wyczerpana.emocjonalnie
25.03.09, 07:54
Witajcie. Przedstawię na szybko moją sytuację.
4 lata temu poznałam dwóch mężczyzn. Pierwszy -P. młody i wolny, drugi -W. starszy, niestety, był w związku z kobietą, ma z nią trójkę dzieci. (To jego druga "poważna" partnerka, konkubina, choc mówił na nią "żona". Z pierwszą żoną ma dwójkę dzieci). Wstyd się przyznac ale ciągnęłam równolegle dwa związki przez długi czas. Konkubina W. dowiedziała się o nas po roku trwania naszego "związku", zapisała W. i siebie na terapię rodzinną, jednak nie przyniosła ona żadnego skutku. Ja nie nalegałam i nie prosiłam, aby on się wyprowadził z domu. Oczywiście przykro mi było, że codziennie tam wraca, że nie wykroił dla mnie nigdy czasu wieczorem, że nie zabrał na weekend. Ale jakoś to przeżyłam, bo miałam drugiego -P. Po 15 miesiącach, z dnia na dzień, W. wyprowadził się z domu. Podejrzewam, że gdyby nie pewna sytuacja z jego życia, nigdy by się na to nie zdecydował. Czas dzieliłam na nich obu, po jakimś czasie dowiedzieli się o sobie. Żaden nie chciał ze mnie zrezygnowac, ja sama nie potrafiłam podjąc decyzji. Mieszkałam raz z jednym, raz z drugim. W końcu nadszedł ten dzień, gdy zrozumiałam, że dalej nie da się tak życ. Poprosiłam P. aby wyprowadził się z mojego mieszkania.
W czym rzecz?
Jestem już z W. tyle czasu, starałam się wynagrodzic mu wszystkie krzywdy(?) (choc on święty nie był, ale o nieobecnych się nie mówi).
Jesteśmy z sobą praktycznie non-stop, on nie chodzi do pracy, spędzamy chwilowo życie na tzw. słodkim lenistwie. Nauczyłam się gotowac, specjalnie do niego, bo mi spokojnie wystarczą kanapki. Próbowałam wprowadzic do naszego życia jakiś ład i porządek. Chciałam byc dla Niego dobrą kobietą, wyrozumiałą, cierpliwą itp. Ale chyba przejechałam się na tym, bo gdy np. proszę go, aby uporządkował swoje papiery (mieszkamy od 2 miesięcy w nowym mieszkaniu) to jak grochem o ścianę. I tak cały czas. Mam dośc błagania, żeby wrzucił przysłowiowe skarpetki do kosza na brudną bieliznę. Powiedziałam, że dopóki nie sprzątnie tych swoich papierów, to ja nie posprzątam w mieszkaniu. I co? I wszędzie jest syf. A ja nie chcę tak mieszkac. Jak postępowac z człowiekiem, którego dzieci w ciągu półtora miesiąca (były u nas 3-4 razy) pobrudziły ściany w pokoju. Na moje delikatne zwrócenie uwagi obruszył się i powiedział, że nie będę wychowywała jego dzieci. Ok, nie muszę i wcale nie chcę. Ale nie chcę również, aby doprowadziły moje mieszkanie do ruiny. Gdy one u nas są, to ja się wtedy ulatniam na cały weekend. On nie uprzedza mnie, że zabiera je na weekend, dowiaduję się o tym w piątek. Wczoraj pokłóciłam się z nim i wróciłam do swojego mieszkania, gdyż słyszałam jego rozmowę z eks, która poprosiła go aby zajął się całą trójką pomiędzy 15 a 21, on powiedział, że się zastanowi. Przecież nie miałabym o to żadnych pretensji, w końcu to są również jego dzieci. Czekałam tylko kiedy skonsultuje ze mną ten fakt. A on wczoraj wieczorem oznajmia mi, że OBIECAŁ eks iż zajmie się dziecmi i mówi, że w tym czasie mogę poczytac sobie książkę, którą niedawno nadgryzłam. Wyparowałam, że słyszałam rozmowę i że wcale nie obiecał, na co on, że do mojej wiadomości jest to, iż on właśnie teraz to OBIECUJE. Nie wytrzymałam, spakowałam moje rzeczy i wróciłam do mojego mieszkania. On zostawił eks praktycznie wszystko to, co miał. My mieszkamy w wynajmowanym mieszkaniu. Jego żona wyjeżdża z dziecmi na wakacje na 3 miesiące, narty w zimie, majówki i inne takie. Dzieciaki są rozpuszczone jak dziadowski bicz, tata wynagradza im swoją nieobecnośc ciągle nowymi zabawkami, grami komputerowymi (8 latek ma około 200 gier!!!) itp. Dzieci uczą się w prywatnej szkole, są od 7 do 18 poza domem. Ich mama mieszka z przyjaciółką, a jednocześnie pracownicą W. Mama nigdy nie pracowała, zajęła się studiowaniem Pisma Świętego, to chyba też jeden z powodów zniszczenia ich związku. Zmusza dzieci do chodzenia na te spotkania, nie zwraca uwagi na to, że 8 latek broni się przed nimi. Próbowałam rozmawiac o tym z W., że dzieci nie wolno zmuszac do takich praktyk, ale on twierdzi, że nie chce się z nią kłócic. Jest mi bardzo przykro, że pościel, pod którą śpimy wzięta jest z tamtego domu, ma nawet jej inicjały. Gdy mówię mu, że potrzebujemy prześcieradła to słyszę, że za drogie albo że on weźmie z tamtego domu. Gdy mówię mu, że potrzebujemy garnka, on twierdzi, że kupi najtańszy. A jego eks kupuje w tym czasie wszystko, co chce. Gdy mówię mu o tym, że ta cała sytuacja mnie boli to on twierdzi, że przesadzam.
Co mam robic? :-(