Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sobą:-(

04.01.09, 10:29
Nie wiem co mam robić, jestem załamana, rozczarowana sobą jako
matka, swoim macierzyństwem i ogólnie teraźniejszością. Przecież
zycie matki małych dzieci, w najpiękniejszym okresie ich zycia nie
powinno polegać na tym, żeby przetrwać z zaciśniętymi zębami ten
okres i przeczekać, aż będą starsze i łatwiejsze w obsłudze i troche
się ode mnie „odczepią i dadzą żyć”. Przecież to nie powinno być
tak. Przecież to wlaśnie jest życie, i nazywa się szczęściem w
dodatku, to co jest ze mną nie tak, że dla mnie to trudna sytuacja,
której mam serdecznie dość. Jestem mamą dwóch chłopców, którzy mają
prawie 5 i prawie 2 latka. Jak urodziłam pierwszego synka już
wiedziałam, ze cos ze mną jest nie tak, ze nie będę taka mama jak
obserwuję czasami u koleżanek, poświęcającą się bez mrugnięcia okiem
i bez marudzenia, ze dziecko jest nr 1 i ja się nie liczę, nie
narzekającą na to, ze ciężko, ze nie można wyjść z domu kiedy się
chce i normalnie zyć. Od początku czulam frustrację z powodu tego,
ze dziecko płacze, nie spi w nocy, wisi na mnie, łazi mi za d…
czasami calymi dniami, ze ciągle cos chce, i ze ciągle musze być na
każde zawolanie. Denerwuje mnie płacz dzieci, marudzenie o
niewiadomo co itd. Ale podobno po pierwszym dziecku i tak w opinii
rodziny i znajomych byłam wyciszona, spokojniejsza i zadowolona z
życia, w mojej opinii bylam sfrustrowana, darłam się na malego
czasami o byle co i miałam go nie raz dośc. Uwielbiam moje dzieci,
staram się być dobrą mama, ale nie wychodzi mi to najlepiej.Czuje
się jak w jakiejs szkole przetrwania z ktorej mam ochote coraz
częsciej uciekać. Drugi maluch okazal się jeszcze większym
diabełkiem niż pierwszy, pierwszy przy nim to jednak anioł, a nie
dawal nam spac przez 2,5 roku, odstawiał wszystkie możliwe bunty
itd. Teraz to dopiero mam wesoło.Starszy egoista, zachowuje się tak,
jakby najchętniej chciał pozbyc się malego.mały jest słodziachem
cudnym, ale jednoczesnie broi za trzech, wszędzie go pełno, na
sekunde nie można go spuścic z oka, mam wrazenie ze babcie oddychają
z ulga jak już wyjeżdżamy, bo każdy jest nim zmęczony.
Jestem zawiedziona sobą jako matką-pracuję (i dobrze, bo chyba praca
ratuje mi życie obecnie i nie daje zwariować) wychodze czasami ze
znajomymi, oczywiście z męzem osobno bo nie mamy z kim zostawiać
dzieci, robie teraz kurs prawa jazdy, czasami wyjeżdżam w delegację
(żadko, ale jednak)tak, ze moje zycie, to nie tylko dom i dzieci,
ale jednak cos jest nie tak. Nie radze sobie z emocjami, dzieci mnie
męcza, denerwują, w domu jest ciągle pisk, krzyk, walka o zabawki,
nie da się odpocząć, odetchnąc, bo ciągle któryś coś chce , wszędzie
ich pełno, głośno-jeden wielki chaos. Radze sobie z nimi owszem, ale
mam zbyt duzo momentow ze jestem nieszczęsliwa, ze czekam tylko jak
podrośnie mały, zeby już się zająl spokojniej czyms, nie
przeszkadzal starszemu w zabawie, bo to tylko wieczne krzyki.Marze o
tym, żeby bacie zabieraly ich czasami na weekend, żeby można było
pospać, wyjśc gdzieś z mężem razem, rozwala nam się małżeństwo przez
brak czasu dla siebie, przez to, ze wychodzimy osobno, kazde z nas
ma swoje towarzystwo , swoje sprawy, prace, znajomych ,coraz mniej
nas łączy, więcej dzieli, dzieci stoją między nami, nie dają
porozmawiać,pobyć razem, robimy poza domem wszytsko osobno, bo razem
z dziecmi się jeszcze nie da. Ale o ile babcie były cudowne jak
mielismy jedno dziecko, to odwrocilo się wszystko o 180 stopni, jak
urodzil się mały. Teraz, kiedy potrzebujemy tym bardziej ich pomocy,
to one są zmeczone, maja swoje sprawy i boja się zwyczajnie zając
dwojka, zwłaszcza ze maly jest naprawde męczący i widze ze może i by
chcialy czasami , ale się boją. Znowu oddac każdego do innej babci w
tym samy czasie to też niezły wyczyn i żadko się zdarza, zbyt żadko.
Nie wiem co mam robić, nie tak powinno wyglądac moje, męza i ich
zycie, ze mama jest ciągle zła, zmęczona, ma ich dośc i najchętniej
ucieklaby z domu na koniec świata. Tęsknie za nimi jak ich nie widze
trochę dłużej niż zwykle, ale nie wracam chętnie do domu, uciekam w
pracę, przyznaje, co też powoduje problemy z męzem i
nieporozumienia. Mąż mi zarzuca, ze angazuje sie za bardzo w prace,z
e jest dla mnie wazniejsza, ze w pracy jestem szczęsliwa,
usmiechnięta, w domu nieszczęsliwa-mamy problemy przez to. Dzieci
mnie drażnią , złoszcza, za duzo ich wszędzie , płaczę przez nich,
krzycze na nich, jestem okropna;-( Jest mi strasznie, strasznie źle,
mam wyrzuty sumienia, ze nie lubie się z nimi bawić, ze oczekuje ze
mi dadza święty spokoj, ze nie będą nic chcialy, żebym tylko nic nie
musiała. Najgorsze jest to, ze myśle coraz częściej o tym, ze
popelnilam straszny błąd mając drugie dzicko tak wczesnie a nawet
mając je w ogole. Wiem, ze to straszne co piszę, ale uświadomiłam to
sobie i chyba pora się samej sobie do tego przyznać, ze tak wlasnie
myślę. Uwielbiam malego łobuza, już sobie nie wyobrażam bez niego
zycia, ale niestety,czesto myslę o tym, jakby to było fajnie i
spokojnie mieć już odchowanego 5 latka, z ktorym można wszedzie
pojśc, dogadac się, nie biegac za nim w kolko, pojechac na wakacje
bez wożenia polowy domu ze sobą, bez krzykow , piskow i chaosu w
domu-po prostu mieć spokój. Jestem cholerną egoistka, wiem ,mogłam
pomyśleć wczesniej, wiem-ze drugie dziecko nie było już tak
upragnione i raczej z wyrachowania-ze przeciez chcemy mieć dwoje
dzieci, wiec robmy szybciej i miejmy to z głowy (w sensie pieluchy,
nieprzespane noce itd.).A to chyba nie powinno być tak, chyba
powinno się mieć kolejne dzicko wlasnie dlatego, ze się tego
pragnie, a dla mnie druga ciąza była koszmarem, miałam jakas
depreche, ze już nic mnie w zyciu nie czeka, tylko dzieci i dzieci,
czulam się uwiązana jak pies do budy z wielkim pragnieniem urwania
się z tego łańcucha. Teraz też się tak czuję. Może ja w ogóle nie
powinnam mieć dwojki dzieci-tez myśle tak bardzo często. Boże, jaka
ja jestem sobą rozczarowana, jak ja chcę być lepsza mama dla moich
dzieci, zajmowac się nimi z radością, z chęcią, nie z obowiązku.
Jaka ja czuję się uwiązana,ograniczana, nieszczęsliwa, czuje się jak
zakładniczka. Nie wiem co robić, jak się zmienić, nie tak powinno
wyglądac moje zycie, bo przeciez jak matka jest nieszczęśliwa, to
jak mogą być szczęsliwe dzieci?Szkoda, ze nie wiedzialam wczesniej
ze tak to będzie wyglądalo, bo widze teraz, ze jednak nie nie dla
wszystkich to podwojne szczęscie, jest jednak szczęściem. Myslalam,
ze zostając matką kobieta zmienia sie na tyle,z e dopasuje sie do
tej trudnej sytuacji, ze ja to uszczęsliwia, tylko czmu jak sie
zmienilam, owszem, ale nie w tym kierunku? ze mnie to nie
uszczęsliwia? ze gdyby nie praca i gdybym musiala byc z dziecmi w
domu bylabym bardzo, ale to bardzo nieszczęsliwa? ze patrzenie na
rozwoj moich dzieci nie ejst dla mnie wystarczającym szczęsciem i
czegos wiecej mi w zyciu trzeba? ze ja tez jestem ważna?Nie wiem co
robic, bylam juz u psychologa, łykam ziolowe uspokajacze, zeby sie
wyciszyc, ale i tak nie poprawia i to nastroju,w domu sa napięcia,
ja wiecznie zmeczona, zla i nieszczęsliwa, czekac az maly podrosnie
i wtedy bedzie lepiej? ta mysl tez trzyma mnie przy zyciu, ale
przeciez on wlasnie teraz jest slodki i kochany, a przy okazji męczy
wszystkich wokół na maxa.nie wiem co mam ze soba zrobić, jak sobie
pomoc, jak sie zmienić, doradźcie coś.z góry dziekuję.aga
    • delecta Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 11:14
      Krótko, bo wyjść muszę i dokładnie nie przeczytałam.... ale uwierz
      mi:
      BĘDZIE LEPIEJ!!!
      Żadna z nas, dopóki nie ma dzieci, tak naprawdę nie ma pojęcia, czym
      jest macierzyństwo. Nawet, gdybyś miała siódemkę, to też nie znaczy,
      że masz gotową instrukcję obchodzenia się z ósmym, bo już wiesz, że
      każde dziecko jest inne.
      Szybko Ci dzieci podrosną i będą wymagały coraz mniej Twojego
      fizycznego zaangażowania. Masz prawo do zmęczenia, złości i
      depresji; jesteś człowiekiem, a nie automatem.
      Bardzo dobrze, że nie zrezygnowałaś z parcy zawodowej. Ja miałam
      krótką przerwę, bo byłam przekonana, że z nikim dzieciom nie będzie
      tak dobrze, jak ze mną - dalej zresztą tak mi sie wydaje. Tylko że
      dzieci małe chcą mieć przede wszystkim mamę przy sobie, a starsze
      taką mamę, która je kocha, ale która im imponuje również pod
      względem "pozadomowym".
      Krótko mówiąc - ja dzieci kocham ponad życie, ale w tej chwili zdaję
      sobię sprawę, że w małżeństwie jest to element przechodni. Trzeba
      tak żyć żeby wyprowadzka dzieci (nawet nie wiesz, jak szybko to
      nastąpi:), przeszła dla wszystkich bezboleśnie i żebyś nie musiała
      od nowa budować sobie życia.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      d
    • dagi80 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 12:20
      Ja dokładnie wiem co czujesz ponieważ przeżywam to samo. Pierwsza ciąża była wyczekana ale dziecko całkowicie przerosło moje oczekiwania. Nieprzespane noce, zero wyjsć ciągły płacz, wieczne spacery i do tego sama bo mąz w pracy a dziadkowie daleko. Nastepnie była przeprowadzka jeszcze dalej i kolejna ciąża. Teraz mam dwie dziewczynki 4 i 2 lata każda inna i strasznie niegrzeczne. Starsza to typ depresyjny, wiecznie smutna, niezadowolona, pyskata i rządząca, a młodsza to słodki ale uparty diabełek. Ja niepracuje więc cały czas jestem z nimi sama, męża wiecznie nie ma poza tym walczymy wciąz z skutkami jego zdrady, jestem wiecznie zmęczona, zdenerwowana, na wszytsko reaguje krzykiem a potem płacze w samotności. Biorę persen na uspokojenie ale nic nie pomaga. Nie umiem sobie poradzić z soba i dziećmi a znikąd pomocy. Wiecznie słysze albo krytyke albo "dobre" rady, a jak ktoś (dziadkowie) wezmą dzieci do siebie to od razu każa zabrać bo brak im cierpliwości.
      Ostatnie kilka miesięcy przebywam u mamy bo mąz jest za granicą i wcale nie przyjeżdża i widze że jest również zmęczona dziećmi ale wciąz mi mówi co mam robić jak sie do nich zachowywać a sama na nie wrzeszczy. A ja już nie mam siły.
      Pocieszam sie że dzieci wyrosną a ja wreszcie zajme się soba, ale kiedy to nastąpi.. Trzymaj się kiedyś bedzie lepiej napewno nie jesteśmy same w takiej sytuacji
      • catrinceoir Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 14:49
        wbrew mitowi, jaki kobiety same staraja sie kultywowac (idealnej matki-Polki),
        wiele czuje sie podobnie, jak opisalas. ja moglabym sie podpisac pod kazdym
        zdaniem (z jedna roznica - mam 1 synka). otoczenie i wiara w stereotyp sprawia,
        ze czujemy sie winne, nieudane, sadzimy, ze jestesmy jakims wynaturzeniem... to
        nieprawda! tylko dajemy sobie wmawiac, ze musimy byc wszystkie rodem ze Stepford
        ;) kiedy wyszukiwalam posty opisujace takie odczucia i probowalam pokazac
        mezowi, ze nie jestem sama, twierdzil, ze nie bedzie czytal o problemach bab
        majacych "nierowna pod czapa", wystarczy, ze toleruje mnie, bo jestem jego zona.
        czulam sie zerem, bo nie dorastalam do jakiegos idealu, ktorym nawet nie
        chcialam byc! bylam coraz bardziej nieszczesliwa, a maz w tym czasie znalazl
        sobie kolezanke, z ktora mogl dzielic swoje hobby, wyjsc na piwo, i ktora miala
        naturalny dar do zabaw z malymi dziecmi (czasem zostawala z nasym synkiem).
        kiedy w koncu poszlam do pracy, nie zabralo mu wiele czasu zdradzenie mnie...
        kobieta nie przestaje byc czlowiekiem, kiedy zostaje matka - a kazdy czlowiek ma
        swoje potrzeby. jedna mama owszem, potrzebuje bycia z dzieckiem 24 na dobe i ja
        to cieszy, ale inna chcialaby np. pojsc na basen bez dziecka, czy powspinac sie
        w gorach, i to wcale nie znaczy, ze jest gorsza osoba!
        najwazniejsze to nie zaprzeczac swojemu "ja". nie musisz byc idealem, nie musisz
        udawac, ze nie interesuja Cie rzeczy nie zwiazane z dziecmi, i ze nie masz
        ochoty byc czasem tylko soba - nie soba w roli mamy, ale soba, jaka bylas,zanim
        zostalas mama. trzymam kciuki, zebys odnalazla siebie :)
        • verdana Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 15:31
          Twoja frustracja jest wynikiem idealizowania macierzynstwa. Sa
          kobiety, i zareczam, jest ich mnóstwo, ktore nie nadaja się do
          sziedzenia w domu z dziećmi i dla niech nie jest to czas radosnego
          wychowywanie maleństw, tylko czas , kiedy przestają byc soba, czuja
          się uwiezione i bez zadnych perspektyw. Problem w tym, ze dzisiejsza
          maoda ocenia takie matki surowo - skoro chcialas mieć dziecko to
          musisz chcieć także je wychowywać 24 godziny na dobe i przed dobrych
          pare lat zapomnieć o wlasnych potrzebach.
          A prawda jest taka, ze nie tylko dla matek, ale i dla dzieci byloby
          znacznie lepiej, gdyby potrafiono zaakceptowac, ze nie tylko dzieci
          sa rózne, ale i mamt też - i poza okresem wczesnego niemowlectwa
          powinny się liczyć potrzeby obu stron, nie tylko dzieci.
          Moja rada jest nastepujaca - jak najszybciej oddaj dzieci do
          przedszkola czy żłobka i idź do pracy, nawet gdyby 100% pensji
          poszlo na opieke nad dziećmi. Dla dobra wlasnych dzieci. Zbyt duzo
          znam matek, ktore udreczone tymi wymuszonymi latami w domu "dla
          dobra dziecka" nie miały juz później dla dziecka cierpliwosci,
          czasu, energii. Wypaliły się.
          Ja mam Twoje usposobienie. Najmlodszego syna oddałam do żłobka w
          wieku 11 miesiecy - nie tylko z koniecznosci. I dobrze zrobiłam.
          • ane16 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 15:50
            Verdano,nasza bohaterka pracuje,a nawet maż jej zarzuca ,że
            za bardzo poświęca sie pracy.
            Ja myślę ,że są kobiety ,które nie powinny być matkami.
            Nie każdy może być lekarzem,górnikiem ... itd ,a nie każda kobieta - matką.
            Jakby nie patrzeć macierzyństwo jest poświęceniem.
            Może to okrutne ,ale tak uważam.
            • verdana Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 21:19
              To powinna wynająć opiekunke na co najmniej jeden wieczor w
              tygodniu. Owszem, sa kobiety, ktore moze i nie powinny byc matkami
              malutkich dzieci, za to idealnie sprawdzają się jako matki dzieci
              starszych i nastolatkow. Ale w naszej kulturze uznaje się, ze matka
              malutkich dzieci powinna być nimi zachwycona i nie uwazać ich
              zachowania za udrekę, a matka nastolatkow przeciwnie - ma prawo
              uwazać dzieci za wredne, nieusluchane i egoistyczne istoty.
              Sa, zareczam Ci doskaonale matki malutkich dzieci, kompletnie nie
              sprawdzające się jako matki starszych i znerwicowane matki maluchow,
              ktore uwazaja,że najpiękniejszy okres macierzynstwa to posiadanie
              rzekomo niewdzięcznych nastolatkow. I z nimi siedogaduje, nie męczy
              i nie narzeka.
              Nie chcialabym wartosciować, ale w sumie chyba dla dziecka ten drugi
              typ jest co najmniej nie gorszy od pierwszego.
              Macierzyństwo NIE jest poswięceniem, tylko wyborem - jak cos
              wybralam i chciałam, to się nie poswięcam. A jesli jest, to fatalnie
              dla dzieci. Dla mie nie ma nic gorszego od mamy, ktora uznaje, ze
              się dla dzieci "poswieciła" - to wlasnie świadczy o tym, ze bycie
              matką jest dla niej ciężarem i wolałaby dzieci nie mieć, bo ktoż
              kocha poswiecanie się?
              • kulma.m Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 05.01.09, 00:12
                Witam

                Bardzo ciesze sie ze jestes :) bo ja wrocilam do pracy jak mala
                miala dokladnie 4 miesiace, potem nastepowal korowod (moja siostra
                jako niania 5 miesiecy, maz 1 miesiac na urlopie, potem babcie
                dziedkowie, mamy przyjaciolek) az dostrwalismy do momentu (Oliwia ma
                1 rok) ze od jutra idzie do zlobka... Boje sie martwie ale z pracy
                za Chiny Ludowe nie zrezygnujne. Akurat mam szczescie, moj maz to
                oaza rodzinnosci, kocha mala nad zycie, co prawda nie wie jak sie
                nazywa jej lekarz, jakie badania i kiedy, ze trzeba recepte na mleko
                zalatwic i ze sie koncza Bobo Friuty ale za to bawi sie z nia sto
                razy lepiej niz ja :) Tylko ze u nas panuje taki niepisany podzial
                obowiazkow, on kocha mala za 100 osob przy zabawie, a ja staram sie
                panowac nad tym wszystkim :) Oczywiscie ze ja kocham ale... Troche
                sie opedzam od niej, mialam 3 tygodnie urlopu teraz i uwazam ze byly
                to 3 najgorsze tygodnie w moim zyciu!!! Mala maruda, ktora na
                odmiane u babci jest aniolkiem, w domu chodzi za mna i krzyczy -
                mama mama i wyciaga raczki do brania na rece. Jak ja mam tego
                dosyc...
                Mam natomiast wspanialych tesciow, ktorzy obydwoje pracuja, ale tak
                ja kochaja ze wlasciwie kazdy weekend, swieta, sylwester mala jest u
                nich a my mozemy sie zabawic. Mam tez moja kochana mame, ktora jak
                tylko ma czas to (mimo iz mieszkamy razem) bierze mloda a my mozemy
                wyjsc, jest jeszcze moja siostra (ta co chowala mloda od 4 miesiaca
                do 9) i jej tez jak zaproponuje (jak kazdej niani) ze zaplace jej za
                wieczor typu: Olwia spi, ty tylko patrz i lulaj jak sie obudzi, to
                siedzi z moja corcia. Wiesz ale to wszystko i tak nie zmienia
                ludzkiego podejscia. I tak sie wsciekam na mloda, i tak jestem
                sfrustrowana i tak ... najchetniej bym sie wyspala. Bo jak juz jest
                ta chwila dla mnie i dla meza to idziemy sie bawic, od 24 grudnia do
                dzis urzadzilam 3 imprezy (Wigilia, Sylwester, Pierwsze urodziny
                malej) w tym jedna na 15 osob, i padam z nog. Czuje sie fatalna
                matka i jeszcze gorsza zona... Drugie dziecko (mimo iz maz chce) to
                chyba gdzies za 100 lat :)
    • burza4 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 17:53
      uważam, że takie odczucia są nieobce wielu kobietom. Ja też nie
      bardzo rozumiem, co ludzie tak fantastycznego widzą w tym wszystkim.
      Owszem, dzieci są kochane, milusie, ale jednocześnie są upierdliwe,
      męczące wymagające i ograniczają mobilność. Mało kto jest na tyle
      ślepy czy zafascynowany macierzyństwem, żeby tego nie odczuwać.
      Nawet moja przyjaciółka, która jest fantastyczną matką i która
      naprawdę się spełnia w tej roli, o takich odczuciach mówi wprost. Co
      jest nienormalnego w tym, że zaganiana kobieta marzy o chwili
      świętego spokoju, kiedy nikt nic od niej nie chce? z tego powodu
      staje się fatalną matką? bzdura.

      polityczna poprawność w mediach każe na macierzyństwo patrzeć
      wyłącznie jak na frajdę, stąd frustracja że się odstaje od reszty.
      Nie aż tak bardzo, jakby się mogło wydawać.
      • marionaud_1 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 04.01.09, 18:35
        Wagulko, ja już czekam na pierwszego wnuka i martwię się, jak moja
        córka da sobie radę z pierwszym macierzyństwem - więc potraktuję i
        ciebie trochę jak córkę, nie pogniewaj się.
        Wspomnienia z czasu kiedy moje dzieci były małe nadal są w mojej
        pamięci jak zywe - taka to była trauma. Każdy przeżywa macierzyństwo
        po swojemu - tu nie ma jednej recepty. Są matki, którym bycie z
        dziećmi jest warunkiem wystarczajcym do wszelkiej szczęśliwości; są
        matki, dla których, przy całej ich dobrej woli - jest to także
        utrata wolności, obowiązek tak cięzki, że nie wytrzymuja psychicznie
        i, jak ty, szukają pomocy. I niech nikt się nie waży pisać, że nie
        powinny mieć dzieci! Raczej niech się zastanowi, jak im pomóc, bo to
        są dobre matki, tylko mają inne problemy.
        Ktoś napisał, że jesteś ofiarę idealizowania macierzyństwa. To może
        być prawda, bo macierzyństwo to nie jest kraina wiecznej
        szczęśliwości, tylko kawał porządnej roboty do odwalenia, roboty,
        która nie mażadnego odpowiednika w żadnje pracy zawodowej czy innej.
        A im większe poczucie odpowiedzialności, tym robota cięższa
        psychicznie. I niewątpliwie macierzyństwo oznacza utratę swobody.
        Ja zdałam sobie sprawę z utraty samostanowienia w trakcie porodu -
        nagle nie mogłam uciec z sytuacji, tylko musiałam ją kontynuować i
        to nie tylko we własnym imieniu. Do tamtej pory z każdej sytuacji
        widziałam rozmaite wyjścia, a od chwili pojawienia się dziecka
        wyjście było jedno - jego potrzeby. Od tej pory musiałam myśleć w
        dwu, a potem w trzech i czterech osobach i być na ich nieustannych
        usługach. Pierwszy bunt przezyłam, gdy córka miała 4 miesiące -
        uciekłam na kilka dni, po prostu musiałam się wyrwać z tej niewoli.
        Mąż sprostał sprawie, ja zyskałam zastrzyk sił na następne miesiące.
        Następny bunt, gdy trzeba było zrezygnować z ważnej dla mnie pasji
        (odłożyłam chodzenie po górach na prawie 10 lat). I wiele innych
        rezygnacji i buntów miałam, ale powoli pojawiały się światełka w
        tunelu. W miarę jak dzieci rosły odzyskiwałam coraz więcej czasu
        wolnego od ich nieustannej obecności. Ich pierwsze samodzielne
        wyjścia i wyjazdy. Szczęście 2 tygodni wakacji bez dzieci, kiedy
        wreszcie wyjechały w tym samym czasie - nie do zapomnienia! No i
        wreszcie szok niebywały - ich pomoc w obowiązkach! Nie mówię tu o
        banalnym wynoszeniu śmieci, ale o tym, że stopniowo zyskałam w
        dzieciach sojuszników i podpory w moich działaniach. Opiekunów,
        które potrafiły mnie pocieszyć, rozminować złe nastroje,
        odrelaksować stresy. Na moje "już nie wytrzymam" - były
        ich "mamusieńku, nie płacz; mamusieńku, my to zrobimy". Może spróbuj
        odwołać się do rycerskiej natury swoich synków. Jak nie taraz to za
        rok czy dwa - choc pięciolatek już mógłby cię otaczać opieką. Pokaż
        im, że nie dajesz rady, poproś o opiekę, choćby o przytulenie cię i
        otarcie łez - pozwól sobie przy dzieciach na chwilę słabości i
        zmęczenia. To może wyzwolić ich najlepszą wolę.
        Wybacz starszej pani, która ci się tu wymądrza, ale to z niepokoju o
        ciebie i o wszystkie niepokorne matki, które tak bardzo się starają.
        • migi-79 Re: Marionaud_1 06.01.09, 21:39
          Pięknie to Pani napisała,chciałabym mieć taką mamę:)Moja niestety
          nie daje mi wsparcia,mówi że ona dała sobie radę z trójką a ja nie
          potrafię z jednym i to boli.Fajnie mieć kogoś kto daje
          wsparcie,kogoś kto przyjdzie i trochę odciąży sfustrowaną mamę,Pani
          córka ma wielkie szczęście.Pozdrawiam:)
    • deela Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 05.01.09, 01:05
      powiem krotko w przeciwienstwie do pseudopsychologicznych wywodkow poprzedniczek
      kup sobie porzadna ksiazke i wychowaniu i rozwoju dzieci zacznij je wychowywac
      bo na razie starasz sie chyba tylko przetrwac,a to droga donikad
      • wagulek Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 05.01.09, 08:28
        Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi.mariuonaud_1-tobie
        szczególnie, aż sie popłakałam prawie ze wzruszenia, bardzo ci
        dziękuję. Mam milion książek o wychowaniu dzieci,duzo czytałam w
        swoim czasie na te tematy, mam o tym pojęcie,nie staram się tylko
        przetrwać biernie chowając się w domu pod kocem, zeby mnie dzieci
        nie znalazły, mam po prostu gorsze dni, w których tak a nie inaczej
        o sobie myślę i miewam załamki, że nie daje rady, ze moje zycie nie
        wygląda tak jak powinno,ze nie tak traktuje maluchy, że mało w tym
        radości, że byc moze rzeczywiście chcialabym byc idealniejszą matką
        niż tylko wystarczająco dobrą matką. Bardzo dziękuję za miłe i
        niemiłe słowa,z a wsparcie i najbardziej za to, ze wiem że nie
        jestem sama i ze nie tylko ja tak myślę i nie tylko ja jestem "takim
        typem macierzynstwa".Pozdrawiam serdecznie, duzo mi pomogło, ze sie
        wypisałam, a juz wasze odpowiedzi tym bardziej.Dziękuję.
        • an_ni Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 06.01.09, 12:08
          Wagulek moglabym podpisac sie pod twoim postem, pewne slowa moglabym
          ci z ust wyjac doslownie :)
          jak i pod postem Kulma.m, bo u mnie jak u niej maz lepiej sie
          odnajduje w zabawach z dzieckiem - mnie to meczy okrutnie, chociaz
          lubie sie z nia np. wyglupiac do utraty tchu, ale od czasu do
          czasu :) nie cierpie natomiast marudzenia i placzu dziecka, nie
          mowiac o niewyspaniu i braku wolnosci. nie chce nawet wspominac
          pierwszych miesiecy, bo to byl koszmar dla mnie :/ wiecej dzieci
          miec nie bede.
          a post mariuonaud_1 to miod na nasze serca :)
          moja trzylatka jest juz powoli takim malym pomocnikiem i potrafi np
          powiedziec - nie martw sie mamo, pomoge ci :)
          • wagulek Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 07.01.09, 07:07
            Cieszę się że nie jestem sama i że są mamy, które również przyznają
            się do tego rodzaju mysli i odczuć. To wielka ulga;-) Marionaud-
            będziesz wspaniała babcią i ogromnym wsparciem dla swojej córki-
            zazdroszczę jej;-)Taka mama i babcia to skarb;-)bardzo wam dziękuję.
            • marionaud_1 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 07.01.09, 07:34
              No proszę, jak więź międzypokoleniowa się zrobiła. Widać
              macierzyństwo zawsze takie samo. Na pocieszenie dla wszystkich
              zestresowanych mam chcę napisać, co było dla mnie największym i
              najbardziej zdumiewającym zdarzeniem w posiadaniu dzieci, a co
              zapewne je także spotka (już spotyka?). Otóz myśląc o dzieciach
              zawsze wiedziałam, że będę je kochać, to było oczywiste. Ale
              zupełnie nie byłam przygotowana na to, że zostanę tak mocno, tak
              wspaniale pokochana ! Moje dzieci sa już dorosłe, a ich miłośc to
              dla mnie ciągle najmilsza i nieoczekiwana niespodzianka.
              • kadewu1 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 07.01.09, 13:25
                Marionaud, jesteś bardzo mądrą mamą i przyszła babcią. Czapki z głów.

                Autorko wątku: jesteś zupełnie normalną, zdrową psychicznie, dobrą i kochaną
                mamą. Dzieci mieć nie powinny matki, które je katują i zaniedbują, więc nie
                przejmuj się takimi wypowiedziami. Jesteś istotą myślącą i refleksyjną, żadna z
                ciebie egoistka. Moim zdaniem potrzebujesz odmiany i wypoczynku. Weź pod uwagę
                rady Verdany-niania jeden dzień w tygodniu itp. Macierzyństwo to, jak ktoś
                celnie powiedział, dożywocie - ty masz podwójne dożywocie (ja mam jednego
                synka-demonka). Może to wisielczy humor, ale skoro już się to dożywocie ma,
                trzeba sobie jakoś czas zorganizować, np.znaleźć płaszczyznę czy sposób miłego
                spędzania czasu z dziećmi, coś wyłącznie waszego (nie wiem, jakieś wycieczki,
                obserwacje przyrody, co tam lubicie). Dla nas to są wycieczki autobusem :-). Ja
                staram się zbudować na przyszłość nić porozumienia z moim maluchem właśnie w
                taki sposób, ale oczywiście są chwile, kiedy chcę mordować i uciekać. I wtedy
                warto wrzucić na luz, nie oskarżać się.
                Tak mi się napisało, choć sama czuję, jak ty.
                Pozdrawiam
    • maglinka Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 08.01.09, 09:21
      Jesteś strasznie przemęczona.
      Dodatkowo dołujesz się tymi porównaniami do Idealnej Matki - sama to sobie robisz!
      Zastanów się co pozwala ci dobrze odpocząć i co sprawia ci radość. Myśl o tym co możesz zrobić, a nie o tym co nie możesz zmienić. Wprowadź to w swoje życie TERAZ! Odpoczynku nie można okładać na czas kiedy wszystko będzie zrobione.

      Przeczytaj "Przewodnik dla zapracowanych" Joan Borysenko. Naprawdę pomaga nie dać się zwariować w nawale obowiązków.

    • monia.a80 Re: Moje wielkie rozczarowanie macierzynstem, sob 08.01.09, 19:47
      nikt nie jest idealny,perfekcyjny ani nie omylny.
      jestem mamą 2-latka-wszędzie go pełno i głośno itp itd.a kocham go ponad
      wszystko!!! i na szczęście nie mam większych problemów.
      miewałam, miewam i zapewne będę miewała gorsze dni ale wiem że najważniejsze
      jest zdrowie bo to jest skarb!!!
      życzę wytrwałości i pozytywnego myślenia!!!








Pełna wersja