charl75
15.12.08, 21:09
Pisze, bo sama nie wiem co robic. Pewnie takich listow jak moje
pojawia sie tutaj tysiace i wlasciwie nawet nie licze na odpowiedz.
Swieta za pasem a u nas atmosfera grobowa, w sobote wykrzyczalam
mezowi, ze nie chce juz tak zyc, ze mam dosc. Ja radze sobie w
pracy, wrocilam zaraz po urodzeniu drugiego dziecka, dostalam awans.
W robocie nie mam konfliktow, raczej jestem osoba lubiana. Pracuje
od 8 do 17. Rano zawoze dziecko do przedszkola, mlodsze zostaje z
niania. POtem szybko spowrotem, pod pacha laptop i zakupy. Maz bywa
w domu tylko w weekendy, poniewaz w ciagu tygodnia jest poza - taka
niby praca. Zero seksu, o ktory zazwyczaj ja prosze i inicjuje. Zero
rozmow -co sie dzieje, slysze tylko daj spokoj. Ja przez caly
tydzien sama z praca, dziecmi, chorobami, jaselkami, pieluchami,
zakupami. Maz wiecznie: "daj mi spokoj" Do tego zero entuzjazmu w
nim, ja dosc pesymistyczna, zawsze staram sie widziec dobre strony,
on wiecznie zmeczony, wszystko go boli i krzywi sie jak maja wpasc
znajomi. Jak dwa odrebne swiaty. Jesli slysze to utyskiwania na
sytuacje polityczna, na sasiada. Nie moge tak zyc. I ciagle malo.
Malo sie zajmuje domem, za malo dan na obiad (dwa) za malo tego... i
z mojej pracy oczywiscie tez zaden pozytek - nie ciesz sie tak,
pewnie Cie wywala........
Co ja mam zrobic, jestem po 30, maz 30, czuje sie jak zona emeryta,
ktora jedyny fajny czas spedza z kochanymi dziecmi albo w pracy.....
Help me!!!