Problemy w zwiazku

13.12.08, 15:11
Ktore w zasadzie pojawily sie od niedawna, jakos tak we wrzesniu.
Od pewnego czasu spotykam sie z mezczyzna, planowalismy wspolna
przyszlosc, wiosna tego roku zaczelismy budowe domu, a raczej to
partner zaczal, bysmy mogli razem mieszkac, byc ze soba.
Raczej nie wchodzilo wczesniejsze wspolne zamieszkanie, obydwoje
mamy dzieci, ja nie bylam gotowa na przeprowadzke do wiekszego,
wynajmowanego mieszkania.
Schody zaczely sie jakos tak wraz z rozpoczeciem roku szkolnego, moj
syn poszedl do pierwszej klasy, przybylo w zwiazku z tym obowiazkow,
samo przestawienie sie na obowiazek szkolny zajelo nam troche czasu.
Stalo sie tak, iz pewnego dnia powiedzialam, iz nie bedziemy nogli
razem spedzic weekendu. Zeby bylo jasniej, weekend spedzalismy u
jego rodzicow, ktorzy mieszkaja obok budowanego domu.
Dla mnie sam fakt spedzania kazdego weekendu poza moim domem stal
sie juz nie do wytrzymania - wczesniej sugerowalam partnerowi ze dla
mnie takie spedzanie czasu, co prawda razem ale nie zawsze sami, we
czworke (czyli on, jego syn, moj syn, i ja) - zawsze w towarzystwie
jego rodzicow, ktorzy przyznam sa cudownymi ludzmi, jest bardzo
trudne.
Straszne opory przed spedzaniem weekendow poza domem mial takze moj
syn - podejrzewam ze dla syna tez bylo to za czesto.
Zaczelismy zatem rzadziej jezdzic, rzadziej sie widywac. Partner
nagle zaczal miec wiecej obowiazkow, wiecej pracy, wiecej czasu
poswiecal na swoja pasje, jednym slowem zaczelismy zyc osobno, kazde
swoim zyciem.
Doszly do tego problemy z budowa domu, a wlasciwie z wykonawca, nie
trwalo to dlugo, nowa ekipa zacznie niedlugo wykanczac dom w srodku.
I mamy teraz taka dziwna sytuacje, niby wspolnie wybieramy np
kafelki, ale osobno - tzn partner oglada jakis tam projekt, ja w
innym czase, jakos dziwnie to wyglada ze nie mozemy sie spotkac.
Staralam sie mu pomagac wlasnie w takich wykonczeniowych sprawach,
ale moja pomoc, podpowiedzi zawsze spotykaly sie z odmowa - co tam
koszty, praktycznosc. Az uslyszalam, moj dom, moje pieniadze -
jednym slowem okreslono mi moje miejsce, dodam tylko ze nigdy, nie
wiem jak to powiedzic, nie "naciagalam" partnera.
Troche dziwnie bylo mi to uslyszec, ale faktycznie racja, nie moj
dom, nie powinnam sie wtracac.
Jednak teraz obawiam sie, jak bedzie wygladalo nasze wspolne zycie,
gdy teraz dla partnera okazalo sie wazniejsze jego hobby, takie
swobodne, bez zobowiazan i obowiazkow zycie.
Nagromadzilo nam sie takich troche problemikow - drobiazgow, jakos
nie umiemy sie ostatnio dogadac.
Ja jednak chcialabym jeszcze sprobowac, tylko nie wiem jak, gdy
widze ze partnerowi tak naprawde nie jestem potrzebna.
Pozdrawiam
    • marzeka1 Re: Problemy w zwiazku 13.12.08, 15:35
      A nie bierzesz pod uwagę, że może zwyczajnie nie pasujecie do siebie, macie inne wyobrażenie spędzania wspólnego czasu, do tego dochodzi "mój dom- wara od niego". Chyba bałabym się w takim domu zamieszkać ze ścieśle określowną rolą. Jakoś trudno w ogóle zobaczyć tu związek- poza tym codziennośc związku tworzą właśnie drobiazgi.
    • kicia031 Re: Problemy w zwiazku 15.12.08, 15:59
      Ja szczerze mowiac tez nie widze tu za bardzo zwiazku ani wspolnych
      planow - takich planow nie zaczyna sie od budowy domu, tylko od
      oswiadczyn! Piszesz ze zaczeliscie budowe domu, a wlasciwie on
      zaczal i to jest swieta prawda - wspolnoty tam wcale nie bylo!

      Jesli mezczyznie zalezy na kobiecie, to na jej wycofywanie sie
      reaguje zdwojeniem wysilkow. Kiedy mu nie zalezy, nie przejawia
      takiej reakcji. sama sobie odpowiedz, co tu sie dzieje.
    • jp66-2 Re: Problemy w zwiazku 02.02.09, 15:37
      Czy mam odpowiedzieć na ten post??
    • karolina.chonly Re: Problemy w zwiazku 02.02.09, 15:42
      Mysle, ze sama sobie odpowiedzialas - jasne, ze nie jestes mu
      potrzebna, skoro to wszystko JEGO: jego dom, jego pieniadze,
      kafelki...aha no i rodzice! Mieszkaja przeciez obok, zapomnij, ze
      bedziesz go widziala w wolnych chwilach - na 100% bedzie siedzial
      tylko u nich.
      Uciekaj z tego poki mozesz.
    • weronika.3 Re: Problemy w zwiazku 02.02.09, 16:00
      Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Dobrą stroną jest to, że opisywane przez
      Ciebie problemy pojawiły się jeszcze teraz, nim np. przeprowadziłaś się do
      wybudowanego domu.
      Decyzję o kontynuowaniu związku lub nie, powinnaś podjąć po szczerej rozmowie,
      najlepiej spokojnej, w cztery oczy, przemyśleniu wszystkich za i przeciw.
    • niuska77 Re: Problemy w zwiazku 02.02.09, 17:21
      Masz trudna sytuacje - nie zazdroszcze...
      Dom (budynek) nie jest wazny.
      Wazne sa Wasze relacje, akceptacja tego co pozostawila przeszlosc
      (dzieci) czyli czy Ty bedziesz matkowac jego dziecku z calym
      zaangazowaniem - nie wyrozniajac przy tym swojego dziecka (sadze ze
      to jest cholernie trudne i wrecz wbrew naturze) oraz czy on z takim
      samym zaangazowaniem bedzie realizowal wszelkie plany na przyszlosc
      dla Twojego dziecka.
      Sytuacja, w ktorej widywaliscie sie (nawet czesto) ale nie
      mieszkaliscie razem jest niczym w porownaniu ze wspolnym
      mieszkaniem, dzieleniem wydatkow i problemow.

      To, ze ludzie rania sie slowami, karza sie wzajemnie za jakies
      sytuacje, ze sa niedopowiedzenia - to jest naturalne ALE w dobrym
      zwiazku Ty bys wiedziala czy to tylko slowa i taka 'kara na zlosc'
      ale nadal mozesz na niego liczyc...
      Kiedy o to pytasz to znaczy ze tego nie wiesz a to znaczy, ze nie
      wiesz o wiele wiecej... Nie jestes pewna tej przyszlosci.

      My z mezem powiedzielismy sobie wiele zlego i to bardzo powaznie.
      Bardzo bolesne sa slowa i siedzi to w czlowieku dlugo ALE ja wiem,
      ze takie dziwne dni czy jakies klotnie (okropne!) to tylko
      odreagowanie. Nie jest to ani madre ani eleganckie co sobie robimy
      ale trwamy i bedziemy trwac i kazde z nas to wie. Bo nie potrafimy
      tej atmosfery utrzymywac dlugo i podejmujemy kroki w kierunku zgody.
      Ludzie przed naszym slubem pukali sie w czolo - jestesmy tak
      odmienni ale jestesmy juz 15 lat razem i mozna powiedziec 'beczke
      soli zdjedlismy'. Klotnie maja juz zupelnie inny charakter, jakos
      tak bardziej doroslo sie zrobilo... (choc w atakach skrajnej furii
      bywa, ze jeszcze rzadko powraca tamta nieelegancka forma).
      Tyle, ze ja po prostu wiem ze to przeminie.
      Nie podpisywalismy intercyzy, przy zakupie dzialki nie chcialo mi
      sie uczestniczyc wiec musialam sie zrzec tej dzialki, zeby tam nie
      jechac - i bez problemu sie zrzeklam :)) Jakbym sie miala rozstawac
      to chyba bol jest wazniejszy niz przeciaganie majatku na wlasna
      strone...

      Przemysl na co mozesz tak naprawde liczyc w tym zwiazku i bardzo
      intensywnie pomysl o skutkach dla twojego syna - bo jak Ty sie w cos
      wpakujesz to jakos sie wylizesz ale pomysl w co mozesz zapakowac
      dziecko.
    • jp66-2 Re: Problemy w zwiazku 02.02.09, 17:28
      jest mi tylko przykro kiedy to czytam, mógłbym odpowiedzieć ale nie, nie zrobię
      tego
Pełna wersja