silnakobieta
13.11.08, 15:20
Jestem 3 lata po ślubie, mamy 3 letniego synka. Mój problem pewnie jest typowy dla większości z Was ale w jego obliczu czuję się kompletnie osamotniona. Problemem jest mój mąż który nadużywa alkoholu. Oczywiście standardowo, on nie widzi w tym problemu. Męczę się z tym od początku małżeństwa. Najpierw pił po kryjomu, chowając puste puszki w najmniej normalnych miejscach np. pod biurkiem. Kiedy się zorientowałam zaczęły się kłótnie i jego tłumaczenie, że robi tak bo mu nie pozwalam pić normalnie(!) Zdarzyło się że podniósł na mnie rękę, w dzikim alkoholowym szale potrafił napluć mi w twarz wyrwać włosy czy też czymś we mnie rzucić. Czeto interweniowali jego rodzice(swoją drogą potrafił także podnieść rękę na swoją matkę). Odchodziłam od niego setki razy. Rozmawiałam, tłumaczyłam, stawiałam warunki, na które nota bene się godził jednak po jakimś czasie wszystko wracało do normy. Jedynym słusznym wyjściem z sytuacji wydaje mi się zostawić go i zacząć żyć dalej. Jednak z racji na obecną sytuację nie mam dokąd pójść więc pozostaje mi męczenie się w tym domowym piekle. Dodam, że mam silny charakter ale pewne decyzje przerastają mnie do tego stopnia, że zaczynam myśleć, że jedynie przy nim sobie poradzę. Nie pracuję (wychowuję dziecko) jestem w trakcie studiów, do rodziców raczej nie wrócę oni tez lubią sobie wypić (dlatego też mam taki a nie inny stosunek do alkoholu). Dodam, że proponowałam mężowi terapię małżeńską, leczenie i próbowałam walczyć wszelkimi możliwymi sposobami o nasze małżeństwo- na nic po niedługim czasie wszystko wraca do normy. Wiem, że syn bardzo kocha tatę (mimo że nie poświęca mu ani czasu ani uwagi). Jak nie pije jest dobrym pracowitym człowiekiem. Może to ja prowokuję kłótnie ale wiem, że na kłamstwie i braku zaufania nie zbuduje się zdrowego związku. Przyznam, że podczas jednej z awantur w środku nocy zmuszona byłam wezwać policję ponieważ mąż był agresywne. W konsekwencji zawieźli go na izbę wytrzeźwień, ale nawet taka sytuacja nie wpłynęła na jego zachowanie!Bardzo proszę o pomoc!Co powinnam zrobić w tej sytuacji, setki razy groził mi że jak go zostawię to popamiętam, że każdy facet jest taki sam i kto chciałby być z kimś takim jak ja. Żenujące jest to że on tak naprawdę boi się mnie i mojej postawy, bo dobrze wie że mogę odejść i nie będzie miał już chwytów by mnie skłonic do powrotu...