Moja historia...

11.01.09, 15:55
Mój mąż wypowadził sie w październiku ubiegłego roku, zostałam sam
z 18 miesięcznym dzieckiem. Dosłownie sama!!! Rodziców brak na
miejscu, rodzeństwo nie utrzymuje z nami kontaktów, bo jedna
siostra, jest na odwyku i obrażona na cały świat, a druga uniosła
sie honorem i trzyma stronę swojego męża i nie odzywa się ze swoja
rodziną od ponad 10 lat. Rodzina mojego męza nie utrzymuje ze mna
kontaktów, bo przecież straszna krzywdę wyrządziłam syneczkowi.
Dodam,że to ja chciałam aby sie wyprowadził, nie kochamy się i nie
chcemy byc razem. Popsuło się odkąd urodziła nam sie córka. A
właściwie nigdy nie było dobrze, tylko ja ostatnimi czasy miałam
mniej czasu, by głaskać mężulka po główce jak miał kaca po
wczorajszej imprezie, podstawiac mu obiadki pod nosek, bo sam sobie
by nie nałożył, sprzątać po nim, rozbawiać, bo ma zły humor itp,
itd!!! Mój mąż mnie nigdy nie szanował, zobaczyłam to dopiero jak
urodziła nam się córka. Właściwie to bałam się,że ona przejmie
wzorzec tatusia i też bedzie traktować mnie jak smiecia!
Mam nadzieję,że dobrze zrobiłam!!! Chce byc samodzielną, mądra
kobietą, a nie zastraszoną, bojącą sie spojrzeć na znajomych(bo
każdy może być moim potencjalnym kochankiem), bojąca się włączyc
komputer (bo napewno coś ukrywam...ktos do mnie pisze itp,itd...),
bojąca się wyjśc na zakupy, bo jak wrócę to podstawowe pytanie,
to"kogo widziałaś?kogo spotkałaś?"
Wkrótce czeka mnie pierwsza sprawa w sądzie, chciałabym znaleść w
sobie tyle siły, by to wszystko przetrwać.
Przepraszam za błędy i literówki, ale pisałam dość spontanicznie :)
Dzięki,że ktos poczytał.
    • anielka82 Re: Moja historia... 11.01.09, 15:59
      odwagi :) nie zyjemy juz w czasach, gdzie samotna kobieta z dzieckiem byla z
      gory na przegranej pozycji. gratuluje ci odwagi, wiele innych kobiet pozostaloby
      pewnie w strasznym zwiazku tylko dlatego, ze sie boja, bo dziecko, bo rodzina,
      bo co ludzie powiedza, itd. zycze ci duzo szczescia i sily.
      • mloda_kobitka2 Re: Moja historia... 11.01.09, 16:03
        Dziękuję!!! :)
    • kaz-oo Re: Moja historia... 11.01.09, 17:10
      Twoją historię można zadedykować wszystkim biednym, bezradnym i nieszczęśliwym
      kobietom proszącym na tym forum o pomoc i wsparcie, jako przykład że można, że
      warto, że da się radę. Brawo i powodzenia dzielna młoda_kobitko:)
      • sympatyczna1980 Re: Moja historia... 11.01.09, 18:04
        odwagi :) i trzymam za ciebie kciuki, dobrze ze znalazlas w sobie sile zeby
        przerwac to nieszczesliwe malzenstwo.
    • mloda_kobitka2 Re: Moja historia... 11.01.09, 20:18
      Dziękuje za wsparcie. Ktoś mi kiedys powiedział,że mężczyzna, który
      nie ma siostry, nie potrafi szanować kobiet... Coś w tym jest!
      • phantomka Re: Moja historia... 11.01.09, 23:48
        Oj oby wiecej takich madrych kobiet:)
        Kiedys w ramach projektu trafilam do takiej rodziny: kobieta (z domu
        mocno przemocowego) w ciazy zostala uderzona przez ojca dzieci.
        Otworzyla okno, wyrzucila wszystkie jego graty i pokazala panu
        drzwi. Urodzila blizniaki! Miala 18 lat, zero pomocy ze strony ojca
        alkoholika i furiata, no i matki - typowej ofiary przemocy.
        Weszla w drugi zwiazek, po kilku latach urodzilo im sie dziecko.
        Niestety facet zaczal ja zdradzac, wiec znowu pokazala mu drzwi.
        Zostala sama z 3 dzieci. Jedynym plusem byl dach nad glowa, minusem
        atmosfera w domu. Postanowila i z tym zrobic porzadek: zglosila sie
        do DDA, po jednej z awantur zalozono jej niebieska karte (ojciec juz
        do niej nie podskoczyl od tamtej pory) Miewala lepsze i gorsze dni.
        Na dzien dzisiejszy ma wystarczajaco duzo pieniedzy, zeby wyzyc od 1
        do 1. Nie musi nikogo o nic prosic.
        Tak sobie napisalam ta historie, bo za duzo tutaj tych smutnych
        postow, o bezradnych kobietach, szykujacych swoim dzieciom dom pelen
        przemocy.
        Fajnie autorko watku, ze to napisalas, moze choc jedna kobiete
        przekonasz tym do zmiany swojej sytuacji zyciowej:)
        • mloda_kobitka2 Re: Moja historia... 12.01.09, 00:12
          Co do zmiany sytuacji życiowej, to tak naprawdę nie wiem czy mam
          teraz lepiej... mój mąż dobrze zarabiał, ja nie musiałam pracować,
          poświęciłam swoja karierę zawodową dla domu i córki. W chwili
          obecnej, na cały miesiąc mam kwotę niespełna zasiłku dla
          bezrobotnych...(mimo iz mam wyższe wykształcenie); nie wspominając o
          tym,że mąż zabrał mi sporo rzeczy z domu, tj. lodówka, tv, sat,
          meble, samochód.... to były jego rzeczy z przed ślubu, więc nic mi
          do nich.
          Ale jestem może nie super szczęsliwa, ale szczęśliwsza niż byłam w
          małżeństwie... i mam nadzieję,że będzie coraz lepiej...
          Życze dużo odwagi sobie i innym forumowiczkom! :)
          • phantomka Re: Moja historia... 12.01.09, 00:17
            Ta historia, ktora napisalam, pokazuje wlasnie, ze sa rzeczy
            cenniejsze niz dobra materialne. To jest spokoj. O byt potrafisz
            zawalczyc, jak chcesz. A szczegolnie zdeterminowane, madre
            kobiety/matki maja duzo sily do poprawiania swojej syt. finansowej.
            Natomiast nikt nie zwrocilby ci straconego zycia.
      • vickydt Re: Moja historia... 22.01.09, 22:46
        taki, ktory ma siostre tez moze nie szanowac kobiet. Nie sluchaj takich krotkich
        recept na zycie, bo one nie istnieja. Ty zrobilas dobrze i trzymam za Ciebie
        kciuki :)
    • endofallhope Re: Moja historia... 12.01.09, 00:24
      Również trzymam za Ciebie kciuki, jest w Tobie determinacja więc znajdziesz też
      sile aby doprowadzic sprawy do końca. Juz postawiłas pierwsze trudne kroki -
      pozbyłas się go z domu, nie dajesz (albo raczej pzrestałas dawac) sobie wchodzic
      na głowe. Bardzo dobrze. Na szacunek drugiej osoby trzeba sobie zapracować, ale
      nikt nie bedzie Cię szanował jesli Ty sama siebie nie szanujesz.

      Wiem, ze są kobiety, które w pelni uzalezniaja sie od swoich facetow a w efekcie
      tego staja sie tanimi w utrzymaniu gosposiami+sprzątaczkami+kochankami.
      Bardzo dobrze, że napiałas ten temat, może Twoja historia i Twoj przyklad
      posłuzy innym aby uwierzyly, ze jesli się chce to MOZNA zmienić swoje zycie.
      Niewolnikiem pozostaje sie tylko tak dlugo jak sie samemu na to pozwala, a
      "dobro dziecka" czy "co ludzie(rodzina) powiedzą/pomysla" sa tylko wymówkami.
      Mam tez nadzieje, ze dopiszesz za jakis czas dalsza czesc tej historii i ze
      bedzie to opowiesc o tym jak swietnie dajesz sobie rade i jaka jestes szczesliwa.

      Gratuluje siły i odwagi... niestety mojej wybrance jej brakło - po ponad pol
      roku wrocila do swojego "niedoszlego-ex-meza", wycofala pozew na tydzien przed
      pierwsza rozprawa i powiedziala tylko, ze 'to dla dobra dzieci" (musi do niego
      wrocic).
      Oby jak najmniej przykładow jak moj, oby jak najwiecej takich jak Twój.

      POWODZENIA.
    • eastern-strix fajnie, ze sie wyrwalas! 22.01.09, 22:00


      powodzenia!
      x
      • trelek-morelek Re: fajnie, ze sie wyrwalas! 23.01.09, 12:08
        Młoda Kobietko jak czytałam twojego pierwszego posta to jakbym
        czytała o sobie naprawde ... dokladnie to samo ten sam
        scenariusz :) ... takie samo życie ... zero szacunku ... no i
        zakończyłam to tak samo jak Ty ... i tez się ciesze ...
        tez miałam kase a poza kasą nic poza tym ...i jestem kolejnym
        dowodem na to że w życiu liczą sie też inne rzeczy :) pozdrawiam
        • mloda_kobitka2 Moja historia... cd. :) 05.02.09, 23:04
          Witam ponownie
          Chciałam się podzielić z Wami moimi przeżyciami... Miałam sprawę o
          alimenty. Zostało mi przyznane 300zł na małą i 350 na mnie :)
          (Pomimo, tego,że to ja go wyrzuciłam z domu, ale sobie zasłuzył...)
          i dodatkowo zasiłek rodzinny (a za granicą jest niemały)
          W życiu nie miałam takiego stresa, jak przed sprawą, ale udało się!
          Zrobiłam to dla dziecka!!! Znalazłam w sobie siłę i stanęlismy
          twarzą w twarz na sali rozpraw. Nerwy oczywiście puściły i w pewnym
          momencie łezki poleciały, ale co tam...
          Nie mieszkam z mężem 4 miesiące, ani przez chwilę mi go nie
          zabrakło, szczerze! No może tylko szkoda mi małej, jak ogląda
          zdjęcia i mówi: tata!!! Albo bierze telefon i : alo? tata?

          Trzymam kciuki za wszyskie, które nadal szukaja w sobie siły...
          • bradz Re: Moja historia... cd. :) 06.02.09, 14:13
            Zrobiłaś to dla siebie. Dziecko widząc stanowczą, poukładaną,
            znającą swoją wartość i odważną mamę będzie żyć w poczuciu
            bezpieczeństwa. To bezcenne. Powodzenia !!
    • weronika.3 Re: Moja historia... 06.02.09, 16:20
      Zrobiłaś dobrze. Mało tego, bardzo dobrze. Teraz się skup na sprawie rozwodowej.
      Może Cię ona kosztować wiele nerwów, ale wytrwaj. Najtrudniejszy, pierwszy krok
      już za Tobą. Powodzenia!
      • mloda_kobitka2 Re: Moja historia... 06.02.09, 22:04
        Dziękuję za miłe słowa :)
        Spodziewałam się raczej odpowedzi,że jestem bezduszną egoistką i
        kryzys w związku nie musi oznaczać jego rozpadu....
        Pojawienie się dziecka to ogromny sprawdzian dla rodziców... nie
        wszyscy go zdają wzorowo! ;)
Pełna wersja