemu nie?I jak juz wroce to on jakby zapomina o istnieniu malego bo ma tyle innych obowiazkow, odpisac na maile, telefony no i ulubiony serial w tv.I jakis zmeczony i nierozmowny i ciagle poddenerwowany sie zrobil.

      Ktos z was radzil bym sprzatanie, gotowanie i inne prace domowe robila pod nieobecnosc meza, jak siedze z malym w domu. Ok, tak wlasnie od bardzo dawna staralam sie robic, bysmy jak mlody zasnie mieli czas dla siebie ale to nie dobry byl pomysl bo w ten sposob moj maz w niczym juz nie musial mi pomagac i calutkie prowadzenie domu nalezalo do mnie. Juz nie pamietam kiedy cos sprzatnal!Czy to ze on na nas pracuje ma go usprawiedliwic i kompletnie wykluczyc z pomocy w domu? moze ja zle mysle bo mam na niego ostatnio zle dni , ale wydaje mi sie ze nie.

      Kurcze, chyba nie do konca Was zrozumialam. Piszecie, ze nikt inny poza mna sie nie zmieni i ze ja mam nad soba pracowac.Ok, pracuje. Ale to oznacza, ze cala reszte musze tolerowac bez slowa. Nie wiem czy mi z tym dobrze. W tym ukladzie na wszystko musze sie godzic.Staram sie ale to bardzo trudne, mam swoje zdanie, swoje oczekiwania i teraz staram je sobie odpuscic bo moze rzeczywiscie przesadzalam do tej pory...
      Ale to nie zycia...to ukladanie sie pod innych. ...
      • catrinceoir Re: wrobiona w idealne malzenstwo 25.11.08, 02:16
        nie chodzi o to, zebys bez slowa sprzeciwu potakiwala i zapominala o swoich
        potrzebach. raczej o to, zebys umiala swoje potrzeby artykulowac i dazyla do ich
        realizacji, tylko nie cudzym kosztem. w ksiazce "Koniec wspoluzaleznienia"
        Melody Beattie jest bardzo madrze opisana odpowiedzialnosc wobec siebie,
        przepisze Ci:

        "Troszczenie sie o siebie jest dla mnie postawa, ktora da sie strescic slowami:
        "odpowiadam za siebie". Sama przed soba odpowiadam za to, czy zyje swoim zyciem
        czy nie. Na mnie spoczywa obowiazek zadbania o swoje duchowe, uczuciowe,
        fizyczne i finansowe potrzeby. Moim obowiazkiem jest zatroszczenie sie o moj
        dobrobyt. Tylko ja odpowiadam za rozwiazywanie swoich problemow i za to, czy
        naucze sie zyc z tymi, ktorych rozwiazac sie nie da. Ponosze odpowiedzialnosc za
        swoje decyzje. Ponosze odpowiedzialnosc za to, co biore i za to, co daje. Na
        mnie spoczywa odpowiedzialnosc za wytyczenie sobie celu w zyciu i osiagniecie
        go. Tylko ode mnie zalezy, czy ciesze sie zyciem i czy znajduje przyjemnosc w
        tym, co robie. Jestem odpowiedzialna za wybor obiektu swojej milosci i za
        sposob, w jaki wyrazam to uczucie. Jestem odpowiedzialna za to, co robie innym i
        dla innych, a takze za to, co pozwalam im robic sobie i dla siebie. Odpowiadam
        za swoje pragnienia. Cale moje jestestwo jest wazne. Wazny jest kazdy aspekt
        mojego ja. Cos dla siebie znacze. Licze sie. Moge zaufac swoim uczuciom. Mysle
        prawidlowo. Potrafie wlasciwie ocenic swoje potrzeby i pragnienia. Nie zasluguje
        na to, aby mnie zle traktowano i poniewierano i nie bede tego tolerowac. Mam
        swoje prawa i jest moim obowiazkiem dopilnowac, aby byly szanowane i
        przestrzegane. Decyzje, ktore podejmuje, i sposob, w jaki postepuje,
        odzwierciedlaja moje wysokie poczucie wartosci wlasnej. Podejmujac jakiekolwiek
        decyzje, biore pod uwage obowiazki, jakie mam wzgledem siebie.
        Przy podejmowaniu wszelkich decyzji biore rowniez pod uwage swoje obowiazki
        wobec innych osob - meza (zony), dzieci, krewnych, przyjaciol. Nie zapominam tez
        o prawach bliskich mi osob, szczegolnie o prawie wyboru takiej drogi zycia, jaka
        uwazaja za sluszna. Nie mam prawa narzucac innym obowiazku dbania o siebie, a
        oni nie maja prawa narzucac mi swojej woli.
        Troszczenie sie o siebie to postawa wzajemnego szacunku. Troszczenie sie o
        siebie oznacza, ze musimy nauczyc sie zyc odpowiedzialnie. Oznacza to tez, ze
        musimy pozwolic innym zyc tak, jak chca, dopoki nie przeszkadza to nam wiesc
        takiego zycia, jakie nam odpowiada. A zatem troszczenie sie nie jest ani tak
        egoistyczna, ani tak altruistyczna postawa, jak sie wielu wspoluzaleznionym wydaje."

        Szczerze mowiac, oryginal brzmi lepiej, w tlumaczeniu ginie troszke przeslania,
        jak dla mnie.
        • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 24.12.08, 23:40
          to znowu ja...Sa swieta ja siedze z malutkim 200km od mojego meza u moich
          rodzicow. Przywiozl nas na wigilie, chwile posiedzial i...pojechal by zapewnic
          towarzystwo w pozostale swiateczne dni corce. Wiecie co,nie chcialo mi sie
          walczyc, bysmy choc troche w te dni pobyli w trojke...Chyba moj maz troche gra
          na moich uczuciach opowiadajac jaka to niedobra jest dla jego corki matka, ze
          niby taka oschla, nie dbajaca o dziecko a o faceta i prace. Ale czy ja jestem
          temu winna? przeciez to on ja wybral na matke swojego dziecka wiec czemu ja
          teraz mam ciagle ponosic konsekwencje jego zyciowego bledu?
          5 dni zabawiania jego corki teraz, w swieta, niezauwazania jej niezadowolenia ze
          jestesmy z malym i zabieramy jej tate to chyba dla mnie za duzo.mam dosc tego
          ukladu , juz calkiem na powaznie. Nie wychodzi nam wypracowanie jakiegos
          kompromisowego schematu bo ostatecznie i tak musze sie na wszystko zgodzic bo
          inaczej wychodze na kompletnie bezduszna babe.
          Ale chyba jak na razie brakuje mi odwagi by odejsc bo gdy jestesmy w trojke to
          jest fajnie, rodzinnie. Chcialam i probowalam by rodzinnie bylo tez i w czworke
          ale to nie wychodzi...

          • kropla_beskidu Re: wrobiona w idealne malzenstwo 25.12.08, 23:35
            witaj, tak czytam Twoje listy i tak myślę, że rzeczywiście to niezbyt komfortowa
            sytuacja. Nie mówię tu już o całym psychologicznym spojrzeniu na to wszystko, bo
            to oddzielny rozdział, ale o Tobie samej, bo to Ty masz problem, Ty szukasz dla
            siebie pomocy, antidotum na to wszystko. Tak myślę w którą stronę tu uderzyć,
            skoro ten Twój mąż taki mało elastyczny i niereformowalny. Nie rozdrabniajmy się
            nad tym, że możesz go opuścić, bo to pewnie nie byłoby takie łatwe. Ale jeśli on
            Was utrzymuje i nie widzi potrzeby zadbania dalej o Ciebie jako o żonę, kobietę,
            z którą chciał spędzić resztę życia, tylko skupia uwagę na córce... to może
            stwórz mu tę potrzebę.. jest samcem... Zacznij się malować, fajnie ubierać,
            nawet w domu, malować usta - przy nim, rób to umyślnie, może z tej strony można
            by go podejść, żeby zobaczył, że coś się z Tobą dzieje - będzie myślał co? dla
            kogo ona się stroi? Może warto udawać, że z kimś rozmawiasz, by przypadkiem
            słyszał. Nie wiem dokładnie jaki on jest i jaki może być. Ale może warto byłoby
            się pobawić w coś takiego. Wiem z własnego doświadczenia, że to skutkuje.
            Wiadomo, że nie na każdego mężczyznę. Ale chociaż troszeczkę go może to
            zaniepokoić. A jeśli to nic nie da... Poszukaj jakiegoś mężczyzny, jako kolegi,
            znajomego, w którym on mógłby wyczuć konkurencję. Z którym będziesz mogła się
            spotkać, który akceptowałby to że masz synka. Sprawdzisz też czym jesteś dla
            męża, jako kobieta. Myślę, że warto byłoby zrobić taki eksperyment. Jeśli jakieś
            pytania o szczegóły, metody, słowa, służę pomocą.... Naprawdę. Walcz o Was.
            Żebyś później nie żałowała, że nie walczyłaś, nie starałaś się, żebyś nie miała
            sobie nic do zarzucenia. Naprawdę.
            • alibabka1978 Re: wrobiona w idealne malzenstwo 26.12.08, 13:19
              ale ja wlasnie tak staram sie robic. Wrocilam na kawalek etatu do pracy, dbam o
              siebie, zreszta juz od samego porodu i wczesniej oczywiscie tez, bo przerazala
              mnie wizja zaniedbanej kury domowej. Zreszta lubie dobrze wygladac nawet przy
              gotowaniu i sprzataniu-oczywiscie bez przesady, w granicach zdrowego
              rozsadku:)Ostatnio zmienilam ubrania w szafie na nowe modne itp. Maz dobrze wie,
              ze w pracy jestem bedzo lubiana i uchodze za atrakcyjna osobe i dobrego
              wykwalifikowanego pracownika...i tyle...I dbam o meza, tez wieczorami,by bylo
              fajnie...I staram sie by jego dziecko czulo sie u nas dobrze. A jest jak jest.
              Zycie.
Pełna wersja