ejkumkejkum2
16.01.09, 23:56
w skrócie: Synek-4,5 jest chory, ma grypę, no i dostał leki, wypisałam wszystko mężowi na kartce, bo ja dizś do pracy, mąz ma wolne, oczywiście wczoraj juz jakies fochy, jak kilka razy powtórzyłam, co i jak i o której (jakby nie zapominał nigdy, a często jak raz powiem to potem dzwoni i pyta), no ale ok. dziś dzwonię z pracy, tak co 4 godz., zeby go "nie wkurzać", chociaż ten fakt tez mnie irytuje, ze trzeba "dozować" telefony do niego, bo "pan się oburzy,ze mu sie przeszkadza, i go jak to mówi-inwigiluje,czy...poucza..".bzdura, ja tylko chce wiedzieć, co u małego i być na bieżąco. Ok, do 12ej jakos było. ale dzwonię o 15:15, przed wyjściem z pracy, zeby zapytac co i jak(mały ma co 4 godz. gorączkę, w nocy nawet 39,5), i przypomnieć o leku o 16:00, bo nie zdąże wrócić, na co tel. odbiera synek... a on jak on gada swoje, ja mówię daj tate, to on, ze tata śpi!! nosz..., i tak se pogadałam i sie doczekałam ze mały coś tam gadał, a ja się rozłączałam, zeby znowu dzwonić, może w końcu stary odbierze. ja w pracy przecież, czas tracę, a ten nie raczy sie obudzić(i czy w ogóle można zasnąć mając pod opieką 4,5 latka? ), na pewno słyszał, bo jak za 4tym razem mały odebrał, i mówię, zeby dał tatę, to on do mnie:"tata machnął ręką i dalej śpi". ale mnie to ubodło. Gnojek, a jak bym coś pilnego miała? zresztą miałam-info o leku, bo dochodziła 16ta, a ten śpi. i zamiast dziecka pilnować. więc powinnam już wyjść, bo doszło do 15:30(15 minut się łączyłam z nim,!!) dzwonię z komóry w końcu na komóre i jeszcze ze słuzbowego na nasz domowy. W końcu łaskawie tatuś dochodzi do komórki, i zaczyna:"no, co znowu..". noszzz, czy ja cos nie tak robię, że już na starcie taki tekst? jemu nie można nic powiedzieć, w ogóle miec prawa zadzwonić, nawet 6 x dziennie, jak dziecko chore??? jak to jest. Więc jak to rzekł, to ja najpierw mały opr, bo inaczej bym nie mogła, to tez fakt; potem mówię o tym leku o 16ej,żeby dał, na co on: "no, mogę mu dać".. MOGĘ!! a rozpiska lezy na stole!!! we mnie się gotowało.
powinnam już być na przystanku, a tu jeszcze sie użeram z bucem(sorry -nerwy, i za czos w opisie tez przepraszam, gorycz mnie zalewa), gnojkiem, podłym draniem, świnią, nieodpowiedzialnym ojcem,!! I potem jak jeszcze zadzowniłam z trasy, to tez synek odebrał No i dobra. Wróciłam do domu, i nic nie odzywałam się, bo jak by cos powiedział, chyba bym go za..... a dziecko jest, więc sobie odpusciłam. położyłam się koło małego, ale ściskało mnie w sercu że hej,no bo przychodzę, i nie mam kogo zapytać o cały dzień mam odcięte info o dziekcu, o tym, jak było, czy cos jadł, brał leki...ciemna magia?/////czy tak powinno być??? , chyba przysnęłąm, obudziłam się, jak truteń szedł na nockę(dzięki bogu-chciałam być sama)
i za jakąś godzine domofon dzwoni......
odbieram, a tam facet:"miałem przynieść mężowi materiały....????''
rzeczywiście wczoraj jakiś ggość byl u męża, bo cos tam mu pisze,nieważne ale nic mnie nie uprzedzał, a ja ze swoja podejrzliwośćia, nic nie wiedząc, nie otworzyłam, a zaraz potem pomyślałam,ze dobrze ci gnojku, teraz ja się odpłacę(aha, jak w końcu o 15:30 wtedy odebrał telefon, to mu powiedziałąm,ze tez tak jak on bede odbierać, to co powiedział, wiecie? "aha, no, hmmm, ok". więc miłam tu okazję do odegrania super. Głupio mi było, bo gościu drugi raz zadzwonił, a ja do domofonu, że nic nie wiem, ze mąz mi nie mówil itdddd.. trochę nie dorosłe, ale to ze złości na M....tylko,że gościu pewnie o mnie pomyśłi, że jakaś chora żona, nie...?
i w tym samym czasie, jak odłożyłam domofon, mąż mój (nagle przypomniał sobie że mam telefon....) dzwoni na moją komórkę. walczyłam ze sobą, ale nie odebrałam. chyba z 6 razy dzwonił-nie puściła mnie złość. Za dziecko. Za to ze nie odebrał, ze nic nie wiedziałąm, co z moim dzieckiem... NIE ODEBRAŁAM OD GNOJkA, WIEDZĄC,ŻE BEDZIE MU GŁUPIO........I teraz MAM MORALNIAKA!!!!!!!!!
tylko-czy takie odbijanie piłeczki....co to da?
aaa, za 5 minut przysłał mi smsa:" ja tez nie bede odbierac tel, jak bedziesz czegos potrzebować:"....nosz kurka.....czy on z dzika spadł. To do kogo ja wydzwaniałam 15 minut? i przez jedną seukundę mi przeleciała myśl, ze co, jeśli on we snie machał ręką, i nie był świadomy ze ja dzwonie, chciaż cięzko mi było wtedy uwierzyć, że synek mógł skłamać, mimo,iz ma zdolności do zmyśląnia, to akurat takiego czegos raczej by nie wysmyśłił....potem nie odzywalismy się, więc znowu konflikt przez niedomówienie, niezrozumienie....ale, nie chce go tłumaczyć.... teraz tylko wychodzi na to,że to on obrażony, bo żona nie wpuściła kogoś z jakimiś "materiałami". No i na koniec, odpisałam mu smsa, dlaczego nie odebrałam, wylałam swój żal, gorycz, że łaskę robi, jak odbiera telefon i coś chcę przekazać, na co mąż, co do mnie nie przemawia:" odbieram, ale męczy mnie ,że ciągle cos chcesz, że czuje się kontrolowany, że to że tamto, juz mnie to męczy...". Jak to? rozmowy z żona go męczą? nawetr, jęsli czegos chcę, i to czegos to np. kwestia leków, bo chcę byc spokojna, bo nie raz mu się zdarzało zapoknieć, albo było czegos dużo, ao nni ewiedział, i potem mimo,że mówiłam przed wyjście z domu, i tak dzownił......) To d kogo ja mam dzownić, z kim rozmawiać. Czy skoro tak męża męczę, może powinnam mu powiedzieć... że może nadszedł nasz kres.....aaa. Juz nic nie rozumiem. Ale zawsze prawie, jak ran zadzwonię, a akurat mąz odporowadza synka przeważnie do p-la, i chce o cos zapytać, czy dopytać, coś przypomniec, to już słysze ten pretensjonalny ton, wyrzut, jak moge dzwonić, przeciez Pan musi wstac, przeciez zaraz wychodzą, a synek sie ociąga a to a tamto. Ja mam sie baś wykręcić numer do własnego męża? Ustalic limit tel. na dzień? To jakis absurd, nie wiem, co Wy sądzicie.