O małżeństwie - do doświadczonych.

09.03.09, 12:40
Witam, przeczytałam to całe forum bardzo niedawno. Oglądając już same posty,
czytając przeżycia poszczególnych osób - zastanawia mnie coś, na co odpowiedź
może przynieść przyszłość, ale może dzięki waszym doświadczeniom, można poznać
rąbek tajemnicy.

Przeraża (tak, to jest dobre słowo), przeraża mnie ilość postów, w których
pojawiają się problemy z facetami. To jakieś tajemnice, to chamski, to
kochanka, to jakieś inne problemy, chore wymysły i inne sytuacje które
destrukcyjnie wpływają na miłość. Nie brakuje też problemów z kobietami i
dziećmi, choć te ostatnie są bardziej podatne na nasz wpływ i na dodatek
obdarowane są miłością, której nic nie jest w stanie zniszczyć.

Czy to jest jakaś reguła? Czy na prawdę to właśnie małżeństwo generuje
problemy, których nie ma w okresie narzeczeństwa?
Jak to z wami było? Na prawdę po Narzeczonym nie było widać żadnych symptomów
że za kilka lat może sobie np. znaleźć kochankę?
A może to w was była wina?

Zawsze wyznawałam zasadę, że ludzie sami kreują swój związek, ale czy pewne
czynniki nie determinują pewnych zachowań wyłączając nas samych z tego koła
wpływu?

Może macie jakieś spostrzeżenia?
    • krzysztof-lis moje spostrzeżenia 09.03.09, 12:46
      Po pierwsze
    • opal1977 Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 13:04
      > Przeraża (tak, to jest dobre słowo), przeraża mnie ilość postów, w których
      > pojawiają się problemy z facetami.

      Na forum zazwyczj piszą osoby, które mają problemy i chcą się poradzić. Dlatego
      to tak dramatycznie wygląda:-)


      > Czy to jest jakaś reguła? Czy na prawdę to właśnie małżeństwo generuje
      > problemy, których nie ma w okresie narzeczeństwa?
      > Jak to z wami było? Na prawdę po Narzeczonym nie było widać żadnych symptomów
      > że za kilka lat może sobie np. znaleźć kochankę?


      Myślę, że tak. Małżeństwo to co innego niż narzeczeństwo - więcej problemów,
      obowiązków. Trudno wcześniej przewidzieć reakcję faceta, (czy też kobiety) na
      sytuacje które pojawiają się w małżeństwie.

      > Zawsze wyznawałam zasadę, że ludzie sami kreują swój związek, ale czy pewne
      > czynniki nie determinują pewnych zachowań wyłączając nas samych z tego koła
      > wpływu?

      Hmm... Sama nie wykreujesz swojego związku, bo jest w nim jeszcze facet, który
      może mieć inną wizję, i co wtedy? - problemy...


      Rada- popatrzeć na małżeństwo przyszłych teściów. Prawie wszyscy wynoszą wzorce
      zachowań z domu. Jeśli w domu np. matka zajmuje się całym domem, a ojciec czyta
      gazetę, to prawdopodobne, że narzeczony też tak wyobraża sobie małżeństwo, itp..
      • grizwold Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 11.03.09, 12:35
        opal1977 napisała:
        > Myślę, że tak. Małżeństwo to co innego niż narzeczeństwo - więcej problemów,
        > obowiązków. Trudno wcześniej przewidzieć reakcję faceta, (czy też kobiety) na
        > sytuacje które pojawiają się w małżeństwie.

        Malzenstwo to literalnie (i prawnie takze) co innego niz narzeczenstwo. Czy jest
        jeszcze jakas roznica?

        W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie znaja sie wiele lat przed slubem,
        narzeczenstwo trwa i trwa, ludzie mieszkaja ze soba, maja te same obowiazki,
        prawa, problemy. Czym zatem ten stan rozni sie od usankcjonowanego prawnie
        malzenstwa?

        Dla mnie te teorie sa mocno naciagane. Sadze, ze nalezy rozpatrywac to w
        kategoriach zwiazku miedzy ludzmi w perspektywie czasowej. To znaczy, jak sie
        zmienia zwiazek po roku, 2 latach, 4, 6...

        Malzenstwo (papierek) wg. mnie nic zmienia.
    • kicia031 Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 14:56
      Na etapie wyboru partnera, warto przyjrzec mu sie dokladnie, a nawet
      rozne jego zachowania sobie zapisac.
      Przynajmniej nie bedziesz zskoczona zachowaniem meza, co najwyzej
      swoja reakcja na jego zachowanie, bo inaczej sie patrzy na
      ukochanego narzeczone, a inaczej na starego meza szwedajacego sie po
      domu w gaciach.
    • efi-efi Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 15:15
      Pewnych rzeczy nie jesteś w stanie przewidzieć nawet własnych zachowań, a co
      dopiero drugiego człowieka. Poza tym małżeństwo ewoluuje , jak wszystko. Inaczej
      wygląda po roku, inaczej po 8 latach, a jest zupełnie inne po 25 latach pożycia.
      A problemy są nieodłączną częścią życia nie ma znaczenia czy mieszkasz z
      rodzicami, czy sama czy z mężem i własnymi dziećmi.


      Ja zakładam zawsze dobre intencje mojego męża i wszystkie problemy staram się
      rozwiązywać na pniu.
      • nowy99 Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 16:33
        wszystko się nudzi, żona, mąż, lody, ciastka itd.
        Miłość ponoć też trwa max 4 lata - dowiedli naukowcy;)

        A potem wszystko zależy od kultury, sumienia i wartości wyznawanych
        przez męża, żonę. I od poziomu egoizmu (szczególnie u panów).
        Kobiety lubią się poświęcać, często przesadzają, robią to swoim
        kosztem, za co słono płacą.
        To, w jakim kierunku pójdzie dany związek zależy od otwarcia na
        pasje, rodzaj hobby, chęci rozwoju - tu ważne w jakim kierunku.

        Nie możemy też oczekiwać od współmałżonka urozmaicania nam życia,
        sami też powinniśmy być "nośnikiem" urozmaiceń - dlatego
        trza "inwestować" w siebie, swój łeb;)

        ...a partner i tak może zechcieć WIĘKSZYCH zmian. Cóż, takie jego
        zbójeckie prawo. Nasze też:)
        • aiczka Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 17:01
          Te max 4 lata (a nawet mniej) dotyczą tzw. zakochania, początkowej erotycznej
          fascynacji. W tym czasie można stworzyć więzi innego rodzaju - przyjaźń,
          oddanie, zaufanie, bliskość, zrozumienie, które sprawiają że relacja jest dla
          nas wciąż warta utrzymywania. Zwykle ten zestaw uczuć nazywa się także miłością.
          Czasem przeciwstawia się go zakochaniu jako coś trwałego, dojrzałego, bardziej
          wartościowego - choć ta ostatnie kwestia zależy odczywiście od indywidualnych
          odczuć.
        • krzysztof-lis Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 18:39
          > Nie możemy też oczekiwać od współmałżonka urozmaicania nam życia,

          Dlaczego nie możemy?
    • sanciasancia Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 09.03.09, 17:33
      Ludzie, zyjąc razem, wywierają na siebie ogromny wpływ - i to nie zawsze pozytywny.
      Ja mam często wrażenie, że niektóre kobiety "prowokują" pewne zachowania męskie
      i ustawiają się w roli ofiar (nie mówię tu akurat o przemocy fizycznej) - np.
      kultywując wzorce małżeństwa wyniesione z domu.
      • ladaco2 Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 16.03.09, 10:44
        Krzysiu, nie możemy oczekiwać, bo w małżeństwie pytamy o to co ja mogę zrobić
        dla Ciebie, a nie o to co Ty masz zrobić dla mnie.

        Po 13 latach małżeństwa po kolosalnych przejściach wpadły mi w ręce moje
        dzienniki z początku mojego związku z mężem i jego listy do mnie. Byłam w szoku!
        Już wtedy było widać problemy, z którymi mieliśmy się borykać w ciągu następnych
        lat. Po prostu - zakochana po same uszy nie widziałam tego, bagatelizowałam
        problemy. Tej refleksi i pamięci często nam brakuje. Problemy nie pojawiają się
        znikąd - one były zawsze, tylko ich nie dostrzegaliśmy. Kiedy mija pierwsze
        zauroczenie, po roku, dwu, trzech, czterech latach nagle jesteśmy rozczarowani.
        Chcemy zacząć wciskać partnera w te ramy, które mieliśmy dla niego przygotowane.
        Okazuje się, że to niemożliwe. Nie dlatego, że stał się kimś innym - stał się
        sobą, tylko, że nie chcieliśmy go takiego znać. Druga strona medalu: na początku
        znajomości staramy się być atrakcyjni, potem przychodzi czas "zmęczenia
        materiału" - nie da się w nieskończoność udawać, że lubię zmywać, pracować jak
        wół, itp. Nadchodzi moment żeby się zastanowić nad tym, czy z tym człowiekiem
        nadal chcę być, czy nadal go kocham i jestem w stanie zaakceptować go takiego
        jakim jest. Jednym to pogodzenie się z realem przychodzi łatwie, innym trudniej,
        jeszcze inni nie pogodzą się z tym wcale.
    • eastern-strix nie martw sie 16.03.09, 14:44
      to tylko jedna strona medalu - szczesliwi na tym forum raczej nie pisza ;)

      to tak jak z katastrofa samolotowa - codziennie tysiace samolotow szczesliwie
      dociera do celu ale nikt o tym nie pisze, pisze sie o tym jednym, ktory spadl ;)

      • wysoki.brunet Re: nie martw sie - katastrofy 16.03.09, 15:25
        Ciekawe równanie eastern-strix. Ale przypadku katastrof lotniczych każda jest wnikliwie analizowana przez międzynarodowe komisje, na podstawie ich przyczyn udoskonala się konstrukcję samolotów lub/i procedury, dlatego z każdym rokiem jest katastrof i ofiar wypadków mniej mimo ze ze lotów i maszyn co roku więcej.

        Niestety z rozpadu kolejnych związków nic nie wynika, żadnych wniosków, potocznie winny jest egoistyczny niedojrzały facet, któremu nie wypada się nawet bronić. Efekt, nowych małżeństw co roku mniej a rozwodów i dzieci wychowywanych przez jednego rodzica które w przyszłości maja dużo mniejsze szanse na udany zwiazek co roku coraz więcej.
    • asia_i_p Re: O małżeństwie - do doświadczonych. 16.03.09, 18:43
      Małżeństwo nie generuje problemów. Ludzie z czasem, a niektórzy może
      rzeczywiście właśnie po ślubie, przestają się maskować i jeśli
      maskowali dużo, a druga strona wcześniej nie zauważyła, to jest
      problem.
      A nagromadzenie problemów tutaj wynika chyba z tego, że tu piszemy
      głównie o problemach. Tak, że to trochę tak - nie obrażaj się,
      proszę - siedziała w przychodni w sezonie grypowym i dziwiła się, że
      społeczeństwo takie chorowite, bo prawie 100% kaszle.
Pełna wersja