problemy w małżeństwie

18.11.08, 15:30
Odkąd pamiętam zawsze było coś nie tak. W poprzednim roku miałam
problemy przedstawione w poście:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=43390&w=66022297&a=66022297
Zdecydowaliśmy się razem na terapię małżeńską. Chodziliśmy na nią
rok z kilkoma przerwami. Nie wiem czy dała nam ona coś.
Przychodziliśmy na spotkania, omawialiśmy bieżące kłótnie, a że nie
mieliśmy dowodów rzeczowych kto i co powiedział, więc był problem
kto ma rację. Nauczyliśmy się modelu pełnej ekspresji, który w
obliczu jakieś stresowej sytuacji niewiele dawał, bo i tak wracały
zakorzenione dawne utarte schematy walki, juz nawet nie kłótni. Ja
miałam problem taki, że nie od razu mówiłam o tym co mi się nie
podoba, pozwalałam, żeby dochodziły nowe sprawy, aż nie dawałam rady
i z pełną ekspresją dawałam upust nagromadzonej złości nie bacząc na
dzieci. Wyzwiska, płacz i lament. Świadoma szkodliwości takich
zachwań chciałabym coś zrobić. Mój mąż jest typem lekkoducha. Jak
już uda mi się wcisnąć mu dzieci to nie patrzy na ich rozkład dnia,
robi swoje a dzieci pozostawione swojej woli robią co tylko im się
podoba. Nie potrafi włączyć zmywarki, pralki, nie wie że brudne
naczynia same sie zmywają itd. Ale to już nawet nie chodzi o
obowiązki domowe tylko tak naprawdę o rozmowę, o zrozumienie
cudzych, często innych potrzeb. Wczoraj np. Przez cały dzień chodził
wkurzony o czym wproet mówił. Zadawałm mu pytanie czy może chodzi o
mnie. Odpowiadał, że nie. Wieczorkiem mi zależało na tym żebyśmy coś
porobili wspólnie, cokolwiek byle razem. Brakuje mi go na codzień,
chciałabym żeby łączyła nas większa bliskość. Póściłam kilka
filmików jak dzieci były małe, on w tym czasie w coś grał, potem
załatwiał jakieś firmowe sprawy. Potem stwierdził, że idzie do
wanny. OK. A że dzieciaczki poszły za nim, to ja chyc do kompa i na
Skype. Był tam mój szwagier, a że dawno nie gadałam z siostrą (kilka
dobrych miesięcy) to go zaczepiłam, potem przyszła ona i tak na
pogaduchach zeszło mi 2 godzinki. Długo, ale zwarzywszy na to, że od
miesiąca nie mam z nikim kontaktu (jestem na wypowiedzeniu i siedze
w domku, który razem wybudowaliśmy i jest na kredyt, do którego
ledwo co się przeprowadziliśmy) a z moja siostra kiedyś miałam
bardzo dobry, ale ona wyjechała do Angli i tak jakoś powolutku się
to wszystko rozmija. Czuję się trochę samotna. Nie mam z kim
pogadać. Żadko kiedy mam okazję, jestem typem domatora. No więc
skończyłam rozmawiać, mąż wyszedł z wanny i poszedł spać, bo troche
podziębiony i chory (ale nie przeszkadzało mu to w wyjściu na salę w
niedzielę i w sobotę na imprezkę), weszły tam dzieci, którymi już
dalej ja się zajmowałam. Gdy dzieciaczki wysłałam spać, sama też się
położyłam. A tu mąż wyskoczył z amorami. Mi się nie chciało, nie
byłam nastrojona. On sie obraził. Powiedział, że nie było mnie przez
dwie godziny dla rodziny, odpoczęłam sobie i się zrelaksowałam, i
teraz nie powinnam go odrzucać. Wyszedł naburmuszony. Wrócił po
godzinie, zapalił światło i czytał. Prosiłam go o wyłączenie
światła, na co on dlaczego moje potrzeby mają być ważniejsze?
Próbował jeszcze mówić mi, że wszystko to moja wina, że zawsze mówię
mu nie (wczoraj nie mówiałam). Po kilku prośbach o zgaszenie światła
wkurzyłam się, chciałam zabrac kołdrę i wyjść. Niestety on jest
silniejszy i mi się nie udało. Rzuciłam się na niego z pięściami. I
wyszłam do innego pokoju spać. Zamknęłam drzwi na klucz, żeby mnie
już nie gnębił. Mamy różne temperamenty seksualne. Mi wystarczy 2,3
x w tygodniu, on potrzebuje codziennie. U mnie dodatkowo brak ochoty
wynika z braku czułości, bliskości, braku innych zajęć
pozaseksulanych. Żyjemy obok siebie. Ja próbuję rozmawiać, wypytuję
jak minął dzień. On niestety udziala mi zdawkowych informacji. O
wszystkim dowiaduje się na spotkaniach towarzyskich, jak opowiada
innym. Dziś cały dzień się do mnie nie odzywa. Chciałabym, żeby tym
razem on przyszedł pełny skruchy, ale pewnie nie wytrzymam i to ja
wykonam pierwszy krok, choć dziś już taki wykonałam. Rano złapałam
go w locie i się do niego przytuliłam, a potem zaczęłam rozmowę.
Niestety nic z niej nie wyniknęło. Kolejna kłótnia, i kolejne
tabletki uspokajające. Ciągle coś jest nie tak. Staram się ze
wszystkich sił. Czytam książki jak konstruktywnie rozmawiać. Nawet w
sypialni, mimo jego zdania, że jestem oziębła, czasami się postaram
i zrobię coś, co mu się podoba i o tym mówi. Ale jak następnego dnia
odmówię seksu, to znowu awantura gotowa. Często też jest tak, że
gdyby poświęcił mi trochę czasu, dał czułość to ja bardzo chetnie
bym przystała na jego pomysły. Tylko on tak od razu przechodzi do
rzeczy gdy ja nie jestem gotowa. A na moje sugestie
odpowiada: ”Dlaczego ma byc tak ja chcę?”. Męczy mnie to strasznie.
Nie wiem co robić. Chciałabym, żeby było dobrze. On sugeruje,
żebyśmy oboje skupili się wyłącznie na drugiej osobie. Tylko ja już
tego nie chcę. Powoli budzi się moja świadomość, że ja też mam prawo
do śmiechu, do własnego realizowania się. Tylko przez te wszystkie
lata zatraciłam siebie. Żyłam tylko dla niego, dla domu, dla pracy.
Zupełnie zapomniałam o sobie. Przestałam panować nad emocjami.
Zżerały mnie ciągłe biegunki. Niestandardowe czynności zaczęły mnie
przerażać. Starciłam wiarę w siebie. Czułam się jak Kopciuszek. On
mógł robić wszystko, spotykać się ze znajomymi, chodzic na imprezy,
mimo że dla mnie potem już czasu nie starczało. A ja wymęczona na
maxa wieczorami myślałam tylko o tym, żeby przyłożyć głowę do
poduszki. Nie miałam swojej odskoczni, żadnych przyjemności, tylko
obowiązki. Nawet przyjemność w sypialni zaczęła jawić się jako
przykry obowiązek i czynność, która miała zapewnić chwilę spokoju,
aż do następnego razu. Zaczęłam nawet chodzić na terapie w celu
zwiększenia samooceny, niestety w wyniku natłoku innych obowiązków
przerwałam ją. Dałam też wypowiedzenie w pracy, znalazła nową bliżej
i teraz zbieram dla niej siły. Nie wiem jak żyć. Chciałabym być
szczęśliwa, zrealizowana zawodowo. Chciałabym również, żeby mąż i
dzieci byli szczęśliwi. Chciałabym więcej szasu spędzać na wspólnej
zabawie. Prawie niemożliwe jest, żeby męża gdzieś wyciągnąć. Jak żyć.
    • rumpa Re: problemy w małżeństwie 18.11.08, 18:17
      zostawiając na boku inne problemy
      no więc co jest złego w tym żeby pójść gdzieś BEZ męża? jestes
      niepełnosprawna i musi Ci wnosić wózek? chyba nie...

      masz w ogóle jakieś przyjaciółki?
      to się odstaw i idż na koncert albo do kina, na ploty do kafei, na
      spacer...
      moja teściowa lat 66 regularnie popyla co niedzielę na rajdy dookoła
      miasta - UWAGA BEZ TEŚCIA!!!!
      a jaka ma figurę - z tyłu liceum a z przodu max 50 lat.

      swoją drogą to cud że po tylu latach w domu, z tak marną samooceną,
      Twój mąż na Ciebie leci
      chyba nie doceniasz
      • anna_no14 Re: problemy w małżeństwie 19.11.08, 12:17
        Nie mam przyjaciólek, mam niską samoocenę i w ogóle zgnuśniała jestem
        • rumpa Re: problemy w małżeństwie 19.11.08, 16:44
          no to od tego zacznij

          bo raczej bez szans żeby z taka Toba zaczął się liczyć, nie?
          bo nie za bardzo jest z kim :(((

          naprawdę, znajdź czas na terapię, nawet kosztem domu i dzieci - bo
          inaczej będzie coraz gorzej

    • kicia031 Re: problemy w małżeństwie 18.11.08, 18:27
      Czytajac to mialam takie wrazenie, ze oboje tak zakalapuckaliscie sie w
      potrzebie obrony siebie i swoich pozycji, ze nie widzicie juz partnera i jego
      potrzeb. I zadne z was nie jesty gotowe ustapic.

      Jest taka ksiazka, ktora mi pomogla: www.therulesbook.com/, jesli czytasz
      po angielsku
      • phantomka Re: problemy w małżeństwie 19.11.08, 18:32
        Po odpowiedziach dziewczyn mam wrazenie, ze czytam zupelnie inny
        watek. W ktorym to kobieta ma w domu samca alfa, egoiste do potegi.
        Normalnie noz sie w kieszeni otwiera, a ta biedna kobieta jest
        odsylana na terapie kosztem dzieci, domu? Owszem jej potrzebna jest
        terapia, zeby wyrwac sie z takiego ukladu i zrozumiec, ze malzenstwo
        to partnerstwo, ale tak naprawde to na terapie nalezaloby kierowac
        jej meza, ktory absolutnie nie dorosl do roli meza i ojca.
        Przede wszystkim musisz uwierzyc w siebie, w to ze z toba naprawde
        wszystko jest w porzadku. Problem jest po drugiej stronie. Wasze
        relacje lozkowe to zgroza dla mnie, pan przychodzi do lozka po swoje
        potrzeby, nie liczac sie kompletnie z toba jako podmiotem a nie
        przedmiotem.
        Jak dla mnie to za dlugo trwa, skoro zadnych zmian nie widzisz.
        • rumpa Re: problemy w małżeństwie 19.11.08, 18:42
          tak, własnie ta pani jest odsyłana na terapię bo to PANI ma problem
          mąż problemu nie ma, robi co chce i jak chce - problem może pan
          zacząc miec jak Pani pójdzie na terapię
          to Pani nie panuje nad własnym życiem, nie ma przyjaciół, nie umie
          wymagac, awanturuje się i zgadza na wszystko, generalnie nie za
          bardzo wie kim jest, czego chce i jak to osiągnąć - innymi słowy to
          Pani MUSI albo i nie musi w sumie sie tego wszystkiego nauczyć -
          DOROSNĄĆ

          Inaczej jak Pani sie nawet pozbedzie dupka ( którego być może moxna
          wychować, nie wiem) to się okaże że pozostaje jej jedynie czekanie
          na anioła - które jak wiemy przede wszystkim są rodzaju nijakiego i
          na Ziemi zdarzają sie rzadko

        • kicia031 Re: problemy w małżeństwie 20.11.08, 09:35
          Moze i masz racje phantomka. ja przyznam szczerze, ze widze to
          inaczej. Widze dwoje bardzo zawzietych ludzi, ktorzy nie umieja ze
          soba rozmawiac. Widze po obu stronach przekonanie, ze ma byc tak jak
          ja chce i nie ustapia za nic w swiecie. widze wiele slusznych
          pretensji do meza ale tez widze, ze w wielu sytuacjach cokolwiek by
          nie zrobil, to byloby zle.

          ja to odczytuje tak, ze autorka watku popelnia blad
          charakterystyczny dla kobiet - nie stawia granic, godzi sie na pewne
          nieodpowiadajace jej zachowania, a potem jest z tego powodu wsciekla
          i agresywna. Musi sie nauczyc postepowac dokladnie odwrotnie - byc
          spokojna, konretna, sympatyczna, a jednoczesnie - bez gniewu, ale
          za to konsekwentnie bronic sie przee sytuacjami, ktore traktuje jako
          naduzycie. Sex jest dobrym przykladem - dlaczego nie mozna milo
          powiedziec - kochanie, nie jestem jeszce gotowa, popiesc mnie
          jeszcze chwilke, tylko zacyznac przepychanki pod tytulem bedzie tak
          jak chce, albo nie bedzie w ogole? po za tym jest kwestia nagrody -
          jesli maz zachowuje sie lepiej niz przecietnie w jakiejs sytuacji,
          to powinien zostac nagrodzony, nawet jesli jest to zachowanie u
          innych ludzi po prostu normalne... dzieki temu bedzie widzial, ze
          oplaca sie zachowywac przyzwoicie.
          • anna_no14 Re: problemy w małżeństwie 21.11.08, 10:32
            dziękuje wszystkim za wnikliwą analize, Myślę ze wszystkie macie
            rację. Ja zaczynam od odbudowy własnej wysokiej samooceny i od próby
            określenia siebie. Trochę sie w tym wszystkim zagubiłam.
            • olenka_a Re: problemy w małżeństwie 23.11.08, 15:56
              Zacznij myśleć o sobie, to na facetów działa rewelacyjnie.
              Mi/nam pomogły ksiązki:
              kochać z otwartymi oczami?
              Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?

              a jak chcesz to napisz do mnie na gazetowego to trochę więcej Ci
              opowiem o budowaniu własnej wartości i relacjach damsko-męskich.
              • kornela24plus Re: problemy w małżeństwie 14.01.09, 17:54
                Ja mam podobne problemy w małżeństwie tylko u mnie to już jest chyba zapózno na ratowanie związku. Też były ciągłe awantury o seks. A czym więcej było kłótni tym więcej padało obrażliwych słów ze strony męża, a to z kolei powodowało, że jeszcze bardziej nie miałam ochoty na jakiekolwiek zbliżenia no i stworzyło się z tego błędne koło. Teraz już wogóle nie sypiamy ze sobą. Mieszkamy obok siebie niby formalnie jesteśmy małżeństwem. Dlatego jeżeli u ciebie sprawy nie zaszły tak daleko ratujcie swój związek bo nic nie ma sensu bez rodziny.
Pełna wersja