Moja przeszłość i przyszłość....

17.12.08, 13:32
Mam 30 lat. Jestem wdową i mam 2 dzieci. Moje małżeństwo nie było
udane z powodu mojego męża. Był alkoholikiem i agresorem. Wiele razy
uciekałam z dziećmi z domu. I tak szykował się rozwód, ale w
międzyczasie mój mąż zmarł na serce. Widocznie tak miało być. Teraz
jestem z kimś i jest na prawdę bardzo dobrze, ale mój nowy
partnernie może pogodzić sie do końca z moją "przeszłością". Chodzi
o to, że boli go to bardzo, że nie był "tym pierwszym", nie był
ojcem moich dzieci i nie wyobraża sobie jak mężczyzna może tak podle
traktować swoją rodzinę, jak to robił mój zmarły mąż. Poza tym jest
nam ze sobą cudownie, jest wspaniałym człowiekiem, jest na prawdę
super, bo bardzo sie kochamy. Martwi mnie jednak fakt, że gdy tylko
wejdziemy na temat tego co było oraz dzieci, to on zaraz łapie doła.
Strasznie go to przytłacza. Poza tym nie wiem co mam o tym sądzić i
jak do tego podejść, kiedy on mówi mi, że nigdy pewnie nie pokocha
moich dzieci tak jak ja, albo jak by je kochał ich prawdziwy ojciec.
Może i ojciec je kochał, ale robił piekło w domu. Pewnie nie wszyscy
tak mogą, ale ja uważam, że można pokochać cudze dzieci jak własne,
ale może potrzeba do tego więcej czasu? On mówi, że nie czuje do
nich jakichś negatywnych uczuć, czasem go bawią, czasem zezłoszczą,
tak normalnie .... Nie chcę niczego ani ponaglać, ani przyspieszać,
chciałabym po prostu wiedzieć, jak mam się zachować? Czy to bardzo
niedobrze, że on w zasadzie nic do nich nie czuje, a może takie
cieplejsze uczucie przychodzi dużo później? Poradźcie coś.
    • izabelski Re: Moja przeszłość i przyszłość.... 17.12.08, 14:11
      nie podajesz zadnych szczegolow co do tego, jak sie to rozlozylo w
      czasie ...

      jest wiele sposobow na to zeby zmienic nastawienie do pasierbow -
      ale zainteresowany musi chciec

      ja bylabym bardzo ostrozna w deklaracjach, dopoki partner nie
      dojrzeje do tego, ze staje sie czescia rodziny - na dobre i na zle

      bo jak pojawi sie walsze wspolne dziecko - to co, bedzie je
      faworyzowal?

      milosc to jedno - a dojrzalosc do bycia w zwiazku to inna historia

      jesli zgodzisz sie na taki uklad - jak beda sie do niego odnosily
      dzieci - panie Jacku, wujku Jacku czy tato?

      jesli beda bezsenne noce czuwania nad chorym dzieckiem - ty bedziesz
      to robila, ale - on bedzie zachowywal sie albo jakby nic sie nie
      stalo albo bedzie zly, ze dzieciom poswiecasz za duzo uwagi

      mozemy tu dopisac wiele podobnych scenariuszy - na tyle negatywnych,
      zeby sama mysl o wprowadzaniu w zycie dzieci twojego partner
      przyprawila cie o lzy

      dzieci przezyly traume - zachowanie sp.ojca i jego smierc, nie
      funduj im kolejnej - czlowieka, ktory je nie zaakceptuje
      wplynie to bardzo negatywnie na ich poczucie wartosci i w
      przyszlosci moze zaowocowac powaznymi problemami wychowawczymi
    • izabelski i jescze ... 17.12.08, 14:14
      skoro jego stosunek do twojej przeszlosci jest taki :
      "boli go to bardzo, że nie był "tym pierwszym", nie był
      ojcem moich dzieci i nie wyobraża sobie jak mężczyzna może tak podle
      traktować swoją rodzinę, jak to robił mój zmarły mąż"

      to czy on aby nie wini ciebie za to?
      (wiem to brzmi idiotycznie - ale tak sie czasami zachowuja ludzie,
      ktorzy nie maja pojecia o przemocy)

      popatrz na tytuly lektur we wstepie to tego forum
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24028
      przeczytaj cos i moze i jemu podsun - na pewno pomoze w zrozumieniu
      mechanizmow i pozwoli wam obojgu razem nad tym pracowac
      • basia78p Re: i jescze ... 17.12.08, 14:46
        W czasie to wyglądało tak. Mój mąż zmarł rok temu. Z moim obecnym
        partnerem znamy się już bardzo długo, bo praktycznie od dzieciństwa,
        a kontakt "odświeżyliśmy" mniej więcej w tym samym czasie kiedy
        odszedł mój mąż. Nadmienię, iż już dawno nie mieszkałam z mężem i
        mieliśmy wziąć rozwód. Może on faktycznie nie ma pojęcia o przemocy
        w rodzinie, bo jej nigdy nie zaznał. Ja czasami mam wrażenie, że
        dzieci dla niego to taki bolesny dodatek do mnie, bo ciągle
        przypominają o tym, co kiedyś miało miejsce - byłam żoną innego
        gościa i miałam z nim dzieci. Nie chciałabym im fundować kolejnego
        zawodu i kolejnego "ojca", który bedzie je miał w .... Nie wiem
        jakby było, gdyby było nasze wspólne dziecko, ale wiem, że on o tym
        myśli i pragnie tego, tyle, że nie ma pracy..... :( Cos dużo tych
        przeszkód, jak tak o tym piszę...
        • marzeka1 Re: i jescze ... 17.12.08, 15:19
          "Chodzi
          o to, że boli go to bardzo, że nie był "tym pierwszym", nie był
          ojcem moich dzieci"- jeżli twój facet nie nauczy się akceptować twojej przeszłości (no przecież nie wymażesz małżeństwa, dzieci i wdowieństwa!!!), bałabym się wchodzić w nowy związek, bo masz teraz dzieci, za któe jesteś odpowiedzialna, no i nie masz pewności,że gdyby pojawiło się dziecko wspólne, nie będzie ono w nienormalny sposób faworyzowane. Poza tym, piszesz,że nie ma pracy, to bardzo poważna przeszkoda, bo masz już na utrzymaiu 2 dzieci, chesz jeszcze.
          • basia78p Re: i jescze ... 17.12.08, 15:25
            Ja to wiem, i niby on to też wie, że brak pracy uniemożliwia nam
            jakby dalszy rozwój sytuacji i związku. Mi to też nie pasuje, że on
            ciągle nie może się pogodzić z tym co było, każdy ma swoją
            przeszłość, a on był doskonale zorientowany w mojej sytuacji od
            początku.... :((( Kurde, jakie to wszystko trudne...
            • marzeka1 Re: i jescze ... 17.12.08, 15:57
              Powiem dosyć brutalnie, ale pan, który stroi fochy,żeś nie dziewica i dziećmi obarczona, a sam nie jest w stanie zapewnić ci utrzymania, tak naprawdę kwalifikuje się na odstrzał, bo jedno małżeństwo miałaś nieudane, warto nie powtarzać błędów, bo sobie to ewentualnie życie możeszs skopać, ale w czym zawiniły twoje dzieci????
              Jak wyobrażasz sobie bycie z facetem, który nawet na własne utrzymanie nie zarabia???? żebyś przypadkiem nie wpadła z deszczu pod rynnę.
              • izabelski Re: i jescze ... 17.12.08, 18:07
                jak z nim sie zwiazesz - bedziesz miaal 3 dzieci
                z tym, ze najstarsze bedzie ni do kontrolowania

                powaznie sie zastanow i nie daj sie zbalamucic wspomnieniami z
                mlodosci
                potem ci powie - widzialy galy co braly - i tyle
                • basia78p Re: i jescze ... 17.12.08, 19:13
                  Na pewno macie rację, musze być twarda i konsekwentna. Ja pracuję
                  ale nie będę utrzymywała jeszcze dorosłego i zdrowego faceta, bo on
                  ma swoje poglądy na zarabianie. Juz i tak wiele razy było tak, że to
                  ja byłam sponsorką i jemu to najwidoczniej nie przeszkadza, a chyba
                  wręcz przeciwnie. Ja w zasadzie to mam komu dać swoja kasę i chyba
                  nie koniecznie jemu. Postaram się poważnie o tym z nim porozmawiać
                  jak się spotkamy, bo dzisiaj to pewnie nie nastąpi, bo własnie ma
                  kolejnego doła z tego powodu. Szkoda, że ciągle sie nad tym głowi,
                  zamiast sie zastanowić nad swoją emeryturą i zmarnowanym czasem.
                  Dziekuję Wam za szczere opinie. Proszę o więcej !!!!
                  • izabelski Re: i jescze ... 17.12.08, 19:35
                    wiesz - nie przeprowadzaj jakichs drastycznych rozmow przed swietami
                    po prostu go nie sponsoruj
                    delikatnie dajac do zrozumienia,ze w czasie kryzysu musisz
                    oszczedzac na cos zwiazanego z waznymi wydatkami rodzinnymi

                    jak postawisz sprawe na ostrzu noza, to sie poklocicie i popsujesz
                    sobie swieta (no chyba ze zerwanie poprawi cie humor - to wtedy
                    sobie nie zaluj :-) )
                  • marzeka1 Re: i jescze ... 17.12.08, 19:43
                    " bo on
                    ma swoje poglądy na zarabianie."- ciekawe podejście, wybacz, opis pana jest wybitnie zniechęcający, skoro teraz zauważasz,że go sponsorujesz, myślisz,ze potem będzie inaczej- jak ktoś zauważył- dojdzie ci dorosłe dziecko, które będzie nie do skontrolowania. Oprócz kolejnego nieudanego związku (bo tu nic nie wskazuje, by to mogło się udać), powinnaś pomysleć o dzieciach, one już swoje przeszły, bo żyły w niedobrej rodzinie, zmarł im ojciec. Nie jest im potrzebny facet, który ich nie akceptuje. A dodatkowo- dlaczego uważasz,że ty sama zasługujesz tylko na faceta, któego musiałabyś utrzymywać????
                  • mazda25 Re: i jescze ... 17.12.08, 19:45
                    Zauwazylam,ze pod wplywem roznych opini,zmienil sie rowniez ton
                    twoich wypowiedzi.Czyzby twoimi uczuciami mogli sterowac obcy tobie
                    ludzie?
                    Jezeli twoj przyjaciel nigdy nie mial zony i nie zyl w powaznym
                    zwiazku,to moze nie nalezy go tak mocno obwiniac za zazdrosc o
                    przeszlosc.Nie on jeden ma z tym problemy.Przeciez zdarza sie ,ze
                    zyjemy w udanym zwiazku,a jestesmy zazdrosni o jakas przyjaciolke
                    czy przyjaciela z mlodosci,absolutnie irracjonalane ale
                    prawdziwe.Dlatego tez nie wydaje mi sie to takim wielkim
                    problemem,moze trzeba tylko o tym umiejetnie rozmawiac,a nie
                    zamiatac pod dywan.Kwestia stosunku do dzieci jest natomiast
                    szalenie wazna.On moze byc o nie zazdrosny bo pochlaniaja twoja
                    uwage i sa u ciebie na pierwszym miejscu.Wazne jest ile on wykazuje
                    inicjatywy w kontaktach z twoimi dziecmi ile uwagi im poswieca,czy
                    interesuja go ich problemy.Aby kogos poznac i polubic to trzeba
                    troche czasu.Dlatego tez musisz miec oko i ucho otwarte na jego
                    kontakty z twoimi dziecmi.Obojetnosc nie jest dobra.Twoje dzieci tez
                    potrzebuja mezczyzny w rodzinie dlatego twoj przyjaciel musi do was
                    wszystkich pasowac.
                    • izabelski Re: i jescze ... 17.12.08, 19:57
                      czasami na forum bywa tak, ze ktos pyta - bo ma wielkie watpliwosci
                      wiele spraw przemyslal a dzieli sie tutaj tylko urywkiem swoich mysli

                      nie sadze, zebysmy my zmienily jej punkt widzenia

                      to raczej ona miala wiele przemyslen na ten temat a my potwierdzamy
                      jej watpliwosci
                  • die_blume Re: i jescze ... 18.12.08, 11:38
                    To znaczy, że pan ma jakies emocjonalne problemy, to on powinien Ciebie wspierac
                    po tym co przeszlas, a tu jeszcze on ma dola. Nie mysli o przyszlosci, o
                    zapewnieniu Wam godziwego zycia, tylko ciagle sie ogląda.
                • szysz_ka Re: i jescze ... 17.12.08, 19:24
                  ja bym na twoim miejscu była ostrożna i 100 razy sie zastanowiła nad
                  byciem z kims takim - Sytuacja troche przypomina mi moją. Spotykałam
                  sie z pewnym panem i też był cudowny, pięknie mówił o miłosci i
                  wspólnych dzieciach, były plany na przyszłość i deklarowanie miłosci
                  aż po grób, no wogole och i ach..ale było jedno ale, tzn. on nie
                  mógł sie pogodzić z myślą, że nie był moim pierwszym (wczesniej
                  byłam w dlugoletnim związku z innym). Mówił, ze jestem cudowna,
                  wartosciowa i wogóle, no ale mialam jedną wadę..miałam przed nim
                  innego (no jak że ja wogóle smiałam :) ) i z tego powodu w głownej
                  mierze dziś nie jestesmy razem. bo jak ktoś nie akceptuje mnie
                  calej, no to sorry, spadaj mały!!! na dodatek sam święty nie był,
                  ach szkoda słów.
                  Zastanów się czy przypadkiem facet nie jest jakims popaprańcem, może
                  ma niską samoocenę i stąd to wszystko. Masz dzieci i one są
                  najważniejsze a faceta szukaj takiego, który bedzie kochał cie całą.
                  I jeszcze jedno, ja na początku nawet się cieszyłam, że on taki o
                  mnie zazdrosny był, ze chciał byc pierwszy, myślałam że to z
                  wielkiej miłości..nie daj się zwieść pozorom. Pozdrawiam.
                  • agnieszka_iwaszkiewicz Re: i jescze ... 17.12.08, 23:39
                    Rok czasu od śmierci męża, nawet niekochanego i uciążliwego, to jednak niedługi
                    okres. Pani także potrzebuje czasu na asymilację do nowej sytuacji oraz
                    poznania dobrze partnera. Jest Pani zaangażowana w nowy związek, bo wydaje się
                    on bardzo kontrastowy do poprzedniego. Ale warto go jednak trochę wypróbować.
                    Posprawdzać ,na ile pretensje wobec Pani przeszłości, nie przerodzą się w
                    nadmiarową i nieuzasadnioną zazdrość lub nie ma w nich zachowań agresywnych.
                    Trzeba się przyjrzeć partnerowi, który nie ma dzieci, jak wchodzi w rodzinę z
                    dziećmi. Nie ma co wymagać od niego miłości do nich , ale trzeba obserwować jego
                    naturalne zachowania, akceptację Pani metod wychowawczych, rozumienie potrzeb
                    dzieci stosownych do wieku. To co Pani pisze o partnerze w tej kwestii, wygląda
                    na naturalne, ale i tak proponuje uwagę w tym względzie.
                    Ważne, żeby Pani aktualne zaangażowanie, zrozumiałe po latach trudnego
                    małżeństwa, nie stępiło Pani rozsądku. Proszę dać sobie czas na sprawdzanie
                    wszystkich swoich wątpliwości. Niech nic Panią nie pospiesza. Agnieszka
                    Iwaszkiewicz
                    • basia78p Re: i jescze ... 18.12.08, 11:05
                      To nie jest tak, że pod wpływem 4 postów zmienia sie mój
                      światopogląd. Na początku każdy dzili się skromnie swoim problemem,
                      a dodatkowe wątki wychodzą w toku dalszej rozmowy. Początkowo
                      starałam się opisac problem "na sucho", bez ładowania do tego swoich
                      przemyśleń i emocji, licząc na to, że może ktoś jeszcze myśli
                      podobnie jak ja, bądź też obali moje obawy. Jak sie okazuje,
                      większość odpisujących jest prawie jednomyślna. Trzeba poczkać,
                      trzeba wybadać, trzeba dać sobie i jemu trochę więcej czasu...
                      Z tego co mówił, to nie miał wcześniej za dużo "poważnych" związków,
                      i dopiero spotykając się ze mną zaczął myśleć w kategoriach własnej
                      rodziny. Mówi, że po prostu nie spotkał wcześniej nikogo takiego,
                      żeby powstały w nim takie uczucia i chęć założenia swojej rodziny.
                      Dopiero będąc ze mną jest w stanie robić takie plany na przyszłość.
                      Wiem, że kwestia dzieci jest tu b. ważna, tylko że on nie zna
                      jeszcze tego uczucia, które ja juz poznałam mając własne dzieci.
                      Myślę, że tego nikt nie jest w stanie zrozumieć ani poczuć
                      wcześniej, dopóki nie ma swoich dzieci. To one wywracają nasze życie
                      do góry nogami. Może on to dopiero poczuje tak na prawdę, jak sam
                      zostanie ojcem? Co do pretensji o przeszłość, to ja bym tego tak nie
                      nazwała. On nie ma pretensji do mnie i nie robi mi wymówek z tego
                      powodu, tylko mówi, że żałuje, że mnie nie odszukał kilka lat
                      wstecz, bo może to on by był teraz ojcem moich dzieci i nasze życie
                      potoczyło by się zupełnie inaczej. Po prostu jest to dla niego
                      bolesne, jak pomyśli, że kiedys kogos kochałam tak, że postanowiłam
                      założyć rodzinę. Powiedział, że czuje się jak ktoś gorszy, taki
                      zamiennik, czy zastępca, a nie ten pierwszy, najważniejszy.
                      Tłumaczyłam mu, że dla mnie to jest irracjonalne podejście. No nie
                      wiem, może się mylę, ale dla mnie nie liczy się kolejność tylko
                      jakość. I bynajmniej nie jest agresywny, napewno. No i dzieci....nie
                      będę niczego przyspieszała, tylko będę obserwowała. Nadmienię tylko,
                      iż one za nim przepadają, rysują mu laurki, pchają mu się na kolana,
                      lubią z nim spędzać czas, coś robić razem, po prostu do niego
                      lgną....
Pełna wersja