Problem z ojcem

27.02.09, 17:27
Mam problem z ojcem. Właściwie mam go ja i moja matka. Problem narasta od lat,
jestem w problem uwikłana, bo z nimi mieszkam i niestety muszę się z nim
spotykać. Nigdy nie miałam jakichś głębszych więzi z ojcem czy relacji, jednak
zdarzało mi się z nim rozmawiać o bzdetach czy innych nieważnych rzeczach jak
również zdarzało mi się z nim sprzeczać. Tak było mniej więcej do czasu
pierwszej czy drugiej klasy liceum. Potem kontakt z moim ojcem się urwał a
raczej się zaognił, wystąpił konflikt. Zaczęłam sobie uświadamiać, że sposób w
jaki traktuje swoją rodzinę nie jest normalny, zaczęła się przeciwstawiać i na
przykład wtrącać się gdy kłócił się z matką. Przejrzałam w końcu na oczy. Mama
zawsze usiłowała sprawić bym miała jako taki dom i jako takie dzieciństwo,
wiec trwała w tym strasznym związku. Poniekąd jakoś to się jej udawało. Niestety.

Wcześniej pryzmowałam ten stan rzeczy jaki był za normalny i powszechny. Przez
ten stan rzeczy rozumiem to, że on często (prawie zawsze) wracał do domu późno
i pijany bądź podpity, że miał wtedy wieczne pretensje o to, że obiad jaki
jest mu nie odpowiada, że nie interesował się tym co robię i tym co można
byłoby zrobić w domu, że wiecznie umierał (tj. wracał i mówił że długo nie
pociągnie, że źle się czuje, że my nawet sobie tego nie wyobrażamy), że zawsze
miał pretensje jak matka kupowała coś do domu, często zdarzało się po kłótni,
że przestawał się odzywać do matki i z czasem do mnie, mówił że odejdzie etc.
Kiedy mama parę lat temu straciła pracę szantażował ją że ją zostawi, robił
jej wyrzuty że nie pracuje (nie dostrzegał tego, że wiele lat podczas gdy w
zimie jako robotnik budowlany nie miał pracy matka go utrzymywała - a on
siedział w domu i nic nie robił), że za dużo wydaje. Jak byłam mała
przejmowałam się jego gadaniem (że umrze, że chce umrzeć, i raz jak miał rwę
kulszowa że chce się powiesić), potem przestałam, przywykłam.

Obecnie sytuacja jest o wiele bardziej napięta. Studiuję dziennie, pracuję
dorywczo i z konieczności mieszkam w "rodzinnym" domu. Mam dość jego
zachowania. Pokłóciłam się z nim znów, bardziej niż zazwyczaj, nie wiem o co,
nie pamiętam dokładnie, chyba za całokształt, wybuchłam gdy powiedział mi
"żebym się k.. odpie...ła i zamknęła w końcu" i wykrzyczałam mu w twarz, że
jest skończonym sku...synem i skoro nie szanuje ani mnie ani matki to nie ma
żadnej rodziny, powiedziałam mu też że go nienawidzę. Myślę, że moje
zachowanie spowodowane było ambiwalencją uczuć jaką żywię wobec tego człowieka
-tj. miałam jeszcze wtedy jakieś resztki miłości dziecka, ale i ogromne
pokłady nienawiści do niego. Wcześniej zdając sobie sprawę, że powinien się
zmienić usiłowałam mu tłumaczyć, że tak nie można się zachowywać: obrażać o
byle co, mieć wiecznych pretensji, tak kląć (codziennie jak przychodzi około
23 to siada przed tv i zaczyna litanię w stosunku do polityków albo narzeka
jak go traktujemy) i tak się odnosić do mnie i do matki, że powinien się
opamiętać, postarać naprawić relacje z matką, zrozumieć że życie i utrzymanie
domu nieco kosztuje (dodam, że nie robił nigdy większych zakupów, ani o nic
się nie troszczył). Nie podziałało - stwierdził, że nic nie będzie robił,
kreował się na ofiarę tej złej kobiety, która myśli tylko o kasie... Dno po
prostu.

Mam dość. Nie wiem jak do niego przemówić, żeby się opamiętał. To już nie
możliwie. Życie z nim pod jednym dachem jest do niczego. Zdaje się że
najlepszym wyjściem byłoby pozbycie się go z domu - jednak choć dom jest na
mamę to raz on ma chyba jakieś do niego prawa a dwa wątpię by dobrowolne
zszedł nam z oczu i trzy - nie wiem czy ja stać na to.... Moja ambiwalencja do
niego zmalała szalenie teraz już tylko go nienawidzę. Za całokształt. Nawet
sobie ubzdurałam, że on częściowo przyczynił się do mojej choroby w liceum
(anoreksja). O dziwo czuję się z tym lepiej, z ta nienawiścią i obojętnością.
Nie mam wyrzutów sumienia. Nie odzywam się do niego i ignoruję go, jak można
rozmawiać z kimś komu nie można nic powiedzieć, o nic go poprosić, bo od razu
strzela focha albo krzyczy? Ja nie chcę i chcieć już nie będę. Ten człowiek
zniszczył wszystko co miał, ale mieszka z nami. W grudniu dał matce jakąś
kasę. Grudzień , styczeń i pół lutego siedział w domu i oglądał prawie
non-stop tv, słuchał radia i palił papierosy (kilka razy coś ugotował jak nie
był taki obrażony). Teraz gdzieś pracuje. Nie ma go od rana do 23/24 lub
później. Jest spokój nie musimy na niego wieczorem patrzeć ani za wiele go
słuchać. Tylko co to za życie? Czekanie aż odejdzie (jak czasem mówi) i nie
będzie zatruwał atmosfery? Czy czekanie aż te papierosy jeden za drugim go
wykończą?

Zastanawiam się czy zasadnym byłaby próba namówienia mojej mamy na bardziej
radykalne kroki? Ona coś przebąkuje o tym, ze jak jej nie da kasy to
przestanie mu kupować jakiekolwiek żarcie (no bo przecież skądś na fajki kasę
ma??)... Tyle, że ten krok nie uwolni nas od niego. Chciałabym żeby się
rozwiodła i ułożyła sobie życie, miała spokojną starość, bez ciągłych
wyrzutów, sapań, utyskiwań czy kłótni. Czy powinnam namawiać ją do rozwodu?
Jak to zrobić żeby się nie wtrącać w jej sprawy za bardzo? Jak ja przekonać,
że to dobra decyzja (choć wydaje mi się że o tym to akurat wie)? W jaki sposób
po ewentualnym rozwodzie rozwiązać kwestię domu? Spłata? I ile % na odczep się
mu się ewentualnie należy skoro dom jest na mamę?

I ogólnie cóż z tym człowiekiem można zrobić, żeby choć nie przeklinał jak
wieczorem przychodzi :/ (od lat mu mówię że mi to przeszkadza a on ma to
głęboko gdzieś i twierdzi, że to jego święte prawo, wrrr). Kłótnia kolejna nie
jest chyba najlepszym pomysłem.
    • burum Re: Problem z ojcem 27.02.09, 17:27
      Nieco się rozpisałam a i tak wydaje mi się ze to tylko kropla :(
    • annb Re: Problem z ojcem 28.02.09, 15:19
      wyslij mamę na terapię dla wsółuzależnionych.
      a Ty poszukaj sobie terapii dla DDA.Możesz zacząc od czytania
      wszystkoego o dda co znajdziesz w sieci.
      to tak na szybko.
      • attiya Re: Problem z ojcem 28.02.09, 15:55
        jeśli dom jest na twoją mamę to sprawa jest prosta - ojciec musi udowodnić, że
        ponosił jakiekolwiek nakłady na dom i tyle powinno mu byc zwrócone. Powinnyście
        iść do prawnika, który na pewno doradzi Wam lepiej niż ja :-) ale to byłby
        pierwszy krok ku zmianie. Twoja mam jest uzależniona od niego psychicznie - to
        zależność ofiary i kata. Pierwszy krok jest najtrudniej zrobic, później będzie
        łatwiej.
        Nie odwlekajcie tego, czym później tym gorzej. Powodzenia i napisz jak Wam idzie :-)
    • uli Re: Problem z ojcem 28.02.09, 22:54
      A ja bym Ci radziła może klasycznie, ale moim zdaniem to podstawa jakichkolwiek
      zmian w życiu - książka toksyczni rodzice Susan Forward. W moim życiu narobiła
      strasznego bałaganu, ale potem zaczęło się pomału układać, po raz pierwszy w
      życiu. Bolało, ale jest teraz jest już lepiej.

      Plus wyprowadzka z domu...Wyprowadzka byłaby najlepsza, szczerze mówiąc.

      Co do mamy - nie wiem, co Ci napisać. Nie możesz wziąć odpowiedzialności za
      życie mamy. Powinnyscie sobie pomagać, ale to nie może wyglądać tak, że weźmiesz
      na swoje barki całe relacje rodzinne. Nie udźwigniesz tego i prawdopodobnie oni
      i tak pozostana w swoim układzie. Wiesz co, to przykre, że mama włącza Cię w ten
      konflikt. Nie wiem, mam dziecko i gdyby nam sie z męzem nie układało, to chyba
      żadne z nas nie chciałoby niszczyć dziecku życia poprzez przeciąganie go na
      swoją stronę. Twoja mama jest dorosła i musi sama ułozyć sobie życie. Może się
      mylę, może to okrutne, ale moim zdaniem powinnaś raczej spróbować sama ułożyć
      sobie zycie, wynająć mieszkanie, nie urodziłaś się po to, żeby być publicznością
      w sporach Twoich starych. To oni sa dorośli, a jeśli o tym zapomnieli to
      naprawdę nie jest Twoja wina.

      Co do ojca - on się nie zmieni, jeśli ktoś nie miał motywacji, żeby zachowac się
      przyzwoicie dla własnego dziecka, to moim zdaniem nie mozna na niego liczyć. Te
      kłótnie nie mają sensu. Z drugiej strony warto mieć jasność, że Twoja mama nie
      powinna była nigdy robić teatru z domu, udawać, że jest normalnie, skoro nie
      było. Nie chcę Ci źle doradzić, może w ogóle nie mam racji - ale tak jak pisałam
      na początku, spróbuj sama poukładac sobie życie, a życie mamy (i taty) zostawić
      włascicielom.

      Pozdrawiam, powodzenia

      U
      • attiya Uli 01.03.09, 09:04

        sory ale Twoje rady sa zupełnie nie trafione - zawsze bierzemy odpowiedzialność
        za czyjeś życie - osobiście nigdy matki nie zostawiłabym samej w końcu dla
        kogoś tyle lat się męczyła a słowa "robienie teatru" sa poniżej pasa.....Dobrze
        jest oceniać kogoś a nigdy nie wiemy dlaczego ten ktoś poświęca się i całe życie
        żyje z alkoholikiem/człowiekiem psychicznie niezrównoważonym.
        Rada - wyprowadzka z domu - też jest nietrafiona - jeśli ktoś studiuje dziennie
        to przepraszam z czego ma żyć? Można oczywiście przejść na zaoczne - ale to nie
        jest ot tak od ręki. Za wynajmowane mieszkanie/pokój trzeba płacić, za
        jedzenie, ubrania.....Dlaczego to autorka wątku ma się wyprowadzić - i skad u
        ciebie taka rada - przecież autorka pisze, że dom jest jej matki - wiec może to
        osoba najbardziej winna powinna się wyprowadzić.
        I skąd podejrzenie, że matka autorki włącza ją w to wszystko? Sam fakt, że sie
        żyje w jakiejś rodzinie to już jest włączenie jej w tok życia tej rodziny. No i
        ja osobiście nigdy nie zostawiłabym życia mojej mamy jej samej. Może się mylę
        ale jak czytam Twoje słowa to żal mi jest twoich rodziców, których ty pewnie też
        zostawiłaś samych sobie.Ale może się mylę - w każdym bądź razie tak wynika z
        twojego postu.
        • annb Re: Uli 01.03.09, 14:12
          nie oceniaj uli bo dziewczyna dobrze pisze.
          Matka zalozycielki wątku jest współuzalezniona i wciągnęła w to
          bagno własną córkę.
          Z tego nie da się wypląta w pięc minut niestety.

          • attiya Re: Uli 01.03.09, 17:34

            to wciągnięcie w bagno zabrzmiało tak jakby kobieta wzięła na łańcuch własną
            córkę i ciąnęła ją tam siłą. Czy zastanowiło kogoś kiedyś, że są różni ludzie -
            silni, słabi - może to dobra spokojna, cicha kobieta, która chce jak najlepiej
            dla wszystkich, niemysląca o sobie i robiąca wszystko dla innych. Łatwo komuś
            powiedzieć - ona jest winna -ale jak każda z was byłaby na jej miejscu to nie
            wiem czy wtedy tak łatwo byłoby podjąć Wam walkę.
            • annb Re: Uli 01.03.09, 17:53
              a skąd wiesz?
              czy znasz mechanizmy wspoluzaleznienia?czy wiesz co to jest?to jest
              bagno.
              po pierwsze-matka załozycielki wątku nie zrobi nic aby sie pana z
              domu pozbyc.Z domu ktory jest jej.Załozycielka watku bojąc się o
              mamę będzie nadal w tym domu mieszkac, aby ją chronic przed
              ojcem.Obie mają już jakby to napisac "skażone dusze" czyli są
              wspoluzaleznione.
              Napisalam wyzej
              dla obu pań terapia.
              Toksyczne związki zdarzaja sie bardzo często - ale można sięz nich
              uwolnic.Uli podała książkę,Ja zasugerowalam czytanie o dda.
              Gdzies na gw jest forum dda, tez warto skorzystac.
              Nie widzę powodu dla ktorego panie nie mialyby szukac dla siebie
              pomocy.
              • attiya Re: Uli 01.03.09, 21:16
                annb napisała:

                > a skąd wiesz?
                >

                widocznie jednak coś muszę wiedzieć skoro o tym piszę.
                Prosze o nieocenianie tak łatwo innych.
                • annb Re: Uli 02.03.09, 08:30
                  za to ty oceniasz uli i wspolczujesz jej rodzicom
                  czyli sobie przyznałas prawo do oceniania innych
                  brawo
                  • attiya Re: Uli 02.03.09, 12:34
                    to z łaski swojej napisz mi - dokładnie gdzie ja to napisałam? Daruj sobie -
                    tego typu opinie - a przy okazji - nawet komuś takiemu jak ojciec autorki wątku
                    należy pomóc....a przy okazji jak Uli będzie chciała się bronic zrobi to na
                    pewno sama - nie bądź adwokatem kogoś kto cię nie prosił o pomoc. I przy okazji
                    - autorka wątku nic nie pisała o tym, że matka ją na siłę wplątała w coś -
                    napisałam już nie oceniaj innych jak nie znasz tego typu sytuacji - no chyba że
                    cos wiesz na ten temat.....
                    • annb Re: Uli 02.03.09, 13:17
                      o tutaj napisalas
                      wklejam

                      Uli
                      attiya 01.03.09, 09:04 Odpowiedz

                      ja osobiście nigdy nie zostawiłabym życia mojej mamy jej samej. Może
                      się mylę
                      ale jak czytam Twoje słowa to żal mi jest twoich rodziców, których
                      ty pewnie też
                      zostawiłaś samych sobie.Ale może się mylę - w każdym bądź razie tak
                      wynika z
                      twojego postu.



                      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

                      nie jestem adwokatem uli tylko bronie tego co zaproponowala
                      bo madrze napisala
                      a z moich obserwacji wynika ze w Polsce sportem narodowym jest
                      wkladanie krzyza na cudze ramiona i krytykowanie ludzi ktorzy
                      potrafia bronic swojego zycia i nie chca sie poswiecac



                      a co do wplatywania na sile
                      widze ze nie wiesz nic o mechanizmie wspoluzaleznienia
                      Moze i dobrze ze nie poznalas tego na wlasnej skorze.
                      • attiya Re: Uli 03.03.09, 13:36
                        annb napisała:

                        >
                        > a co do wplatywania na sile
                        > widze ze nie wiesz nic o mechanizmie wspoluzaleznienia
                        > Moze i dobrze ze nie poznalas tego na wlasnej skorze.
                        >
                        >


                        Bo widzisz ja nigdy własnej matki ani nie zostawiłabym ANI NIE ZOSTAWIŁAM.
                        i nie pisz mi tu, że nic nie wiem o tego typu problemach. Obawiam sie, że z nas
                        dwóch to ty akurat mniej miałabyś na ten temat do powiedzenia. Jeśli ktoś dla
                        mnie poświęca swe życie, to ja dla własnej wygody nie wychodzę z domu dlatego
                        aby miec święty spokój. A z postu atorki wynika, że jej matka to dobry człowiek.
                        A na drugi raz zastanów sie zanim tak łatwo napsizesz coś czego absolutnie nie
                        wiesz...
                        • annb Re: Uli 06.03.09, 18:57
                          z tobą naprawdę nie ma sensu dyskutowac bo nic nie rozumiesz
                          dla mnie EOT
                    • uli Re: Uli 02.03.09, 14:22
                      Attiya, każdy ma za sobą swoją historię, ja nie twierdzę, że mam rację
                      (podkreślałam to), to są moje rady pisane przez pryzmat mojego życia.
                      Chcesz współczuć moim rodzicom - do dzieła. Trochę to jednak dziwne rozdać role
                      na podstawie mojego jednego posta, no ale Twoje prawo, myśl co chcesz. Ja się tu
                      tłumaczyć nie będę.

                      Wiem natomiast jako matka jedno - jeśli się kocha swoje dziecko bardziej niż
                      swój egoizm, to nie wciąga się go w konflikt małżeński. Bo rodzice są od tego,
                      żeby pomagać dziecku wejść w świat. Relacja między rodzicami jest dla dziecka
                      wzorcem relacji międzyludzkich na całe życie. Co za wzór ma autorka wątku?
                      Naprawdę nie widzisz, że to ona jest w całej tej zabawie w dom okradana? Z
                      dzieciństwa, z prawa do młodości, z prawa do bycia kochaną przez oboje rodziców?

                      PS. Annb, dzięki za wsparcie :) Miło mi.
                      • uli Re: Uli 02.03.09, 14:43
                        I jeszcze odpowiedz na Twoje pytanie - czemu autorka ma się wyprowadzać z domu?
                        Bo jest młodą kobietą, na którą czeka życie. Trzeba się kiedyś odważyć i
                        spróbować popłynąć własną łódką.
                        Nie ma to nic wspolnego z porzucaniem matki. U ciebie puszczenie się maminej
                        spódnicy równoznaczne jest ze zdradą - a to nie zdrada, to dorosłość, to prawo,
                        a nawet obowiązek, życia własnym życiem.
                        • attiya Re: Uli 03.03.09, 13:40
                          uli napisała:

                          > I jeszcze odpowiedz na Twoje pytanie - czemu autorka ma się wyprowadzać z domu?
                          > Bo jest młodą kobietą, na którą czeka życie. Trzeba się kiedyś odważyć i
                          > spróbować popłynąć własną łódką.
                          > Nie ma to nic wspolnego z porzucaniem matki. U ciebie puszczenie się maminej
                          > spódnicy równoznaczne jest ze zdradą - a to nie zdrada, to dorosłość, to prawo,
                          > a nawet obowiązek, życia własnym życiem.


                          Bo widzisz - u mnie nie ma wiecznej pępowiny ale ja potrafiłam docenić to co
                          moja mama przez tyle lat robiła dla mnie. I tu dokładnie właśnie nie chodzi o
                          wciaganie kogoś w czyjeś problemy. Tu chodzi o cos więcej. Pomoc, wsparcie,
                          trzymanie się razem. No i jeśli dani rodzice mają problem, to dlaczego mam ich
                          zostawić samych sobie. Jestem dorosła, nie mam 20 czy 30 lat - nie chodzi tu o
                          uszczęśliwianie kogoś na siłę - ale o zwykłe, ludzkie wyciągnięcie ręki, o
                          życzliwosć o to, zeby oni mogli choć na starość przeżyc te kilka lat radośnie i
                          w spokoju - jedni bycie rodziną traktują tak ini siak....Ty np. radzisz
                          wyprowadzić się z domu a ja wolałabym wspierać matkę. Ale każdy robi jak uważa...
                          • uli Re: Uli 03.03.09, 13:57
                            Ale jej mama nic nie robi z tą sytuacją. Jakby największym otrzeźwieniem dla
                            człowieka jest wg mnie własnie to, że jest sam na sam ze swoim życiem i to od
                            jego decyzji zalezy jego los, że widzi to ostro. Teraz mama siedzi z córką,
                            wzajemnie się namawiają na złego ojca i co z tego wynika - nic. Moja ciocia
                            spędziła tak całe zycie i do tej pory jest zielona ale też niezadowolona, bo
                            rodzice zniszczyli jej zycie. Może przez pierwsze 20 lat niszczyli, ale potem
                            sama je sobie zniszczyła do końca.
                            Ja też bardzo długo myslałam sobie, że moi rodzice sobie beze mnie nie poradzą,
                            że mają mnie jedną, ale widzisz, to była bzdura. To ja chciałam, żeby tak było.
                            Teraz oni nareszcie mają wolność, i ja szczerze mówiąc też.
                            • attiya Re: Uli 03.03.09, 21:00

                              robi - na pewno robi - autorka wątku napisała, że ma znajomych, że nie siedzi w
                              domu tylko z niego wychodzi - robić trzeba coś z tym a i owszem - ale czasem i
                              dorosłe dziecko powinno tez w tym pomóc bo z drugiej strony - pisze tu już
                              ogólnie - można zatracić się w tym w czym się przebywa....i nie widzieć problemu
                              jaki istnieje
                              • uli Re: Uli 04.03.09, 13:22
                                Uważasz, że to, że mama autorki wychodzi z domu i ma znajomych jest sposobem na
                                toksyczną relację? Dobrze zrozumiałam?
                                • attiya Re: Uli 05.03.09, 12:37

                                  czy posiadanie znajomych jest czymś nagannym? rozumiem, ze w tym wypadku powinna
                                  siedzieć z toksycznym mężem - pomijam oczywiście dążenie do rozwiązania tej
                                  sytuacji, pomoc kogoś z zewnątrz, poradnia, ale czy wg ciebie to, że ktoś chce
                                  czasem wyjść gdzieś na zewnątrz jest nieodpowiednie?
                                  • uli Re: Uli 05.03.09, 13:58
                                    Naprawdę nie rozumiesz co piszę, czy tylko udajesz?
    • bozenamroczek1 Re: Problem z ojcem 01.03.09, 07:58
      Mam podobną sytuację /nawet pomyślałąm, że to moja córka tak pisze/.
      Tylko, że ja nie mam swojego domu a wspólne mieszkanie w bloku.
      Tęż czuję się za zaistniałą sytuacje winna, ale nie umiałam jej
      rozwiązać przez prawie 40 lat. Teraz chodzę na terapię, która byłaby
      chyba skuteczna gdybyśmy poszli razem z mężem. Jednak on twierdzi,że
      nie bęę robiła z niego głupka i wystarczy jak pojedzie i pożali się
      swojej matce. Nie wiem czy zdołam coś jeszcze naprawić, ale próbuję.
      Podobno nigdy nie jest za póżno.

      Nic nie jest takie proste. Wyprowadzić się a z czego żyć i uczyć
      się. Tak przynajmniej za mieszkanie nie płacisz.
      Pewnie nic ci nie doradziłam, ale wiedz, że nie jesteś jedyna z
      takimi problemami.
      • mam_na_nia_alergie Re: Problem z ojcem 01.03.09, 21:32
        Rozumiem o czym mowa, mój ojciec jest podobny, z tą różnicą, że mama od niego
        odeszła i zostawiła mnie z nim, teraz ona nie zyje,a ja miejmy nadzieje niedługo
        się wyprowadzę, współczuje i powiem Ci tylko jedno. Jego nie zmienisz, to już
        taki szczyt chamskiego człowieka. Mój próbuje mnie zniszczyć, bym do niczego nie
        doszła w życiu, współzawodniczy ze mną i zachowuje się jak dziecko.
    • burum Re: Problem z ojcem 01.03.09, 23:31
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

      Zapewne jestem czy byłam w pewien sposób współuzależniona i pewnie jestem DDA
      (choć fakt faktem ojciec nie wpadał nigdy w jakieś ciągi alkoholowe, zdarzały
      się okresy kiedy nie pił nawet i miesiąc, nigdy nie stosował też wobec nas
      przemocy fizycznej, acz faktycznie jest osobą rozchwianą emocjonalnie, bez
      dystansu do siebie). Jestem na 5 roku studiów, więc moja ewentualna wyprowadzka
      majaczy mi przed oczyma, chociaż nie wiem jak to zrobię, bo nie chcę matki
      zostawiać samej... Aczkolwiek wiem, że ona to zrozumie, że zaakceptuje taki stan
      rzeczy, jest kobietą wbrew pozorom rozsądną i dużo bardziej zaradną niż mój
      ojciec(ma swoich znajomych z poprzedniej pracy, ze szkoły, z okolicy), wie że
      chce ułożyć sobie życie, ja wiem zaś że sobie poradzi. Tylko mi przykro ją
      zostawiać z nim, taka samą... Być może będzie to dla niej jakiś bodziec do
      zmian. Jednak z tym jakiś rok (niecały mam nadzieję) będę musiała poczekać -żeby
      się obronić i znaleźć pracę. Żal mi czasem ojca, który wszystko sobie zniszczył.

      Mama nie wydaje się współuzależniona, nie obecnie... Wydaje się silną kobietom,
      której życie akurat tak się zapętliło. Owszem, miewała słabsze chwile i depresje
      - wiem o dwóch - kiedy byłam chora i kiedy straciła pracę. Stan swój maskowała.
      Teraz jest ciężko (pracuje poniżej swoich kwalifikacji), ale widzę, że znów jest
      silna i radzi sobie dobrze, częściej też wychodzi z domu, uśmiecha się.

      Dlaczego trwała z ojcem nie wiem... ze względu na mnie, na to że łatwiej
      utrzymać się we dwoje, że wcześniej nie miała wsparcia w nikim z rodziny, że
      bała się może samotności i łudziła się że się zmieni (z tego co wiem od osób
      trzecich ojciec to była jej wielka miłość, była...)

      Mama nigdy nie wciągała mnie w konflikt między nimi. W ten konflikt weszłam
      jakby sam. Weszłam, bo się działo a ja chciałam naiwnie coś zmienić albo czasem
      po prostu nie pozwalać mu obrażać mamy, lub czasem mieć po prostu spokój i
      zmusić go żeby zamilknął (nie jojczył ciągle o śmierci, nie lżył polityków w tv-
      bo ileż można i po co?, etc.).

      Kiedyś moja mama starała się nie wtajemniczać wszystkich w to jaki jest mój
      ojciec. Nie wyrażała się o nim przesadnie źle, tłumaczyła sobie, ze się zmieni,
      że nie jest najgorszy, że jest zmęczony i temu jest taki chamski etc. To się
      zmieniło. Teraz tego już nie ma. Jest bardziej skora uzewnętrzniania problemów z
      ojcem, więcej o nich
      mówi, nawet ze mną (kiedyś, jak byłam dzieckiem, starała się o nich nie mówić)...
      Podobnie ja - kiedyś (liceum, szk. podst.) nie mówiłam o swoich rodzicach, o tym
      jakiego mam ojca, jak nas traktuje, byłam też negatywnie nastawiona do mężczyzn
      (samo zło;)... Jednak to wszystko się w trakcie studiów zmieniło - nieco się
      otworzyłam na innych, zaufałam mężczyźnie (o dziwo się nie zawiodłam ;)i mam w
      nim wsparcie), umiem też artykułować to co mnie boli i krytycznie wyrażać się
      otym co się dzieje z moją "rodziną" (prawdopodobnie przez to, że poznałam kilka
      osób z troszkę podobnymi problemami - przemoc fiz. i psych., współuzależniona
      matka).

      Myślę że moja przyszła ewakuacja z domu będzie bodźcem. Jednak wolałabym żeby
      ten problem rozwiązać szybciej. Teraz, kiedy będę wstanie wkroczyć w razie
      potrzeby, pomóc mamie, chciałabym żeby miała mnie "pod ręką" jakby co... Wiem że
      nie mogę jej powiedzieć "skończ tą farsę i weź z nim rozwód". Czuję też ze nie
      powinnam nachalnie jej doradzać, pouczać ją czy coś. To jej życie, jej mąż,
      półki co nasz problem (który aktualnie nie robi nam już nic, nie daje
      pieniędzy,ignoruje mnie jak ja jego, do matki odzywa się jak musi - choć dawno
      tego nie widziałam na oczy). Nie wiem jak w sposób w miarę delikatny i
      nienarzucający się spróbować nakłonić ją do rozwodu...? Czy lepiej poczekać
      spokojnie na to co los
      przyniesie tłumacząc sobie, że takie coś jak ojciec to nie takie złe coś i da
      się z nim wytrzymać (półki się oczywiście nie odzywa...).
      • kicia031 Re: Problem z ojcem 02.03.09, 11:12
        Twoja mama musi sama rozwiazac swoje problemy malzenskie - ty mozesz
        ja wspierac, ale wszelka inicjatywa musi wyjsc od niej i to ona musi
        byc sila sprawcza.
        Nie jest przeciez bezsilna - sa mechanizmy prawne, jak alimenty,
        sepracja, rozwod, podzial majatku - wystarczy tylko chciec.
        Twoja mama nie chce, a ty, koncentrujac sie na tym, by pomagac matce
        masz szanse spieprzyc zycie sobie i swojemu partnerowi.
        • attiya Re: Problem z ojcem 02.03.09, 12:38
          nie zostawiaj tylko swojej mamy samej - niech zawsze ma w tobie oparcie, niech
          wie, że i na ciebie może liczyć....nie ma nic gorszego niż samotność gdy wszyscy
          wyjdą z domu....no, dobrze że ma znajomych, na których może liczyć :-)
          powodzenia ;-)
          • uli Re: Problem z ojcem 02.03.09, 14:35
            Samotność, gdy wszyscy wyfruną z domu jest naturalnym etapem życia...To jest
            ciężkie dla obydwu stron. Usamodzielnienie. Ale w zdrowym domu to jest naturalna
            kolej rzeczy, tak samo jak nastepująca potem radość z sukcesów dziecka, z wnuków
            - to jest niemożliwe bez usamodzielnienia się. Dzieci są dla świata, nie dla
            rodziców.

            Gdyby dzieci zostawały z rodzicami aż do śmierci to świat skończyłby się na
            pokoleniu Adama i Ewy.
            • attiya Re: Problem z ojcem 03.03.09, 13:43
              uli napisała:

              > Samotność, gdy wszyscy wyfruną z domu jest naturalnym etapem życia...To jest
              > ciężkie dla obydwu stron. Usamodzielnienie. Ale w zdrowym domu to jest naturaln
              > a
              > kolej rzeczy, tak samo jak nastepująca potem radość z sukcesów dziecka, z wnukó
              > w
              > - to jest niemożliwe bez usamodzielnienia się. Dzieci są dla świata, nie dla
              > rodziców.
              >
              > Gdyby dzieci zostawały z rodzicami aż do śmierci to świat skończyłby się na
              > pokoleniu Adama i Ewy.


              a gdziez ja napisałam ze autorka powinna życ tam do samej śmierci?
              • uli Re: Problem z ojcem 03.03.09, 14:02
                Sytuacja trójkąta jest najmniej korzystna do zawirania jakichkolwiek sojuszy.
                Zawsze jest ktoś sam + 2 osoby przeciwko niemu. W rodzinie autorki watku sam
                jest ojciec, a mama i ona po drugiej strony barykady.
                Jest wysoce prawdopodobne, że jesli dziewczyna opuści dom, rodzice będą zmuszeni
                porozumieć się. I jest wysoce prawdopodobne, że tak właśnie się stanie.
                To brutalne, ale taka już jest matematyka relacji międzyludzkich. Trzeba się
                wkońcu odczepić od rodziców, żeby ci mogli odbudować to, co zostało "poświęcone
                w procesie wychowawczym".
      • wsb123 Re: Problem z ojcem 02.03.09, 12:40
        witamy w swiecie dda i alanon
      • annb Re: Problem z ojcem 02.03.09, 18:31
        burum-daj to mamie do przeczytania

        www.kampaniaprzemoc.pl/2008/015.php
        • burum Re: Problem z ojcem 03.03.09, 02:23
          dziękuję :)

          z tymże mam pewne wątpliwości czy ten artykuł w jakikolwiek sposób tyczy się
          mojej mamy, ojciec nigdy nie używał wobec nas przemocy fizycznej, nawet w stanie
          wskazującym

          i moja mama też nie wykazuje cech zawartych w artykule, a relacje w między nimi
          też trudno podciągnąć pod te opisane

          tak sobie teraz myślę, że najchętniej wysłałabym ją do psychologa (albo jeszcze
          chętniej ojca - choć wiem że tego się nie da zrobić), który by jej powiedział że
          ma to skończyć albo cokolwiek konstruktywnego zrobić; albo i sama bym poszła co
          by mi powiedział co mam robić z nimi, żeby nie było jak jest tylko za bardzo nie
          wiem gdzie by się tu udać i z jakiego tytułu i żebym nie musiała za to płacić...
          ehhh... i to przecież zupełnie nonsensowne, żebym miała pośrednio rozwiązywać tą
          sytuację.
          • annb Re: Problem z ojcem 03.03.09, 08:15
            na szczescie nie doszlo u was do rekoczynow :)
            ale grozby np ze nie bedzie miec za co sie utrzymac kiedy stracila
            prace, straszenie ze się powiesi, przekleństwa, podlegaja pod
            przemoc psychiczna.
            Jej nei widac
            nie powoduje siniakow, nie ma lima
            a jednak jest
            No i odsylam cie do artykułow i książek dot współuzaleznienia.
            Zrozumiesz dlaczego twoja mama jest silna i dlaczego w tym tkwi.
          • uli Re: Problem z ojcem 03.03.09, 14:12
            Burum, strasznie jesteś miła dla swoich rodziców, to ładnie, że wierzysz, że
            możesz coś zrobić za nich. Opowiem Ci jesczze historię mojej kolezanki, nazwijmy
            ją Kasia. Kasia miała bardzo dobrego i spokojnego tatę i mamę-alkoholiczkę (+
            inne choroby). Kasia przyszła na świat, żeby rozwiązać właśnie te problemy
            zdrowotne mamy (ciąża miała zmobilizować organizm, niestety tak się nie stało).
            Mama dalej była chora a do tego piła coraz bardziej. Czasem trzeba było nawet
            wezwać pogotowie, bo mama nie chciała wejść do domu, przyczepiała się do drzewa
            i wrzeszcała w niebogłosy. Kasia wiedziała, że właśnie po to przyszła na świat -
            żeby uratować mamę. Całe swoje dorosłe życie usiłowała naprawić rodzinę, poszła
            nawet po to na psychologię. Nic z tego. Każdy tkwił w swojej roli, tata
            spokojny, mama wściekła i zapita, a Kasia usiłowała zmieniać i naprawiać. W
            końcu sama poszła na terapię i pomału, bardzo pomału zaczęła uwalniac się z roli
            mesjasza-syzyfa. Wymiksowała się z tego układu, przestała nosić krzyż rodziców
            na plecach.
            Ja wiem, że to nie Twoja historia, ale mechanizm jest ten sam. Nalezy zacząć od
            siebie...

            Powodzenia

            U
            • chalida Re: Problem z ojcem 03.03.09, 20:17
              To prawda. Ewidentnie widać, że chcesz poprawić życie mamy, taty. Niestety tak
              się nie da, choć większość dzieci, także dorosłych, próbuje. I gdzieś w tym
              wszystkim umknęło Ci, że Ty też już masz problem.
              • burum Re: Problem z ojcem 05.03.09, 23:40
                Wiem, że mam z tym problem, z nimi mówiąc ogólnie... Dobija mnie ta sytuacja.
                Staram się nie wtrącać, nie konfliktować, nie myśleć o wszystkim, ale nie zawsze
                się to udaje...

                Problemem jest to, że choć szczerze ojca nie cierpię, to mam jakieś tam resztki
                uczucia dla niego i żal mi go, więc chciałabym, żeby zrozumiał swoje błędy i je
                naprawił (co jest nie możliwe...). Koniec końców to mój ojciec i choć nierówny
                psychicznie to nigdy krzywdy fizycznej mi nie zrobił... Znowu mam pomieszanie w
                głowie. To go nienawidzę to mi go żal. Ech. Znowu. Pomieszanie kompletne.

                Wylot z domu półki co jest niemożliwy, więc tylko tak z boku na to patrzę. Nie
                robię nic, bo raz że on nadal się nie odzywa, chyba że już musi koniecznie (i do
                mnie i do matki) i ja i ona nie rozmawiamy z nim skoro nie chce, mama nie jest
                skłonna do wytaczania cięższych dział (a ja przecież nie będę jej zmuszać i tak
                jest drobny podstęp w stosunku do lat poprzednich - przestała być dla niego
                miła, choć tyle, bo niby czemu miałaby być?). Męcząca ta sytuacja. A z tego co
                obserwuję sytuacja prędko się nie rozwiąże. Zaczynam wątpić, że w najbliższym
                czasie cokolwiek się zmieni... A jak się zmieni to chyba tylko na gorsze.
                • annb Re: Problem z ojcem 07.03.09, 10:31
                  burum-a ja cię znowu odesle na terapię.dlatego ze obecnie zyjesz w
                  swoistej schizofrenii uczuc.Kochasz ojca i jednoczesnie go
                  nienawidzisz.To jest bardzo wyniszczające.A to ze chcialabys aby
                  on ...
                  Ty masz wplyw tylko na swoje slowa/czyny.Nie mozesz zmusic drugiego
                  czlwieka do zmiany jego zachowania jesli ten ktos tego nie chce.
                  Im wczesniej to zrozumiesz, tym bedzie dla Ciebie lepiej.
                  ale to juz jest praca dla psychologa, i to dobrego.
                • chalida Re: Problem z ojcem 09.03.09, 23:24
                  Burun, myślę, że po po prostu nie widzisz emocjonalnej krzywdy wyrządzonej Ci
                  przez ojca, bo rosłaś z nią i wydaje Ci się czymś normalnym.
                  To dorośli ludzie, tylko oni sami mogą ułożyć sobie życie...
        • bozenamroczek1 do annb 05.03.09, 11:40
          Dziękuję za ciekawy artykuł. Może burum to nie dotyczy, ale mnie tak.
          Cały artykuł jest jakby o mnie.
          • annb Re: do annb 06.03.09, 18:56
            Ciesze sie ze moglam sie na cos przydac
            pozdrawiam
Pełna wersja