cena małżeństwa

08.03.09, 13:30
Zofia Milska-Wrzosińska - "Cena małżeństwa"
docs.google.com/View?docid=ddgrtgwk_16dv7ndqfj&hl=pl
Najciekawszy moim zdaniem fragment:

> My, współczesne kobiety uważamy, że mężczyzna powinien
> uczestniczyć w obowiązkach domowych, również - a może zwłaszcza -
> takich, których nie lubi: zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch, a
> same bardzo się obruszamy, gdy wyraża zdziwienie, że nie
> pojechałyśmy do wulkanizatora z przebitą przez nas oponą. („Ja
> miałam to zrobić? Chyba sobie żartujesz?! Przecież nie dałabym
> rady, zresztą nawet nie wiem, gdzie jest ten warsztat.").
> Oczekujemy, że mąż wypełni PIT, naprawi pralkę, da w prezencie
> najnowszy krem odmładzający za 700 zł i zawsze obiegnie samochód
> dookoła, aby otworzyć drzwi. Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich
> sprawach zawodowych, a nie lekceważąco zbywał „Przecież i tak to
> cię nie interesuje", ale po trzech minutach relacji o ważnych
> negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy „To
> Marek też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A
> wiesz, że jego żona chyba ma kogoś?".

Jest też o seksie i pieniądzach. Szkoda, że taki krótki fragment.
    • burza4 Re: cena małżeństwa 08.03.09, 15:29
      tiaaa, bardzo ciekawy. Szkoda tylko że te oczekiwania pozostają w
      sferze marzeń, a facet który by sprostał choć 20% tych oczekiwań
      byłby jak z powieści SF...

      oczekuje pełnej obsługi w domu bo PRZECIEŻ PRACUJE, tyle, ze nie
      zauwaza, że partnerka również, i często wcale nie mniej intensywne.
      Utrzymanie porządku w domu, jego prowadzenie i opieka nad dziecmi
      jest nadal jej obowiązkiem, podobnie jak zasilanie domowego budżetu
      stosowną kwotą. Sorry, bywa, że pan POMAGA, niebywałe, ale niektórzy
      są nawet w stanie sami nałożyć sobie obiad na talerz...

      Przeciętny współczesny mężczyzna nadal nie odróżnia kapusty
      pekińskiej od włoskiej, nie umie ugotować sobie obiadu, stojąc przed
      otwartą szafą zadaje pytanie gdzie są jego koszule, znalezienie
      masła w lodówce przerasta często nawet dyrektora...

      na zmywanie czy zmianę pieluch poświęca coś koło 10 minut dziennie
      (jakiś czas temu publikowano badania statystyczne), PITa co najwyżej
      zgubi w drodze z pracy, a nie wypełni... co do wulkanizatora - być
      może nawet podjedzie, ale raczej uprzejmie wskaże najbliższy punkt
      (bo on nadal w biurze siedzi), lepiej żeby nie tykal pralki, bo
      jeśli już to będzie naprawiona za 2 miesiące (pan nie ma czasu),
      przeciętny Polak nie ma nawet świadomości że istnieją kremy
      odmładzające, a na widok ich ceny dostaliby zawału:) współczesny
      facet naturalnie potrafi rozmawiać - pod warunkiem że mówi o sobie,
      bo inne tematy go nie interesują...

      • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 08.03.09, 15:57
        > współczesny facet naturalnie potrafi rozmawiać - pod warunkiem że
        > mówi o sobie, bo inne tematy go nie interesują...

        Za to współczesna kobieta wie wiele na różne tematy i można z nią porozmawiać o
        wszystkim? ;-)
        • kasia100-3 Re: cena małżeństwa 08.03.09, 16:18
          > Za to współczesna kobieta wie wiele na różne tematy i można z nią porozmawiać o
          > wszystkim? ;-)
          Jeśli to nie jest prawda ,to co ty Krzysiu robisz tu od wielu
          miesięcy ???????

          Rozmawiasz głównie z kobietami o wszystkim.
          • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 08.03.09, 17:19
            > Rozmawiasz głównie z kobietami o wszystkim.

            Z wieloma kobietami, i wcale nie o wszystkim, tylko o:
            * dzieciach,
            * mężach,
            * obowiązkach domowych,
            * finansach małżeńskich.

            :-)
            • sanciasancia Re: cena małżeństwa 08.03.09, 21:22
              > * dzieciach,
              > * mężach,
              > * obowiązkach domowych,
              > * finansach małżeńskich.
              I ktoś Cię zmusza do pisania w wątkach na te tematy?
              Bo mi to wygląda na wolny wybór.
              Pogadaj z nami na jakiś inny temat.
              • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 09.03.09, 12:47
                > I ktoś Cię zmusza do pisania w wątkach na te tematy?

                Brak innych wątków mi to uniemożliwia.

                > Pogadaj z nami na jakiś inny temat.

                Jak chcę pogadać na inne tematy, wchodzę na inne fora. :)
                • sanciasancia Re: cena małżeństwa 09.03.09, 16:24
                  > Brak innych wątków mi to uniemożliwia.
                  Jest masa innych wątków.
                  Mi się wydaje, że podświadomie zauważasz tylko te (i w tych się udzielasz),
                  które Cię naprawdę interesują - o dzieciach, mężach, obowiązkach domowych i
                  finansach małżeńskich.
                  • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 09.03.09, 16:26
                    > Mi się wydaje, że podświadomie zauważasz tylko te (i w tych się
                    > udzielasz), które Cię naprawdę interesują - o dzieciach, mężach,
                    > obowiązkach domowych i finansach małżeńskich.

                    Może masz rację, od dziś postaram się uczestniczyć we wszystkich. :)
      • aiczka Re: cena małżeństwa 09.03.09, 12:37
        > tiaaa, bardzo ciekawy. Szkoda tylko że te oczekiwania pozostają w
        > sferze marzeń, a facet który by sprostał choć 20% tych oczekiwań
        > byłby jak z powieści SF...
        A ja, na podstawie lektury dyskusji na forach, mam wrażenie, że właśnie takie
        oczekiwania są stawiane. I abstrahując od tego, czy są wypełniane, uważam, że są
        nie w porządku i powodują zbyt silną presję.

        Skąd beirze się Twój obraz "przeciętnego współczesnego meżczyzny"? Czy pochodzi
        z jakichś badań? Mężczyźni, których znam zdecydowanie mu nie odpowiadają. Jeśli
        powstał na podstawie opinii kobiet wyrażanych na formach to jest grubo
        nieobiektywny.

        > na zmywanie czy zmianę pieluch poświęca coś koło 10 minut dziennie
        Ostatnio zaintrygowani rozmaitymi kalkulacjami czasu włąsnego w artykułach
        próbowaliśmy oszacowac czas, jaki przeznaczamy na zajęcia domowe. 10 minut
        wystarcza u nas na umycie typowego składu naczyń zebranego w zlewie. Więcej
        czasu potrzeba w przypadku zmywania rzeczy zbieranych przez kilka dni (no ale
        wtedy ten czas też by trzeba na kilka dni rozłożyć) albo wyjątkowych przypadków,
        z którymi nie rozprawiamy się na co dzień (np. ruszt z piekarnika).
    • kol.3 Re: cena małżeństwa 08.03.09, 17:21
      Autorka opisała sytuacje, które są raczej życzeniowe niż realne,
      wyjęte z bajek o delikatnych kobietkach i męskich panach, biegłych
      w sprawach technicznych.
      W naszym domu, to ja od zarania związku znałam się na rzeczach
      technicznych, ja negocjowałam z "fachowcami" od remontów, malowałam
      okna na olejno. Również ja zajmowałam się sprawami urzędowymi,
      wypełnianiem PITów ( a w naszym przypadku nie są one takie proste),
      itp. jak również sprawami czysto babskimi.
      Mąż, kiedy się poznaliśmy, miał przez matkę wpojone, że on nie jest
      od spraw kobiecych czyli nie powinien robić zakupów, gotować,
      zmywać, prać, prasować (pochodził z tzw. rodziny tradycyjnej) co też
      konsekwentnie przez pewien czas kultywował. Niestety nie znał się
      także na sprawach "technicznych". "Dotarliśmy się" po dość
      bolesnym i długim okresie, i obecnie mąż zajmuje się zarówno
      sprawami typowo kobiecymi (pierze, prasuje, świetnie gotuje)jak i
      technicznymi.
      Oboje pracujemy i nie ma mowy z żadnej strony o fochach typu "to do
      mnie nie należy, ja tego nie zrobię".
    • arieta Re: cena małżeństwa 08.03.09, 17:52
      Czytałam, jest ok - inne spojrzenie na sprawę równouprawnienia.
      Generalizacja zupełnie nie słuszna - różne kobiety, różne oczekiwania.

      Ten opis to mi się kojarzy trochę, z dziewczynami z dużych miast, dość jeszcze młodymi. Pracującymi zawodowo, które widzą siebie jako księżniczki, a w mężach widzą księciów. Wydaje mi się, że z tego się po prostu po jakimś czasie wyrasta.

      No i to działa dwustronnie. By była księżniczka, musi być książę. Tak samo by był kat lub tyran domowy musi być ofiara.
      Jeśli kobieta, nie chce mieć tyrana w domu, to przestaje być ofiara. Jak faceta wkurza księżniczka to przestaje zachowywać się jak książę.
      • kol.3 Re: cena małżeństwa 08.03.09, 18:37
        A mnie się kojarzy z paniami niepracującymi zawodowo,które zajmują
        się domem - one są od spraw damskich, mąż od zarabiania i
        spraw "technicznych".
        • kol.3 Re: cena małżeństwa 08.03.09, 18:41
          Za szybko się wysłalo.
          Często jednak te panie wymagają od panów wlączania się w sprawy
          czysto "babskie", co budzi ww. kontrowersje.
          • verdana Re: cena małżeństwa 08.03.09, 20:46
            Jeśli facet uwaza, ze sa sprawy "czysto babskie" , bo on ich nie
            lubi, to nalezy omijać go szerokim lukiem. Kobiety tez nie szaleja
            za zmywaniem i zmienianiem pieluh, a wszyskie znane mi potrafią
            odprowadzić samochód do warsztatu.
            Piekna wizja wrednych bab, pod warunkiem, ze facet pracuje na cały
            dom i ma prawo robić to, czego nie lubi. Zazwyczaj jednak jest nieco
            inaczej - oboje pracują, oboje zarabiają - zmywa się codziennie, a
            samochód reperuje raz na pół roku.
            Mój mąż zmywa, pierze równie czesto co ja, oczekuje od niego , ze
            bedzie brał rowny udział w domowych pracach, nie oczekuję, ze
            potrafi naprawić lampę, bo nie potrafi. On oczekuje ode mnie, ze
            zarobię na wiekszość rzeczy - bo potrafię. I nie widze, aby ktos z
            nas byl ciężko pokrzywdzony.
            • kol.3 Re: cena małżeństwa 09.03.09, 19:36
              Niestety "tradycyjne polskie rodziny" takie wzorce dzieciom wpajały
              i wpajają. Toteż mój mąż po okresie bolesnego zdumienia, że w domu
              trzeba robić, bo samo się nie zrobi, wdrożył się do obowiązkow
              domowych, zarówno tych damskich jak i męskich i stał się w nich
              bardziej biegły ode mnie, a nawet zaczął przesadzać. Wszystko to
              wymagało jednak czasu i odejścia od idiotycznych poglądów
              wyniesionych z domu.
    • sanciasancia Re: cena małżeństwa 08.03.09, 21:25
      Ta Pani mówi chyba za siebie.
      > Chcemy, żeby nam opowiadał o swoich
      > > sprawach zawodowych, a nie lekceważąco zbywał „Przecież i tak to
      > > cię nie interesuje", ale po trzech minutach relacji o ważnych
      > > negocjacjach, gdzie odegrał pierwszoplanową rolę, wykrzykujemy „To
      > > Marek też tam z tobą był? Nic mi nie mówiłeś, że już wrócił. A
      > > wiesz, że jego żona chyba ma kogoś?".

      W moim związku podział tematów polega wyłącznie na tym, że mąż mi opowiada o
      najnowszej książce Lessiga, a ja jemu o synapsach.
      • yadrall Re: cena małżeństwa 09.03.09, 13:36
        Moj maz tylko raz na krotko po po wspolnym zamieszkaniu
        powiedzial,ze czegos tam nie zrobi, bo to kobieca robota (chyba
        chodzilo o odkurzanie,ale nie pamietam). Poszlo szybko-
        odpowiedzialam,ze super-ja bede robila babskie prace,a on niech
        zarobi tyle by mnie i dom utrzymac,bo ja sie zwalniem z roboty,zeby
        miec dostatecznie duzo czasu na to co "do mnie nalezy". Zajakna sie
        i od tego czasu u nas podzial jest prosty-kazde poswieca na sprawy
        domowe mniej wiecej tyle samo czasu. Nie ma typowego podzialu-kazde
        lapie sie tego co w danym momencie lepiej mu wyjdzie,bez
        przepychanek. I jest tylko jedna zasada-ja NIE dzwigam-znaczy jak
        trzeba przesunac szafe to on to robi,ale juz powietrze w oponach
        umiem sprawdzic,a i olej do silnika doleje czy szafke skrece.
        Podczas, gdy on umie odkurzyc czy zrobic pranie,ba on nawet wie
        kiedy juz pora zmienic posciel :)

        Choc przynaje,ze jak tesciowa go ostatnio widziala jak zmywa garnki
        (po 5latach malzenstwa) to zalamala rece,bo ja w tym czasie
        siedzialam na kompie-fakt,ze wlasnie placilam rachunki on-line,ale
        ona juz tego nie wiedziala :)
        • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 09.03.09, 13:40
          > i od tego czasu u nas podzial jest prosty-kazde poswieca na sprawy
          > domowe mniej wiecej tyle samo czasu.

          Bardzo podoba mi się taki układ. I chyba o to autorce tekstu chodziło.
    • kicia031 Re: cena małżeństwa 09.03.09, 14:54
      Bardzo stary tekst, a Milska-Wrzosinska kuriozalna jak zwykle.
      Dziwie sie, ze ktokolwiek jeszcze to czyta, a co zabawniejsze,
      cytuje.
    • efi-efi Re: cena małżeństwa 09.03.09, 15:05
      a dlaczego taki tytuł?
      • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 09.03.09, 15:16
        A bo ja wiem?
    • amb25 Re: cena małżeństwa 10.03.09, 08:17
      A ja mieszkam sobie w Finlandi i tutejsi mezczyzni oraz kobiety sa
      zupelnie inne.
      Chlopcy sa wychowywani tak, ze prace domowe naleza takze do nich.
      Sama widzialam 13-latka robicego czerwona skarpetke na drutach w
      autobuusie i jednoczesnie gadajacego z kolegami.
      Normalne tutaj jest, ze tata uczestniczy w wychowaniu dziecka,
      porzadkach domowych, gotuje, sprzata, robi zakupy itp. Nikogo to nie
      dziwi. To jest normalne. Oczywiscie czesto wiecej oowiazkow domowych
      jeszcze czasami spoczywa na barkach kobiet (zaszlosc historyczna,
      potrzeba kilku pokolen aby to zmienic) zalezy to od wychowania
      delikwenta i delikwentki.
      Niestety cos za cos.
      Fin z reguly malo mowi, wszystko trzeba z niego wyciagac, pije duzo
      piwa, nie otworzy drzwi kobiecie, w knajpie do glowy mu nie
      przyjdzie zeby zaplacic rachunek za nia, nie ustapi miejsca, nie
      pomoze nosci siatek, podobno moze przylac, ale Finka mu wtedy
      oddaje :)Uwaza, ze kobieta to taki sam czlowiek i dlaczego ma miec
      przywileje? Jesli chce robic w domu wiecej i nie protestuje to
      znaczy, ze jej to odpowiada. A jak sie nie moga dogadac to biora
      rozwod.
      Ale tutejsze kobiety sa inne bardziej asertywne, pyskate,
      niezalezne.
      • kicia031 Re: cena małżeństwa 16.03.09, 15:40
        > Fin z reguly malo mowi, wszystko trzeba z niego wyciagac, pije
        duzo
        > piwa, nie otworzy drzwi kobiecie, w knajpie do glowy mu nie
        > przyjdzie zeby zaplacic rachunek za nia, nie ustapi miejsca, nie
        > pomoze nosci siatek, podobno moze przylac, ale Finka mu wtedy
        > oddaje :)

        Wprawdzie nie mieszkam w Finlandii, ale mam tam sporo przyjaciol i
        najbardziej rycerski, opiekunczy, troskliwy facet jakiego znam jest
        Finem. Rzuca sie na pomoc kazdej kobiecie w czymkolwiek sie da -
        strach go o cokolwiek zapytac, bo jak np zapytalam, gdzie jest
        najblizszy bankomat, to mnie do niego zaprowadzil, choc te okolice
        Helsinek znalam calkiem dobrze... narazil mnie na wyrzuty sumienia z
        powodu marnowania jego czasu i uniemozliwil zboczenie do paru
        sklepow ;-)))
        Moze nie jest reprezentatywny. ;-))
        A w ogole to moim zdaniem Finowie, a juz zwlaszcza Finki sa super -
        jedna z moich najlepszych przyjaciolek jest wlasnie Finka.
    • eastern-strix Re: cena małżeństwa 16.03.09, 15:23
      e tam,

      nie lubie Wrzosinskiej ale ma racje - tyle,ze do mnie sie to nie odnosi. U nas
      kazde robi to, w czym jest lepsze- ja gotuje, urzadzam mieszkanie, zajmuje sie
      naszymi zwierzetami (sporo ich jest), maz odkurza, wstawia pranie, prasuje,
      sprzatanie po polowie. Ale to nie jest sztywny podzial - zawsze sie nawzalem
      prosimy o pomoc.

      Z tym,ze ja jezdze do warsztatu i nie uzywam argumentow rodem z dziewietnastego
      wieku. Skoro maz prasuje to ja moge jechac do warsztatu. A jak nie umiem zmienic
      kola to dlatego,ze nie umiem a nie dlatego,ze jestem kobieta i nie musze umiec.
      Vice versa z mezowskim gotowaniem - srednio mu to zazwyczaj wychodzi ale
      dlatego,ze nie umie, nie pociaga go to,a nie dlatego,ze ma miedzy nogami co
      innego niz ja.
      • wysoki.brunet Re: cena małżeństwa 16.03.09, 15:32
        > Vice versa z mezowskim gotowaniem - srednio mu to zazwyczaj wychodzi ale
        > dlatego,ze nie umie, nie pociaga go to,a nie dlatego,ze ma miedzy nogami co
        > innego niz ja.

        Hola, hola. Zauważyłaś może że wśród znanych i nagradzanych najlepszych kucharzy nie ma ani jednej kobiety? (chociaż nie wiem czy chociaż znacząca część jest hetero) Podobno dlatego że dobry kucharz musi być hedonistą i rozsmakowany ogólnie w życiu...
        • eastern-strix Re: cena małżeństwa 16.03.09, 22:45
          to dlatego,ze dla wiekszosci kobiet gotowanie to obowiazek a dla mezczyzn to
          sztuka- bo nie robia tego na codzien wiec urasta do rangi hobby a nie nudnej
          koniecznosci.

          Mieszkam za granica i tu sporo jest kobiet ktore sa bardzo znanymi kucharkami
          (Valentina Harris, Nigella cos tam cos tam ;)) Moze to wynika z tego,ze tu nie
          ma presji,zeby to kobieta codziennie gotowala, wiec dziewczynki nie ogladaja
          matek zaharowujacych sie w kuchni i potem,jak dorastaja to im sie kuchnia nie
          kojarzy z meka.

          Ja lubie gotowac, mam zamiar kiedys moze otworzyc restauracje- jedyne,co mnie
          powstrzymuje to to,ze musialabym pracowac 15h na dobe :/

          Aha, a propos rol plciowych - najlepsi w prowadzeniu domu sa mezczyzni - to
          popularne we Wloszech, kraju bardzo patriarchalnym. Mezczyzni maja tam konkursy,
          ktory dom jest czysciejszy, ciasto lepiej wypieczone, posciel wykrochmalona itp.
          Po prostu - radykalna zmiana- to,co robi druga plec wydaje sie
          atrakcyjniejsze,bo nowe, wiec mezczyzni zostali w domu i sa tam perfekcjonistami
          a kobiety robia kariery.

          Dla mnie nie ma roznicy, moze byc tradycyjnie albo nie. Sek w tym,zeby sluchac
          drugiej strony i myslec o partnerze, a nie o sobie usprawiedliwiajac to
          tradycja, pogladami itp. Dotyczy to zarowno leniwych malzonek jak i mezow-tyranow.
          • grizwold Re: cena małżeństwa 18.03.09, 07:58
            > Aha, a propos rol plciowych - najlepsi w prowadzeniu domu sa mezczyzni - to
            > popularne we Wloszech, kraju bardzo patriarchalnym. Mezczyzni maja tam konkursy
            > ,
            > ktory dom jest czysciejszy, ciasto lepiej wypieczone, posciel wykrochmalona itp
            > .
            > Po prostu - radykalna zmiana- to,co robi druga plec wydaje sie
            > atrakcyjniejsze,bo nowe, wiec mezczyzni zostali w domu i sa tam perfekcjonistam
            > i
            > a kobiety robia kariery.

            Tak. W szczegolnosci na poludniu Włoch.

            Gratuluje zorientowania w terenie. :)
    • wysoki.brunet Re: cena małżeństwa 16.03.09, 15:46
      Takie czasy.
      Co do praw i obowiazków małżonków po zawarciu ślubu to sie dziś nazywa "niesymetryczną umową". W dawnych obowiązkach kobiet maja teraz współuczestniczyć mężczyźni, ale obowiązki mężczyzn pozostają niezmienne. Dawne prawa mężczyzn do seksu to już fikcja i przeżytek. Prawa kobiet do bycia utrzymywanym przez mężczyznę za to aktualne i egzerkwoawane jak nigdy przedtem.

      Zatem nic dziwnego że rośnie liczba wykształconych mężczyzn którzy nie chcą się wiązać, decydują tylko na związki nieformalne, wiedząc że małżeństwo to tylko skręcanie na siebie bicza :)
      • marionaud_1 Re: cena małżeństwa 18.03.09, 08:57
        Ty chyba, wysoki brunecie, z jakiejś innej planety jesteś? Widzisz
        asymetrię? A ja widzę, że sprawą naturalną i realizowaną jest
        wnoszenie przez kobiety do wspólnoty małżeńskiej pracy zawodowej i
        towarzyszących jej zarobków. Czego uprzednio nie było i wtedy w mocy
        było to "utrzymywanie przez męża" i zakres obowiązków domowych
        wyłącznei w kobiecycy rękach. Myślę, że asymetryczność jest wyraźna -
        ale w drugą stronę.
        • krzysztof-lis Re: cena małżeństwa 18.03.09, 21:47
          > Ty chyba, wysoki brunecie, z jakiejś innej planety jesteś? Widzisz
          > asymetrię? A ja widzę, że sprawą naturalną i realizowaną jest
          > wnoszenie przez kobiety do wspólnoty małżeńskiej pracy zawodowej i
          > towarzyszących jej zarobków.

          Poczytaj odpowiedzi w moim wątku:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308
          w którym marudzę na to, że żona nie wnosi do wspólnoty małżeńskiej pracy zawodowej.

          Zrozumiesz, o czym pisze wysoki.brunet.
    • smerfetka8801 Re: cena małżeństwa 17.03.09, 12:25
      a mój mąż uczestniczy w obowiązkach domowych i wychowaniu dziecka - w takiej
      skali w jakiej jest to potrzebne gdy sam zarabia na nasza rodzinę a mnie nie am
      tylko w weekendy gdy jestem na uczelni.ja za to nie bawię się w sierotkę Marysię
      i nie czekam z naprawą czegoś co mi się zepsuje na niego jeśli nie mam o czymś
      pojęcia to na szczęście są instrukcje obsługi które warto czytać
      • abasia471 Re: cena małżeństwa 22.03.09, 03:06
        Od prawie 30 lat jesteśmy z mężem razem i nigdy nie mieliśmy
        stałego podziału na obowiązki męskie/kobiece. Nawzajem się
        uzupełniamy i nie rozliczamy się kto komu ile daje. Raz mąż
        bardziej angażuje się w domowe sprawy, raz ja i jakoś ciągniemy ten
        wózek. Prawdą jest jednak, że mąż zwykle bierze na siebie sprawy o
        cięższym fizycznie wymiarze. Nie pozwala mi nosić ciężkich siatek,
        przy remontach sam łapie się za cięższe roboty, ale nie robi tego,
        bo ja królewna, tylko zależy mu na mnie, a że uważa, że jestem
        słabsza fizycznie, to w ten sposób się mną opiekuje. Ja
        odwzajemniam mu się np. pilnowaniem jego garderoby, bo uprać umie,
        ale prasować nie znosi, więc staram się go w tym wyręczać. Kiedy
        nabałagani, narozstawia różnych swoich gratów po domu, to chociaż
        mnie to irytuje nie robię wojny, bo szanuję jego spokój i wiem, że
        w końcu to pozbiera. Mój mąż jest fajnym, opiekuńczym facetem, więc
        daję mu odczuć, że to widzę i doceniam. Gdy po moim wypadku przez
        prawie dwa lata sam robił za gosposię, pełnoetatową pielęgniarkę i
        ojca, pracując jednocześnie na dom, to nie słyszałam od niego nawet
        słowa pretensji, więc tym bardziej go szanuję. Gdy urodziła się
        nasza córka i trzeba było wstawać do niej w nocy, to ja brałam to
        na siebie, ale mój mąż przed wyjściem do pracy przepajał małą i
        przewijał, żebym mogła trochę odespać. Po powrocie do domu pomagał
        we wszystkim, co było do zrobienia i nie uważał tego za nic
        nadzwyczajnego. My po prostu jesteśmy małżeństwem a nie spółką
        męsko-damską, w której udziałowcy bardzo pilnują, żeby nie włożyć
        więcej niż partner. Poza tym, nie ważna płeć, ważny człowiek.
    • smily4kama1 Re: cena małżeństwa 22.03.09, 04:05
      Nie wiem jak jest w innych małżeństwach, bo zwyczajnie się tym nie interesuję,
      więc będę mówić za siebie.

      Jestem współczesną kobietą i uważam, że mężczyzna powinien uczestniczyć w
      obowiązkach domowych. Z prostego powodu. Ten dom tworzymy my dwoje, nie tylko
      ja. Dlaczego więc ja sama miałabym się wszystkim zajmować?

      Dobrze wiem, że mój mąż niczego sam się nie domyśli jeśli chodzi o obowiązki
      domowe, bądź nie zauważy nieozmywanych talerzy, dlatego właśnie stosujemy metodę
      karteczek. Zawsze na lodówce zostawiam mu listę rzeczy, jakie ma zrobić po
      przyjściu do domu. Sam twierdzi, że gdybym mu to tylko powiedziała, nie
      spamiętałby.

      Nie uważam, że nie powinien tego robić. Nie pracuje fizycznie, żeby po przyjściu
      z pracy musiał leżeć na kanapie nieruchomo. Prawdę mówiąc moje godziny pracy są
      dłuższe, więc nic mu się nie stanie jak odkurzy zanim ja przyjdę do domu.

      Są obowiązki, do których ja go nie dopuszczam, jak na przykład prasowanie i
      pranie. Po prostu wiem, że ja zrobię to lepiej, ale wzamian za to może umyć
      łazienkę, wynieść śmieci.

      I z tym mechanikiem to tez taki przykład bez pokrycia, bo na u mechanika ja
      zawsze wszystko załatwiam, dlatego, że to ja zawsze dostaję u niego zniżki. Nie
      mój mąż.

      Sprawy urzędowe czy bankowe też zawsze leżą w mojej kwestii, bo tak jakoś się
      utarło.

      W ogóle dziwię się wypominaniu sobie kto co robi a czego nie. U nas od początku
      były reguły co do tego, że wszystkimi obowiązkami się dzielimy. Żadne z nas nie
      skarży się na swój los.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja