mauveflower79
12.03.09, 15:52
Mam 30 lat, 2-letnie dziecko, jestem w drugiej ciąży, mężatka od 4
lat.Mąż lat 31. Oboje z wyższym wykształceniem, pracujemy w
budżetówce.
Problem, o którym chce napisać dotyczy mnie samej, mojego podejścia
do świata i ludzi.
Odbierana jestem (pierwsze wrażenie) jako osoba pewna siebie,
pyskata, a nawet zarozumiała. Kto mnie lepiej pozna wie, że po
prostu mam donośny głos i wcale taka nie jestem. Jestem wręcz
zakompleksiona i mam zero wiary we własne mozliwości. Trochę to
dziwne, bo skończyłam z wyróznieniem studia prawnicze, ale zabrakło
mi odwagi, żeby podejśc do ezgaminu na aplikację.Mam taki dziwny
pogląd, że lepiej nie próbować jak nie mam 100% pewności, że coś
osiągnę.Panicznie boję się porażek.Nie radze sobie z nimi, podkopują
we mnie wiarę we własne mozliwości.Swoją frustrację z powodu braku
satysfakcji zawodowej (w pracy u mnie licza się tylko układy
partyjne, kto ich nie ma nie może liczyć na awans ani na podwyżkę)
wyładowuję na mężu.A on nie jest niczemu winien.Namówiłam go do
założenia własnej firmy, super mu idzie.Coraz lepiej prosperuje i
osiąga coraz wieksze sukcesy.Bardzo sie z tego powodu cieszę, ale
jednocześnie wpędza mnie to w jeszcze większe kompleksy.Bo ja się
cofam, widzę, że przestałam być dla niego atrakcyjną partnerką.nie
dziwię mu się, mnie tez nie pociągałaby osoba, która nic w życiu nie
osiagnęła, nie ma entuzjazmu do działania, nie ma planów na
przyszłość, ciągle narzeka i ma pretensje nie wiadomo o co.Jestem
zazdrosna o sukcesy męża, chociaż bez mojego udziału na pewno
trudniej by mu było je osiągnąć (prowadzę dom i wychowuję dziecko,
żeby on mógł po pracy w budżetówce realizowac zlecenia w naszej/jego
firmie).Mąż miał chwile załamania, kiedy na poczatku interes nie
szedł, ale nie dałam mu zrezygnować i podtrzymywałam na duchu.
Brak we własne mozliwości spowodował, że czuję się zerem. Pewnie
nikt kto mnie zna nie uwierzyłby w to, ale tak jest. Nie wiem jak
się podbudować, jak wytrwać we wałsnych postanowieniach.Bardzo
szybko się załamuję i jeszcze nigdy nie osiągnęłam tego co sobie
zaplanowałam.Doszło wręćz do tego, że nawet nic nie planuję.Jedynie
w macierzyństwie znalazłam spełnienie na jakiś czas.chciałabym
zmienić pracę, ale "nigdzie mnie nie przyjmią".niby z moim
wykształceniem powinnam móc znaleźc inna pracę, ale każdy kto
skończył prawo wie, że bez aplikacji i ciągłej nauki (od studiów
minęło 6 lat) nie ma na to wielkich szans, bo teraz to ja mam tylko
pustkę w głowie.Poza tym czuję się niekochana, ale to mój odwieczny
problem - rodzice byli mało wylewni, prawie wcale nie przytulali,
nie mówili:"kocham", chociaż wiem, że bardzo mnie kochają.Tylko nie
potrafia tego okazać fizycznie. mój mąż jest podobny. W dodatku jak
ja jestem mało przyjemna to on tym bardziej nie ma ochoty przytulać,
nie dziwię mu się...a ja nie mam smiałości go o to prosić...
Nie wiem co mam robić, nie chce się wyżywac na mężu, nie chcć go
stracić.Chciałabym się zmienić, ale nie wiem jak to zrobić.
Poradźcie coś, proszę.