Już nie wiem co robić :(

10.11.08, 11:32
Sama nie wiem od czego zacząć.Mam synka 4,5 roku oraz córeczkę 2,5
miesiąca.W naszej rodzinie wszystko było w porządku dopuki nie
urodziłam drugiego dziecka.Od czasu urodzenia córeczki mój mąż
traktuje naszego syna jak niepotrzebną rzecz.Ciągle na niego
krzyczy,wyzywa go od debili,kretynów i idiotów(jak tylko syn nie
chce czegoś zrobić jak mąż mu każe) .Proszę go żeby tak nie robił
(potrafi go wyzywać w sklepie wsród ludzi aż niektórzy się oglądają
z dezaprobatą).Mały zaczął histeryzować i moczyć się w nocy.Jeżeli
synek jest ze mną sam to jest zupełnie inny,czasami zdaża mu się
zbuntować ale obywa się bez większych histerii.Mąż go wogóle nie
przytula,nie bawi się z nim bo twierdzi,że jest zmęczony po
pracy.Dla córki natomiast zawsze znajduje czas.Już nie wiem co mam
robić.Nie pomagają tłumaczenia,prośby ani groźby mężowi.Poradźcie co
mam robić.Przepraszam za ewentualne błędy ale jak to piszę to łzy
lecą mi z oczu.Nie śpię po nocach bo to wciąż nie daje mi
spokoju.Pomocy.
    • keyshia Re: Już nie wiem co robić :( 10.11.08, 11:57
      Gdyby moj mąż powiedział na synka ty debilu,kretynie itd.to niewiem
      co bym mu zrobiła.Twoj mąż rozbija psychikę synka,zaniża Jego
      samoocenę i wartość.Dziecko będzie miało się wlaśnie za takiego
      kretyna,idiotę,ktory nic nie umie i wszystko źle robi,a domyślasz
      się do czego doprowadza takie myślenie.Już sam fakt,że moczy się w
      nocy jest ważny,oznacza to że z dzieckiem jest coś nie w porządku,że
      się boi itd!A ty zareguj mocniej,boisz się męża czy co?Wiesz jaką
      wielką krzywdę on wyrządza synkowi?!Powiedz mężowi jasno i
      wyrażnie,że mówiąc tak to dziecka krzywdzi je.Nie pozwól mu się tak
      odzywać do Niego,rób coś,broń Go.Wiem,że Cie to boli i jest Ci
      przykro,zle naprawdę musisz być twarda i poprostu postawic na swoim
      i nie plakac tylko dzialac.Pozdrawiam i tzrymam kciuki
    • kag73 Re: Już nie wiem co robić :( 10.11.08, 12:57
      Ciezka sprawa, wiesz. Piszesz, ze prosisz meza alne nic nie pomaga.
      Sprobuj jeszcze raz z nim porozmawiac z nim ze spokojem, ale moze od tej strony:
      "Kochanie, nie mozesz tak robic, to male dziecko. Jezeli nie daj Boze bedzie
      mial powazne problemy psychiczne i "zniszczysz" dziecko, bedzie za pozno. Wtedy
      na pewno bedziesz mial wyrzuty sumienia, bedziesz chcial cos zmienic a bedzie za
      pozno. Do konca zycia sobie nie wybaczysz. Ja wiem, ze trudno, jestes zmeczony,
      ale postaraj sie. Poza tym jest teraz maly, korzystajmy z tego czasu, ani sie
      nie obejrzymy a bedzie "duzy" i juz wtedy nie poprzytulamy. Dzieci mamy tu i
      teraz, nie po to, zeby czekac az beda dorosle, sprobujmy cieszyc sie nimi teraz".
      Wazne jest, zeby uzmyslowil sobie, ze moze skrzywdzic dziecko, juz sie moczy w
      nocy moze na tle nerwowym.
      Zycze Ci powodzenia! Trzymaj sie!
    • marzeka1 Re: Już nie wiem co robić :( 10.11.08, 13:13
      Postawiłabym sprawę na ostrzu noża, bo mąz swoim wartościowaniem dzieci, a szczególnie stosunkiem do synka robi im krzywdę. Krzywdzi także córkę, bo przy takim traktowaniu może wyrosnąc na koszmarną dziewczynę, w któej zakochany jest tatuś. Ty nie masz nie spać po nocach, ty powinna nie pozwilić krzywdzić synka, bo moczenie w nocy jest jednym z objawów stresu, w jakim twój synek żyje.
    • eastern-strix synek-rywal, coreczka-'ksiezniczka'... 11.11.08, 00:02
      ...niewesolo to wyglada. Tatus widac nie poradzil sobie z wlasnymi problemami
      dotyczacymi rozwoju, seksualnosci i zdolnosci miedzyludzkich. Golym okiem widac,
      ze coreczka to ksiezniczka, na ktora swiadomie lub raczej nie przenosi cieple
      uczucia (ktorymi powinien darzyc zone czyli CIEBIE), a synek to rywal,wiec go
      tepi. Moim zdaniem cala rodzina powinna isc na terapie,bo zamiast pary zona-maz
      mamy tu koalicje miedzypokoleniowa tata-corka i tata przeciwko synu. Terapia
      koniecznie i to calej rodziny, bo to grozi sporym zachwianiem psychiki dzieci a
      nawet choroba psychiczna jednego z nich (w rodzinach schizofrenikow kolaicjie
      miedzypokoleniowe to regula i uwaza sie,ze moga prowadzic do wyzwolenia sie
      choroby).
    • eastern-strix btw 11.11.08, 00:08
      wybacz,ze tak pojechalam,ale mnie ruszylo i odmalowalam czarna wizje. Mysle,ze
      terapia Wam sie przyda,bo to dziwne,ze maz nie tworzy jednego frontu z zona
      jesli chodzi o wychowanie. Poza tym takie faworyzowanie, o wyzywaniu nie
      wspomne, zniszczy synowi psychike na cale zycie. A maz przypadkiem nie odgrywa
      scenek z wlasnego dziecinstwa kiedy on byl tym wyzywanym chlopcem?
      • kleo2809 Re: do eastern-strix 13.11.08, 10:58
        Bardzo wam wszystki dziękuję za rady.We wtorek udało mi się szczerze
        porozmawiać z mężem.Postawiłam mu ultimatum,że albo zmieni
        zachowanie wobec dzieci i pójdziemy na terapię rodzinną albo
        niestety bedziemy musieli się rozstać.Dobro dzieci jest dla mnie
        najważniejsze i nikt nie będzie na pierwszym miejscu przed
        nimi,nawet mąż.Co do dzieciństwa mojego męża,on nigdy nie chce o tym
        rozmawiać.Sądząc po tym jak zimną i powściągliwą osobą jest nie było
        krainą szczęśliwości.Ulubionym jej powiedzeniem jest "że dupa nie
        szklanka i się nie stłucze".Moja teściowa faworyzuje tylko brata
        mojego męża(mąż ma jeszcze siostrę)bo jak to ona mówi "trafiła mu
        się taka żona która nic nie potrafi zrobić i zająć się dziećmi i
        domem".Tylko,że moim zdaniem widziały gały co brały(chodzili ze sobą
        dwa lata przed ślubem a pół roku mieszkali razem).Mam nadzieję,że
        teraz będzie już tylko lepiej,może terapia nam pomoże,bo rozstać się
        jest niezwykle łatwo tylko czy po tylu latach nie warto najpierw
        zawalczyć o szczęście rodzinne? Pozdrawiam.
        • kleo2809 Re: poprawka do postu powyżej 13.11.08, 11:02
          Zimną i powściągliwą osobą jest moja teściowa a nie mój mąż jak
          mogłoby wynikać z tekstu.
          • rumpa Re: poprawka do postu powyżej 13.11.08, 11:45
            życzę szczęścia i gratuluję charakteru
            trzymaj się decyzji i będzie dobrze
            :)))
            żeby wszystkie dzieci miały takie mamy
        • pas.ja Re: do eastern-strix 16.11.08, 23:25
          uważaj, żeby nie zajść w trzecią ciążę.
        • krzysztof-lis Re: do eastern-strix 17.11.08, 13:56
          > Dobro dzieci jest dla mnie najważniejsze i nikt nie będzie na
          > pierwszym miejscu przed nimi,nawet mąż

          Dobro dzieci
          • asia_i_p Re: do eastern-strix 18.11.08, 17:37
            Na pierwszej kolejności, przed relacją z mężem, nie jest relacja z
            dziećmi, tylko ich bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne - i to jest
            hierarchia prawidłowa. Stawianie relacji z mężem ponad
            bezpieczeństwo dzieci często prowadzi do akceptowania patologii -
            przemocy lub molestowania dzieci. Bronienie dzieci przed
            krzywdzącymi działaniami drugiego rodzica ma pierwszeństwo przed
            ratowaniem związku rodziców i prawdę mówiąc nie mogę sobie
            wyobrazić, jak mogłoby stać w sprzeczności z dobrem tego związku -
            czy jeśli autorka wątku przymknie oczy na to, że mąż psychicznie
            znęca się nad synem, to okaże mężowi miłość i szacunek? Z miłości do
            drugiej osoby stawiasz ją do pionu, jeśli jest o krok od zrobienia
            komuś krzywdy, a nie przymykasz oczy na to, co robi i głaszczesz po
            główce.
          • kicia031 Re: do eastern-strix 18.11.08, 18:00

          • kag73 do Krzysztofa 18.11.08, 18:34
            "Ale stawianie dzieci w pierwszej kolejności przed mężem nie jest rozsądne.
            Dzieci to w końcu tylko epizod w życiu, po ich wyjściu z domu zostaniesz z
            mężem. I co, on ma wtedy łaskawie zgodzić się na przywrócenie na pierwsze miejsce? "

            Facet tez moze byc tylko epizodem w moim zyciu, jezeli okaze sie nie taki.
            Powiem wiecej faceta moge miec na kazdym rogu, ale dziecko...dziecko to jest
            wielka rzecz.
            Kazda normalna matka o swojego dzieciaka bedzie walczyla jak lwica. To jest
            instynk, niestety. Ktos kto tego nie przezyl nigdy tego nie zrozumie. Troszeczke
            moze to zrozumiesz jak bedziesz sam ojcem.

            Tutaj chodzi o bezbronne dziecko, bezbronne wobec naprawde nieswiadomego ojca. I
            matka musi dzialac, bo nie wybaczylaby sobie, ze patrzyla z boku jak facet
            "niszczy" jej dziecko. A wszystko dlatego, ze to dziecko to tylko epizod.
            • wysoki.brunet Re: do Krzysztofa 18.11.08, 19:57
              kag73 napisała:
              > Powiem wiecej faceta moge miec na kazdym rogu, ale dziecko...dziecko to jest
              > wielka rzecz.
              > Kazda normalna matka o swojego dzieciaka bedzie walczyla jak lwica. To jest
              > instynk, niestety. Ktos kto tego nie przezyl nigdy tego nie zrozumie.

              To właśnie podejście typowe dla kobiety która nie ceni i nie szanuje swojego
              faceta. A na pod koniec życia zostaje wredną teściową, nie mogąca przeżyć że
              chociaż przez moment żona jest w życiu syna ważniejsza niż ona matka, bo to jej
              jedyna miłość.
              Oczywiście sytuacja jest karygodna, jednak czy nie wynika z prymitywnego
              "odgrywania" się faceta który odstawiony na boczny tor i pozbawiony pozytywnych
              uczuć traktuje syna jak rywala.

              Faktycznie instynkt macierzyński mają niemal wszystkie samice
              najprymitywniejszych ze zwierząt, samce rzadko, miłość zaś, więź z partnerem to
              relacja właściwa o którą trzeba troskliwie dbać.
              • kag73 Re: do Krzysztofa 18.11.08, 20:25
                "To właśnie podejście typowe dla kobiety która nie ceni i nie szanuje swojego
                faceta. A na pod koniec życia zostaje wredną teściową, nie mogąca przeżyć że
                chociaż przez moment żona jest w życiu syna ważniejsza niż ona matka, bo to jej
                jedyna miłość.
                Oczywiście sytuacja jest karygodna, jednak czy nie wynika z prymitywnego
                "odgrywania" się faceta który odstawiony na boczny tor i pozbawiony pozytywnych
                uczuć traktuje syna jak rywala."

                Wysokibrunecie, i tutaj sie mylisz, bardzo szanuje i cenie swojego meza. Jest
                wspanialy i nie zamienilabym go na zadnego innego. I doskonale wiem co mam. Ale
                faceci bywaja rozni.
                I na pewno nie bede miala problemow z synowa i jej pierwszym miejscem w zyciu
                syna, bo wedlug mnie, dzieci przychodza przez nas a nie do nas. My rodzice
                towarzyszymy im przez pewien odcinek ich drogi, patrzymy, zeby ich nie "popsuc"
                i jak najlepiej przygotowac do samegodzielnego zycia. I na pewno w pore
                wypuszcze go spod swoich skrzydel. Ale kiedy jest maly i bezbronny, to zrobie
                wszystko, zeby nie stala mu sie krzywda. I na pewno nie naleze do kobiet, ktore
                w imie slepej milosci do faceta daja zmarnowac swoje dziecko.

                I zupelnie sie z Toba zgadzam, ze zwiazek trzeba pielegnowac.

                Z tym odstawieniem na boczny tor itd cos mi nie gra, dla corki jest inny,
                chociaz zona na pewno i jej poswieca duzo czasu.
              • sanciasancia Re: do Krzysztofa 19.11.08, 10:44
                > To właśnie podejście typowe dla kobiety która nie ceni i nie szanuje swojego
                > faceta. A na pod koniec życia zostaje wredną teściową, nie mogąca przeżyć że
                > chociaż przez moment żona jest w życiu syna ważniejsza niż ona matka, bo to jej
                > jedyna miłość.
                Rodzicielstwo to jest zupełnie inny typ więzi niż małżeństwo. Zresztą, jeżeli
                spytasz się rodziców, co najgorszego mogłoby ich spotkać, odpowiedzią jest
                przedwczesna śmierć dziecka, a nie współmałżonka/partnera.
                A co do pielęgnowania więzi z facetem? Warto jest pielęgnować więź z partnerem,
                który wspiera Cię i jest rodzicem, a nie z facetem, który nie interesuje się
                dzieckiem i nie chce pomagać w opiece i wychowaniu, szczególnie przy niemowlaku,
                a jak matka skupia się na niemowlaku wiszącym u cyca, strzela focha za fochem. A
                potem, jak statystyczny polski tatuś, spędza z dzieckiem średnio 7 minut dziennie.
                > Faktycznie instynkt macierzyński mają niemal wszystkie samice
                > najprymitywniejszych ze zwierząt, samce rzadko, miłość zaś, więź z partnerem to
                > relacja właściwa o którą trzeba troskliwie dbać.
                Jesteś bezdzietny, czy przestawicielem najprymitywniejszego ze zwierząt -
                typowego, siedmiominutowego, polskiego ojca?
                • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 12:27
                  > A co do pielęgnowania więzi z facetem? Warto jest pielęgnować więź
                  > z partnerem, który wspiera Cię i jest rodzicem, a nie z facetem,
                  > który nie interesuje się dzieckiem i nie chce pomagać w opiece
                  > i wychowaniu, szczególnie przy niemowlaku, a jak matka skupia się
                  > na niemowlaku wiszącym u cyca, strzela focha za fochem.

                  Pytanie tylko, co jest przyczyną a co skutkiem. Facet nie pomaga kobiecie
                  zajmować się dzieckiem bo ona nie poświęca czasu i uwagi jemu, czy ona nie
                  poświęca uwagi i czasu jemu, bo on jej nie pomaga w opiece nad dzieckiem?

                  I odpowiedzi dobrej na takie pytanie na pewno nie ma.
                  • sanciasancia Re: do Krzysztofa 21.11.08, 13:36
                    > Pytanie tylko, co jest przyczyną a co skutkiem. Facet nie pomaga kobiecie
                    > zajmować się dzieckiem bo ona nie poświęca czasu i uwagi jemu, czy ona nie
                    > poświęca uwagi i czasu jemu, bo on jej nie pomaga w opiece nad dzieckiem?
                    a) Ewidentnie nie miałeś nigdy dziecka.
                    b) Dziecko jest dzieckiem i ojca i matki. Nie tylko matki. Oboje mają z tym
                    związane obowiązki.
                    c) Nie widzę powodu, żeby mężczyzna nie mógł zajmować się żoną, gdy ona z
                    różnych powodów w tym samym czasie nie może mu się odpłacić równym
                    zaangażowaniem. Przy takim podejściu, żona nie powinna zajmować się mężem w
                    śpiączce, bo nie może się jej zrewanżować. Chyba że w tym rozumowaniu tylko żona
                    ma obowiązki, a mąż przywileje. W takim wypadku nie ma o czym rozmawiać.
                    d) Pogadamy, jak już będziesz miał trzylatka.
                    • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 13:49
                      > a) Ewidentnie nie miałeś nigdy dziecka.

                      Zgadza się, i nigdy nie twierdziłem, ze jest / było inaczej.

                      > b) Dziecko jest dzieckiem i ojca i matki. Nie tylko matki. Oboje
                      > mają z tym związane obowiązki.

                      Oczywista oczywistość.

                      > c) Nie widzę powodu, żeby mężczyzna nie mógł zajmować się żoną, gdy
                      > ona z różnych powodów w tym samym czasie nie może mu się odpłacić
                      > równym zaangażowaniem.

                      Zależy z czego wynika to, że ona nie może mu się tym zaangażowaniem odpłacić.

                      Jeśli wynika to z tego, że całą swoją miłość i uwagę przelała na dziecko,
                      sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż opisana przez Ciebie śpiączka.

                      Chociaż pytanie powinno być też takie: czy ona wtedy nie może, czy nie chce mu
                      odpłacić równym zaangażowaniem?
                      • sanciasancia Re: do Krzysztofa 21.11.08, 14:34
                        > Chociaż pytanie powinno być też takie: czy ona wtedy nie może, czy nie chce mu
                        > odpłacić równym zaangażowaniem?
                        Jak ma wrzeszczące dziecko u cyca? Bo nie ma więcej rąk, wrzaski zaburzają jej
                        percepcję, a brak snu utrudnia życie? Spróbuj budzić się, co 4 godziny na 15 min
                        i zobacz, jak będziesz funkcjonował.
                        > > a) Ewidentnie nie miałeś nigdy dziecka.
                        >
                        > Zgadza się, i nigdy nie twierdziłem, ze jest / było inaczej.
                        Jak będziesz takowe miał, to zapewne będzie to dla Ciebie jasne, dlaczego są
                        sytuacje, w których żona mniej się angażuje. Rady bezdzietnych bez jakiejkolwiek
                        wyobraźni dawane dzietnym są śmieszne.
                        A poza tym na Boga, czy to jest problem ergodyczny, że średnia po czasie ma się
                        równać średniej w zespole, i to na odcinku miesięcznym czy dziennym?
                        W małżeństwie są różne momenty, w danym momencie trzeba wesprzeć żonę, a ona nie
                        może się odpłacić (jak nie chce to też zwykle nie może), przecież potem może być
                        sytuacja, w której ona będzie wspierać męża. Życie ma dłuższą perspektywę niż
                        nawet rok. I małżeństwo też. A poza tym związki ewoluują itp.
                        • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 14:50
                          > Jak ma wrzeszczące dziecko u cyca? Bo nie ma więcej rąk, wrzaski
                          > zaburzają jej percepcję, a brak snu utrudnia życie? Spróbuj budzić
                          > się, co 4 godziny na 15 min i zobacz, jak będziesz funkcjonował.

                          Przepraszam, mam wrażenie, że nie zrozumiałaś, o co mi chodziło.

                          Miałem na myśli sytuację, w której kobieta przelewa całą swoją uwagę i miłość na
                          dziecko.

                          > Rady bezdzietnych bez jakiejkolwiek wyobraźni dawane dzietnym są
                          > śmieszne.

                          A co z bezdzietnymi z wyobraźnią?
                          • sanciasancia Re: do Krzysztofa 21.11.08, 18:40
                            > Miałem na myśli sytuację, w której kobieta przelewa całą swoją uwagę i miłość n
                            > a
                            > dziecko.
                            To trzeba było ją doprecyzować. A poza tym, to zależy od wieku dziecka. Bardzo
                            małe są bardzo absorbujące i powodują kłopoty logistyczne (to z własnego
                            doświadczenia). Starsze - owszem może zajmują mniej czasu (ja osobiście miałam
                            kontakt z takimi do 11 dni życia, dalsze opinie, które słyszałam, są
                            podzielone), ale może kobieta im się poświęca, bo nie czuła wcześniej wsparcia i
                            chromoli takiego "partnera" (odwracając sytuację na korzyść kobiet, tak jak to
                            zawsze robisz, tylko na korzyść mężczyzny). Albo widzi niedostatki męża jako
                            ojca i próbuje dziecku wynagrodzić jego nieobecność?
                            Owszem zdarzają się kobiety, które w związku chcą mieć tylko dzieci i zaniedbują
                            męża, gdy tylko dopną swego (tak, jak zdarzają się mężczyźni, którzy zaraz po
                            ślubie zaczynają zaniedbywać żony, bo przecież gosposię już mają). Ewidentnie
                            założycielka wątku nie jest takim przypadkiem - a że chce wymusić na mężu bycie
                            dobrym ojcem - to się jej tylko chwali.
                            To jest wszystko takie fajne z tymi obowiązkami kobiety względem mężczyzny i
                            dzieci. A co z obowiązkami mężczyzny względem kobiety i dzieci?
                            > A co z bezdzietnymi z wyobraźnią?
                            Zdarzają się na tyle rzadko, że można ich pominąć. Nie zaliczasz się do nich, bo
                            ewidentnie nie rozumiesz, jak silną więzią jest rodzicielstwo (wybacz, jeżeli
                            mylę Cię z Twoim alter ego p. wysokim brunetem) i dla dobrej matki i dla dobrego
                            ojca.
                  • kicia031 Re: do Krzysztofa 21.11.08, 16:27
                    Facet nie pomaga kobiecie
                    > zajmować się dzieckiem bo ona nie poświęca czasu i uwagi jemu, czy
                    ona nie
                    > poświęca uwagi i czasu jemu, bo on jej nie pomaga w opiece nad
                    dzieckiem?

                    Znaczy rozumiem chodzi o jakiegos obcego faceta, ktory ma pomagac
                    kobiecie? Bo ojciec powinien sie zajmowac dzieckiem, a nie pomagac
                    kobiecie. Inaczej to smiec a nie ojciec.
            • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 12:22
              > Facet tez moze byc tylko epizodem w moim zyciu, jezeli okaze sie
              > nie taki.

              Zgadza się. Ale nie o to chodzi.

              Związek z partnerem budujesz zasadniczo na całe życie a na pewno na dłuższy
              czas. Trzeba zakładać, że z tym człowiekiem spędzisz najbliższe kilkadziesiąt lat.

              Z kolei z dziećmi spędzisz jedynie mniej więcej 20 lat od ich urodzenia.

              Zatem sytuacja, w której dzieci _są_w_domu_ (nie w życiu), jest tylko
              tymczasowa, jeśli odnieść ją do sytuacji partnera, z którym żyje się (w
              założeniu) do końca.

              Chodziło mi tylko o to, że po pojawieniu się dzieci nie mogą zmieniać się układy
              między ich rodzicami. Nie może być tak, że nagle dla kobiety najważniejszy staje
              się synek/córeczka a tatuś idzie w odstawkę.

              Co do ochrony dzieci przed innymi ludźmi (w tym przed partnerem) nie mam
              absolutnie żadnych zastrzeżeń.
              • kag73 Re: do Krzysztofa 21.11.08, 12:56
                Wiem Krzysiu, ze Ty jeszcze nie masz dziecka. Zobaczysz, jak bedziesz tatusiem,
                takim z wyboru, dla swojego dziecka bedziesz gotow zrobic wszystko.
                Zanim urodzil sie moj syn, sasiadka powiedziala do nas, ze teraz dziecko bedzie
                na pierwszym miejscu, nie maz i nie zona i miala racje, przynajmniej na poczatku
                i to dla nas obu, sila rzeczy, bezbronne, zdane w kazdym puncie na Ciebie
                dziecko. Najpierw dziecko, potem my. I zadne z nas nie mialo z tym problemu.
                Tatus nie idzie w odstawke, ale czasem musi poczekac i dojrzaly do ojcowstwa
                mezczyzna dobrze o tym wie i potrafi sie w tym odnalezc.
                Dzieciak staje sie najwazniejszy, bo zada!!!

                A dziecko pozostaje Twoim dzieckiem do konca zycia.
                • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 13:16
                  Cieszę się, że się ze mną zgadzasz.
                • kag73 Re: do Krzysztofa 21.11.08, 13:23
                  Jesli masz problemy z czytaniem tekstow ze zrozumieniem, to rzeczywiscie sie z
                  Toba zgadzam.
                  • krzysztof-lis Re: do Krzysztofa 21.11.08, 13:51
                    Z czym konkretnie się nie zgadzasz?
          • sanciasancia Re: do eastern-strix 18.11.08, 18:59
            > Ale stawianie dzieci w pierwszej kolejności przed mężem nie jest rozsądne.
            > Dzieci to w końcu tylko epizod w życiu, po ich wyjściu z domu zostaniesz z
            > mężem. I co, on ma wtedy łaskawie zgodzić się na przywrócenie na pierwsze miejs
            > ce?
            Bajania bezdzietnych.
            • kleo2809 Re: do eastern-strix 19.11.08, 10:54
              Bardzo wszystkim dziękuję za rady. W sobotę idziemy na pierwszą
              wizytę w poradni rodzinnej.Mąż już zaczął zmieniać swój stosunek do
              syna,nie mówię że stało się to z dnia na dzień,ale widzę już zmiany
              na lepsze.Co do wypowiedzi krzysztofa i wysokiego buneta oraz
              sanciasancia to nie zgadzam się z wami.Dzieci są najwazniejsze w
              życiu każdej z nas.Nie napisałam w swojej wypowiedzi,że odstawiłam
              męża na boczny tor lecz,że uświadomiłam mu jak bardzo krzywdzi nasze
              dziecko swoim zachowaniem wobec niego.Dorośli maja wybór mogą odejść
              lub zostać jeśli coś im się nie podoba a dla dziecka dom
              rodzinny,mama i tata to cały świat,z którego nie mogą tak poprostu
              odejść trzaskając drzwiami.To bezbronne istotki,które potrzebują
              naszego wsparcia i opieki.A mąż dziś jest a jutro może go nie być.
              • kleo2809 do postu powyżej 19.11.08, 11:00
                Bardzo przepraszam za pomyłkę z wypowiedzią sanciasancia zgadzam się
                w 100%.
              • kag73 Re: do eastern-strix 19.11.08, 11:04
                Sucio, bardzo sie ciesze. Powodzenia! Na pewno bedzie dobrze!

                P.S. Nie zapomnij chwlic meza za postepy i wspanialy czas jaki
                oferuje dzieciom, oni tego potrzebuja.
                Mimochodem rzucone jak cos wsaniale zrobil i jak maly sie ucieszyl
                czyni cuda, uwierz mi. Mezczyzni sa czasem jak dzieci:))
              • wysoki.brunet Re: do eastern-strix 19.11.08, 15:14
                > życiu każdej z nas.Nie napisałam w swojej wypowiedzi,że odstawiłam
                > męża na boczny tor lecz,że uświadomiłam mu jak bardzo krzywdzi nasze
                > dziecko swoim zachowaniem wobec niego

                To że nie napisałaś to jedno. Pójdziecie na terapie to i mąż będzie miał pewno coś do powiedzenia. Bo rzadko takie rzeczy dzieją się bez przyczyny. Z reguły ktoś sam czuje się zraniony i rani innych.
                • kag73 Re: do eastern-strix 19.11.08, 19:16
                  a moze nie jest temu winna mlazonka i obecna rodzina, tylko jego
                  dziecinstwo. Moze podswiadomie powiela bledy swoich rodzicow /swojej
                  matki.
                  • kleo2809 Re: do wysokibrunet 20.11.08, 10:10
                    Drogi wysokibrunecie dlaczego dla ciebie wszystkie problemy w
                    małżeństwie to wina kobiety? Może kiedyś mocno zraniła cię jakaś
                    kobieta?Przeczytaj dokładnie mój post z dnia 13.11.2008,w którym
                    opisałam jak rodzinę traktuje moja teściowa a będziesz wiedział
                    dlaczego chcę iść na terapię.A mojego męża traktuję tak jak zawsze
                    pod każdym względem pożycia małżeńskiego.Przeprowadziłam z nim
                    poważną rozmowę i rozmawialiśmy między innymi o naszych uczuciach do
                    siebie i wierz mi w tym względzie nic się między nami nie zmieniło.
                    • wysoki.brunet Re: do wysokibrunet 21.11.08, 11:59
                      > Drogi wysokibrunecie dlaczego dla ciebie wszystkie problemy w
                      > małżeństwie to wina kobiety?(...)A mojego męża traktuję tak jak zawsze
                      > pod każdym względem pożycia małżeńskiego.

                      Cała twoja wypowiedź ukazuje że traktujesz go z góry, nie jak partnera równego
                      sobie. Ja o tym że "on też będzie miał coś do powiedzenia" że wina leży z reguły
                      pośrodku, a ty mi tu od razu o tym że "wszystkie problemy w małżeństwie to wina
                      kobiety?" - ano mężczyzny też nie.
                      Większość tu piszących czuje się zraniona w związku. Tyle że zabawne jest to co
                      piszesz. Nie tylko ty zresztą. Całe to forum to jedno wielkie szowinistyczne
                      szukanie winy w facetach, ewentualnie słabej samooceny w kobietach, naprawdę
                      rzadko można przeczytać prawdę że udany związek to taki który realizuje potrzeby
                      i oczekiwania obu stron (najczęściej zupełnie inne po okresie zakochania) a nie
                      tylko tej "słusznej". Czytam to egocentryczne podejście z pewną ciekawością ale
                      i zaskoczeniem.
                      • kag73 Re: do wysokibrunet 21.11.08, 12:48
                        "Cała twoja wypowiedź ukazuje że traktujesz go z góry, nie jak partnera równego
                        sobie. Ja o tym że "on też będzie miał coś do powiedzenia" że wina leży z reguły
                        pośrodku, a ty mi tu od razu o tym że "wszystkie problemy w małżeństwie to wina
                        kobiety?" - ano mężczyzny też nie.
                        Większość tu piszących czuje się zraniona w związku. Tyle że zabawne jest to co
                        piszesz. Nie tylko ty zresztą. Całe to forum to jedno wielkie szowinistyczne
                        szukanie winy w facetach, ewentualnie słabej samooceny w kobietach, naprawdę
                        rzadko można przeczytać prawdę że udany związek to taki który realizuje potrzeby
                        i oczekiwania obu stron (najczęściej zupełnie inne po okresie zakochania) a nie
                        tylko tej "słusznej". Czytam to egocentryczne podejście z pewną ciekawością ale
                        i zaskoczeniem. "

                        Wybacz, ale moze pomyliles posty.
                        Autorka watku martwi sie o swoje dziecko.
                        W tym przypadku jak na dloni jest tylko jedna "sluszna" strona: Cokolwiek by nie
                        bylo, nie zneca sie psychicznie nad malym dzieckiem. Czy jego potrzeba to
                        "niszczenie" wlasnego dziecka? Widac, ze mezczyzna ma problem z emocjami, cos
                        nie gra z jego uczuciami ojcowskimi, kobieta probuje mu na to zwrocic uwage, bo
                        to jej swiety obowiazek. Jasne oczekiwania obu stron czy jednej czasem sie nie
                        spelniaja, maja dwojke dzieci, nie moga ich oddac albo z powrotem wpakowac do
                        brzucha, ale to nie wina dzieci, ze sa na swiecie. Zycie, wyobrazil sobie, ze
                        bdzie inaczej z dwojka dzieci niz jest, trudno, to nie pies, ktorego moze
                        sprzedac. Trzeba wziac sie w gars, dac sobie pomoc i do przodu.
                        A Ty masz dziecko/dzieci?
                        • wysoki.brunet Re: do wysokibrunet 21.11.08, 16:28
                          kag73 napisała:
                          > bylo, nie zneca sie psychicznie nad malym dzieckiem. Czy jego potrzeba to
                          > "niszczenie" wlasnego dziecka? Widac, ze mezczyzna ma problem z emocjami, cos
                          > nie gra z jego uczuciami ojcowskimi, kobieta probuje mu na to zwrocic uwage, bo
                          > to jej swiety obowiazek.

                          Ma problem ale zastanówmy dlaczego? Być może latami była naiwna i nie zauważyła związała się ze złym człowiekiem. A być może problem jest bardziej prozaiczny a jest jak to ostatnio czytałem charakterach:

                          "Przeszkodą w porozumieniu między ojcami a synami jest relacja, jaka istnieje w naszej strefie kulturowej między matkami a synami. Określiłbym ją po prostu i bez owijania w bawełnę jako zbyt bliską, a nawet ocierającą się o kazirodztwo. Kobieta traktuje w takim związku syna jak idealnego mężczyznę. O niebo lepszego od nieobecnego, pijanego, niedojrzałego, leniwego ojca. Mężczyznę, który zaspokoi wszystkie jej pragnienia i aspiracje"

                          > trzeba wziac sie w gars, dac sobie pomoc i do przodu.
                          > A Ty masz dziecko/dzieci?

                          Ja się wziąłem w garść. Mam dzieci ale i znam uczucie odrzucenia i zazdrości.
                          • kag73 Re: do wysokibrunet 21.11.08, 17:11
                            "Ma problem ale zastanówmy dlaczego? Być może latami była naiwna i nie zauważyła
                            > związała się ze złym człowiekiem."

                            Byc moze, choc autorka pisze, ze jest tak dopiero od momentu pojawinia sie
                            malutkiej coreczki.

                            "Przeszkodą w porozumieniu między ojcami a synami jest relacja, jaka istnieje w
                            > naszej strefie kulturowej między matkami a synami. Określiłbym ją po prostu i
                            > bez owijania w bawełnę jako zbyt bliską, a nawet ocierającą się o kazirodztwo.
                            > Kobieta traktuje w takim związku syna jak idealnego mężczyznę. O niebo lepszego
                            > od nieobecnego, pijanego, niedojrzałego, leniwego ojca. Mężczyznę, który zaspo
                            > koi wszystkie jej pragnienia i aspiracje"

                            Tutaj bym powiedziala, moze zdarza sie cos takiego jak syn jest dorosly albo
                            chociaz nastolatek. Ten chlopiec jast na to stanowczo za maly. O co czterolatek
                            ma sie dogadywac z ojcem. A przede wszystkim jakiego ideala ma w nim widziec
                            matka? Nie.
                            Poza tym trzebaby wyjsc z zalozenia, ze maz jest nic nie wart a to przeciez nie
                            norma.
                            To juz predzej bym powiedziala coreczka jest tutaj corcia tatusia(tez natura).
                            Poza tym ona jest malutka, slodka, wytarczy, a synek, bo juz starszy dziala na
                            nerwy(bo facet zmeczony po pracy a tu juz jedno "nowe" dziecko i do tego coreczka).
                            I pewnie rzyczywiscie faworyzuje dzieci jak robila to jego mama.

                            Poza tym zdarzaja sie por..i. Znam jednego, ktory mowi, ze on lubi synow a jak
                            urodzila sie corka to zapytal "Ach, nie moglo to byc 30 deko wiecej?"

                            Tobie gratuluje, ze wziales sie w garsc i zycze sukcesow w wychowywaniu dzieci:))
Pełna wersja