"Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dobrze?

16.01.09, 23:56
w skrócie: Synek-4,5 jest chory, ma grypę, no i dostał leki, wypisałam wszystko mężowi na kartce, bo ja dizś do pracy, mąz ma wolne, oczywiście wczoraj juz jakies fochy, jak kilka razy powtórzyłam, co i jak i o której (jakby nie zapominał nigdy, a często jak raz powiem to potem dzwoni i pyta), no ale ok. dziś dzwonię z pracy, tak co 4 godz., zeby go "nie wkurzać", chociaż ten fakt tez mnie irytuje, ze trzeba "dozować" telefony do niego, bo "pan się oburzy,ze mu sie przeszkadza, i go jak to mówi-inwigiluje,czy...poucza..".bzdura, ja tylko chce wiedzieć, co u małego i być na bieżąco. Ok, do 12ej jakos było. ale dzwonię o 15:15, przed wyjściem z pracy, zeby zapytac co i jak(mały ma co 4 godz. gorączkę, w nocy nawet 39,5), i przypomnieć o leku o 16:00, bo nie zdąże wrócić, na co tel. odbiera synek... a on jak on gada swoje, ja mówię daj tate, to on, ze tata śpi!! nosz..., i tak se pogadałam i sie doczekałam ze mały coś tam gadał, a ja się rozłączałam, zeby znowu dzwonić, może w końcu stary odbierze. ja w pracy przecież, czas tracę, a ten nie raczy sie obudzić(i czy w ogóle można zasnąć mając pod opieką 4,5 latka? ), na pewno słyszał, bo jak za 4tym razem mały odebrał, i mówię, zeby dał tatę, to on do mnie:"tata machnął ręką i dalej śpi". ale mnie to ubodło. Gnojek, a jak bym coś pilnego miała? zresztą miałam-info o leku, bo dochodziła 16ta, a ten śpi. i zamiast dziecka pilnować. więc powinnam już wyjść, bo doszło do 15:30(15 minut się łączyłam z nim,!!) dzwonię z komóry w końcu na komóre i jeszcze ze słuzbowego na nasz domowy. W końcu łaskawie tatuś dochodzi do komórki, i zaczyna:"no, co znowu..". noszzz, czy ja cos nie tak robię, że już na starcie taki tekst? jemu nie można nic powiedzieć, w ogóle miec prawa zadzwonić, nawet 6 x dziennie, jak dziecko chore??? jak to jest. Więc jak to rzekł, to ja najpierw mały opr, bo inaczej bym nie mogła, to tez fakt; potem mówię o tym leku o 16ej,żeby dał, na co on: "no, mogę mu dać".. MOGĘ!! a rozpiska lezy na stole!!! we mnie się gotowało.
powinnam już być na przystanku, a tu jeszcze sie użeram z bucem(sorry -nerwy, i za czos w opisie tez przepraszam, gorycz mnie zalewa), gnojkiem, podłym draniem, świnią, nieodpowiedzialnym ojcem,!! I potem jak jeszcze zadzowniłam z trasy, to tez synek odebrał No i dobra. Wróciłam do domu, i nic nie odzywałam się, bo jak by cos powiedział, chyba bym go za..... a dziecko jest, więc sobie odpusciłam. położyłam się koło małego, ale ściskało mnie w sercu że hej,no bo przychodzę, i nie mam kogo zapytać o cały dzień mam odcięte info o dziekcu, o tym, jak było, czy cos jadł, brał leki...ciemna magia?/////czy tak powinno być??? , chyba przysnęłąm, obudziłam się, jak truteń szedł na nockę(dzięki bogu-chciałam być sama)
i za jakąś godzine domofon dzwoni......
odbieram, a tam facet:"miałem przynieść mężowi materiały....????''
rzeczywiście wczoraj jakiś ggość byl u męża, bo cos tam mu pisze,nieważne ale nic mnie nie uprzedzał, a ja ze swoja podejrzliwośćia, nic nie wiedząc, nie otworzyłam, a zaraz potem pomyślałam,ze dobrze ci gnojku, teraz ja się odpłacę(aha, jak w końcu o 15:30 wtedy odebrał telefon, to mu powiedziałąm,ze tez tak jak on bede odbierać, to co powiedział, wiecie? "aha, no, hmmm, ok". więc miłam tu okazję do odegrania super. Głupio mi było, bo gościu drugi raz zadzwonił, a ja do domofonu, że nic nie wiem, ze mąz mi nie mówil itdddd.. trochę nie dorosłe, ale to ze złości na M....tylko,że gościu pewnie o mnie pomyśłi, że jakaś chora żona, nie...?
i w tym samym czasie, jak odłożyłam domofon, mąż mój (nagle przypomniał sobie że mam telefon....) dzwoni na moją komórkę. walczyłam ze sobą, ale nie odebrałam. chyba z 6 razy dzwonił-nie puściła mnie złość. Za dziecko. Za to ze nie odebrał, ze nic nie wiedziałąm, co z moim dzieckiem... NIE ODEBRAŁAM OD GNOJkA, WIEDZĄC,ŻE BEDZIE MU GŁUPIO........I teraz MAM MORALNIAKA!!!!!!!!!
tylko-czy takie odbijanie piłeczki....co to da?
aaa, za 5 minut przysłał mi smsa:" ja tez nie bede odbierac tel, jak bedziesz czegos potrzebować:"....nosz kurka.....czy on z dzika spadł. To do kogo ja wydzwaniałam 15 minut? i przez jedną seukundę mi przeleciała myśl, ze co, jeśli on we snie machał ręką, i nie był świadomy ze ja dzwonie, chciaż cięzko mi było wtedy uwierzyć, że synek mógł skłamać, mimo,iz ma zdolności do zmyśląnia, to akurat takiego czegos raczej by nie wysmyśłił....potem nie odzywalismy się, więc znowu konflikt przez niedomówienie, niezrozumienie....ale, nie chce go tłumaczyć.... teraz tylko wychodzi na to,że to on obrażony, bo żona nie wpuściła kogoś z jakimiś "materiałami". No i na koniec, odpisałam mu smsa, dlaczego nie odebrałam, wylałam swój żal, gorycz, że łaskę robi, jak odbiera telefon i coś chcę przekazać, na co mąż, co do mnie nie przemawia:" odbieram, ale męczy mnie ,że ciągle cos chcesz, że czuje się kontrolowany, że to że tamto, juz mnie to męczy...". Jak to? rozmowy z żona go męczą? nawetr, jęsli czegos chcę, i to czegos to np. kwestia leków, bo chcę byc spokojna, bo nie raz mu się zdarzało zapoknieć, albo było czegos dużo, ao nni ewiedział, i potem mimo,że mówiłam przed wyjście z domu, i tak dzownił......) To d kogo ja mam dzownić, z kim rozmawiać. Czy skoro tak męża męczę, może powinnam mu powiedzieć... że może nadszedł nasz kres.....aaa. Juz nic nie rozumiem. Ale zawsze prawie, jak ran zadzwonię, a akurat mąz odporowadza synka przeważnie do p-la, i chce o cos zapytać, czy dopytać, coś przypomniec, to już słysze ten pretensjonalny ton, wyrzut, jak moge dzwonić, przeciez Pan musi wstac, przeciez zaraz wychodzą, a synek sie ociąga a to a tamto. Ja mam sie baś wykręcić numer do własnego męża? Ustalic limit tel. na dzień? To jakis absurd, nie wiem, co Wy sądzicie.
    • kalina_19 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 17.01.09, 01:38
      wiesz powiem tak jestem w mezem 6 lat maz wydzwania domnie kilka razy na dzien i
      ja tez potrafimy przegadac kilka minut ale sa rzeczy ktore faceci nie rozumieja
      moj maz tez z dzieckiem nie bardzo... bawic sie wygłupiac syf kiła i mogiła to
      on nic innego nie pamieta o lekarstwach i jedzeniu a zdałam sobie sprwae ze
      przez 4.5 roku naszemu synkowi nigdy nie obciął paznokci dlaczego niby jest
      super tatus ale........... duzo by tu pisac tak to juz jest
    • arieta Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 17.01.09, 13:50
      Wydaje mi się, że z jednej strony łatwo mu matkujesz (mężowi) - przypomnieć, poinstruować, zrobić liste zadań itp, a z drugiej strony wkurzasz się, że masz w domu dzieciaka co się zachowuje jak nastoletni nieopowiedzialny szczyl, a nie dorosłego faceta.
      Pewnie jemu to trochę odpowiada bo wygodnie grać taką rolę gó...arza i pokazać ci takimi to właśnie metodami, że nie możesz nim kierować.
      Ta jedna sytuacja o ktorej piszesz to wg mnie zrozumiala, wiadomo, martwisz sie o dziecko. Ale jesli jest takich mnostwo, że dzwonisz do niego kilka razy na dzien z pytaniami co robi to sie nie dziwie ze sie facet wkurza i czuje upominany.
      Ogolnie wydaje mi sie ze w takiej konfrontacji sil nie wygrasz.
      Może wymysl sobie jakas metode by zaczac go traktowac jak doroslego, ktory jest w stanie o siebie zadbac?
    • eve.mendes Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 17.01.09, 15:37
      źle - odpowiadając na pytanie zadane w temacie postu, a dlaczego? bo
      to dziecinada - Ty mnie to i ja Tobie i jesteśmy kwita...

      uważam, że przesadzasz, bo widać że jesteś mocno nakręcona tym
      tematem, nie zostawiłaś dziecka z nastoletnią opiekunką ale z
      dorosłym facetem, ojcem na dodatek więc nie uważasz, że gdyby się
      coś działo to mąż by zadzwonił do Ciebie?

      zamiast wydzwaniać do niego i się denerwować, mogłaś wyjść
      punktualnie z pracy i sama dać dziecku lekarstwo, jakby dostało 15
      min później nic by się nie stało, ja wiem, że tu chodzi też o
      zasadę, skoro prosiłaś żeby nie zapomniał to poiwnien pamiętać - ale
      cóż widać taki egzemplarz i moim zdaniem Twoje irytowanie się i
      awantury nic nie zmienią

      znalazłam jakiś wcześniejszy Twój post w którym pisałaś o waszej
      kłótni dot.pieniędzy i tego że mieliście osobne półki w lodówce,
      strasznie to dla mnie dziwne
      z tego co piszesz wyłania się obraz dwóch uparciuchów, z których
      żaden nie popuści, każdy przekonany o swojej nieomylności - w ten
      sposób nigdy nie dojdziecie do porozumienia

      pamiętaj o tym, że macie dziecko, które coraz więcej rozumie i jaki
      ma przykład?

      traktuj go jak dorosłego to będzie dorosły...
    • twoj_aniol_stroz Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 17.01.09, 16:24
      Dzwoniąc do niego po to, żeby przypomnieć informujesz tak naprawdę:
      nie mam do ciebie zaufania, jesteś do niczego, nie potrafisz zająć
      się dzieckiem... On naprawdę ma prawo czuć się kontrolowany.
      Niestety, postaw się w jego sytuacji. Jesteś z dzieckiem w domu i
      średnio co trzy godziny odbierasz od męża elefon z zapytaniem jak
      sie mały czuje, czy dałaś mu lekarstwa. Jeden dzie jest wszystko ok,
      uwazasz, że to troska, drugi dzień juz Cię to zaczyna wkurzać, a
      piatego dnia nie odbierasz telefonu. On nie dzwoni, bo ufa Ci, że
      zrobisz dobrze. Ty wydzwaniając pozwalasz mu na wyłączenie się z
      opieki, bo po co ma pamietać skoro i tak zadzwonisz. A potem jest
      lament, że facet nieodpowiedzialny, że nie pamięta o niczym itd. A
      po co on ma pamietać?????
      A Twoje nieodbieranie jego telefonu jest tylko bezsensownym
      nakrecaniem spiralki zła, nienawiści i wyzwań. Po co? Przecież nie
      zalezy Ci na tym, żeby ten zwiazek się rozpadł. Po co się tak
      nakręcać? A czy to nie jest wybuch, gdzie ten nieodbierany telefon
      jest tylko przykrywką, a tam niżej jest drugie dno, które pokazuje
      brak zaufania, ciągłą walkę, współzawodnictwo miedzy Wami o to kto
      jest lepszy, kto rządzi?
    • die_blume Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 14:50
      Zgadzam się z wpisami powyżej i jeszcze jedno, czy coś się stało że
      mąż się zdrzemnął? Przecież 4,5 roku to nie niemowle. Nic złego sie
      nie stało, a ty się niepotrzebnie nakręciłaś.
      • verdana Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 16:24
        A mnie uderzyło co innego - jak mąż się zdrzemnąl przy dziecku, to
        jest nieodpowiedzialny buc, jak mozna, jak Ty sobie przysnęłąś - to
        oczywiscie jest wszystko OK.
        • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:07
          verdana napisała:

          > A mnie uderzyło co innego - jak mąż się zdrzemnąl przy dziecku, to
          > jest nieodpowiedzialny buc, jak mozna, jak Ty sobie przysnęłąś - to
          > oczywiscie jest wszystko OK.

          moja droga, ja zdrzemnęłam się wiedząc, że mąż jest w domu, kiedy wychodził na nockę, wstałam. On spał, jak był sam z synkiem, i mam wrażenie,że wówczas, kiedy mały miał dostać leki, bo akurat o tej godzinie zadzwoniłam. I co-wszystkie , prawie, na mnie skaczą, az nie chce mi się wierzyć.
          • verdana Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:33
            Przeciez podobno mąż źle sobie radzi z dzieckiem - wiec jednak można mu zaufać,
            ze jak Ty spisz, to on nie zaśnie, tylko się zajmie?
            I mąż pracujący w nocy ma nie spać cały dzień? Rano, bo z dzieckiem, potem - bo
            Ty spisz.

            Biedny człowiek.
            • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:57
              verdana napisała:


              > I mąż pracujący w nocy ma nie spać cały dzień?

              tego nie napisałam nigdzie, więc nie przekręcaj prosze moich słów. Nocke miał w piątek, po której zawsze śpi, tymbardziej że była sobota, ja jestem z małym, nawet jestesmy cicho,żeby mu nie przeszkadzać, i wstaje, kiedy dopiero się wyśpi. To tyle.
              >
    • kaz-oo Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 17:23
      Oprócz tego co już powyżej zostało słusznie napisane, jeszcze taka moja
      refleksja. Twój post to istny słowotok pełen ordynarnych określeń pod adresem
      męża - "gnojek", "buc", "świnia", pełen zajadłości i dążenia do konfrontacji
      według zasady oko za oko, ząb za ząb. Smutne musi być to Wasze małżeństwo i jaki
      by nie był ten Twój mąż, to nie mu czego zazdrościć.
      • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:11
        kaz-oo napisała:
        Twój post to istny słowotok pełen ordynarnych określeń pod adresem
        > męża - "gnojek", "buc", "świnia",

        dodałam po dtymi epitetami odpowiednie słowo, może nie doczytałaś.. W takiej chwili jak tamta, kiedy złość mnie zalewa, podejrzewam że nie jestem sama, cisną mi się na usta nie tylko takie słówka... Co byś zrobiła, nie mając pewności, czy dziecko przyjęło leki, ważen przy tym -odpowiednie dawkowanie, wiedząć,że w przeszłości mąż z tym "nawalał"-pisałam o syropie, który wyliczony na 5 dni po tygodniu zalegał jeszcze w butelce. Czy ja wiele wymagam...? Ba, jak moge wymagać, toż to także jego dziecko.... Nawet pokoju mu przewietrzył dzisiaj, bo ....mały spał akurat !!! A ja w pracy 8 godzin. aaa, zawsze jakies dziecięce wymówki...
        • twoj_aniol_stroz Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 20.01.09, 08:24
          Traktujesz faceta jak dzieciaka, sprawdzasz, udowadniasz kazde
          potknięcie. Wiesz jak to wygląda z boku: to ja - taka wspaniała
          matka, taka troszcząca się o wszystko z zarabianiem pieniedzy
          włącznie, pamiętająca o wszystkim na raz, a on to buc, leń i kawał
          egoisty. Rozumiem jeszcze, że dałaś się nakręcić w pracy, mogło to
          być nieświadome, a skutki opłakane, ale minęło kilka dni a Ty nadal
          swoje, nadal nie umiesz popatrzeć na to z dystansu i przyznać, że
          źle zrobiłaś, że przesadziłaś, dałaś się ponieść emocjom i to było
          bez sensu. Oskarżasz już o kompletne głupstwa,o niewywietrzony
          pokój, o wymyślanie wymówek. Opanuj się! Popatrz na Wasze małżeństwo
          innymi oczami, z boku, posłuchaj siebie kiedy masz do niego
          pretensje, może nagraj to co mówisz a potem wysłuchaj w chwili
          spokoju. Tak nie można, nie jesteś ideałem, masz wady i najpierw
          zastanów się nad swoimi wadami, a dopiero potem popatrz na męża.
          Jeśli całkiem świadomie i prawdziwie obejrzysz swoje wady, to mąż
          okaże się całkiem porządnym mężczyzną.
    • ula-lo Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 20:38
      Ten niegodny zaufania, niesamodzielny mąż-buc jeszcze nie zmienił domu i
      rodziny?! :) Albo święty, albo nieudacznik.
      • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:12
        ula-lo napisała:

        >Nic nie wniósł Twój komentarz...nawet nie bardzo rozumiem, może pomyliłaś wątki...
        • eve.mendes Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 19.01.09, 21:21
          słuchaj, założyłaś taki sam wątek na innym forum, widać ciągle
          liczysz na to, że ktoś napisze że dobrze zrobiłaś a Twój mąż to cham
          i prostak
          daj sobie powiedzieć, że postąpiłaś jak dzieciak mimo, że to swego
          męża za dzieciaka uważasz

          i przestań już się nakręcać tylko zastanówcie się jak ratować wasz
          związek bo dążycie do samozagłady...



    • amb25 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 20.01.09, 13:15
      wiesz moj maz tez nie lubi gdy a czesto do neigo dzwonie, bo on w
      ogole nie lubi gadac przez telefon.
      A np. dzis przy -5stopni mrozu zabral dziecko do przedszkola w
      kalesonkach i bez rekawiczek. A nauczycielki dzwonia do mnie czy to
      tak pownno byc.
      A on stwierdzil, ze zapomnial ubrac dziecku spodnie i zabrac
      rekawiczki!
      • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 21.01.09, 17:16
        amb25 napisała:

        >
        > A on stwierdzil, ze zapomnial ubrac dziecku spodnie i zabrac
        > rekawiczki!

        NIEDOWIARY!!!! I co Ty na to?
    • lilka69 Re: autorko- dobrze zrobilas! 20.01.09, 21:11
      ja bym zrobila identycznie na twoim miejscu i jeszcze bym sie niezle usmiala- ma
      za swoje!!!

      ja bog kubie tak kuba bogu
      • lilka69 Re: autorko- jeszcze jedno 20.01.09, 21:13
        ale moja i twoja postawa to jednak krotkowzrocznosc...

        mimo tego, nie darowalabym draniowi!
    • wika_wika_wika Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 21.01.09, 08:45
      Tak źle -odpowiadam na pytanie.
      Pisałaś w strasznym wzburzeniu ten post i to widać.
      Faceci - to egzemplarze które nie zawracają sobie głowy błachostkam. Mój ubrał
      dzieci przy -10 stopni mrozu w same spodenki i zabrał na stary rynek na
      wycieczkę po czym zadzwonił w tracie drogi i mnie o tym fakcie poinformował (ja
      byłam na angielskim).Podejrzewałam że nie ubrał im rajstop zapytałam go o to i
      przyznał że nie pomyślał. Nie darłam sie na niego tylko powiedziałam żeby
      odwiedził najbliższy sklep kupił rajtki założył w jakiejś knajpce w wc i tyle.
      (dziewczyny nie umarły a były szczęśliwe bo tata kupił baloniki)
      Jeśli chodzi o leki to mam to samo piszę na kartce - zresztą mi tez lekarz pisze
      na kartce bo sama bym nie spamiętała. I dzwonie kiedy mam coś ważnego albo wiem
      że rano jedzie do pracy i możemy kilka minut pogadać.
    • po_prostu_natalia Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 21.01.09, 15:58
      w skrócie:wiesz co kobieto,jak ja bym była Twoim mężem to bym Cię
      udusiła,zakopała w ogródku i żyła z synem długo i
      szczęśliwie.Boshhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh,co za baba...
    • eastern-strix dorosnijcie. oboje. 22.01.09, 13:59
      tragedia.
      • melixsa Re: dorosnijcie. oboje. 24.01.09, 12:44
        Zgadzam się z po prostu natalią. Na miejscu tego faceta, to bym najpewniej w
        jakiś nałóg dawno popadła mając taką zrzędę w domu, co nie potrafi dalej niż za
        czubek własnego nosa popatrzeć.

        Sama zrobiłaś ze swojego męża ofiarę, co nic dopilnować nie może, przez
        traktowanie go jak dziecko. Albo jest zupełnie inaczej niż piszesz, to by mnie
        wcale nie zdziwiło.
        • ejkumkejkum2 Re: dorosnijcie. oboje. 24.01.09, 21:21
          melixsa napisała:

          > Na miejscu tego faceta, to bym najpewniej w
          > jakiś nałóg dawno popadła mając taką zrzędę w domu,
          >
          > Niedowiary, że piszą to akurat kobiety, chyba,że nie.... Dokładnie tak samo czasem nazywa mnie mój mąż. Tak samo, czyli - zrzęda-kiedy cos mu przypominam, bo wiem (autopsja),że moze zapomnieć, kiedy o cos proszę po raz enty, kiedy coś wyjasniam, kiedy cos tam.....czy to znaczy, że wy macie idealnych mężów? wszytsko robia sami z siebie, czy po prpstu macie anielską cierpliwość, i tłumaczycie do skutku, a jak cos nie tak, robicie same..... Szok.
          • smut-na Re: dorosnijcie. oboje. 24.01.09, 22:06
            ejkumkejkum2 napisała:
            > > Niedowiary, że piszą to akurat kobiety, chyba,że nie.... Dokładnie tak sa
            > mo czasem nazywa mnie mój mąż.


            To może najwyższa pora by zastanowić się nad sobą.
            Skoro tyle osób włącznie z Twoim, mężem uważa Cie za upierdliwą zrzędę to widać
            taka jesteś.
            • ejkumkejkum2 Re: dorosnijcie. oboje. 24.01.09, 22:40
              smut-na napisała:

              >
              > Skoro tyle osób włącznie z Twoim, mężem uważa Cie za upierdliwą zrzędę to widać
              > taka jesteś.

              Z tego, co wiem, czytam, słyszę, wielu mężów mówi tak do swoich żon, jak tylko się im cos dogłębniej "wyjaśnia", czy pyta, czy przypomina...A może Ty jesteś idealna..Albo bierzesz wszystko na swoje barki, albo...Twój mąż/partner jest jasnowidzem i robi co chcesz, zanim pomyślisz...hmm
              • musiavicky Re: dorosnijcie. oboje. 25.01.09, 01:10
                Witam. Pisze bo troche zrobilo mi sie Ciebie zal. Napisalas tutaj z
                mysla zenajdzie sie tutaj ktos kto Cie poprze ale dziewczyny w dosc
                ostry sposob zareagowaly aczkolwiek jest to takze twoj styl
                wyrazania opini.
                Ale moze od poczatku. Na Twoje pytanie odpowiadam niestety tak jak
                wiekszczosc bo przesadzilas i Ty sama o tym wiesz bo dlatego sie
                tutaj na tym forum znalazlas. Zrobilas idiote nie tylko ze Swojego
                meza ale takze z tego pana ktory sie biedny nachodzil bo WY macie
                problem.
                Ja na Twoim miejscu nie zastanawiala sie wiecej nad tym ale nad
                faktem co Wy tak naprawde wyprawiacie robiac sobie ciagle na zlosc,
                do czego ma to prowadzic i na czym Wam zalezy. Bo z tego co widze
                zapomnieliscie juz po co jestescie razem i na czym polega zycie w
                rodzinie. Bo to ze nie dal lekarstwa synkowi w porownaniu z tym
                jakie zycie serwujecie i szykujecie Waszemu synkowi to pestka.
                Pomysl o Tym!!!!!!!!!
                Jak juz wiekszosc dziewczym pisala faceci sa czasem beznadziejni.
                Moj maz co prawda o nasza corke bardzo dba ale cala reszta to
                katastrofa. Na 10 rzeczy o jakie go poprosze moze 3 uda mi sie od
                niego wyegzekwowac. tez sie na poczatku denerwowalam ale
                stwierdzilam ze to nie ma sensu bo on o swoich sprawach czesto
                zapomina.
                Pomysl skoro gadanie, napominanie czy robienie na zlosc nie pomaga
                moze powinnas wymyslic jakis inny sposob. Faceci sa z natury bardzo
                prozni, zamiast go ciagle krytygowac zacznij go chwalic za to co
                zrobi dobrze albo czego nie zapomni.
                Nie Nie nakrecaj tej petli. ktos musi byc madrzejszy.
                Zycze Ci powodzenia i wytrwalosci.
          • twoj_aniol_stroz Re: dorosnijcie. oboje. 26.01.09, 09:39
            > > Niedowiary, że piszą to akurat kobiety, chyba,że nie....
            To piszą kobiety :), jakoś watpię,że to Twój mąż ma aż tyle nicków i
            podszywa się po to żeby udowodnić swoją tezę. No ja w każdym razie
            nie jestem Twoim mężem na 100%,jestem z krwi i kości kobietą, żoną
            niedoskonałego mężczyzny i matką jeszcze bardziej niedoskonałych
            dzieci -choć niewątpliwie bardzo kochanych:)
            Dokładnie tak sa
            > mo czasem nazywa mnie mój mąż. Tak samo, czyli - zrzęda-kiedy cos
            mu przypomina
            > m, bo wiem (autopsja),że moze zapomnieć, kiedy o cos proszę po raz
            enty, kiedy
            > coś wyjasniam, kiedy cos tam.....
            Problem w tym, że mężczyzna patrzy zupełnie inaczej na otaczający
            nas świat niż kobieta. On naprawdę źle znosi jak mu się bez przerwy
            coś przypomina, jak się go poucza (bo Twoje tłumaczenie JEST
            pouczaniem).On to naprawdę odbiera jako obelgę, bo w kolejnym Twoim
            telefonie słyszy nie przypomnienie, ale słowa, że jest
            nieudacznikiem, idiotą, który prostego zadania nie umie wykonać.
            Oczywiście,że Ty tego nie mówisz, ale on tak odbiera Twoje słowa.
            Odbieram Cię jako osobę bardzo pedantyczną, zdyscyplinowaną z silnie
            pukładanym, rygorystycznym światem zewnętrznym. Mam wrażenie, że nie
            znosisz jeśli coś nie idzie tak jak zaplanowałaśisąd biorą się
            problemy z mężem :)
            > czy to znaczy, że wy macie idealnych mężów?
            Nie, mój mąż nie jest idealny podobnie jak ja nie jestem idealną
            żoną, wręcz mogę o sobie powiedzieć, że nie jestem dobrą żoną i
            codziennie jestem pełna podziwu dla mojego męża, że od 13 lat kocha
            mnie mimo moich potężnych wad. Mam tego świadomość i stąd moje łatwe
            znoszenie błędów męża, jego zapomnień,czy przeoczeń :)
            • ejkumkejkum2 Re: dorosnijcie. oboje. 26.01.09, 17:21
              twoj_aniol_stroz napisała:


              > Odbieram Cię jako osobę bardzo pedantyczną, zdyscyplinowaną z silnie
              > pukładanym, rygorystycznym światem zewnętrznym. Mam wrażenie, że nie
              > znosisz jeśli coś nie idzie tak jak zaplanowałaśisąd biorą się
              > problemy z mężem :)
              >

              no, z tym to trafiłaś w 10-tkę, ale co z tego, skoro wygląda na to,że nie jest to jednak mój atut, może inaczej--ta dokładność, zorganizowanie, poukładanie itd.... nie wychodzi zawsze na dobre, jeśłi druga osoba ma zupełnie na odwrót... :( ale ja inaczej nie potrafię, zresztą, jak ja bym o niektórych sprawach nie pamietała, to żadne z nas by nie dopilnowało.... a świadomości, że faceci są "inni", dopiero się uczę...tylko,czy zdążę to opanować, zanim się pozaciukamy ...:)
              • twoj_aniol_stroz Re: dorosnijcie. oboje. 27.01.09, 18:31
                No nareszcie normalnie piszesz :)
                Widzisz, zastanów się na spokojnie skąd się to Twoje
                zdyscyplinowanie bierze, bo tu może tkwić rozwiązanie problemu. Bo
                że problem jest to nie ma co ukrywać. Ty się męczysz, bo wszystko
                jest na Twojej głowie i facet się męczy, bo Cię irytuje jego
                zapominalstwo. Samodyscyplina jest rzeczą dobrą, ale ona też musi
                mieć swoje granice, a już na pewno nie powinna mieć wpływu na Twoje
                małżeństwo i zwalczanie męża. Poszukaj w dzieciństwie źródła tej
                dyscypliny,może to byli bardzo wymagający rodzice, a może wręcz
                przeciwnie - oni puścili Cię samopas i bardzo brakowało Ci jasnych
                granic, więc wyznaczyłaś je sobie sama, wyznaczyłaś bardzo ostro i
                postawiłaś poprzeczkę sobie i otoczeniu zbyt wysoko. A może było
                tak, że rodzice nigdy nie byli z ciebie zadowoleni, zawsze coś mogło
                być lepiej niż było i teraz za wszelką cenę starasz się być idealna,
                żeby nareszcie mogli być zadowoleni. Nie wiem tego, to Ty musisz
                znaleźć tę przyczynę. Ja samacałkiem niedawno odkryłam przyczynę
                moich problemów i najpierw mnie ona solidnie zaskoczyła, a potem
                powoli zaczęłam ją oswajać. Jak chcesz to pisz na priv, możemy razem
                szukać i myśleć co z tym dalej robić :)
                Jedno jest pewne, da się to zrobić i może wtedy się z mężem jednak
                nie zaciukacie tylko razem powędrujecie w przyszłość :)
                • ejkumkejkum2 Re: dorosnijcie. oboje. 31.01.09, 09:11
                  twoj_aniol_stroz napisała:

                  > No nareszcie normalnie piszesz :)
                  > dzięki::

                  > Poszukaj w dzieciństwie źródła tej
                  > dyscypliny,może to byli bardzo wymagający rodzice, a może wręcz
                  > przeciwnie - oni puścili Cię samopas i bardzo brakowało Ci jasnych
                  > granic, więc wyznaczyłaś je sobie sama, wyznaczyłaś bardzo ostro i
                  > postawiłaś poprzeczkę sobie i otoczeniu zbyt wysoko. A może było
                  > tak, że rodzice nigdy nie byli z ciebie zadowoleni, zawsze coś mogło
                  > być lepiej niż było i teraz za wszelką cenę starasz się być idealna,
                  > żeby nareszcie mogli być zadowoleni. Nie wiem tego, to Ty musisz
                  > znaleźć tę przyczynę.


                  dokłądnie, tak jak piszesz, ale co mi da świadomość, że znam tę przyczynę.... bo właśnie tak było z moim ojcem, ciągle coś nie tak, to źłe tamto niedobrze, ciągłe wymówki, uwagi itd.... łapię się na tym,że robię to samo, i wiem, że to naleciałości z domu, i co.....sama wiedza nie wystarczy..bo, gdyby wystarczyło pomyśleć-"nie bądź taka jak ojciec", to bym nie była, ale to tak się nie da.... Pracuję nad sobą, ale mozolnie to idzie.;...pozdrawiam.
                  • ruda110 Re: dorosnijcie. oboje. 31.01.09, 09:31
                    Świadomość to krok pierwszy, taka wyjściowa do dalszej pracy, ale
                    nie nad mężem, ale sobą. Mam podobny problem, jeszcze dokładnie nie
                    zbadałam źródła, ale mam wrażenie, że wynika on z tego, że jako
                    dziecko i młoda osoba musiałam kontrolować świat zewnętrzny, żeby
                    poukrywać rózne rzeczy, które działy się w mojej rodzinie (podobno
                    mają też tak dzieci alkoholików). Wydaje Ci się, że jeśli nie
                    będziesz nad wszystkim panować, wszystkim zarządzać itd. to to się
                    rozleci.Wiesz co wyjrzyj za okno i zobacz ilu tam ludzi. Mają dzieci
                    (zdrowe), rózne sprawy na głowie i radzą sobie chociaż nie ma tam
                    Ciebie-Wszytskowiedzącego Dyrektora. Twój mąż zanim związał się z
                    Tobą też jakoś żył więc trochę mu zaufaj, bo się wykończysz. Jest
                    tylko jedna rada uznać, że są sprawy, na które nie masz wpływu,
                    których nie jesteś w stanie zmienić, pogódź się, ze swoją
                    bezradnością i daj innym żyć po swojemu. Wiem jakie to trudne,
                    niestety z własnego podwórka, bo też jestem takim zatruwaczem-
                    hitlerem ;-)
                  • twoj_aniol_stroz Re: dorosnijcie. oboje. 31.01.09, 22:56
                    No to już duży sukces :) Diagnoza to podstawa. Powiem jak to
                    wyglądało w moim małżeństwie. Otóż mój mąż ma bardzo apodyktyczną
                    mamę i bardzo długo każda moja decyzja podjęta bez jego udziału
                    kończyła się awanturą. Długo trwało zanim zrozumiałam, że te awanury
                    to jest rozpaczliwa chęć udowodnienia sobie, że nie jest taki jak
                    jego tata, który we wszystkim mamie ustępował. Kiedyś usłyszałam
                    takie zdanie: jeśli na 100% wiem, że nie jestem wielbłądem, to nie
                    udowadniam na każdym kroku, że nim nie jestem. Powtórzyłam to zdanie
                    mężowi i po jakimś czasie weszło ono do kanonu naszych rozmów. Jak
                    tylko maż zaczynał się awanturować z powodu swojego lęku,
                    pytałam: "A ty co? Znów udowadniasz, że nie jesteś wielbłądem?" Po
                    jakimś czasie sytuacja się unormowała. Czasem potrzeba, żeby ta
                    druga strona pomogła w zauważeniu reakcji. U Was mąz może
                    spytać: "Znów starasz się być dobrą córeczką tatusia?" Oczywiście
                    nie może to być powiedziane z sarkazmem, ale z troską. Może warto
                    męża wtajemniczyć w przeżycia dziecięce, może zrozumienie Twojego
                    zachowania pomoże mu pomóc Tobie w zmianach?
                    A może warto byłoby pomysleć o jakiejś psychoterapii, która
                    pomogłaby Ci wyzwolić się z tej konieczności bycia lepsza i lepszą?
                    Kiedyś czytałam o teorii, która mówi o tym, że dziewczynka
                    potrzebuje usłyszeć od taty, że jest piękna, że jest wartościowa.
                    Jeśłi tego nie usłyszy, będzie się starała za wszelką cenę dążyć do
                    tego ideału, którego nie osiągnęła jako dziecko. Nie wiem na ile
                    jest to teoria, a na ile sprawdza się w praktyce (to musiałaby
                    wypowiedzieć się pani psycholog), ale może warto się nad tym
                    zastanowić i popracować nad poczuciem własnej wartości.
                    A może terapia szokowa? Po prostu umów się z mężem, że na dwa dni
                    wyjedziesz, a on zostanie z dzieckiem, ale pod warunkiem, że telefon
                    jest wyłączony i nie masz z nimi kontaktu. Nie wiem na ile to może
                    być skuteczne, ale może weź to pod uwagę. Wersja light to dzień bez
                    jednego telefonu do domu. Na zasadzie odwyku ;) Może jeśli po kilku
                    razach zobaczysz, że synek przeżył bez Twojej kontroli, to powoli
                    zaufasz mężowi?
    • kaz-oo Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 25.01.09, 10:05
      Twoja sygnatura wobec tego co tu wypisujesz brzmi jak ponura kpina.
      • tosina Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 25.01.09, 13:12
        E tam.Zapomniała tylko dodac ze własciwy kierunek to jej kierunek:).
    • mmena Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 02.02.09, 13:46
      A ja cie rozumiem. Nie ocenie czy dobrze zrobilas, czy zle, bo mam w domu to
      samo. Maz, uwielbiajacy dzieci, zupelnie niezdolny do samodzielnego zajmowania
      sie nimi. Przerabiamy to co i reszta, czyli rzeczy w stylu wyjscie bez rajstop w
      srodku zimy, zabranie do przedszkola bez rekawiczek, brak mozliwosci
      zapamietania ze dziecku trzeba dac leki, caly dzien bez jedzenia i, oczywiscie,
      nieodbieranie telefonow.
      Nie akceptuje tego i akceptowac nie bede. Podobnie jak i ty wsciekam sie i
      slysze jaka to ze mnie zrzeda. Moze i zrzeda, ale nie jestem w stanie zrozumiec
      czemu dorosly czlowiek mysli o sobie, a nie o swoich dzieciach. Czemu sam
      zaklada czapke, kupuje sobie bulke, a nie przyjdzie mu do glowy ze dziecku moze
      byc zimno, ze moze byc glodne.
      Nie akceptuje takze stwierdzen "nauczylas go tego bo ciagle przypominasz i
      kontrolujesz czy zrobil to czy tamto". A co mam zrobic? Odpuscic i pozwolic by
      dziecko chodzilo w za malych kapciach w przedszkolu bo rozkojarzony tatus tego
      nie zauwazyl? Rozmawiac i tlumaczyc mozna raz czy drugi, ale jak wracasz do domu
      i po raz n-ty widzisz dziecko siedzace caly dzien przed tv (tata byl zajety
      soba), a w lodowce pustki bo kotlet przygotowany dla malucha zjadl glodny ojciec
      to szlag cie trafia i zmieniasz sie w zrzede.
      Ja cie nie potepiam.
      Potepiam za to siebie, bo po przeczytaniu twojego posta ucieszylam sie, ze nie
      tylko u mnie takie akcje maja miejsce.
      • ejkumkejkum2 Re: "Odpłaciłam" mężowi, bo mnie wk...ale czy dob 02.02.09, 19:40
        dzięki mmena za szczerość, jak dobrze wiedzieć, że jest ktoś (chociaż to dziwny powód do radości), kto też ma podobnie i rozumie, wszak nie ma to jak empatia. Zatem łączmy się w bólu i niedoli:) Jak chcesz, to pisz na priv, powymieniamy "gafy" małżów i ewentualne "rozwiązania".... Pozdrowki
Pełna wersja