dziewczyna_123
07.02.09, 21:15
Mam 28 lat i mam problem z lubieniem ludzi.(Brzmi jak deklaracja ludzi z AA.)
Z rodziną jest ok., bo nawet jeśli coś mnie w nich wkurza, to odbieram to jakoś inaczej, akceptuje to, jakoś sobie z tym radzę. Oni są moją rodziną i trzeba się trzymać razem.
Czuję się z nimi ok. Pomimo tego, że wiem, że nie są idealni, akceptuje to.
Natomiast mam zastrzeżenia do wszystkich moich znajomych. Generalnie wydaje mi się, że jestem raczej lubiana i akceptowana, na normalnym poziomie, ale czuję się trochę jak oszust. Bo ja mam tyle w sobie gniewu i żalu do tych ludzi, a oni o tym nie wiedzą, sądzą że się zgadzam z tym co mówią.
Problem jest taki, wkurzają mnie bo: zachowują się lekceważąco wobec mnie. Z tym że ja jestem na tym punkcie wrażliwa bardzo. Łatwo mi o wrażenie, że ktoś mnie lekceważy. Nie słuchają tego co mam do powiedzenia. Całe spotkanie potrafi minąć a ktoś tylko o sobie gada. Zadzwoniłam kiedyś do koleżanki, spytałam jak jej leci i ona opowiadała przez 30 min. Pamiętam, że postanowiłam sobie wtedy w duchu, że już do niej nie zadzwonię.
Jeśli już ktoś mnie słucha, to widzę po nim, że jest zniecierpliwiony. Ja jak słucham to w miarę nie przerywam, daję się wypowiedzieć, a jak ktoś mnie słucha to wciąż przerywa, zadaje pytania, nie dając mi dojść do pointy. Mogłabym pomimo wszystko mówić, ale przeszkadza mi to, że widzę, ze kogoś to nie interesuje, zniechęcam się. Jedna z moich znajomych, slucha, widzę że słucha, nie przerywa, ale jak skończę, to tylko kiwnie głową i zaczyna mówić o sobie. Chciałam kiedyś tak się zachować kiedy ona mówi, ale nie mogłam, czułam się jakoś zobligowana coś jednak powiedzieć.
Poza tym mam takie dziwne uczucie jak ktoś mnie słucha, że muszę szybko skończyć i skierować tok rozmowy na tego kogoś bo inaczej ten ktoś się znudzi i przestanie mnie lubić!!!??
Widzę wiele hipokryzji i nie mogę się z nią pogodzić, ktoś narzeka na „debili co palą w autobusach” lub popełniają jakieś inne przewinienia, godne prawie kary powieszenia w ustach tego kogoś, czuję jak się w tym wywyższa, ze ja tak nie robię a ten motłoch owszem. I tego samego dnia jak idziemy na ulicy wywala opakowanie po papierosach na ulicę. Jak jeszcze byłam w stanie powstrzymać się od powiedzenia, że matko zobacz sam na siebie jak słuchałam opowieści, to już po tym zdarzeniu na ulicy jest mi wyjątkowo ciężko i robię się zła (???!!!!).
Nie chce zwracać uwagi, by nie wprowadzać dziwnej atmosfery, nie czuję się w pozycji, by komuś powiedzieć, sama przecież tak robisz, ale z drugiej strony gotuję się w środku. Z drugiej strony wiem, że jest wielce możliwe, że i ja mam wiele takich punktów, gdzie kogoś krytykuje, a sama przecież też tak robie.
Poza tym mam problem ze znajomościami, bo potrzebuje relatywnie dużo czasu dla siebie. Inaczej zle się po prostu czuje. Przychodzę z pracy, gdzie jestem cały czas z ludźmi, spotykam się mężem, jest jeszcze rodzina. Po tym wszystkim zostaje mi już mało takiej wewnętrznej chęci na widywanie się z kimś. Nawet jeśli w danej chwili moje stosunki z tym kimś są ok., nie jestem wewnętrznie zeźlona, to jednak po prostu mam dość, potrzebuje czasu dla siebie i unikam spotkań. To wiadomo tez nie sprzyja zawieraniu przyjaźni.
Tak ogólnie z „ilości” znajomości jaka teraz mam jestem zadowolona, ale potrzebuje rady jak się poczuć lepiej w tych już istniejących znajomościach.
Poza tym coś jest chyba na rzeczy ze mną w tej kwestii, bo czasem dopada mnie taki lęk, silny lęk, niepokój, że zostanę w życiu sama, bez znajomych. I paradoksalnie, to o tych znajomych chodzi, bo rodzina jest i z tym jest ok.
Nie rozumiem siebie, ale wiem, ze potrzebuje cos w sobie zmienić by poczuć się lepiej.
Może ktoś zna książkę na ten temat. Czytałam: Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi. Ale mam odczucie, ze to co się tam proponuje, to jest przepis na to jak zmanipulować ludzi tak by cie lubili, a nie na to jak stworzyć dorosła dojrzała satysfakcjonującą relacje.
Pozdrawiam