golecki.dwa
08.12.08, 09:18
Szukam odpowiedzi na pytanie co mam zrobic z tym , co dzieje sie
obecnie w moim zyciu. Nie potrafie sobie poradzic z wyborem. Jeszcze
kilka miesiecy temu mialem dosc zycia; poddalem sie i tylko dzieci
trzymaly mnie przy tym alby nie odebrac sobie zycia. Bylem bliski
samobojstwa. Nie mialem z kim porozmawiac o tym, ze moja zona
traktuje mniejak psa . Zadnej czulosci, zadnych wspolnych znajomych,
uroczystosci rodzinnych, osobne lozka od kilku lat i ciagle
wyciaganie reki po pieniadze.
Kochalem ja i nasze corki , wiec trwalem te 13 lat. Od poczatku nam
sie nie ukladalo, ale wierzylem ze przestanie krzyczec, ze urodza
sie dzieci i zaczniemy z soba zyc jak normalni ludzie. Zamiast
tegosa awantury,o to ze jesem nikim, ze za glupi i nic nie wart, ze
powinienem dawac jej wszystkie pieniadze . Daałem cale lata, na
mieszkanie, potem kupilismy dom , ale za kazdym razem ma byc
jeszcze wiecej . W pewnym momencie nie tylko spalismy w osobnych
pokojach, ale przestala mi gotowac, prac, stale jest niezadowolona i
wychodzi sobie nie mowiac nic i zostawiajac corki same . Kiedy
zaczela mnie codziennie wyzywac, obgadywac publicznie jaki jestem
beznadziejny postanowilem z soba skonczyc. Obraz dzieci w ostatniej
chwili powstrzymal mnie przed samobojstwem.
Probowalem rozmawiac, prosilem, chcialem z nia znalezc wyjscie ale
ona nie odzywa sie do mnie albo ucina ze nie ma zamiaru ze mna
dyskutowac. Nie chce mnie jako swego partnera ale nie chce rowniez
zebysmy sie rozstali. Na pewno mankamenem jest nasz wspolny majatek,
ale odalbym jej wszystko, byleby skonczyly sie te awantury; corki
maja dosc takiej atmosfery, juz nie wiedza jak nas godzic. Płacza .
Przypadkiem poznalem dziewczyne, miala swoje zyciowe zakrety ,
zaczelismy rozmwiacv, kazde o swoich klopotach. Długo trwalo zanim
oboje poczulismy wiez; ja nie chcialem nic wiecej, ale potoczylo sie
inaczej. Ona sie zakochala we mnie , ja tez darze ja uczuciem. To
ciepla, dobra kobieta . Trozczy sie o mnie, nie podnosi glosu,
zabiega i zawsze moge na nia liczyc. Z nia czuje sie bezpiecznie,
uciekam do niej po kazdej awanturze, ale kiedy u niej jestem mysle o
moich coreczkach. Mam poczucie winy , kiedy jesem i tej kobiety, a
moja mazlonka wychodzi nie wiem dokad.
Jestem szczesliwy z ta kobieta , ona chce byc ze mna, a ja chcialbym
byc z nia , jednak nie umiem wybrac. Nie miedzy zona a ta
dziewczyna, ale miedzy nia a dziecmi. Boje sie ze strace corki
decydujac sie na rozwod.
Moja zona nastawia corcie przeciw mnie, choc one mnie kochaja. Czuje
to kazdego dnia. Rozmawialem z nimi o odejsciu z domu, strasznie
plakaly. Sytuacja sala sie jezcze bardziej skomplikowana. Z mojej
winy . Jestem tego swiadomy.
Nie wiem co mam zrobic.
Mam wszystkiego dosyc.