Uderzyl mnie przy dziecku

29.11.08, 11:17
Witam,wlasnie taka sytuacja miala miejsce.Synek ma dopiero 6 m-cy i wierze
(chce wierzyc) ze pomimo szoku jaki przezyl,nie wplynie to na jego
psychike.Maz pochodzi z rodziny w ktorej ojciec znecal sie nad matka i
nim.Wydaje MU sie ze robi wszystko by nie byc takim jak jego
ojciec.Podejrzewam u meza bardzo niskie poczucie wlasnej wartosci i nie
leczony syndrom ADHD w dziecinstwie.
Po tym "incydencie" maz oczywiscie sie rozplakal,powiedzial ze nie wie jak to
sie stalo,jestesmy dla niego najwazniejsi etc.Gdy powiedzialam mu ze ma
problem,jest emocjonalnie okaleczony prez swoich rodzicow i cos z tym trzeba
zrobic,w odpowiedzi uslyszalam:"bo ty,to...,nie trzeba bylo zrobic
tego...powiedziec tamtego...".W tej sytuacji nie kontynuowalam tematu.Szczerze
mowiac to ze mnie uderzyl,a takze to pozniejsze "wyznanie milosci" nie ma dla
mnie najmniejszego znaczenia.Przyzwyczailam sie do zycia w ciaglym napieciu,bo
wszystko moze u niego wywolac agresje lub nadmierna ekscytacje,reakcje
niewspolmierna do sytuacji/problemu.To dla mnie duzy stres bo wynioslam z domu
zupelnie inne schematy zachowan.
Chodzi mi tylko o syna.Czy w takiej atmosferze uda mi sie go wychowac na
czlowieka zrownowazonego i szanujacego innych?Czy moge jakos zatrzymac ta
dziedziczna przemoc na pokoleniu mojego meza?Czy jest jakis sposob zeby
uswiadomic mu ze potrzebuje pomocy,byc moze terapeuty(nie wiem czy jego ego by
to znioslo...)?
Niestety nie mam z kim o tym porozmawiac(uchodzimy tez za wzorowe
malzenstwo).Moze po prostu JA potrzebuje kubla zimnej wody,zeby cos z tym zrobic.
Mialo byc krotko,przepraszam za dlugi post.
Pozdrawiam
    • marzeka1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 11:44
      Często zasada jest taka: przemocowiec uderzł raz, uderzy drugi. A tłumaczenie będzie takie, jak u twojego męża: "bo ty...".
      "Przyzwyczailam sie do zycia w ciaglym napieciu,bo
      > wszystko moze u niego wywolac agresje lub nadmierna ekscytacje,reakcje
      > niewspolmierna do sytuacji/problemu.To dla mnie duzy stres bo wynioslam z domu
      > zupelnie inne schematy zachowan."- a DLACZEGO uważasz,że do takich rzeczy należy się przyzwyczaić??? przecież fundujesz dziecku powtórkę z "rozrywki" z dzieciństwa twojego męża,dziecko też będzie widziało,że ojciec będzie znęcał się nad matką i koło się zamyka. Sprawy nie rozwiąze deklaracja miłości ze strony męza i powiedzenie,że już nie będzie. Bo będzie.

      "Czy jest jakis sposob zeby
      > uswiadomic mu ze potrzebuje pomocy,byc moze terapeuty(nie wiem czy jego ego by
      > to znioslo...)?"- a może należy mieć -wybacz dosadność- w dupie rgo męza i po prostu postawić sprawę na ostrzu noża, bo szykuje ci się związek z przemocowcem, a pewnie nie taki wzór chce dać swojemu dziecku.No chyba że ważniejsze dla ciebie będzie "co ludzie powiedzą', bo uchodzicie za wzoreowe małżeństwo", wiele osób właśnie w obronie czegoś takiego jest w stanie duuużo znieść. Ty też???
      • jambalaya80 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 12:01
        Witam.
        Nie,nie jestem az tak naiwna,zeby wierzyc ze to sie nie powtorzy,poniewaz to
        wlasnie byla "powtorka".To co "ludzie" powiedza rowniez nie ma dla mnie
        wiekszego znaczenia.
        Obawiam sie tylko,ze nie potrafie do konca ocenic sytuacji w ktorej sie
        znalazlam.Pochodze z rodziny w ktorej nigdy takie rzeczy nie mialy miejsca,nie
        ponizano mnie,nauczono tolerancji i szacunku.Nie potrafie nazwac rzeczy po imieniu.
        • marzeka1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 12:15
          Więc może zacznij nazywać, przestań to ukrywać. Wiedziałaś, z jakiej rodziny pochodzi mąż, ja zwyczajnie z kims takim bałabym się związać (co w twoim wypadku okazało się racją, bo nie jest prawdą, że tu tylko miłośc wystarczy).
          Masz" męża- przemocowca, małe dziecko, boisz się jego reakcji- to baaardzo źle rokuje na przyszłość. Jesli nie chcesz, by dziecko oglądało w przyszłości, gdy będzie bardziej świadome, jak tatuś "się zdenerwował" i spuszcza matce regularny oklep, to MUSISZ coś z tym zrobić, możesz:
          1. Zażądać podjęcia terapii, leczenia, mniej w nosie jego ego- nie chce- do widzenia, uratujesz swoje życie, bo nie zmarnujesz go przy kims takim.
          2. Powiedzieć rodzicom,mimo wstydu, który będziesz odczuwała- warto mieć wsparcie bliskich, by nie zostać z tym samej.Trudno- runie mit wzorowego małżeństwa, ale zyskasz potrzebne wsparcie od osób, któe uczyły cię szacunku i tolarancji.
          3. Możesz NIC nie zrobić- znosić, "bo kocham i dziecko musi mieć ojca" bicie, nerwowe życie- zmarnujesz sobie życie, które mogłabyś mieć szczęsliwe, zmarnujesz życie dzicku, które w swoją dorosłość wejdzie równie poranione, jak jest poraniony twój mąż.
          • jambalaya80 Czy jest sens terapii 29.11.08, 15:31
            w przypadku osoby takiej jak moj maz,ktora nie zna innych wzorcow zachowan?
            Pytam,bo kiedys mielismy spotkanie z psychologiem,ktory jako zalecenie kazal nam
            ze soba rozmawiac.Mi sie wydaje ze tu pranie mozgu jest potrzebne i glebsze
            wejscie w temat (o ile w ogole ma sens).
            • aiczka Re: Czy jest sens terapii 17.12.08, 00:20
              Wydaje mi sie, ze wlasnie w przypadku takiej osoby istnieje sens terapii. Tylko
              ze nie tyle chodzi o jednorazowe spotkanie z psychologiem od terapii par, ile o
              dluzsza terapie obejmujaca jakis trening radzenia sobie ze stresem, wypowiadania
              swoich uczuc itd.
    • pipsia5 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 11:50
      Domyślam się co czujesz. Moje małżeństwo również uchodzi przed wszystkimi za
      idealne. W domu niestety jest inaczej. Mąż jest strasznie uparty, przy innych
      potrafi na mnie coś powiedzieć, nie liczy się z moim zdaniem etc. Wcześniej też
      sądziłam, że to może moja wina. Myślałam, że mąż taki jest do mnie bo to ja nie
      staram się aby było dobrze? Ale NIE! Jestem osobą strasznie skromną, uległą,
      wszystko przemilcze aby było dobrze i wychodzi to na złe. Jak byłam w ciąży mąż
      potrafił mnie popchnąć bo niby go zdenerwowałam i powiedział do mnie, że gdyby
      nie dziecko to .... To daje dowód tylko temu, że to ona ma problem a nie ja! Ty
      musisz myśleć tak samo. Nie daj się. Ja pozwoiliłam wejść sobie na głowę i to
      tylko zaszkodziło. Jeśli będą następne takie jego wybryki to kończę z tym.
      Zresztą nawet rodzice męża (moi teściowe) są za mną i widzą, że to ja mam rację.
      Spróbuj porozmawiać z mężem o dziecku, że boisz się tego aby ono nie było
      agresywne. Jeśli będzie się to powtarzało to pamiętaj, że dziecko jest
      najważniejsze i skończ z tym. Powiedz mężowi, że się musicie rozstać bo Ty nie
      pozwolisz sobie na takie traktowanie. To jedyny sposób aby mąż zrozumiał swoje
      zachowanie. Jeśli naprawdę kocha Ciebie i dziecko (a wierzę że tak jest) to ten
      kubeł zimnej wody pozwoli mu się ocknąć.
      • jambalaya80 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 12:09
        Ja dopiero przy mezu stalam sie"ulegla",zeby nie zaognic sytuacji,chociaz na
        codzien temperamentu mi nie brakuje i wlasnie dlatego czuje sie w pewnym sensie
        "wykastrowana" psychicznie,po prostu zombie-sprzatam,gotuje,zajmuje sie
        synem,mowie malo bo go i tak nie interesuje co sadze,albo wywola to u niego
        tylko zdenerwowanie.
        Maz jest jednak istota rozumna i doskonale zdaje sobie sprawe z wplywu takich
        zachowan na dziecko.
        Gdy sama siebie czytam,to rzeczywiscie wdepnelam w niezle bagno.
        • marzeka1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 12:16
          "Gdy sama siebie czytam,to rzeczywiscie wdepnelam w niezle bagno."- tylko że z bagna MOŻNA się wydostać albo pozwolić się mu pochłonąć.
    • 18_lipcowa1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 14:50

      > Chodzi mi tylko o syna.Czy w takiej atmosferze uda mi sie go
      wychowac na
      > czlowieka zrownowazonego i szanujacego innych?Czy moge jakos
      zatrzymac ta
      > dziedziczna przemoc na pokoleniu mojego meza?


      nie, nie i jeszcze raz nie
      ty w ogole planujesz chowac dziecko w takiej atmosferze?


      Czy jest jakis sposob zeby
      > uswiadomic mu ze potrzebuje pomocy,byc moze terapeuty(nie wiem czy
      jego ego by
      > to znioslo...)?


      A ty mozesz znosic to co Ci robi?
      Martwisz sie jego ego a tymczasem bedziesz dostawala oklep coraz
      czesciej.

      > Niestety nie mam z kim o tym porozmawiac(uchodzimy tez za wzorowe
      > malzenstwo).Moze po prostu JA potrzebuje kubla zimnej wody,zeby
      cos z tym zrobi
      > c.
      > Mialo byc krotko,przepraszam za dlugi post.


      Tak, mysle ze potrzebujesz zeby sprawil Ci takie manto zebys
      wyladowala w szpitalu, wtedy sprawa zajmie sie kurator albo
      policja, jest wtedy szansa ze odejdziesz od pana.


      > Pozdrawiam
      • lamarea Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 15:17
        18_lipcowa1 napisała:


        > Czy jest jakis sposob zeby
        > > uswiadomic mu ze potrzebuje pomocy,byc moze terapeuty(nie wiem czy
        > jego ego by
        > > to znioslo...)?
        >
        >
        > A ty mozesz znosic to co Ci robi?
        > Martwisz sie jego ego a tymczasem bedziesz dostawala oklep coraz
        > czesciej.
        >

        Musze sprostowac: piszac o jego wybujalym ego,mialam na mysli unikniecie
        sytuacji w ktorej maz stwierdzi ze "nie bedzie mu jakis za przeproszeniem
        terapeuta mowil co ma robic,skoro on wszystko robi dobrze".
        Na marginesie,nie nadstawiam drugiego policzka jesli o to chodzi.
        • 18_lipcowa1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 15:29

          > Musze sprostowac: piszac o jego wybujalym ego,mialam na mysli
          unikniecie
          > sytuacji w ktorej maz stwierdzi ze "nie bedzie mu jakis za
          przeproszeniem
          > terapeuta mowil co ma robic,skoro on wszystko robi dobrze".
          > Na marginesie,nie nadstawiam drugiego policzka jesli o to chodzi.



          No to albo albo.
          Albo bedziesz dbala o jego ego i godzila sie na zycie na poziomie
          scierki do podlogi, bez prawa do wlasnego zdania, bez prawa do
          odezwania sie, wylacznie z prawem do dostania w miche i na dodatek
          bedzie na to patrzyl twoj syn a z czasem moze i kolejne
          dziecko/dzieci...
          Albo panu powiesz, terapia, leczenie, zmiana a jak nie to pa.

          Kochajacy facet i ojciec MA o kobiete dbac rozumiesz? Odzywac sie z
          szacunkiem, szanowac, dbac, cenic, wspierac, sprawiac by czula sie
          jedyna, kupowac kwiaty, czekoladki i zabierac do kina. Z dzieckiem
          MA sie bawic, zajmowac, pokazywac, tlumaczyc swiat i bronic przed
          kazdym kto zechce je skrzywdzic
          Twoj maz jest dokladnym przeciwenstwem tego i to znaczy ze jest
          bardzo zle. Ten facet to zwykly smiec, no sorry ale Ty nie musisz
          ponosic odpowiedzialnosci za to co przezyl w dziecinstwie, to nie
          twoja przeciez wina.
          I mozna takiego faceta znalezc. Uwierz.
          • 18_lipcowa1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 15:30
            18_lipcowa1 napisała:

            > I mozna takiego faceta znalezc. Uwierz.


            takiego- mialam na mysli tego co dba
            • jambalaya80 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 15:46
              nie chce melodramatyzowac i byc opacznie zrozumiana,ale maz czesto kupuje mi
              "kwiaty i czekoladki".
              Problem tkwi w jego niekontrolowanej agresji i napieciu ktore wprowadza
              przeplatanymi wybuchami uczucia do mnie(i nie mam tu na mysli tego"placzu
              po").Jestem na etapie w ktorym ani"kwiatki i czekoladki" ani jego wybuchy nie
              robia na mnie wrazenia,mysle tylko o synu i jego psychice.Prosze nie zrozumiec
              mojej wypowiedzi jako checi poswiecenia sie i cierpienia w samotnosci.
              • 18_lipcowa1 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 16:01
                jambalaya80 napisała:

                > nie chce melodramatyzowac i byc opacznie zrozumiana,ale maz czesto
                kupuje mi
                > "kwiaty i czekoladki".


                Nie, nie Ty nie zrozumialas calej idei mojego postu chyba.
                Twoj maz Cie bije, rozumiesz? Uderzyl Cie, boisz sie go, jestes w
                wiecznym stresie a na wszystko patrzy Twoje dziecko.
                Moglby Ci nawet tira czekoladek kupic, ale to dzialaloby tylko wtedy
                kiedy przy okazji by cie szanowal, bronil przed zlem a nie bil na
                litosc boska!

                > Problem tkwi w jego niekontrolowanej agresji i napieciu ktore
                wprowadza
                > przeplatanymi wybuchami uczucia do mnie(i nie mam tu na mysli
                tego"placzu
                > po").Jestem na etapie w ktorym ani"kwiatki i czekoladki" ani jego
                wybuchy nie
                > robia na mnie wrazenia,mysle tylko o synu i jego psychice.


                No jesli myslisz o psychice swojego syna to rob to co Ci ludzie na
                forum radza.
                Ultimatum panu, leczenie, terapia - jesli nie, to kopa w du...




    • postolek Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 15:41
      skąd jesteś? Może warto, abyś skorzystała z pomocy i aby ktoś
      uświadomił Ci co dzieje się w Twoim domu. To jest przemoc!!!
      • vanilaicecream Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 16:05
        Doskonale rozumiem co czujesz, mam dokladnie taka sytuacja z taka tylko roznica,
        ze maz mnie jeszcze nie uderzyl (ale juz zdarzalo sie, ze popchnal lub
        przytrzymywal sila). Ostatnio w drobny mak rozwalil mi laptopa, wymysla i obraza
        mnie...po czym przeprasza i oczekuje, ze "wszystko zaczniemy od nowa". Ale tak
        naprawde jest coraz gorzej. Moj syn ma dopiero roczek i nie jest jeszcze w
        stanie zrozumiec sytuacji, ale nie chce go wychowywac w atmosferze agresji,
        krzykow, wrogosci...A tak wlasnie bedzie jesli nadal bedziemy razem...W meza
        domu nie ma klotni, bo jego mama na wszystko sie zgadza, a tesc tez jest
        porywczy, choc ja go w "akcji" nigdy nie widzialam. Tesciowa w ogole jest swieta
        kobieta i stara sie rozumiec wszystkich ludzi na swiecie. Maz w stosunku do
        swojej mamy tez potrafi byc niegrzeczny, ale ona nie zwraca na to uwagi!
        • jambalaya80 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 16:13
          Witam,my tez zaczynamy wszystko"od nowa" kilka razy w miesiacu.
          Doskonale Cie rozumiem.
    • jambalaya80 Ponawiam pytanie o terapie 29.11.08, 16:11
      ktore zadalam wczesniej: czy terapia jest narzedziem,ktore ma moc
      hmmm..."zmieniania" 30 letniego faceta? w moim pytaniu nie ma ironii,jest tylko
      ciekawosc dyktowana brakiem znajomosci tematu.
      • marzeka1 Re: Ponawiam pytanie o terapie 29.11.08, 16:30
        Wiesz co? Jak czytam twoje odpowiedzi, to raczej myślę,że po prostu nic lub niewiele zrobisz.Widcznie jeszcze nie dostałaś dostatecznie mocno w pieprz, by coś z tym zrobić. Może jak bedziesz miała podbite oko, złamaną rękę (bo przemocowiec nakręca się, zaczyna od popychania), gdy inni zobaczą,że coś nie tak z tym wzorowym małżeństwem, może coś w tobie peknie. Na razie jak młody pelikan łykasz teksty męża o "nowym początku", kilka razy w miesiącu.Syn na razie mały i nieświadomy, ale zawsze tak nie będzie.Poza tym, to nie ty zmienisz męża, on sam musi zauważyć, że ma problem i chcieć się zmienić, bo sama gadka, że kocha, kupno czekolady czy kwiatów, "nowy początek" po kilka razy w miesiącu NIC nie znaczą.
        Wiesz czego nie rozumiem: wychowałaś się w normalnym, dobrym domu, gdzie były zdrowe relacje, trafił ci się damski bokser za męża i przyjęłaś to jako...normę???? bo skoro milczysz i to znosisz, to chyba tak jest. Ja wspominam małżeństwo moich nieżyjących rodziców jako niezbyt dobre (byli dobrymi rodzicami, ale niedobraną parą), dlatego zrobiłam wszystko, by moja małżeństwo było dobre, udane i dawało nam obojgu szczęscie, jestem 19 lat po slubie i mogę powiedzieć,że chyba mi się udało. Bo wiesz- o szczęscie warto zawalczyć, ono samo nie przyjdzie. Lipcowa napisała ci, jaki jest normalny kochający mąż i ojciec- to jest norma, ty tkiwsz w jakiejś patologii, przed światem grasz udane małżeńswo, nie szkoda ci na to zwyczajnie życia?????
        • jambalaya80 Re: Ponawiam pytanie o terapie 29.11.08, 16:50
          Witam.
          Nie,nie lykam tekstow meza o zaczynaniu od poczatku,nie lykam jego przeprosin i
          prosb o wybaczenie po kazdej awanturze, nie lykam jego kwiatow, nie lykam jego
          komplementow, nie lykam jego zapewnien o uczuciu jakim mnie darzy.Nie potrzebuje
          dostac porzadnie po m^^^dzie zeby zaczac cos robic.Przemocy nie traktuje jako
          normy,ale mozna w niej trwac w pewnym "uspieniu".To bardzo duze uproszczenie co
          Pani pisze.Ale nie o to tu chodzi.
          Pozdrawiam.
          • marzeka1 Re: Ponawiam pytanie o terapie 29.11.08, 16:59
            Być może uproszczenie, ale raczej, by pokazać ci, jak to wygląda "z zewnątrz". Jesli piszesz o uśpieniu, to może czas się obudzić. Czytałam gdzieś histrię Postołka, podziwiam kobietę,że potrafiła uciec od przemocowca i zacząć żyć od nowa, a przecież nie jest jej łatwo, ale znalazła w sobie dość siły,by z tym zerwać. Czego ci jak najbardziej życzę, bo smutna jest twoja historia i mogłabyć być zwyczajnie szczęsliwa, czego także życzę.
      • 18_lipcowa1 Re: Ponawiam pytanie o terapie 29.11.08, 16:32
        jambalaya80 napisała:

        > ktore zadalam wczesniej: czy terapia jest narzedziem,ktore ma moc
        > hmmm..."zmieniania" 30 letniego faceta?

        nie wiem czy ma moc, jest szanse ze moze pomoc, ale pan musi chciec


    • postolek Re: Uderzyl mnie przy dziecku 29.11.08, 16:50
      nie wiem, skąd jesteś, ale ten link może Ci pomóc:
      www.przemocdomowa.pl/?p=p_17&sName=gdzie-szukac-pomocy-w-polsce
      Masz tam testy oraz możliwośći, jakie daje terapia przemocowcom.
      Wiesz, ja właśnie jestem na ,,detoksie" tzn. uciekłam z toksycznego
      związku i korzystam z terapii. Też miałam dylemat, jakie efekty może
      dać terapia. Zamieściłam swoją historię i tam wypowiada się Pan
      pPweł Drożdziak. Pisze dosadnie, ale bardzo mądrze. jeśli chcesz,
      podam Ci link do mojego postu. Opinie internautów są bardzo skrajne,
      czasem bardzo bolesne, ale teraz wiem, jak inni to postrzegają.
      Historia jest naprawdę trudna, ale jeśli jesteś zainteresowana,
      podam Ci link do niej. Może wypowiedzi Pana Pawła otworzą Ci oczy.
      Daj znać jeśli jesteś zainteresowana.
      • jambalaya80 Dziekuje 29.11.08, 16:51
        i prosze o link.
        Pozdrawiam.
        • postolek Re: Dziekuje 29.11.08, 17:04
          poniżej link, i zwróć proszę uwagę na wypowiedzi Pana Pawła. On jest
          terapeutą i zna temat przemocy od podszewki.
          I nie oceniaj mnie proszę, bo naprawdę starałam się jak mogłam, ale
          byłam sama bez pomocy z zewnatrz. Już blisko 9 miesięcy daję sobie
          radę z pomocą.
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=529&w=80714427&a=80714427pozdrawiam
          • jambalaya80 Re: Dziekuje 29.11.08, 18:42
            Przeczytalam Pani watek.Przeszla Pani pieklo.Uderzylo tez mnie pewne
            podobienstwo - nadmierne(w moim mniemaniu) zainteresowanie meza pornografia.
            Mam tez do Pani pytanie.Jak poradzic sobie z poczuciem winy?patrzac na siebie z
            boku to wlasnie JA kilkakrotnie trzasnelam tym czy owym nie wytrzymujac,a nie
            maz.Potem sluchanie o wlasnej chorobie psychicznej z jego ust tylko to poczucie
            winy poglebia i daje powod do zastanowienia,ze moze rzeczywiscie to ja jestem
            winna i bo przeciez"on nic takiego nie zrobil".
            Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego.
            • postolek Re: Dziekuje 29.11.08, 19:29
              No cóż, wyrzuty sumienia mam po dzień dzisiejszy niestety.
              Zastanawiam się, czy zrobiłam wystarczająco duzo dla ratowania
              małżeństwa, myślę sobie, że może gdybym posiadała tę wiedzę, jaką
              mam dziś, przed ucieczką może od męża to może udałoby sie to
              uratować. Chodzę na terapię od czerwca, pomaga mi rodzina i
              przyjaciele, którzy są dla mnie dostępni niemalże 24h na dobę.
              Czasem mam wrażenie, że już zaczynam wychodzić na prosta a tu nagle
              mąż znów daję o sobie znać i robię krok do tyłu. Czytam bardzo suzo
              książek, poradników psychologicznych, należę też do zamknietego
              forum na GW przemoc w rodzinie. Jest ciężko, nie ukrywam, bo przez 7
              lat żyłam w strasznym napięciu nerwowym. Mąż dobrze umie mną
              manipulować i wie, że jestem wrażliwą osobą. Swoimi słowami i
              gestami skutecznie wzbudza we mnie wyrzuty sumienia. Chcąc mnie
              ukarać, złożył pozew rozwodowy bez orzeczenia winy. Ja tego nie
              rozbiłam, bo priorytetem była dla mnie sprawa karna. Adwokat mi
              powiedział, że najpierw sprawa karna, dopiero rozwód. no niestety
              mąż mnie ubiegł. W odpowiedzi na jego pozew, napisałam o prawdziwym
              powodzie mojej ucieczki z dziećmi ządając uznania wyłącznej jego
              winy. Na sprawie rozwdowej najpierw wygłosił przemówienie, że
              strasznie mnie kocha, chce odroczenia sprawy o 12 m-cy a potem
              chciał wycofać wniosek. Nie zgodziłam się a sędzina kilkakrotnie
              zwracała mu uwagę, aby nie wywierał na mnie presji psychicznej a po
              sprawie nakazała nam oddzielne wyjscie z sali. Mąż jednak mnie
              dogonił i powiedział: przykro mi kochanie walczyłem, skoro Ty nie
              chcesz, co ja mam zrobić? Kilka dobrych dni nie mogłam dojść do
              siebie, bo pomyślałam, że jestem taka niedobra nie dając szansy
              człowiekowi, który deklaruje zmianę swojego życia o 180 stopni. W
              niedługim czasie otrzymałam odpowiedź męża na moją odpowiedz na
              pozew. I co napisał? A no to, że to wszystko o co ja go oskarżam
              jest moja sprawką. Czyli zarzucił mi dokładnie to, co ja jemu
              nazywając mnie wprost nimfomanką!!!Obecnie poprzez dziecko usiłuje
              wywierać na mnie presję jeżdźać do przedszkola. Staram się o zakaz
              osobistych kontaktów. Jest ciężko, trzeba dużo czasu i przede
              wszystkim konsekwencji swojego działania. Ja już czasem jestem tak
              zmęczona, że robię to wszystko jak automat, czasem bez przekonania
              bo bezustannie wyrastają przede mną betonowe ściany. Ale trwam i
              Pani również tego zyczę. Polecam z całego serca wizytę u psychologa.
              Tkwiąc w tak toksyznym związku oddajemy swoją tożsamość, zapominamy
              o sobie a nasze życie toczy się wokół centrum, jakim jest partner.
              To nie my jesteśmy winne ich zachowaniu, to oni maja problem. Odejść
              z takiego związku jest bardzo trudno a pózniej równie trudno jest
              byc konsekwentnym. Dlatego potrzebna jest pomoc z zewnatrz. Tacy
              mezczyzni sa swietnymi manipulantamii bawią się nami, jak pacynkami.
              Posiągają za sznureczki a my im tańczymy.
              Ja do tej pory nie potrafię się utożsamić z rolą ofiary. Nie dociera
              do mnie, że ja to przeżyłam. Dopiero gdy na głos czytałam
              przyjaciółce doniesienie na prokuraturę, płakałam nad losem tej
              kobiety (czyli swoim) i jej dzieci (czyli swoich). Do tej pory mam z
              tym problem. Nie wierzę, że to my tkwiliśmy w takim bagnie.
              Życzę powodzenia i samych sukcesów.
              • marzeka1 Re: Postołku 29.11.08, 20:31
                Dawno żadna historia na forum nie wywołała we mnie takiego poruszenia jak Twoja. Naprawdę podziwiam Twoją determinację, by walczyć o siebie i dzieci, o normalność. Nie powiem,że wiem, jak ci jest trudno, bo byłaby to nieprawda, ale dla wielu kobiet, które są w takiej samej albo podobnej sytuacji, możesz być przykładem,że można się z tego wyrwać,że nie jest to łatwe,że to koszmarnie trudne, ale da się.Podziwiam także Twoją zdobytą mądrość życiową, swiadomośc swojego życia. Naprawdę życzę, by wszystko weszło na właściwe ścieżki, by wszystko ci się udało.
                • postolek marzeka1 :) 29.11.08, 20:40
                  przede mną jeszcze bardzo długa droga, przed dziećmi też. A
                  determinację spowodowały zachowania dzieci. jeśli ja nie dawałam
                  rady jako 35 letnia dorosła kobieta, co one czuły? Widok mojego 2,5
                  letniego wówczas synka, który wolał udawać agonię ze strachu przed
                  ojcem szeroko otworzył mi oczy. To zdarzenie oraz szereg innych,
                  które miały miejsce w przeciągu bardzo krótkiego czasu utwierdsziły
                  mnie w podjęciu decyzji o ucieczce. I żeby było smieszniej, nie było
                  to na gorąco po kolejnm pobiciu, czy awanturze. Przez 3 tygodnie
                  planowałam ucieczkę a przed m. grałam słodką idiotkę, aby niczego
                  sie nie domyślił. Czułam się z tym podle, bardzo podle ale inaczej
                  nie mogłam.
                  A moja mądrość zyciowa? Okaże się, czy to mądrość, czy tylko teoria
                  przy kolejnej relacji damsko-meskiej o ile w ogóle do takowej
                  dojdzie.
                  Dziś każde dobre słowo, każde utwierdzenie mnie, że robię dobrze
                  mają dla mnie leczniczą moc. Dlatego serdecznie dziękuję za doping.
                  • marzeka1 Re: marzeka1 :) 29.11.08, 20:49
                    Robisz bardzo, bardzo dobrze. Mojej szwagierki pierwszy mąż okazał się damskim bokserem, wyrwała się po 5 latach, dziś ma 2 męża, dobrego, który ją szanuje(czyli jest szansa na normalny związek)- tylko stąd mam w ogóle pojęcie o przemocy w rodzinie.Dziewczyna, która założyła wątek ma na razie malutkie dziecko, a przy nim jej mąz ją uderzył, może twoja historia otworzy jej oczy, że warto zwiać, przestać udawać wzorowe małżeństwo właśnie ze względu na dziecko, które jest.
                    Życzę co dużo, dużo szczęscia. Na właściwą drogę już weszłaś.
    • jambalaya80 Znikam 30.11.08, 11:52
      zdaje sobie sprawe,ze to jakas paranoja,ale znikam poniewaz maz czesto przeglada
      "historie" w naszym komputerze i pewnie trafi na mnie tutaj i raczej juz nie
      bede mogla sie z niczego wykrecic.

      W miare mozliwosci i w przypadku jakichkolwiek postepow bede dawala znac.

      Po raz kolejny zaproponuje mu terapie,zeby uspokoic swoje sumienie(chociaz
      watpie w jej skutek,najbardziej wskazana bylaby lobotomia tak u mnie jak i u niego).

      Dziekuje serdecznie wszystkim za opinie,byly dla mnie niezwykle wazne i
      uswiadomily wiele rzeczy.

      Do Pani Postolek: szczegolnie Pani dziekuje i prosze miec pewnosc ze postapila
      Pani slusznie.
      Pozdrawiam.
      • postolek Re: Znikam 30.11.08, 12:44
        bardzo dziękuję jambalaya80 i marzeka1. Dzięki dziewczyny, nawet nie
        wiecie jak wiele to dla mnie znaczy :) To tak, jak bym dostawała
        skrzydeł. Nieważne, że ktoś bezustannie mi je podcina.
        Jambalaya80, trzymaj się. Działasz podobnie, jak ja: > zdaje sobie
        sprawe,ze to jakas paranoja,ale znikam poniewaz maz czesto przeglad
        > a
        > "historie" w naszym komputerze i pewnie trafi na mnie tutaj i
        raczej juz nie
        > bede mogla sie z niczego wykrecic.
        Też robiłam wszystko w strachu, bo niepewność na jego reakcje mnie
        przerażała.
        Wiem, co teraz czujesz, bądź dzielna i nie poddawaj się.
        Trzymam z Tobą:)
        • artjoasia do postolek - jeśli jeszcze tu jesteś... 01.12.08, 16:13
          Witaj! Wspomniałaś o CPK na Wilczej. Proszę, napisz parę słów, jak to wygląda w praktyce - dzwonisz, zapisujesz się, idziesz na wizytę (do psychologa? do prawnika?) - i co dalej???
          Pytam, ponieważ mniej więcej przed rokiem byłam u jakiejś darmowej prawniczki i wtedy ręce mi jeszcze bardziej opadły. Dowody, świadkowie... no śmiech na sali, mój mąż jest na to za cwany, w życiu nie będę miała żadnych dowodów.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie, :)
          • postolek Re: do postolek - jeśli jeszcze tu jesteś... 01.12.08, 18:07
            witaj artjoasia :)
            generalnie nie byłam zadowolona z konsultacji w CPK, bo psycholog
            bezustannie zdawała mi pytanie czego ja od niej oczekuję. Ja wtedy
            jeszcze nie wiedziałam czego chcę. Chciałam za wszelką cenę ratować
            małżeństwo. Jedno, co zawdzięczam psycholog to otwarcie mi oczu na
            to, że to co wyczynia m. jest przemocą! Bardzo potrzebowałam wtedy
            wsparcia, bo nie miałam go u nikogo. Odbyłam kilka spotkań i
            musiałam zrezygnować, bo na konsultacje przychodziłam z maleńkim
            synkiem, któty bezustannie kręcił się po pokoju, usiłował grzebać w
            kontaktach.
            Na odejście a właściwie ucieczkę zdecydowałam się w 3 tygodnie po
            rozmowie z mamą. Wtedy totalnie puściły mi nerwy i wprost nazwałam
            rzeczy po imieniu, choć nie musiałam, bo rodzice doskonale wiedzieli
            co się dzieje, widzieli mnie posiniaczoną. Ponadto mój starszy syn
            zdawał im relację z tego, co dzieje się w domu, choć nigdy nie był
            świadkiem, jak byłam bita. Widził tylko efekty i doświadczał wraz z
            nami przemocy fizycznej i całej reszty.
            Dowody zbierałam na wariata. Po prostu włączałam dyktafon w komórce
            nie wiedząc, czy coś istotnego się nagra, czy nie. Poza tym miałam
            oświadczenia podpisane przez męża, gdzie zobowiązywał się do
            określonych zachowań, które pomogłyby uratować małżeństwo. A
            Swiadkowie? To trudna sprawa. Sądziedzi, którzy byli dla mnie
            najistotniejszymi niemalże świadkami będą zeznawać przeciwko mnie
            (znają m. od urodzenia niemalże i byli świadkami na naszym ślubie,
            widzieli, słyszeli, pomagali mi i współczuli a teraz szkoda mówić.
            Dwóch pozostałych się wycofało uznając, że nie będą się mieszać. Też
            istotni bo widzieli mnie pobitą. Został mój syn, rodzice i 2
            przyjaciółki. Mam jeszcze dwóch innych świadków, których powołam
            jeśli zajdzie taka konieczność. Mam również wydruki z komputera i
            twardy dysk. Nic więcej. Po ucieczce wniosłam doniesienie na
            prokuraturę nie wnosząc pozwu rozwodowego. Tak doradził mi prawnik.
            M. chcąc mnie ukarać, sam złożył pozew rozwodowy bez orzeczenia
            winy. Na szczęście akt oskarżenia o znęcanie trafił już do sądu a
            póki co odbyła się tylko jedna sprawa rozwodowa w lipcu.
            Tak więc, poradziłabym telefonicznie umówić spotkanie w CPK z
            prawnikiem i psychologiem. Zaświadczenia, że się korzystało z ich
            pomocy też dołączyłam do akt sprawy.
            Jeśli jeszcze mogę w czymś pomóc, pisz.
            Życzę powodzenia.
    • rarely to działa w dwie strony 01.12.08, 06:43
      kobiety ktore stosuja przemoc emocjonalna psychiczna badz fizyczna wiaza sie z
      partnerami którzy tez maja taki problem mezczyzni czesciej stosuja przemoc
      fizyczna i taka jest roznica wzajemne oskarzenia prowokacje obelgi ciche dni
      karanie seksem to standart w takich zwiazkach nawet jezeli rozstaniesz sie z
      mezem to bez gruntownej terapii powtorzysz wszystko w nowym zwiazku jezeli
      bedziesz sama to bedziesz stosowac przemoc wobec dziecka bo wyniosłas to z domu
    • jambalaya80 Odeszłam 12.12.08, 12:59
      a raczej uciekłam.Mieszkałam(mieszkam?) za granicą,więc wróciłam do Polski z
      jedną walizką i dzieckiem.Tydzień przygotowań,niczego nie podejrzewał,nie będę
      wdawać się w szczegóły.Dziś mąż przylatuje do Polski,chce się spotkać.Chce iść
      na terapię,w przypadku braku efektów daje mi wolną rękę.A ja jestem w tej chwili
      między młotem a kowadłem.Stacjonuję u rodziców i po jednym dniu zdałam sobie
      sprawę,że wyjdę z siebie.Przyleciałam i wszystko już załatwione: praca dla
      mnie,pokój u nich,fura ciuszków i zabawek dla małego,wszystko zaplanowane i
      dopięte na ostatni guzik na 30lat w przód(dosłownie!"będziemy mieszkać
      razem,mały będzie chodził do szkół tu i tu,ale oczywiście niczego Ci nie
      narzucamy").Odrzuciłam tą ofertę pracy,bo chciałam uniknąć sytuacji w której
      rodzice będą całkowicie kontrolowali i planowali moje życie(tak to odczuwam).W
      Anglii zostawiłam bardzo dobrą pracę,do której mogę wrócić i niezależność.Tu się
      czuję jak w złotej klatce,całkowicie bezradna i zdana na ich decyzję.Mieszkają
      na wsi,nie mam własnego samochodu,jestem całkowicie odcięta od świata i zależna
      od nich.Do tego mąż dzwoniący co kilka minut,proszący o ostatnią szansę na
      moich(każdych)warunkach.
      Nie wiem czy dać się odmóżdżyć rodzicom i czuć jak dziecko,które samo nie
      potrafi niczego załatwić,wybrało nieodpowiedniego męża i do tego siedzi im na
      głowie z synkiem który jeszcze się nie zaadoptował do sytuacji i ciągle płacze
      burząc ich spokój,czy być może okazać się ciężko naiwną i wrócić do męża.
      Chaotycznie,ale mam straszny bałagan w głowie.
      Jutro mam się spotkać z mężem i staram się trzymać myśli,że nic nie muszę - nie
      muszę wracać do UK i nie muszę zostać z rodzicami.
      • kicia031 Re: Odeszłam 12.12.08, 14:55
        No coz, chyba podjelas sluszna decyzje. Nie wracaj, dopoki maz nie
        bedzie mial jakis efektow podczas podjetej terapi.

        Co do rodzicow - zastanawiam sie, dlaczego ni e potrafisz pozwolic,
        by sie na jakis czas toba zaopiekowali - masz malutkie dziecko,
        potrzebne ci jest kazde wsparcie. Ja dla dobra dziecka schowalabym
        dume do kieszeni.

        Pozdrawiam i zycze wytrwalosci w decyzjach.
      • postolek Re: Odeszłam 12.12.08, 20:13
        to jest pierwsz etap rozstania. Zarówno u Ciebie jak i u niego. Taka
        jest kolej losu. Bądź wytrwała i nie daj się złapać słowom. Tu liczą
        się czyny, nie słowa. Potem bedzie kolejny etap, gorszy gdy będzie
        widział, ze jestes konsekwentna.
        Jest specjalne forum, napisz tam o swoim zyciu. Distaniesz wsparcie
        i fachową pomoc. Nie podejmuj żadnych pochopnych decyzji, wiem i
        rozumiem, że boli, że pusto i nie ma tej adrenaliny. Pomału,
        wszystko będzie dobrze. Daj sobie czas. Teraz sie boisz, bo masz
        przed sobą nieznane, stąd te odczucia.
        Podjęłaś bardzo dobrą decyzje dla siebie, dziecka i dla męża. Albo
        cos zrobi ze swoim zyciem, albo będziesz miała dowód na to, że nie
        warto marnować sobie zycia.
        Wytrzymasz a on, jeśli chce Ci udowodnić, że widzi w sobie problem,
        da Ci spokój. On sam z siebie, z wewnatrz musi czuć potrzebe zmiany
        a nie po to, żeby Was odzyskać.
        Podaję Ci link do forum, napisz tam parę słów o swoim problemie. Tam
        są dziewczyny z tym samym problemem. Uwierz, wiele sie stamtąd
        dowiesz i uzyskasz wsparcie.
        Dasz radę, pierwszy krok za Tobą.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
        • jambalaya80 dziękuję za link 16.12.08, 13:46
          Z pewnością odezwę się na tamtym forum.
          Pozdrawiam.
    • postolek Re: Uderzyl mnie przy dziecku 15.12.08, 20:29
      jambalaya80 napisz proszę co u Ciebie słychać, jak sie trzymasz, jak
      sobie radzisz?
      pozdrawiam
      • jambalaya80 Re: Uderzyl mnie przy dziecku 16.12.08, 12:45
        Jestem po kilku rozmowach z mężem.Skutek jest taki,że daje mi wolną rękę - w
        momencie gdy stwierdzę że brak jest poprawy,odchodzę razem z dzieckiem,chociaż
        notarialnie tego nie potwierdziliśmy heh.
        Podeszliśmy do tego na zimno i "bez zobowiązań",jak dwoje obcych ludzi,każde z
        nas się wypowiedziało,przeanalizowaliśmy m.in. wspólnie nasze schematy zachowań
        w sytuacjach"krańcowych",ustaliliśmy (właściwie ja ustaliłam nowe reguły
        gry),mąż jest po rozmowie z psychiatrą - okazało się,że dużą część roboty
        terapeutycznej odwaliliśmy sami w ciągu tych kilku dni.Poradził nam by
        wyprostować stosunki z moimi rodzicami(chodzi o ich stosunek do męża,który może
        mieć negatywny wpływ na przebieg terapii).Na terapię
        pójdziemy wspólnie.
        Wracam na początku stycznia.Wóz albo przewóz.
        Nie złapałam męża na niczym co by wzbudziło moją czujność...Nie wiem już czy
        jestem chorobliwie podejrzliwa czy mąż jest tak wytrawnym graczem.Wiem,że z
        moimi ciągłymi podejrzeniami i szukaniem tego co jest/może być potencjalnie złe
        terapia ma małe szanse na powodzenie.A ciężko mi pokonać sceptycyzm.

        Tymczasem słucham nieustannie od rodziców że wychowuję kalekę,bo moje dziecko
        jeszcze nie je schabowego z kapustą,słucham ciągłych przytyków i mniej lub
        bardziej ukrytych szpilek pod adresem męża(chociaż wolałabym żeby powiedzieli
        otwarcie raz a dobrze co o tym wszystkim sądzą),szukania negatywnych cech męża w
        moim dziecku,a wszystko to pod płaszczem "niewtrącania się".Ciężko, ciężko,
        ciężko psychicznie to znosić.
        Paradoksalnie, nie chcę dzwonić do męża żeby mu w słuchawkę wypłakiwać się na
        rodziców. Obłęd jakiś.
        Pozdrawiam.
        • jambalaya80 Chcę jeszcze dodać 16.12.08, 13:53
          że zdaję sobie wyraźnie sprawę że mąż ma psychikę osoby bardzo ekstrawertycznej
          ze skłonnością do przemocy i będziemy nad tym pracować.
          Mój tok postępowania w tej chwili opiera się na założeniu,że posiadanie
          skłonności do nałogów nie daje pewności uzależnienia,tak samo mąż ma
          skłonności,ale nie jest psychopatą.
          Pozdrawiam.
          • marzeka1 Re: Chcę jeszcze dodać 16.12.08, 18:54
            To twoje życie, więc zrobisz jak chcesz. Myślę,że po opisie tego, co napisałaś nieprawdą jest,że "tak samo mąż ma
            > skłonności,ale nie jest psychopatą.". Łatwiej byłoby ci podjąć dobrą i sensowną decyzję, gdyby rodzice potraktowali cię inaczej, doroślej, gdyby inaczej ci u nich było.A tak- nie czujesz się dobrze w domu rodzinnym, zagłaskana przez zmartwionych rodziców, dlatego wolisz wrócić do przemocowca. Zmiana człowieka jest baaaardzo trudna, to musi wynikać z potrzeby wewnętrzej, nie da się tego wymóc. Nie masz pewności, że wróciwszy do męża, na dzień dobry nie dostaniesz batów, by takie pomysły nie przychodziły ci do głowy.A on bedzie cię po prostu lepiej pilnował.
            • jambalaya80 Re: Chcę jeszcze dodać 17.12.08, 11:21
              Nie sądzę że kogokolwiek można zmienić.Uważam natomiast że pewne cechy można
              wytłumić inne wzmocnić. Mi wystarczy gdy powrócimy do stanu sprzed 3 lat gdy
              nawzajem się szanowaliśmy.
              Nie mam pewności czy mąz tak doskonale się kamufluje i po powrocie szybko nie
              powrócimy do poprzedniego stanu.Nikt nie może mieć takiej pewności.
              Telefon na policję znam, pokój u rodziców będzie czekał.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja