basia78p
17.12.08, 13:32
Mam 30 lat. Jestem wdową i mam 2 dzieci. Moje małżeństwo nie było
udane z powodu mojego męża. Był alkoholikiem i agresorem. Wiele razy
uciekałam z dziećmi z domu. I tak szykował się rozwód, ale w
międzyczasie mój mąż zmarł na serce. Widocznie tak miało być. Teraz
jestem z kimś i jest na prawdę bardzo dobrze, ale mój nowy
partnernie może pogodzić sie do końca z moją "przeszłością". Chodzi
o to, że boli go to bardzo, że nie był "tym pierwszym", nie był
ojcem moich dzieci i nie wyobraża sobie jak mężczyzna może tak podle
traktować swoją rodzinę, jak to robił mój zmarły mąż. Poza tym jest
nam ze sobą cudownie, jest wspaniałym człowiekiem, jest na prawdę
super, bo bardzo sie kochamy. Martwi mnie jednak fakt, że gdy tylko
wejdziemy na temat tego co było oraz dzieci, to on zaraz łapie doła.
Strasznie go to przytłacza. Poza tym nie wiem co mam o tym sądzić i
jak do tego podejść, kiedy on mówi mi, że nigdy pewnie nie pokocha
moich dzieci tak jak ja, albo jak by je kochał ich prawdziwy ojciec.
Może i ojciec je kochał, ale robił piekło w domu. Pewnie nie wszyscy
tak mogą, ale ja uważam, że można pokochać cudze dzieci jak własne,
ale może potrzeba do tego więcej czasu? On mówi, że nie czuje do
nich jakichś negatywnych uczuć, czasem go bawią, czasem zezłoszczą,
tak normalnie .... Nie chcę niczego ani ponaglać, ani przyspieszać,
chciałabym po prostu wiedzieć, jak mam się zachować? Czy to bardzo
niedobrze, że on w zasadzie nic do nich nie czuje, a może takie
cieplejsze uczucie przychodzi dużo później? Poradźcie coś.