Jak żyć wbrew sobie???

25.11.08, 16:25
Jestem osobą, która zawsze wyznawała ściśle określone zasady w temacie
kontaktów damsko męskich, która miała konkretne cele i potrzeby odnośnie życia
rodzinnego. Nigdy nie zadałabym się z żonatym facetem ani nie chciała być z
kimś, kto ma dziecko, ponieważ dla mnie najważniejszym celem zawsze było
stworzenie silnej, stabilnej i ciepłej rodziny w tradycyjnym tego słowa
znaczeniu. To nie tylko jakaś moja zachcianka, ale też głęboko zakotwiczona
potrzeba, której realizacja jest dla mnie czynnikiem koniecznym do bycia
szczęśliwą.

Jego poznałam przez internet. Zwyczajny facet, bardzo sensowny i
odpowiedzialny, zachwycony moim podejściem do życia, szczerością itp. Na
pierwszym spotkaniu pytałam czy jest żonaty, bo mam świadomość, że różni
mężczyźni szukają w internecie "rozrywki". Powiedział, że nie. Spotkaliśmy się
kilka razy (200 km między naszymi miastami), potem wyjechaliśmy razem na długi
weekend. Wróciłam zakochana. Przyjechał do mnie jeszcze tego samego dnia,
którego się rozjechaliśmy do swoich miast. Powalił mnie informacją, że się we
mnie zakochał i że ma żonę (rozwodzi się) i małe dziecko. Przegoniłam go, bo
znam siebie i wiem, że to dla mnie zbytnie obciążenie emocjonalne. Błagał o
szansę, bo idealnie do siebie pasujemy itp. Byłam twarda, mimo, że czułam, że
to taki facet na zawsze. Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. On był
zachwycony, bo to "zrządzenie Boskie", bo los chciał, żebyśmy byli razem.

Jesteśmy razem. Mamy prawie 5-miesięcznego synka. Bez przesady mogę
powiedzieć, że to było zrządzenie losu i że bardzo się kochamy. Stanowimy
dobraną parę.

Niestety żona (sprawa rozwodowa w toku) i dziecko nie zniknęli, a ja nie umiem
sobie poradzić ze świadomością ich istnienia. Mam wrażenie, że moja rodzina
nie do końca jest moja. W dodatku żona przypomina o swoim istnieniu kilka razy
w tygodniu. A jego małego dziecka nie jestem w stanie oglądać, tak mnie boli
wręcz. Jak widzę jak go łapie za rękę to mi serce pęka. W dodatku mam
wrażenie, że kocha go bardziej niż naszego (powiedział kiedyś, że dla faceta
dziecko istnieje dopiero jak można z nim pograć w piłkę). Na domiar złego
bałam się o swojego synka, bo tamten był dla niego agresywny i poprosiłam,
żeby spotykał się z nim po za naszym domem.

Uwikłałam się w coś z czym sobie nie radzę i żyje wbrew sobie i swoim zasadom
i nie wiem jak z tego wybrnąć. Zastanawiałam się czy odejść, ale widzę jak
nasz synek jest wpatrzony w tatę i nie mam sumienia mu tego zrobić. A jeśli
zostanę, to już chyba zawsze będę nieszczęśliwa, bo nie umiem się pogodzić z
obecnością obcych dla mnie ludzi w moim życiu.

Ja wiem, że najlepiej wziąć się w garść, ale nie umiem tak po prostu się
pogodzić z tym wszystkim i zapomnieć o swoich przekonaniach czy wyobrażeniach
o "prawdziwej rodzinie". Nigdy nie kazałabym mu odciąć się od dziecka, bo sama
mam własne i wiem, że to nieludzkie by było. Ale wiem też, że to jedyny jak
dla mnie sposób uwolnienia się od jego przeszłości, z którą sobie nie radzę.
Obawiam się, że bez psychologa się nie obejdzie, ale liczę na rady osób, które
znalazły się w podobnej sytuacji i poradziły sobie z nią.
    • moreno68 Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 16:58
      Strasznie egoistyczne to co piszesz.Chyba słowo ja potrafisz
      odmieniac przez wszystkie przypadki.
      Twój obecny partner miał rodzine ,jeżeli masz tak silne zasady
      moralne mogłaś dziecko wychowywac sama.
      ,,Niestety żona i dziecko nie znikneli,,...A jak mieli zniknąc?
      Wierzysz w bajki?Chciałabyś faceta który nie utrzymuje okntaktu z
      własnym dzieckiem.Okrutna z Ciebie egoistka ale ważne że z twardymi
      zasadami moralnymi;)
      • gatsien Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 17:07
        Krytyczna wobec siebie jestem bardzo i na samą siebie mam dużo gorsze słowa niż
        Ty na mnie.
        A tu napisałam, żeby ktoś doświadczony poradził mi co z tym zrobić, bo sama nie
        potrafię się ze sobą uporać, a nie żeby ktoś mnie krytykował czy użalał się nade
        mną.
        • nomya Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 17:13
          Jakie "gorsze" słowa masz na myśli? Użytkownik o nicku moreno coś tam wcale Ci w
          żaden sposób nie ubliżył, napisał swoją opinię w temacie i słuszną zresztą.
          Szukasz porady co z "tym" zrobić? Proszę bardzo, pogódź się z sytuacja, że
          partner ma dziecko, a Ty i Wasze dziecko nie jesteście jedynymi pępkami świata w
          tej rodzinie albo zwyczajnie odejdź od niego.
        • moreno68 Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 18:17
          I otrzymałaś ode mnie odpowiedz.Albo dorośniesz, zaakceptujesz i
          będziecie tworzyc rodzine albo rozstań się i żyj w zgodzie z
          zasadami.
          Eutanazja w Polsce jest niedopuszczalna;)
      • nomya Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 17:10
        To samo sobie pomyślałam, ale jednak na pewno nie uważam, że ma twarde zasady
        moralne- zasady moralne podpina pod siebie tak jak jej wygodnie. Dla niej
        przeszkoda zapewne jest tylko i wyłącznie kasa partnera, która zamiast iść na
        nią/jej dziecko, w pewnej części idzie na pierwsze w postaci alimentów i tu jest
        pies pogrzebany.

        Moim skromnym zdaniem, facet ja zwyczajnie w balona zrobił, a ona mimo tego,
        brnęła w to dalej, zaszła w ciążę, a teraz nie potrafi sobie poradzić z
        zazdrością o jego pierwsze dziecko.
        Amen
    • eve.mendes Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 17:23
      pochodzisz z rozbitej rodziny? bo jakieś takie wrażenie odnoszę...

      związek z kimś kto miał rodzinę, ma dziecko czy dzieci nigdy nie
      jest łatwy, oni zawsze będą obecni w jego życiu a i z byłą żoną
      będzie się kontaktował - nic na to nie poradzisz

      i masz dwa wyjścia - albo to zaakceptujesz albo się rozstaniecie,
      inaczej nie da się żyć

      piszesz że jedyny sposób to uwolnić się od jego przyszłości a moim
      zdaniem jedyny sposób to zmodyfikowanie Twoich wyobrażeń
      o "prawdziwej rodzinie"

      idąc Twoją logiką - jeśli się rozstaniecie będziesz nieszczęsliwa bo
      ta ciepła rodzina się rozpadnie, a i Ty chyba nie zwiążesz się z
      nikim innym bo to już też nie będzie to o czym marzylaś...
    • marianka_marianka Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 17:57
      Zaplątałaś się w tą sytuację tylko dzięki sobie. Określasz siebie jako osobę "moralnie mocną" a idziesz do łóżka z facetem, o którym nawet nie wiesz podstawowej rzeczy: czy jest żonaty? Na pewno można było to sprawdzić - 200 km to nie koniec świata. Związałaś się z facetem, który zaczął związek z Tobą od kłamstw. Jeżeli byłby taki "odpowiedzialny" jak o nim piszesz, to powiedział by o swojej sytuacji zaraz na początku znajomości, oznaczałoby to, ze traktuje Cię poważnie. Nie wiem co można Ci doradzić w takiej sytuacji. Jego była żona i dziecko nigdy nie znikną - jeżeli chcesz z nim zostać - musisz się z tym pogodzić. I planuj swoje życie biorąc ich obecność pod uwagę.
      • beata_4 Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 18:47
        "Bez przesady mogę powiedzieć, że to było zrządzenie losu i że
        bardzo się kochamy. Stanowimy dobraną parę." A za chwilkę piszesz że
        zastanawiasz się nad rozstaniem. To może zdecyduj się czy jesteś
        szcęśliwa czy nieszczęśliwa w tym związku.
        • izabeladrozd Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 19:06
          hej kobitka prosila o rade i co dostala cios w plecy kazda z nas jest egoistka
          jesli chodzi o dzieci to znaczy kazda chce dla dziecka jak najlepiej ja nie
          jeste w takiej sytlacji moze po prostu usiadz i z nim porozmawiaj co czujesz i
          moze on zamiast przywozic swoje dziecko do was spotyka sie z nim w stary miescie
          np przez weekend a ty w tym czsie bedziesz miala czs dla siebie i dziecka idz do
          psychologa i zobacz co on ci powie bo tu nikt nie da ci rady tylko pretensje a
          nie jest twoja winna bo gdy bys wiedziala ze jest z kims to bys z nim nie byla a
          milosc to jedno a problemu zycia codzinnego to co innego ja tez bym nie zniosla
          ze maz ma inne dzieci z inna kobieta choc lubie dzieci wszystkie ale to nie
          kwestja dziecka tyko sytlacji i znam wiele takich przypadkow ze obecny facet
          chcialby zeby dziecko nie jego zniknelo i malo tego wiedzieli o nich zanim sie
          zwiazali z jego matka a ty zostalas oszukana pozdrawiam
          • marzeka1 Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 19:29
            "Niestety żona (sprawa rozwodowa w toku) i dziecko nie zniknęli, a ja nie umiem
            sobie poradzić ze świadomością ich istnienia."- no na księżyc nie wyjadą, wiedziałaś,że są, ba- bedą zawsze, do dorosłości dziecka będzie płacił alimenty, spotykał się i - dla ciebie pewnie o zgrozo!- kochał to dziecko, które dla ciebie zostawił. Jeśli nie zaakceptujesz istnienia eks żony i dziecka z 1 małżeństwa, tak naprawdę wam się nie uda.
    • zielonaporzeczka Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 19:36
      Moim zdaniem psycholog to jedyne wyjście. Jeśli udasz się po poradę, a może
      zdecydujesz o terapii możesz wygrać naprawdę szczęśliwą rodzinę. Może nie
      dokładnie taką o jakiej marzyłaś, ale kochający i pasujący do Ciebie facet oraz
      dziecko to na prawdę dużo. Powiem z własnego doświadczenia, że uczucie zazdrości
      o tamto dziecko przynajmniej u mnie zmalało do zera, a kontakty są teraz po
      kilku latach, na prawdę super. Może więc czas też pomoże Ci sie z tym uporać.
      Nie zapominaj też, że jesteś niestety współodpowiedzialna za tą sytuację, no
      chyba, że wierzyłaś że za pierwszym razem to sie nigdy nie zachodzi...
      Zdecydowanie jednak polecam odwiedzić psychologa.
    • ja_inaczej Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 19:47
      Przepraszam ale mozesz nie mieszac BOGA do twoich poczynan? BOG mowi
      takze o wstrzemiezliwosci przed malzenskiej o tym ze co on polaczy
      niech czlowiek nie rozlacza.Dlaczego tych przykazan nie uszanowalas?
      Dlaczego akurat powolujesz sie na cud istnienia? Dziecko jest
      zrodzone w grzechu rozbils czyjas rodzine .Bardziej widze tu
      maczane palce diabla niz Boga. Pasujecie do siebie?? YHy tak oprocz
      tej malej istoty zwanej dzieckiem i bylej zony?

      Zbudowalas swoje szczescie na nieszczesciu no to teraz plac.

      "Zastanawiałam się czy odejść, ale widzę jak
      > nasz synek jest wpatrzony w tatę i nie mam sumienia mu tego zrobić"

      Tamta kobieta tez tak pewnie myslala.

      Wiem mozesz napisac ze ona go nie kochala, ze (tu 101 tekstow jakie
      juz czytalismy o braku zrozumienia i biednym misku).


      Rada. Dorosnij to ty sie wpakowalas do rodziny tego dziecka nie ono
      do twojej.



    • gatsien Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 20:16
      Dziękuję tym z Was, które potraktowały mnie poważnie i doradziły w oparciu o
      swoje doświadczenia. Mam wrażenie, że kilka z Pań odpowiadających na mojego
      posta szuka okazji, żeby wylać swoje pokłady złości na przypadkową osobę
      proszącą o pomoc i rady.
      • ja_inaczej Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 21:30
        Mam wrażenie, że kilka z Pań odpowiadających na mojego
        > posta szuka okazji, żeby wylać swoje pokłady złości na przypadkową
        osobę
        > proszącą o pomoc i rady.


        yhy bo przeciez wszystkie jak jeden maz powinnysmy pochwalac kobiete
        ktora istotnie dolozyla sie do rozbicia rodziny, a na dodatek nie
        znosi 1 dziecka meza.Malo tego maznie moze spotykc sie nawet z nim
        wdomu bo podobno dziecko jest agresywne. A jakby bylo wasz tez by w
        internacie albo dd mieszkalo, bo podobno adresywne?

        Ocenilysmy cie tak jak sie przedstawilas.
        • gatsien Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 21:54
          Nie oczekiwałam pochwał ani współczucia, tylko jak już pisałam, rad jak
          rozwiązać sytuację, w której się znalazłam od osób, które mają w tej kwestii
          doświadczenie.
          A rodziny żadnej nie rozbiłam, bo jak się poznaliśmy, to pozew rozwodowy był już
          złożony.
        • zielonaporzeczka Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 21:55
          Tylko, że dziewczyna nie prosiła o ocenę a o RADĘ. Jeśli masz do powiedzenie
          tyle, że cieszysz się z jej "nieszczęścia" bo sama sobie zasłużyła to chyba
          lepiej sobie darować. Ja też nie popieram jej postępowania ale nie mnie to
          oceniać, mogę jedynie powiedzieć co według mnie mogłoby jej pomóc.
          Czekanie na wątek kogoś skruszonego i załamanego tylko po to żeby móc wylać swój
          jad, też jak najbardziej nadaje się na terapię.
          • ja_inaczej Re: Jak żyć wbrew sobie??? 25.11.08, 22:30
            cieszysz się z jej "nieszczęścia" bo sama sobie zasłużyła to chyba
            > lepiej sobie darować

            Dlaczego? Dlaczego nie mam napisac tego co wiele czuje ale nie
            maodwagi napisac?Kobieta rozbila malzentwo.Dolala ognia do oliwy.Nie
            mamy pewnosci czy by sie nie dogadali, nie poszli nateriapie gdyby
            se znim nie puscila i nie wpadla.(ps. jest cos takiego jak
            antykoncepcja) i teraz gdy rozbila rodzine mam jej zalowac bo zonka
            i dziecko nie znikneli?Kobiety ktorej dziecko partnera ma spotykac
            sie w terenie bo ona go nei znosi , bojest podobno agresywne?

            cieszysz się z jej "nieszczęścia" bo sama sobie zasłużyła to chyba
            > lepiej sobie darować

            dlaczego nie? dlaczego nie powiedziec jej co sie o nie mysli?
            Kobiecie ktora powoluje si ena moralnosc a tak naprawde wie o nie
            tylko tle ile potzrebuje na wlansy uzytek? piekne slowka ktorymi sie
            mani a za ktorymi nic nie bylo..
            Z jednej strony wymarzona rodzina a z drugij rysa na szkle - pasierb
            i ex zona tyko kto byl pierwszy?kto jest problemem?

            > jad, też jak najbardziej nadaje się na terapię.


            A ile jadowitych odpowiedzi widzialas moich na ty forum?
            POdpowiem "0 " Powtorze zero.Sorki ale zero litosci dla
            puszczalskich panien o "WZNIOSLYCH" idealach majach tyle wspolnego z
            wzniosloscia co diabel z niebem.




            • ajmj Re: Jak żyć wbrew sobie??? 26.11.08, 06:36
              Fanatyczce religijnej - podziękujemy;) Do poprzedniczki:)

              Autorko wątku - uwierz, ze da sie żyć i można być szczęsliwą.
              Najważniejsza jest Wasza miłość i chęci, aby tworzyć fajna rodzinkę
              Czas także zrobi swoje.

              Pozdr i głowa do gory
              • ziuta2040 do autorki wątku 26.11.08, 06:47
                hej

                moim zdaniem nie masz innego wyjścia (bo go kochasz) musisz
                zakceptować sytuacje. nie jest to proste. sama możesz sobie nie
                poradzić.doradzałabym psychologa.
                jestem młodą matką. też EGOSITKĄ, bo chce aby moje (nasze) dziecko
                było najważniejsze dla mojego męża. i mam to szczeście że
                nie tworzył wczrśniej formalnego związku.
                egoizm jest naturalny, ale Ty masz utrudnioną sytuacje i reagujesz
                na nią depresyjnymi myślami.
                wiesz dla mnie to jakas tam przeszkoda,z którą trzeba sobie poradzić.
                nic wiecej i nic mniej. taką każdy może spotkać na swojej drodze, by
                uczyć sie dorstać trzeba takie pokonywać i tylko tyle i aż tyle.
                nie zawsze jest tak jak chcemy a jednak musimy jakoś żyć.
                trzymaj sie. nei zajmuj sie już IDEALNĄ RODZINĄ-ZAJMIJ SIE SWOJĄ
                RODZINĄ. nie analizuj w koło swojego kregosłupa moralnego, trzeba
                sie zając przyziemnymi sprawami, ile razy ma sie mąż widywać z
                dzieckiem, unormować stosunki z żoną, porozmawiaj i poznaj jego
                zdanie, bedzie Ci latwiej, nie chciał byc z tamtą. chce być z
                Tobą.trzymaj sie tego....
            • zielonaporzeczka Re: Jak żyć wbrew sobie??? 26.11.08, 10:03
              "cieszysz się z jej "nieszczęścia" bo sama sobie zasłużyła to chyba
              > lepiej sobie darować

              Dlaczego? Dlaczego nie mam napisac tego co wiele czuje ale nie
              maodwagi napisac?Kobieta rozbila malzentwo.Dolala ognia do oliwy.Nie
              mamy pewnosci czy by sie nie dogadali, nie poszli nateriapie gdyby
              se znim nie puscila i nie wpadla.(ps. jest cos takiego jak
              antykoncepcja) i teraz gdy rozbila rodzine mam jej zalowac bo zonka
              i dziecko nie znikneli?Kobiety ktorej dziecko partnera ma spotykac
              sie w terenie bo ona go nei znosi , bojest podobno agresywne?"

              Dlatego, że nie jest to forum "rzucamy się przeciwnikom do gardła" tylko forum
              eksperckie, a opinie takie jak Twoja nie wnoszą NIC. Nie mówię, że nie możesz
              mieć własnego zdania, owszem możesz ale jeśli nie stać Cię na radę bo po prostu
              ziejesz nienawiścią to tylko zaśmiecasz wątek. Widziałaś kiedy rady eksperckie w
              stylu: trzeba było tyle nie jeść (problemy z nadwagą), trzeba było krócej
              trzymać bachora (problemy wychowawcze) albo trzeba było pomyśleć wcześniej
              (każdy inny problem)? Nie, bo talie odpowiedzi NIC nie wnoszą, nikomu nie
              pomogą, mogą jedynie poprawić Ci humor i sprawić, że poczujesz się lepszą od
              autorki wątku.
              Powołujesz się na Boga, ciekawe czemu tak trudno Ci dostrzec o ironio, że jesteś
              tą która z lubością pierwsza rzuca kamieniem...
              • ja_inaczej Re: Jak żyć wbrew sobie??? 26.11.08, 10:44
                No tak porzeczka kto lepiej jak TY moze zrozumiec autorke. W koncu
                mialas ten sam problem z swoja pasierbica. I tez maz podobno trzasl
                sie nad nia.

                Wart pac palaca.
                a CO DO RADY- To rade jej udzielilam.Gdybys tak slepo nie brnela w
                dostosowanie zasad do swoich potrzeb to bys zauwazyla.

                Mozesz sobie na mnie pojezdzic , prosze ale i tak nie ja 1 jej
                zwrocilam uwage na JA /MOJE odmieniane w kazdej formie. A zło
                wraca kazdy Ci to powie.I ta obluda" BO SYNUS TAKI W TATE
                ZAPATRZONY "...To ona krzywdzi dziecko a nie dziecko ja? i mam ja
                glaskac?..

                wolne zarty.

                Ps. forum jest publiczne i pisac moze kazdy.
    • mamapodziomka Re: Jak żyć wbrew sobie??? 26.11.08, 11:28
      Uwiklalas sie niezle i mysle, ze rzeczywiscie sporo bylo w tym przypadku, skoro
      po informacji o zonie z gosciem zerwalas. Mysle tez, ze sporo problemow ma
      podloze nie w istnieniu eksi i dziecka, ale w tym, ze tej decyzji nie podjelas
      dobrowolnie. Nikt nie lubi byc zaskakiwany i w sumie przymuszany do
      czegokolwiek, a patchworkowa rodzina tak czy siak latwa nie jest.

      Tez chyba polecalabym wizyte u psychoterapeuty, bo takie szarpanie sie na
      dluzsza mete nie jest dla nikogo dobre. Byla rodzina nie zniknie, Wasze dziecko
      nie zniknie, klamstwo na samym poczatku tez nie. To wszystko juz sie stalo,
      teraz mozna tylko poukladac przyszlosc, chociaz na pewno nie bedzie to latwe,
      dla nikogo. Ani dla Ciebie, ani dla partnera (bo na pewno Twoja zazdrosc o
      dziecko nie jest dla niego latwo), a tym bardziej dla dzieci.

      Dla Twojego synka z pewnoscia tez byloby lepiej miec kontakt z rodzenstwem,
      nawet jesli tamten maluch bywa zazdrosny i lekko agresywny. Oczywiscie trzeba
      uwazac, ale izolowanie to tez nie jest sposob na rozwiazanie problemow, bo Wasze
      stosunki nie beda sie przez to polepszac.

      Trzymaj sie, daj sobie czas na odzalowanie "idelanej rodziny" o ktorej marzylas,
      a ktorej nie bedzie. Sytuacja nie jest latwa, ale mozliwa do rozwiazania, tylko
      bedzie to wymagalo od was wszystkich zaangazowania, pracy i czasu. Ale koniec
      koncow moze byc naprawde bardzo fajnie. Mysle tez, ze formalny rozwod tez moze
      troszke pomoc, moze troche Cie uspokoi, mniej bedzie szarpaniny. Mimo, ze
      podczas rozprawy rozwodowej zobaczylam eksa po raz pierwszy od ponad 3 lat(!) to
      i tak mi ulzylo, bo juz nie musialam o tym wiecej myslec.
    • sanciasancia Re: Jak żyć wbrew sobie??? 26.11.08, 11:42
      Wstrętna I-sza żona. I cała I-sza rodzina.
      Powinni przestać się narzucać i cierpieć w milczeniu w jakimś odległym
      geograficznie miejscu. Np. w Kalkucie, pomagając biednym. Tam ludziom jest w
      końcu gorzej.
      • wielbicielnaruto nie przejmuj się komentarzami tylko: 26.11.08, 12:02
        1. Wyprostuj sprawę z mężem. Najpierw odpowiedz sama sobie czy
        jesteś w stanie zaakceptować istnienie jego dziecka z inną oraz eks
        żony. Jeżeli nie postaw mu sprawę jasko - nie zniesiesz tego. Albo
        się żegnamy albo pan płaci alimenty na dziecko poprzednie ale
        kontakty się urywają lub uzgodnienia nie istnieją w Twojej
        obecności. Co on na to. Jego reakcja będzie wyznacznikiem dla ciebie.
        2. Można było zaradzić całej sytuacji przez aborcje, środki poronne
        itd. Czyli jednak chciałaś dziecka z nim? (tego tu nie rozumiem).
        3.Utrzymanie - masz prawo wystąpić o alimeny. Od razu mówię - jeżeli
        facet nie ma rozwodu, a chcesz z nim być, to bedzie miał przesrane
        przez najbliższe 20 lat. Twoje alimenty będą dowodem jego winy,
        przez co na byłą żonę będzie musiał płacić więce kasy. Jedno jest
        powiązane z drugim.
        4. Zastanów się jak będzie (czy nie będzie) wyglądał Wasz związek na
        dłużą metę.
        • gatsien Re: nie przejmuj się komentarzami tylko: 26.11.08, 12:41
          Dla mnie opcja innego rozwiązania niż urodzenie dziecka nie wchodziła nawet w
          rachubę. On jak się dowiedział, że jestem w ciąży był mega szczęśliwy i do dziś
          mówi, że dzięki małemu ma mnie, bo wie, że gdyby nie on, to sprawy inaczej by
          się potoczyły.
          Z żoną sytuacja jest jasna i dla niego i dla niej. Nie są razem, bo na długo
          przed moim pojawieniem się źle się u nich działo. Nie jestem typem, co winę
          zwala na nią, bo żyje z nim i często rozumiem ją i czemu im nie wyszło.
          A z nim często i o wszystkim rozmawiamy i on wie jak się czuję i wie, że
          świadomie nie zdecydowałabym się na taki związek. Jest gotów zrobić dla mnie
          wszystko i wiem, że deklarację taką traktuje bardzo dosłownie. Ja nigdy w życiu
          nie poprosiłabym go, żeby ograniczył kontakt z dzieckiem (nawet jeśli
          egoistycznie po cichu o tym marzę). Poza tym, gdyby to zrobił, nie szanowałabym
          go i bała się, że któregoś dnia mógłby zostawić nasze dziecko.
          Potrzebuje tylko jakoś uporać się ze swoimi myślami, że nie jest oddany w 100%
          naszej rodzinie, bo ma kogoś kogo bardzo kocha, a kto dla mnie jest zupełnie
          obcy. Nie wiedziałam, czy takie uczucia z czasem przechodzą czy nie.

          Dzisiaj znalazłam tu forum dla macoch i teraz wiem, że więcej niż połowa kobiet,
          które w dodatku świadomie wiązały się z facetami z ex-rodzinami ma podobne myśli
          jak ja i że żadnej nie jest łatwo...
          • marianka_marianka Re: nie przejmuj się komentarzami tylko: 26.11.08, 14:47
            >Dzisiaj znalazłam tu forum dla macoch i teraz wiem, że więcej niż połowa kobiet, które w dodatku świadomie wiązały się z facetami z ex-rodzinami ma podobne myśl i jak ja i że żadnej nie jest łatwo...

            Wierzę Ci, że to niełatwe. i współczuję sytuacji.
            Komentarze, które dostałaś na forum nie mają Cię dołować czy pogrążać, ale mają jeden cel - uświadomić Ci błędy które popełniłaś. A właściwie jeden główny: związałaś się z facetem, o którym nie wiedziałaś NIC i zrobiłaś sobie z nim dziecko. Twoje "cierpienia duchowe" to konsekwencje Twoich czynów. Tylko to chcemy Ci uświadomić. Uwierz mi, że jak powiesz sobie: ok, popełniłam duży błąd, ale życie toczy się dalej i dam sobie z tym radę. KAŻDY z nas popełnia błędy (ja też mam ich kilka na sumieniu), ale dorosłość niestety polega na tym, że to my musimy za nie odpowiadać. Dobrze, że znalazłaś sobie to forum, być może tam znajdziesz, coś co pomoże Ci pozytywnie spojrzeć w przyszłość. Tego Ci życzę:)
          • lilaa Re: nie przejmuj się komentarzami tylko: 26.11.08, 17:00
            a moze podejdz do tego inaczej.
            Jest dziecko, niewinne niczemu. Jest twoje dziecko rowniez niewinne niczemu.
            Czy pomyslalas ze to rodzenstwo? Pomyslalas ze moze kiedys jesli zaczniecie juz
            teraz ich ze soba kontaktowac stana sie dla siebie bardzo wazni????
            Dzieci szybko akceptuja zmienne sytuacje, i jesli beda ze soba od tak wczesnego
            wieku jest duza szansa na przyjazn miedzy nimi.

            nie badz egoistka, pomysl o swoim dziecku, nie masz pewnosci ze bedziesz miala
            kolejne, moze lepsze rodzenstwo przyrodnie niz zadne???

            Jak to sie mowi? poznaj wroga, otworz drzwi do domu i poznaj to dziecko, moze
            byc ciezko ale napewno nie nudno... ja tak zrobilam - polecam.
    • kicia031 wiecej szczescia niz rozumu 26.11.08, 12:23
      No coz, zreasumujmy:
      poznalas pana przez internet, kilka razy widzialas goscia na oczy,
      ale juz sie z nim zakochalas. Zaciazylas z facetem, o ktorym
      wiedzialas tylko tyle, ile sam ci o sobie powiedzial, ktorego
      rodziny ani znajomych nie znalas, ktory mogl nie tylko okazac sie
      zonaty, ale takze miec kryminalna przeszlosc, piecioro dzieci z
      roznych zwiazkow i co tak sobie jeszcze mozna wymyslic.

      biorac pod uwage te piramidalna glupote, uwazam, ze wyladowalas
      calkiem neizle i powinnas codzien krzyzem lezec przed oltarzem, ze
      facet tylko cie oklamal w kwestii stanu cywilnego, a nie porzucil z
      dzieckiem albo dzgnal nozem i wrzucil do rzeki dla przykladu, zebys
      mu nie zaklocala poukladanego zycia.

      W tej chwili mam dla ciebie tylko jedna rade - poukladaj sobie jak
      najszybciej w glowie swoj stosunek do starszego brata twojego
      dziecka i pierworodnego syna twojego meza. Z pomoca terapeuty, jesli
      to niezbedne.Dla dobra wlasnego i wlasnego dziecka.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jak żyć wbrew sobie??? 28.11.08, 00:16
      Być może istnieje dodatkowy problem w akceptacji opisanej przez Panią sytuacji
      niż, tradycyjne już, negatywne uczucia do pasierba i do byłej żony Pani
      obecnego partnera.
      Na początku swojego postu bardzo wyraźnie zakreśliła Pani i opisała swoje zasady
      i wartości, które następnie dość szybko , Pani załamała. Wchodząc w związek
      odbiegający od Pani ideałów i zakotwiczonych potrzeb naraziła Pani na szwank
      swoją wewnętrzną instancję, którą fachowcy nazywają superego. Szybka ciąża z
      żonatym jeszcze mężczyzną to dla Pani mogła być trudną do asymilacji sytuacją,
      bo zrodziła konflikt między Pani własnymi wartościami. Nienarodzone dziecko jako
      wartość oraz własna idealna i nieskazitelna rodzina jako druga wartość. Stan
      zakochania i chęć bycia z tym konkretnym mężczyznąią stał na przeciw kolejnym,
      już bardziej intymnym Pani potrzebom.
      Często w sytuacjach, w których trzeba unieść swój własny konflikt łatwiej go
      przerzucić na innych. W Pani przypadku ofiarami tej strategii stała się była
      rodzina Pani partnera. To oni, szczególnie syn, na co dzień, są tymi, w
      których widzi Pani pzyczynę złamanie swoich zasad. Trudno ich wtedy lubić czy
      zbliżać się do nich. Są jak stały wyrzut sumienia. Może warto popracować nad
      własną pryncypialnością. Ułatwi to Pani życie i życie z Panią. Pozwoli też
      otworzyć się na innych widzianych z mniej idealistycznej perspektywy.
      Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja