zbychu1981
20.12.08, 17:17
Mam taki problem. Jestem w malzenstwie od podan roku. Jak to czesto
bywa mieszkamy z rodzicami mojej zony. Jej rodzice a moi tesciowie
bardzo zle ze soba zyja, nie gadaja juz nawet ze soba.
Moja zona jest jedynaczka. Obwinia o wszystko ojca i probuje
zastapic go swojej matce. Wszedzie ze soba chodza, zyja praktycznie
razem ze soba i dla siebie. Ja jestem troszke z boku tego. Non stop
sie kontaktuja z byle jakiego powodu, ja nie widze tam poprostu dla
siebie miejsca.
jak zaczalem o tym rozmawiac to zaczely sie awantury i ze tak wcale
nie jest.
Jej matka tego chyba nie widzi bo nie uwaza zeby cos zle robila, a
prawda jest taka ze wszystkimi swoimi problemami obciaza corke.
Corka jest taka ze nic jej nie odmowi, nie powie, prowadza prawie
za raczke. Nie chce zbytnio sie wyprowadzac bo boi sie o matke a
pozatym mamy za kilka miesiecy sie wyprowadzic. I taka z nia rozmowa.
To nie jest cos takiego ze corka jest uzalezniona od matki tylko
matka od corki a corka nie potrafi jej odmowic, ciagle bardzo
przesadnie sie martwi itd. Dzwoni do corki kilka razy dziennie, jak
wyjdziemy nawet na pol godziny to juz jest telefon.
Jak zona gdzies wychodzi, na zakupy czy gdziekolwiek to tylko z
matka, chyba ze ja juz sie mocno przeciwstawie. Nie ma praktycznie
kolezanki, kolezanke zastepuje jej matka, a matce corka zastepuje
ojca.
A dla mnie coraz bardziej brakuje miejsca w tym wszystkim. Nie wiem
co mam robic, boje sie ze po wyprowadzce bedzie non stop to
samo..........Co robic?