alina66
14.12.08, 11:25
Właściwie to mogłabym się "podwiesić" pod wątek wydziedziczenie.
Moja matka ma 73 lata. Kiedy byłam dzieckiem, piła, ojciec też -
oboje bardzo dużo. Moi rodzice rozwiedli się, matka prowadziła z
ojcem wojnę prawie że na noże o wszystko- niemiłosiernie mną
manipulując. Po kilku latach po rozwodzie rodziców ja wyszłam za mąż-
a jakże - za alkoholika. Po kilkunastu latach małżeństwa też się
rozwiodłam. Mam dobry kontakt z moim bylym mężem, oprocz tego, że
jest uzależniony jest dobrym człowiekiem.
Przeszłam terapię dla DDA i współuzależnionych i zmienił się mój
stosunek do matki.
Moja matka jest bardzo trudnym człowiekiem- manipuluje otoczeniem,
jest bardzo złośliwa, podejrzliwa. Nie utrzymuje kontaktu z nikim z
rodziny (nawet z moją siostrą), nie ma przyjaciół ani znajomych.
Bardzo nalegała na to, żebym ja po rozwodzie została sama, nie
zaakceptowała mojego partnera.
No i teraz sytuacja wygląda tak: jestem związana z Niemcem i
mieszkam w Niemczech, matka nie może się z tym pogodzić. Są
miesiące, że nie kontaktuje się praktycznie ze światem zewnętrznym,
uważa, że jest ofiarą, że wszyscy przeciw niej spiskują, dziwnie na
nią patrzą,śledzą ją i intrygują przeciw niej.
Wyzywa mnie od faszystów, zdrajców , własciwie przy każdym
spotkaniu. Mojego partnera ignoruje całkowicie. Mojemu dorosłemu
synowi opowiada, że go wychowala, że nikt się nim oprócz niej nie
zajmował, a jego ojciec jest pijakiem i nierobem.
Do pewnego momentu dawałam się wyzywać,starałam się ją ułagodzić i
udawałam, że nic się nie stało.
Ale ja już nie mam siły, nie chcę, żeby mnie obrażała i wyzywała.
Wiem, że jest stara i nie wiadomo, jak długo jeszcze pożyje, ale po
prostu już nie mogę dłużej.
W jej imieniny zadzwoniłam do niej i chciałam ją zaprosić na Wigilię
(spędzę ją w moim polskim domu, w tej samej miejscowości, w której
mieszka moja matka), powiedziała, że Wigilia to dla niej zbyt ważne
święto, żeby je ze mną spędzić.
Ja wiem, że gdybym zaczęła ją błagać przez telefon, żeby przyszła,
to być może by przyszła, ale ja już nie mam siły.
Sądzę, że matka potrzebuje fachowej pomocy- tyle, że nie da się jej
tego wytłumaczyć- byłam u jej lekarki, prosiłam, zeby nie zapisywać
matce leków uspokajających i nasennych w takich ilościach (bierze je
nieprzerwanie od kiedy ja pamiętam- czyli gdzieś od 35
lat),prosiłam, żeby ją wysłać do specjalisty, ale bez skutku. Jak
matka się o tym dowiedziała, nie wpuszczała mnie przez 3 miesiące do
mieszkania.
Z ojcem mam dobry kontakt, matka mi tego też nie może wybaczyć.
Jest mi ciężko. Boję się o nią. Z drugiej strony mam do niej żal,
za stare historie i ciężko mi znosić te ciągłe wyzwiska i intrygi.