dalliletka
08.02.09, 23:07
Witam.Większość problemów w moim życiu już udało mi się
rozwiązać.Wiele dzięki czytaniu forum.Postaram się w skrócie napisać
o co chodzi.Może i tym razem mi podpowiecie.
Od września jestem po rozwodzie.Mam dwoje dzieci-18-letniego syna i
14-letnią córkę.Główną przyczyną rozwodu była zdrada męża.Dzięki
kochance udało mi się odejść od męża.Nasze małżeństwo waliło się już
od ok.10 lat.Mąż zachowywał się jak duży chłopiec.Ja i dzieci nie
liczyliśmy się dla niego..Zawsze "wyrzucał" nas na koniec
kolejki.Liczyli się tylko koledzy.To byli dziwni
koledzy.Rozwodnicy,bezdzietni,kawalerowie,nawet jeden
gej.Wystarczyło,by któryś z nich kiwnął palcem,mąż już do niego
jechał.Nasze sprawy i plany trzeba było przekładać na "święte
nigdy".Z dziećmi musiałam radzić sobie sama.Nie narzekałam,bo nie o
pomoc mi chodziło.Chciałam,żeby po prostu z NAMI spędzał czas....Nie
udało mi się.Na koniec mąż spędzał w domu pół godziny
dziennie.Zjadał tylko obiad i wybywał gdzieś.Nic już nas nie
łączyło.Ja popadłam w depresję.Nie miałam już ani siły,ani
ochoty,ani nie znajdywałam sposobów by przyciągnąc go do domu.To tak
w wielkim skrócie.
Dzieci go prawie nie znają(bo jak można poznać,polubić kogoś,gdy go
się widzi 20-30 minut dziennie i to chowając się po kątach,by mu nie
przeszkadzać).
Przez okres rozwodu pokazał swoją złą,obrzydliwą twarz.Tą
prawdziwą.Dzieci nie kochają taty.Wręcz go nienawidzą.Zrobił wiele
złego nie tylko mi,ale im też.
I teraz w czym problem.Mąż powiedział,że po rozwodzie będzie lepszym
ojcem.(?!!!)Co on przez to rozumie?Otóż zmusza dzieci do widywania
się z nim.One tego nie chcą.Syn się wścieka,córka płacze.Bez niego
żyje nam się naprawdę dobrze,spokojnie i szczęśliwie.On nie chce
przyjąć do wiadomości,że w naszym domu jest niemile
widziany.Przychodzi codziennie.Pakuje się do mieszkania na siłę i
mówi,że ma prawo.
Widzę,że dzieci są coraz silniejsze.Syn potrafi już mu stanowczo
odpowiedzieć i trzyma się tego.Córka próbowała sama "rozprawić się"
z tatą.Grzecznie powiedziała mu,że nie chce,żeby przychodził w
odwiedziny.Wściekł się.Córka nie mogła powstrzymać się od płaczu.A
ja...ręce mi opadły...nie wiem jak im pomóc....
Mam okropny żal (do niego),że dzieci go nienawidzą.Inne dzieci
rozpaczają z powodu rozstania rodziców,a moje....pilnowały mnie bym
wysłała pozew,bym się przypadkiem nie rozmyśliła....
Co zrobić z takim typem?Nie mam sumienia by go nie wpuścić,w końcu
to przecież jego dzieci...Ale chyba,a raczej napewno powinnam
dogodzić własnym dzieciom,a nie jemu...tylko jak?
Próbowałam już tak:Po rozwodzie umówiłam się z nim co do sposobu
kontaktów z dziećmi-niedostosował się ani razu.
Próbowałam powiedzieć mu,że nie życzę sobie jego odwiedzin w moim
domu-wepchał się na siłę i powiedział,że ma prawo....
Próbowała córka grzecznie go prosząc...pisałam wyżej.
Ostanio nie podnoszę domofonu.On wie,że jesteśmy w domu.Czasem się
miota,czasem nie.
Wychodzilimy na długie spacery...ale ile można spacerować?
Czasem mam ochotę pozamykać dzieci w szafkach i powiedzieć,że ich
nie ma.
Wiem,że to ciężki typ.
Proszę podpowiedźcie coś...byśmy mogli spokojnie żyć.