ciągłe kłutnie

09.11.08, 22:41
Szanowna Pani mam problem.
Jesteśmy młodym małżeństwem- troszke ponad 2 lata.
Od kiedy pojawiła się Córeczka (aktualnie ma rok)
często dochodzi między nami do awantur, cichych dni,
sprzeczek o błachostki...
Jestem już tym wszystkim zmęczona.
Mąż nigdy nie wstawał do Córki w nocy, nie podawał mi jej do karmienia. Gdy
straciłam pokarm, nigdy nie zrobił jej mieszanki. Kąpał ją tylko raz w ciągu
jej rocznego życia.
Prawie wogóle nie wychodzi z nią na spacery,
bardzo mało się nią zajmuje.Mówi że jest wystarczająco
zmęczony po pracy (policjant), ciągle by spał
a sam "wygania" mnie do pracy.
Nie rozumie że ja także jestem zmęczona.
Opieka nad Dzieckiem i prowadzenie domu wymaga nielada wysiłku. Zwłaszcza gdy
ma się tak "trudne" Dziecko jak nasze.
Ale On woli swój wolny czas spędzać przed komputerem
i grać po prostu ;(
Nie wiem już z nim rozmawiać, jak zachęcić do pomocy.
Tak dłużej być nie może...
Proszę o radę.
Dziękuje.
    • marzeka1 Re: ciągłe kłutnie 09.11.08, 22:49
      A nie jest tak, że po prostu nie mieliście czasu się poznać.jesteście 2-letnim małżeństwem- pierwszy rok to twoja ciąża, drugi- juz dziecko, a takie sprawy ustala się przed. Poza tym praca policjanta jest stresująca (wiem, mąż koleżanki jest policjantem).Co rozumeisz "wygania" do pracy?- może chce,bys była nie tylko kobietą domową.
      • monislaw69 Re: ciągłe kłutnie 09.11.08, 23:23
        Poznać się mieliśmy okazje bardzo dobrze. Byliśmy przed ślubem kilka lat razem.
        A wygania- bo wiecznie mu mało. A mi niczego nie brakuje.
        • marzeka1 Re: ciągłe kłutnie 09.11.08, 23:28
          "A wygania- bo wiecznie mu mało. A mi niczego nie brakuje."- zbyt ogólnikowe: mało czego? kolejnych rzeczy, które można mieć? lepszego auta? super wakacji???? Masz jakieś własne pieniądze czy tylko mąz was utrzymuje? - być może to wsyzstko nakłada się na brak porozumienia między wami.
          • martas29 Re: ciągłe kłutnie 10.11.08, 11:18
            Opieka nad Dzieckiem i prowadzenie domu wymaga nielada wysiłku.
            Zwłaszcza gdy
            ma się tak "trudne" Dziecko jak nasze. - no tak kolejna Matka Polka
            co to ma gorzej od innych. Wyobraż sobie że inne kobiety też
            wychowują dzieci i nie robię z tego problemu. Rozumiem że mąz
            powiniem pomagać przy dziecku bo na tym między innymi polega
            partnerstwo ale nie jojcz że masz trudne dziecko i pewnie nawet nie
            masz kiedy iść do WC siku zrobić.
            • migi-79 Re: martas 10.11.08, 14:49
              Otóż mąż powinien pomagać i jak nie pomaga to matka ma prawo być
              zmęczona.KAżde dziecko jest inne,więc nie uogólniaj pojęcia "trudne
              dziecko",być może ma ciężko,coś wiem na ten temat i po to jest to
              forum aby sobie ponarzekać jak coś jest nie tak a nie krytykować
              Matki Polki.JAk radzą sobie inne matki,myślę że mogą liczyć choćby
              na babcie ale nie każdy ma to szczęście.Mimo że kobieta jest
              stowrzona do rodzenia i wychowywania dzieci to niestety przychodzi
              kryzys i jest ciężko.Nikt nie mówił,że będzie łatwo ale czemu sobie
              nie ułatwiać życia,chociażby przez to żeby i mąż uczestniczył w
              życiu rodziny a nie tylko żył pracą i przyjemnościami swoimi.A poza
              tym nikt nie pisał,że nie może siku zrobić,przykre są takie
              wypowiedzi jak Twoje.
              • pipsia5 Re: martas 10.11.08, 18:32
                Zupełnie się zgadzam z poprzedniczką. Może Ty nie masz dziecka lub masz bardzo
                wyrozumiałego męża i nie rozumiesz co taka kobieta czuje, gdy jest zdana tylko
                na siebie. Dlaczego od razu ją atakujesz? Najwidoczniej jesteś zwolenniczką
                mężczyzn, którym trzeba usługiwać, we wszystkim wyręczać i być miłą aby kochany
                mąż - zmęczony po pracy mógł się zrelaksować przed komputerem. Żałosne!
                • ajmj Re: martas 10.11.08, 19:24
                  Facet jest jak dupa od ..... aby pomóc w domu a zwłaszcza przy SWOIM
                  dziecku.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ciągłe kłutnie 11.11.08, 14:06
          Na Pani problemy i podobne na tym forum, o czym dużo Wszystkie Pani piszą, nie
          ma jednej dobrej rady.
          Rodzina , partnerstwo, współczesne oczekiwania, to wszytko bardzo trudna
          konstelacja, pełna niuansów. Jedni poddają się jej szybko, inni wcale. Pani mąż
          jest taki i chyba to było widać wcześniej. Nie ma co oczekiwać od niego
          raptownych zmian. Oczekiwania nie dorastają do rzeczywistości. Nie namawiam do
          poddania się, ale do wzięcia tego po uwagę.
          Oczywiście zwykle polecam w takich sytuacjach rozmowę, ale nie działa ona od
          razu. Może nie zadziać w ogóle, szczególnie jeśli zamieni się w litanię
          pretensji. Trzeba czasem długiej pracy nad sobą i związkiem, aby osiągnąć efekt.
          Małżeństwo , macierzyństwo, to nie jest łatwy projekt. Ale oczekiwania od niego
          są ogromne a rozczarowanie im równe. Może trzeba, tak jak to się robi w
          biznesie. Zbadać wzajemne potrzeby, obejrzeć własne zasoby i deficyty, określić
          obszary swoich kompetencji i zgodnie z tym działać. W biznesie takie strategie
          zajmują dużo czasu i wszyscy się na to godzą, uznając komplikację systemu. Tak
          samo trzeba zrobić i we własnym małżeństwie. Uznać, że wiele rzeczy trwa długo,
          zmiany nie są spektakularne, a ryzyko nieprawidłowo ocenionej sytuacji i
          pomyłki w tym względzie istnieje. Mąż okazał się inny niż się Pani spodziewała.
          Nie dostosował się do nowej sytuacji zgodnie z Pani oczekiwaniami. Jak zatem
          Pani może się dostosować do tej konstatacji i jak z tą wiedzą funkcjonować. Z
          układania strategii można zrobić wspólną grę symulacyjną. Niech mąż się za to
          weźmie z wykorzystaniem komputera :)). Agnieszka Iwaszkiewicz
    • migi-79 Re: monislaw 11.11.08, 13:37
      Wiesz co to jego dziecko a nie tylko Twoje i musi Ci pomagać.Spróbuj
      zostawić małą z tatusiem a ty idź sobie choćby na godzinę do
      koleżanki na kawę.Ty też masz prawo odpocząć.Usiądź i powiedz mu
      stanowczo ale bez krzyków,że to Wasze wspólne dziecko i chcesz żeby
      on też uczestniczył w jej życiu.Zaproponuj mu spacer z dzieckiem lub
      niech Ci pomaga przy kąpieli,niech zrobi kaszkę czy mleko.Codziennie
      przecież nie pracuje i ma chwilę aby zająć się własnym
      dzieckiem.Powiedz że dziecko też potrzebuję taty a nie tylko mamy,że
      nie na darmo się mówi że córeczki są tatusia,ale trzeba coś
      robić.Dziecko mu się odwdzięczy przytulankami.Jeśli nie zrozumie to
      jak pisałam zostaw go z dzieckiem a napewno da sobie radę.Ja miałam
      tak jak ty,ale dzieki psychologowi zrozumiałam że mi też coś się
      należy i wychodzę conajmniej raz w tygodniu i tatuś sobie świetnie
      radzi,nawet kupę przewinie co wcześniej nie było do pomyślenia,karmi
      ją,bawią się i jaki rezultat jest,jest bliżej związany z dzieckiem i
      mu się spodobało zostawanie z dzieckiem,jest dumny sam z siebie.Wiem
      że łatwo mówić ale małymi kroczkami osiągniecie kompromis.Życzę
      cierpliwości i powodzenia.Pozdrawiam.
      • martas29 Re: monislaw 11.11.08, 14:16
        Ano powiem krótko - mam jedno dziecko, niepełnosprawne, codziennie
        godzinka rehabilitacji, praca na etacie od 7 do 15, żadnej pomocy ze
        strony babć ( mieszkają daleko ). Sama musiałam jakoś to ogarnąć i
        zorganizować i nie za bardzo rozumiem kobiety rozczulające się nad
        swoim ciężkim losem. A już nazywanie zdrowego dziecka "trudnym" mnie
        rozbija. Trudne bo co bo żwawe i aktywne? A chciałabyś leżące i
        wiotkie?
        • kag73 Re: monislaw 11.11.08, 15:50
          niby tak, martas, ale kazdy ma inna sytuacje. Co znaczy "rozczulac" sie nad
          ciezkim losem, ma prawa oczekiwac od meza wkladu w wychowanie i zajmowanie sie
          dzieckiem. Przeciez to ich wspolne dziecko i rozumiem, ze wkurza ja, ze ona pada
          na pysk a on siedzi calymi popoludniami przed komputerem i GRA. Co innego gdyby
          go nie bylo, ale jest i jeszcze na pewno korzysta z jej uslug.
          • monislaw69 Re: monislaw 11.11.08, 20:45
            Pani Agnieszce bardzo dziękuję za odpowiedź.
            Mąż kiedyś taki nie był. Spędzał ze mną dużo czasu.
            Ale chyba praca w policji go zmieniła na tyle że dba tylko o siebie.

            Martas czy Tobie byłoby łatwo gdyby Twój Mąż wracał do domu, zakładał nogi na
            ławe i czekał aż dostanie obiad pod nos... i całą resztę dnia nosa od monitora
            nie odrywał??? Bardzo chcieliśmy tego Dziecka, staraliśmy się długo, dlaczego
            ja sama mam je wychowywać?Przecież Ono jest nasze a nie tylko moje. Córka nawet
            do niego nie chce iść, do tego doprowadza dobry Tatuś? Gdyby Milenka nie miała
            Tatusia ale go ma.Pisałaś że nie wierzysz że nie mam czasu iść do toalety.
            Uwierz bo tak jest. Nieraz jeszcze trzymam ją na kolanach a moje śniadanie
            wygląda tak że jem kromke chleba zrobioną poprzedniego wieczoru abym mogła
            cokolwiek zjeść.
            I nie rozczulam się wcale, chciałabym tylko aby M się trochę zainteresował nami
            i zajął się Małą. Nie wymagam wcale ta wiele...

            Kag chyba Ty napisałaś żebym zostawiła Córkę i wyszła gdzieś.
            Już nieraz obiecywałam że tak zrobię ale jakoś nigdy do tego nie dochodzi. Po
            każdej imprezie plutonowej mówie to Mężowi, że ja też muszę gdzieś wyjść. I
            muszę w końcu się zmobilizować bo jeszcze nigdzie nie wyszłam od kiedy mam Córkę...

            • monislaw69 Re: monislaw 11.11.08, 20:46
              Nie Kag tylko Migi, przepraszam...
            • migi-79 Re: monislaw 11.11.08, 23:34
              Ja dopiero wyszłam jak dziecko miało 18 m-cy,to tak na
              pocieszenie,ale zdało to egzamin a więc i Tobie tego życzę.
            • kag73 Re: monislaw 12.11.08, 10:44
              no wlasnie, wiec czas najwyzszy nie obiecywac, tylko przejsc do czynow.
              Meza sie stawia przed faktem, w koncu i tak jest w domu, siedzi przed
              komputerem. Musisz mu powiedziec, ze za 5 minut wychodzisz tam i tam, tutaj mala
              ma jedzenie, to i smo trzeba zrobic albo i nie. Mowiesz kiedy mniej wiecej
              wrocisz i sie zegnasz. Nie ptasz czy on chce i czy sie zgadza. Nawet gdyby mala
              plakal przy rozstaniu, nie szkodzi, uspokoi sie, jest z tata, nic jej nie grozi.
              Warto zmienic stare przyzwyczajenia. Dlaczego serwujesz obiad kiedy on sie
              rozsiada. Obiad moze byc, ale niech przyjdzie do kuchni i sam sie zatroszczy, bo
              Ty wlasnie jestes zajeta czyms innym. Albo jeszcze lepiej, kiedy wroci z pracy,
              wlasnie Cie nie ma, bo jestes np. z mala na spacerze. Celowo, wyjdz 5 minut
              przed jego powrotem. Obiad mozesz zostawic na piecyku, niech sobie odgrzeje. I
              tak milo, ze zrobilas.
              Albo dac mu do reki mala, bo Ty mu robisz obiad. Zapytac czy chce ja kapac czy
              moze woli w tym czasie uszykowac kolacje, opcji trzeciej nie ma. Albo czy chce
              ja wykapac czy polozyc spac. Milo z Twojej strony, ze dasz mu wybor, ale opcji
              zadnej z tych rzeczy NIE MA.
              Wazne, zeby facet zakumal, ze to wszystko co Ty robisz nie jest oczywiste, tak
              wcale nie musi byc, nie ma jak w banku.
              Do dziela i napisz czy poskutkowalo.
      • krzysztof-lis Re: monislaw 12.11.08, 11:06
        > Wiesz co to jego dziecko a nie tylko Twoje i musi Ci pomagać

        Bzdura. Nie musi.

        No, chyba, że się wcześniej umówili, że będzie. Ale to nie ten przypadek.

        > Wiem że łatwo mówić ale małymi kroczkami osiągniecie kompromis.

        KOMPROMIS to jest wtedy, gdy ustępują obie strony. Nie będzie kompromisem, gdy
        żona wymusi na mężu (w dowolny sposób) ustępstwa, sama nie ustępując.

        Ja myślę, że to wszystko powinno zostać ustalone wcześniej, zanim
        zdecydowaliście się ostatecznie na dziecko.
        • kag73 Re: monislaw 12.11.08, 11:17
          panie Krzysztofie, powoli stwierdzam, ze z pana nastawieniem, jezeli pan te
          bzdury opowiada na serio, lepiej byloby dla pana i pana przyszlej zony, zeby sie
          z paniem nie wiazala a juz w ogole nie decydowala na dziecko.
          Co to znaczy, ze nie musi sie zajmowac wlasnym dzieckiem?
          To po co je splodzil? Zeby od czasu do czasu mogl powidziec z duma "moja corcia"
          czy co. A czy Wy faceci jestescie tak durni, ze czas spedzony z wlasnym
          dzieckiem, dla nawiazania wiezi i dla radochy samej w sobie nie jest nic wart? A
          moze to przywilej? Nie kazdy moze miec dziecko, niektorzy bardzo by chcieli. Czy
          dziecko to tylko ciezar, ktorym obarcza sie zone? Przykre, musze przyznac.
          A Ty juz punkt po punkcie zaczynaj ustalac kto z Was kiedy bedzie przebieral
          pieluche, kapal, chodzil na spacer, najlepiej zrobcie sobie liste.
          Uwazam, ze moze i musi na nim wymusic, bo moze wtedy zakojarzy i pojdzie po
          rozum do glowy i zobaczy co traci, kiedy zycie przechodzi obok niego, podczas
          kiedy on siedzi przyd komputerem i gra.
          A takiemu zyczylabym, zeby zona od niego odeszla, oczywiscie razem z dzieckiem a
          wtedy na pewno bylby wielki lament i do tego moze jeszcze "walka" o dziecko.
          I zyczylybym jeszcze sobie, zeby to co napisalam skonilo i Krzysia do refleksji
          i zeby faceci tacy jak on zdali sobie sprawe co w zyciu jest najwazniejsze a
          czego sie najczesciej nie potrafi docenic, albo docenia jak jest za pozno.
          • krzysztof-lis Re: monislaw 12.11.08, 12:02
            > Co to znaczy, ze nie musi sie zajmowac wlasnym dzieckiem?

            To znaczy, że nie musi. Uważam, że w małżeństwie człowiek MUSI tyle, ile się
            zobowiązał robić.

            Jeśli się do czegoś nie zobowiązywał, to NIE MUSI.

            Uważam, że tego typu kwestie należy rozwiązywać wcześniej. Na zasadzie:
            "zacznijmy się starać o dziecko, ale oczekuję, że będziesz mi pomagać w
            zaspokajaniu jego potrzeb".

            > A czy Wy faceci jestescie tak durni, ze czas spedzony z wlasnym
            > dzieckiem, dla nawiazania wiezi i dla radochy samej w sobie nie
            > jest nic wart?

            Różni są ludzie. Jeden lubi gaworzyć z dzieckiem, drugi lubi posiedzieć w
            internecie. Nie ma co oceniać wszystkich wedle jednego szablonu. Nie ma też co
            oceniać mężczyzn według kobiecego szablonu.

            > A moze to przywilej? Nie kazdy moze miec dziecko, niektorzy bardzo
            > by chcieli.

            Nie każdy chce mieć dziecko. Jak czytam wypowiedź kobiety "chcieliśmy bardzo
            mieć dziecko" to się zawsze zastanawiam, czy rzeczywiście obydwoje tego pragnęli
            BARDZO czy może jedno BARDZO a drugie znacznie mniej...

            > Czy dziecko to tylko ciezar, ktorym obarcza sie zone?

            To zależy od układu, jaki panuje w małżeństwie. Czy utrzymanie domu to tylko
            ciężar, którym obarcza się męża? Często tak i często nikogo to nie dziwi.

            > A Ty juz punkt po punkcie zaczynaj ustalac kto z Was kiedy bedzie
            > przebieral pieluche, kapal, chodzil na spacer, najlepiej zrobcie
            > sobie liste.

            Nie trzeba "punkt po punkcie", ale bez dyskusji na ten temat się nie obejdzie.

            Pytanie: czy wątkotwórczyni rozmawiała o podziale domowych obowiązków po
            urodzeniu dziecka?
            • kag73 Re: monislaw 12.11.08, 12:49
              Krzychu, wiem, ze trudno sobie to wyobrazic, ale sama mam przypadek w rodzinie,
              ze nie wazne co i jak sie ustalalo, kobieta nie jest w stanie wyegzekwowac od
              meza zmiany w zachowaniu. Czasami uda jej sie to na pare dni a potem on znow
              popada w dawne przyzwyczajenia i chyba musialaby isc z nim na noze, zeby cos sie
              zmienilo. Ja sobie takiego faceta u mojego boku nie wyobrazam, ale tacy naprawde
              sie zdarzaja, jest sie bezsilnym. Nie wazne jak bardzo chcial dziecka i co sie
              ustalalo. Najczesciej nikt z nas nie wie jak to jest miec nage 24g na dobe
              dziecko, dopoki sie nie urodzi.

              " Uważam, że w małżeństwie człowiek MUSI tyle, ile się
              > zobowiązał robić.
              Jeśli się do czegoś nie zobowiązywał, to NIE MUSI."

              No tu chyba powinno byc jasne, ze mezczyzna rowniez powinien sie udzielac w
              wychowaniu i zajmowaniu sie dzieckiem.
              Zona pewnie tez nie MUSI serwowac mu obiadu, bo sie nie deklarowala.

              Jak tak na to spojrzymy, kazdy z nas "MUSI" tylko srac i umrzec. To dwie rzeczy,
              ktory kazdy czlowiek rzeczywiscie musi.

              "Nie każdy chce mieć dziecko. Jak czytam wypowiedź kobiety "chcieliśmy bardzo
              > mieć dziecko" to się zawsze zastanawiam, czy rzeczywiście obydwoje tego pragnęl
              > i BARDZO czy może jedno BARDZO a drugie znacznie mniej... "

              I tutaj tez facet wcale nie "MUSIAL" pakowac sie w dziecko, mogl sie zdecydowac
              na nie i poszukac parterki, ktora podobnie jak on dzieci nie chce.

              "> Różni są ludzie. Jeden lubi gaworzyć z dzieckiem, drugi lubi posiedzieć w
              > internecie. Nie ma co oceniać wszystkich wedle jednego szablonu. Nie ma też co
              > oceniać mężczyzn według kobiecego szablonu."

              I nie ma co tez oceniac kobiet wedlug meskiego szablonu.
              Jestem kobieta a tez lubie posiedziec w internecie, nawet bardzo, ale jest czas
              na internet, na dziecko, czas wspolny rodzinny, trzeba to pielegnowac.
              Malzenstwo jest jak budowa, trzeba ciagle cos robic, naprawiac, budowac,
              ulepszac. Rzecz w tym, ze moze wiecej kobiet niz mezczyzn zdaje sobie z tego
              sprawe i patrzy do przodu, z gory potrafi przewidziec skutki.
              Wiesz a jak ktos lubi "tylko" posiedziec w internecie, to niech zabiera manatki,
              wyprowadza sie, podlacza komputer i siedzi. A niech nie drazni mnie swoja
              obecnoscia i oczekuje obslugi z mojej strony.

              "> To zależy od układu, jaki panuje w małżeństwie. Czy utrzymanie domu to tylko
              > ciężar, którym obarcza się męża? Często tak i często nikogo to nie dziwi."
              Jasne tutaj tez mozna ustalic. Zazwyczaj pierwszy rok jast trudny, bo kobiety
              czesto karmia piersia, dlatego zostaja w domu.
              A poza tym zdziwilbys sie, bo wiekszosc mezczyzn wolalaby wyjsc do pracy niz byc
              caly dzien z dzieckiem. Ale wiekszosc nigdy by sie do tego nie przyznala.
              A swoja wypowiedzia chcialam podkreslic, ze dziecko to nie tylko ciezar, ale tez
              mnostwo radosci.

              • krzysztof-lis Re: monislaw 12.11.08, 13:03
                Wychodzi na to, że na problem patrzymy podobnie. Cieszy mnie to. :)

                > A swoja wypowiedzia chcialam podkreslic, ze dziecko to nie tylko
                > ciezar, ale tez mnostwo radosci.

                Ja zaś z kolei chciałem przede wszystkim dać wątkotwórczyni do zrozumienia, że
                zasadnicze kwestie dotyczące podziału obowiązków trzeba załatwić ZANIM te
                obowiązki się pojawią.
          • marianka_marianka zgadzam się 12.11.08, 12:03
            Od siebie dodam: Jak można zaplanować sprawy związane z pielęgnacją dziecka i inne zwyczajne, codzienne, drobne, zanim się urodzi? Przecież to nierealne. Zrobić przed urodzeniem listę czynności i podział obowiązków? Chore. Urodzenie dziecka weryfikuje wiele naszych życiowych teorii i nie ma w tym nic dziwnego. Może być tak, że kobieta wykonuje większość spraw związanych z dzieckiem i jeżeli wspólnie odpowiada im ten układ - ok. Natomiast jedna strona wyraźnie się męczy, jest przytłoczona nadmiarem - to trzeba to zmienić. Wiesz Kag73 nawet gdyby wypowiadały się tu najmądrzejsze głowy, to w myśleniu niektórych mężczyzn i tak nic się nie zmieni. W przypadku wiadomego Pana dziecko na pewno trochę przeszufladkuje sposób pojmowania rzeczywistości... Musi;)
            • marianka_marianka Oczywiście wyżej zgadzam się z kag73 12.11.08, 12:04
            • krzysztof-lis Re: zgadzam się 12.11.08, 12:07
              > Od siebie dodam: Jak można zaplanować sprawy związane z pielęgnacją
              > dziecka i inne zwyczajne, codzienne, drobne, zanim się urodzi?
              > Przecież to nierealne.

              Oczywiście, że nierealne!

              Za to całkiem realne jest przeprowadzenie rzeczowej dyskusji na temat tego, jak
              będzie wyglądało małżeństwo po urodzeniu się dziecka.

              Na zasadzie takiej: słuchaj, jak się urodzi dziecko, będę siedziała w domu a ty
              będziesz pracować. W czasie twojego pobytu w pracy będę zajmować się dzieckiem a
              także ogarniać tyle domowych obowiązków, ile będzie to możliwe. Oczekuję jednak,
              że po twoim powrocie do domu będziemy pracować w nim wspólnie. Że nie będziesz
              wymagać ode mnie podawania sobie obiadu i sprzątania po sobie. Że nie będziesz
              zalegać cały czas przed komputerem. Że będziesz spędzać czas z dzieckiem, na
              przykład przy kąpieli.

              Można? Można. Trzeba tylko chcieć. A nie mieć głupio-naiwną nadzieję, że się
              samo ułoży. Się nie ułoży!

              > Natomiast jedna strona wyraźnie się męczy, jest przytłoczona
              > nadmiarem - to trzeba to zmienić.

              Zgadzam się! TRZEBA!

              Mąż może zmienić swoje zachowanie. Ba, on je zmienić POWINIEN. Ale wcale nie MUSI!
    • mamapodziomka Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 11:27
      Zastanowilabym sie jak daleko ty mozesz pojsc na kompromis. Czy ewentualnie
      gotowa jestes pojsc do pracy? Pod jakimi warunkami?

      Jesli tak, to musisz ustalic te warunki zanim zaczniesz szukac parcy (podzial
      obowiazkow domowych, podzial w zajmowaniu sie dzieckiem, koniec z domowymi
      obiadkami, wyznaczenie czasu spedzanego razem jako rodzina, etc.) Niektorzy
      faceci zle sie czuja w roli jedynego zywiciela rodziny, moze o to mu chodzi?
      Moze wcale nie, ale moze taka rozmowa uswiadomilaby mu ile "przywilejow"
      stracilby, gdybys ty wrocila do parcy i na ile musialby sie do Ciebie dopasowac.
      Ew. moze dowiedzialaby sie, dlaczego mu nie wystracza pieniedzy, z czego musi w
      chwili obecnej rezygnowac? Moze realizacja jakiejs pasji by mu troche ochote do
      zycia przywrocila??
      • krzysztof-lis Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 12:04
        > Ew. moze dowiedzialaby sie, dlaczego mu nie wystracza pieniedzy, z
        > czego musi w chwili obecnej rezygnowac? Moze realizacja jakiejs pasji
        > by mu troche ochote do zycia przywrocila??

        To byłoby całkiem rozsądne, bo póki co autorka wątku patrzy na kwestię finansową
        na zasadzie: "MNIE nic nie brakuje, to znaczy, że NAM nic nie brakuje.
      • kag73 Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 12:55
        I tutaj na miejscu autorki watku bylabym ostrozna. Parca, owszem, ale jezeli ona
        tego chce (odciazonie od domowych obowiazkow, od dziecka, lepszy podzial
        obowiazkow).
        Niebezpieczenstwo: ona w pracy, potem obiad, dom, sprzatanie, dziecko. On: Gra
        nadal, bo (jak zauwazyl pan Krzysiu) niektorzy lubia sobie posiedziec w internecie.
        Nie znam malzonaka autorki, ale moze byc wlasnie typem, z ktorym nic ustalac sie
        nie da i nic od niego nie mozna mimo ustalen wyegzekwowac.
        Kto zajmie sie dzieckiem? Niania, czy do zlobka, ile to koszutuje, ile zarobi mama?
        • krzysztof-lis Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:05
          > Nie znam malzonaka autorki, ale moze byc wlasnie typem, z ktorym nic
          > ustalac sie nie da i nic od niego nie mozna mimo ustalen
          > wyegzekwowac.

          Albo jest po prostu typem, który nie widzi potrzeby zmiany przyzwyczajeń, bo mu
          jest dobrze. I bo nie było mowy wcześniej o jakiejkolwiek pomocy żonie.
          • kag73 Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:15
            Albo jest typem, ktoremu przydalaby sie zmiana rol z zona na chociaz tydzien,
            zeby zobaczyl, ze ona pada na pysk i nie ma czasu dla siebie a on zyje jakby nie
            mial rodziny.
            A ze mu jest dobrze, nie watpie. Niech zyje wygoda!
            • krzysztof-lis Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:30
              > Albo jest typem, ktoremu przydalaby sie zmiana rol z zona na
              > chociaz tydzien, zeby zobaczyl, ze ona pada na pysk i nie ma
              > czasu dla siebie a on zyje jakby nie mial rodziny.

              Ja tam faceta z takiego zachowania rozgrzeszam, jeśli wcześniej wątkotwórczyni z
              nim nie porozmawiała na temat podziału obowiązków.

              • kag73 Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:36
                ach, ja go nie rozgrzeszam, zwyczajny bandzior. Nie inetersuje go samopoczucie i
                uczucia zony. I to ma byc kochajacy maz, dziekuje, nie dla mnie.
                W zyciu ciagle cos sie zmienia, dziecko to wyzwanie, ciagle bedzie cos, troche
                elastycznosci jest nieodzowne.
                Gdyby zmiany mialy byc na jego korzysc, na pewno bylby gotow do zmian:))
                • krzysztof-lis Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:40
                  > W zyciu ciagle cos sie zmienia, dziecko to wyzwanie, ciagle bedzie
                  > cos, troche elastycznosci jest nieodzowne.

                  Oczywiście, dlatego twierdzę, że gość POWINIEN się zmienić. Ale wcale nie
                  uważam, że MUSI.

                  > Gdyby zmiany mialy byc na jego korzysc, na pewno bylby gotow do
                  > zmian:))

                  To akurat jest typowe prawie dla każdego z nas. :)
        • mamapodziomka Re: ciągłe kłutnie 12.11.08, 13:44
          Dlatego napisalam, ze rozmowa z kartka w reku i lista rzeczy ktore bedzie
          musial przejac maz, w razie jej powrotu do pracy. Innymi slowy obustronny kompromis.

          Powrot do pracy + reszta obowiazkow bez zmian do wykonania przez zone jest
          oczywiscie sytuacja nie do przyjecia, tyle, ze ulatwilaby jej rozstanie, gdyby
          sie na nie zdecydowala.
Pełna wersja