zagubiona.beauty
08.01.09, 22:02
prosze o pomoc i pania Ekspert i Was moje drogie... Nie wiem co
myslec i robic.
oto moja historia:
Mam 32 lata, 3 letnie dziecko, jestem po rozwodzie i pracuje. Moja
rodzina duzo mi pomaga przy dziecku ale czasami oni przeginaja. Na
czym to polega? otoz na tym ze ja ide do pracy (pracuje naprawde
krotko i mam super prace i place) i w tym czasie moja matka sie
dzieckiem zajmuje. Przychodzi do nas do domu (ma jakies 15 min
autobusem ktory staje zaraz przy naszym domu, steka i jeka jaka to
ona jest wykonczona tymi dojazdami (robi to od tak 2 m=scy bo
wczesniej wozilam dzieciaka do niej) i pod moja nieobecnosc (czasami
i zdarzylo to sie jakies juz 3-5 razy) zabiera czesto dziecko do
siebie. Nie zrozumcie mnie zle to nie jest jakas rzecz przeciwko
ktorej cos mam ale fakt ze NIGDY ale to nigdy mi o tym nie powie ani
nie zadzwoni. I wyglada to tak - dzwonie do niej z pracy zapytac co
z Malym a ona aha zapomnialam ci powiedziec jestesmy u mnie. Na to
ja jak to przeciez nic mi nie mowilas. A ona ano musialam zapomniec.
Nadmienie ze nie robi tego za darmo place jej ok 900 PLN. A mnie
szlag trafia ze ona tak bez jakiejkowlwiek racji, powodu (dla mnie
bo dla niej to zawsze jest powod w stylu a musialam przyjechac do
domu bo mam wizyte kolezanki, etc). OK, naprawde bym nic a nic nie
miala przeciwko temu ale to ze to robi tak za moimi plecami, bierze
Malego bez mojej wiedzy - to juz mnie dobija... Ona sprawia ze ja
nei czuje sie jak matka. Pamietam jak ona furii dostawala jak jej
matka a moja babcia raz z nami spoznila sie na autobus i co ona tej
kobiecie za pieklo urzadziala. Miala wtedy jakies 12 lat to pamietam
to do dzis. Jak jej to przypominam to ona mowi ze to co innego, ze
nie wiem dokladnie to co ona tak na nia wrzeszczala. Mowie jej ze
ona robi tysiac razy gorsze rzeczy ale po niej to doslownie splywa...
Druga czesc tej farsy to moj ojciec i brat. Oni zawsze trzymaja jej
strone, ja jestem ta najgorsza, ona placze przed nimi i zali sie
jaka to ja jestem wredna, etc, etc, etc Nie wspomne jak mnie
obczernia przed cala rodzina...
Myslalam juz o wynajeciu niani ale troche sie boje bo Mldoy malo
mowi i co jak jakas obca baba mu jeszcze cos zrobi. Z drugiej strony
wiem ze z obca kobieta mialby to samo a ja mniej awantur i stresu.
PO prostu szlag mnie tak trafia jak o tym mysle ze brakuje mi slow.
Moj brat jak mu o tym mowie jak oni tak moga Mlodego zabierac mowi
ze przesadzam, nigdy ale to nigdy nie pomogl mi przy dziecko z
wyjatkiem paru razy. Jak moja matka byla chora i poprosilam go czy
nie moglby przyjechac i sie nim zajac to mi powiedzial ze on nie ma
sily tak rano wstac (mowimy o 7 rano). Nadmienie ze on nie pracuje
bo mu sie nie chce tylko dorabia od czasu do czasu na jakies umowy
zlecenie.
Jak tak o tym mysle to mnie to kompeltnie dobija. Moj eks nie chce
zadnych kontaktow z dzieckiem, wyjechal zagranice, jestem sama jak
palec, on mi finansowo nic nie pomaga wiec musze pracowac bo
najchetniej to sama bym z Mlodym w domu siedziala... I jeszcze ta
moja patologiczna rodzinka.
Moja matka to tak manipuluje ta sytuacja bo wie ze jestem od niej
zalezna, ze Mlody jeszcze nie moze isc do przedszkola i znikad
pomocy.
Prosze pocieszcie mnie bo juz nie wytrzymam...
I nie chce