Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:(

09.01.09, 11:11
Witam wszystkich,

Moj problem moze wielu z was wyda sie blahym, ale mnie to wszystko spedza sen
z powiek. Obecnie jestem od ok 3 lat w stalym zwiazku, jestesmy zareczeni od
kilku miesiecy, we wrzesniu zamierzamy sie pobrac, wszystko jest juz
zalatwione. Zyjemy sobie na tzn emigracji, nie mozemy narzekac , oboje
jestesmy architektami, mamy sliczne mieszkanko na kredyt, samochod. Wszystko
jest ok, a wlasciwie bylo chyba, bylam naprawde szczesliwa, zylismy sobie sami
razem swoim wlasnym szczesciem, pracujemy razem bylo naprawde cudownie. Gdy
nagle samochod zaczal sie psuc , wesele w planach, musielismy podjac pewne
decyzje finansowe. Nie mamy problemow z ich brakiem ale z oszczdnoscia, nagle
wyplynal temat wesela, ktore chcemy w wiekszosci sami sfinansowac. Wyplywaja
takie male klotnie ciagle i ciagle, jakbysmy w niczym sie nie zgadzali, nawet
kwestia obiadu na miescie- bo mielismy oszczedzac, na narty nie pojechalismy a
na obiady chodzimy itp itd,, czepiamy sie siebie ciagle, jakies zale, jabysmy
zamiast kochac sie nienawidzili, a przeciez tak nie jest. Zaczynamy wypominac
sobie wszystko, ze on przeze mnie nie pojechal na narty, ze sprzedalismy jego
sportowe auto na ktore po nocach pracowal w australii zebysmy mieli wspolne,
rodzinne, ze czuje sie cieniem czlowieka. A ja nie chce zyc z cieniem
czlowieka. Wiem ze tez czasem jestem uparta, ale nie mozna stawiac sprawy -
taki jestem i koniec. Nie umiemy isc w niczym na kompromis. Kazda wazna
decyzja staje sie okupiona awantura, szczegolnie finansowa. BO kazdy z nas ma
inny poglad na oszczedzanie. On jest jedynakiem i zawsze sam podejmowal
decyzje, ja zawsze mieszkalam z kims, katem u znajomych. Lubie iec normalne
zycie a on zawsze zyje ponad stan, nei pojdziemy do kina nie zjemy na miescie
zeby jechac na dwa tygodnie do wloch albo kupi ogromne auto nowe na kredyt
ktorego nie potrzbujemy. A jak odmawiam mu pewnych rzeczy to slysze ze
odebralam mu wszystko, pasje, pragnienia i ze on am inny poglad na zycie i
koniec. Mam lzy w oczach jak o tym pisz ebo oboje jestesmy nerwowi i koncyz
sie to zawsze wypominaniem i zawsze ktos kogos sprowokuje. Jest potem moj
placz bo nie lubie krzykow jestem nerwowa, moi rodzice cale zycie klocili sie
przy mnie i przy bracie i rzucali w siebie obelgami. Boje sie z eto sie
powtarza. Mam wrazenie, ze z mojej winy a nastepnym z jego. Ja tez sie czepiam
wiem, ale tak bardzo sie staram. godzimy si epotem, ale po wielkiej mojej
histerii, na pewno wyolbrzymionej, ale nie umiem jej nigdy powstrzymac.
kosztuje mnie to tyle nerwow, czasme boje sie ze jestem na cos chora, trzese
sie, placze nie moge oddychac. A przeciez sie kochamy. JAk mysle o slubie to
sie martwie, bo nigdy wczesniej nie mialam watpliwosci, ale teraz tak
strasznie sie boje, z enasze zycie bedzie tak wygladalo. Bedzie awantura o
kazdy maly problem. A nie tak przeciez ma wygladac szczescie.Z drugiej strony
nie chce uciekac. Nad zwiazkiem mozna przeciez popracowac. tylko jak? Moze
jakas terapia? A moze to ja wyolbrzymiam. moz efakt ze mieszkamy w obcym
kraju? Sama nie wiem. POtrzebuje wsparcia.
POzdrawiam
    • die_blume Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 14:02
      Ja bym wolała te wakacje we Włoszech niż obiady na mieście:-) Z
      drugiej strony piszesz, że On kupuje niepotrzebnie samochód na
      kredyt. A może problem jest w tym, że narzuciliście sobie zbyt
      wysoki poziom życia i teraz, by wyjechac, trzeba z czegoś
      zrezygnować. Może potrzebna jest spokojna rozmowa, nie kłótnie, nie
      przerzucanie się zarzutami. Kupił samochód? Może po prostu Ty
      pierwsza odpuść, bądź bardziej ugodowa.
      • anula_81 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 15:12
        Widzisz, ja to wlasnie rozumiem , ze on woli wakacje we Wloszech i w sumie tak
        naprawde wiem , ze byloby nas na nie stac, natomiast ja nigdy wczesniej nie
        mialam pieniedzy do wszystkiego co mamy doszlismy razem tutaj.
        I ja moze za bardzo boje sie kredytow i tego ze mimo,ze zarabiamy dobrze to
        ciagle nie mamy duzych oszczednosci. Ja uwazam , ze wlasnie to auto na kredyt,
        ktore wcale nie musialo byc na kredyt to juz zawyzanie sztucznie poziomu zycia.
        On argumentuje to tym, ze wszystko jest dla ludzi. POza tym nasz brak kompromisu
        to nie tylko pieniadze, mam wrazenie ze czepiamy sie siebie zaczynajac od tych
        wakacji na nieumytej szklance konczac. Moze to zle wzory wyniesione z domu? Nie
        wiem. Ale to tak jakby miedzy nami gdzies lezala bomba zegarowa i czekala naa
        wybuch;(
        • marzeka1 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 16:25
          W takim wypadku wychodzenia za mąż, bo "załatwione", to pewne pakowanie się w
          kłopoty i rozwód w niedalekiej przyszłości. Ludzie mogą różnic się
          temperamentami, ale decydując się na małżeństwo powinni mieć zbliżone podejście
          do związku, ewentualnych dzieci,pieniędzy- inaczej po miodowym miesiącu zacznie
          się piekiełko. Jeśli tak mocno różnicie się teraz, tak mocno się kłócicie o
          wszystko, to małżeństwo jest chyba ostatnią rzeczą, o której powinnaś myśleć.
          • mrozonka82 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 16:54
            moim zdaniem macie klasyczny problem z komunikacją
            i klasyczny problem ze spoglądaniem na partnera jako na zbiór
            własnych oczekiwań i wyobrażeń
            wiem cos na ten temat- u nas było podobnie przed ślubem ;)
            polecam kilka spokojnych, szczerych rozmów od serca- na spokojnie,
            jak oboje macie dobry humor- np. wypiszcie razem na kartce o czym
            każde z was marzy, co dla każdego z was jest ważne, zabawcie się w
            tzw. test niedokończonych zdań, np. "kocham cię bo...", "gdy
            pierwszy raz cię zobaczyłem", "chciałbym żebyś..." czytając
            odpowiedzi zastanówcie się, czy nie jest tak, że "patrzycie w tą
            samą stronę", że pragniecie tego samego, ale nie potraficie czasem
            tego precyzyjnie wyartykułować? ;) i stąd spięcia?

            a może zastanówicie się nad terapią dla par? czasem kilka spotkań na
            prawdę może otworzyć oczy!
            • anula_81 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 20:56
              Dziekuje bardzo za Twoj komentarz, bo dokladnie ilustruje nasza sytuacje. mamy
              problem z komunikowaniem sie. Wiem, ze jest to po czesci moj problem bo u mnie w
              domu ciagle byly krzyki i klotnie i ja czesto na krytyke i na jakiekolwiek
              czepianie sie z Jego strony od razu reaguje nerwowym krzykiem i o awanture latwo:(.

              Jednak sugerowane przez Ciebie pytania , uswiadamiaja mi, ze tak naprawde znamy
              na nie odpowiedz. Wielokrotnie rozmawialismy o naszych marzeniach, o tym ze dla
              nas szczescie to rodzina , dzieci, domek w gorach i spokojne zycie w wolnych
              chwilach podroze. Jednak chyba mamy inne drogi dazenia do tego, nie wiem. Jak
              powstrzymac nerwy? Ja latwo daje sie sprowokowac a On jest uparty. potrafimy
              klocic sie o drobiazgi i wypominac sobie wiele, boje za chwile tego zalujemy.
              Wiem, ze oboje si ekochamy, wiem to, nikt nigdy tak nie dbal o mnie i nie
              szanowal mnie tak bardzo, ale martwi mnie to wszystko, szczegolnie teraz przed
              slubem, a o terapie chyba bedzue trudno. malo tu polskich psychologow w
              norweskich ciemnosciach:)
    • marianka_marianka Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 17:06
      Nigdy nie kłóciłam się tyle z mężem, co przed naszym ślubem:) Mieliśmy różne wizje na te same sprawy, kłóciliśmy się o pierdoły, po prostu koszmar! Aż zaczęłam się zastanawiać, po co mi ten cholerny ślub, skoro nie możemy się dogadać... No właśnie, a po ślubie napięcie zeszło, zaczęło się normalne, spokojne życie, o tyle przyjemniejsze, że wydawaliśmy "weselne" pieniądze na urządzanie domu...
      Może u ciebie zadziałał też ten przedślubny stres?
      • anula_81 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 09.01.09, 20:59
        A to taki pokrzepiajacy post!!! Bardzo dziekuje! Moze masz racje, w sumie
        wszystko zaczelo sie od planowania wesela podliczania wydatkow, skad nagle
        wyszly roznice w mysleniu o finansach i nagle konieczne oszczednosci. Juz sama
        nie wiem, ale dobrze wiedziec , ze jest i taka opcja.


        Ps. Przepraszam wszystkich za brak polskich znakow, ale niestety nie mam ich tutaj:(
        • mkostki Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 12.01.09, 23:11
          • anula_81 Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 13.01.09, 08:14
            Masz racje z pewoscia dopiero sie docieramy, wiem niestety, ze wazne decyzje
            weryfikuja wspolne marzenia. Ja jednak wiem, ze pragniemy tego samego. Moje
            zycie zmienilo sie naprawde na korzysc odkad jestesmy razem, zwolnilam szalone
            tempo jakim zylam i powoli osiagamy to czego oboje chcemy. Wiem jednak, ze mamy
            kilka roznych pogladow. Absolutnie nie mowie, ze jest to cos zlego, jednak brak
            umiejetnosci komunikowania sie jest problemem. Obojga latwo nas sprowokowac i
            zawsze jedno predzej czy pozniej wybucha. Jesli chodzi o samochody to zawsze
            byla jego pasja i ten na ktory oszczedzal bardzo dlugo i kupil zanim sie
            spotkalismy, o ktory dbal niewiarygodnie is zanowal sprzedal i kupilismy
            rodzinne autko. Dla mnie to duze poswiecenie z jego strony, choc wiem, ze pewnie
            wewnatrz ma jakis zal o to, ale zycie we dwoje to kompromis prawda? NIe wiem
            pogubilam sie wtym troche. Moze fakt, ze pracujemy razem i musimy rowniez w
            pracy podejmowac wspolnie wiele decyzji sprawia, ze w domu juz nie jest tak latwo?
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Brak umiejetnosci pojscia na kompromis:( 14.01.09, 22:22
              Podkreśla Pani w swoich wypowiedziach, że macie Państwo wspólne dążenia, plany,
              że się kochacie. To wygląda na dobrą bazę. Kłótnie, później godzenie się,
              rozwiązywanie konfliktów to też jest fragment wspólnego życia. Jeśli nie
              naruszają one podstawy związku, jeśli nie prowokują wzajemnej agresji to są w
              związku dopuszczalne.
              Bardzo ważne jest tylko to, aby nie obciążać odpowiedzialnością za podejmowane
              decyzje drugiej strony. Czyli : "przez ciebie musiałem sprzedać swoje ukochane
              auto", " marnujesz mi życie".
              A druga strona nie powinna takiego obciążenia przyjmować do siebie, nawet jak
              takie oskarżenia padają.
              Poza tym konflikty pozwalają na poznanie wzajemnych potrzeb i z czasem być może
              mieć je na względzie przy podejmowaniu życiowych decyzji. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja