Problem z ojcem:(

29.03.09, 22:13
witam!

Obecnie mam 22lata, jestem na te chwile bezrobotny, zamieszkujacy u rodzicow.
Niedawno stracilem prace, lecz dalej sie doksztalcam w postaci kursow, w niedalekiej przyszlosci zamierzam podjac nauke w Szkole Pozarniczej.

Problem dotyczy cichych dni miedzy mna a ojcem. Nie mam zastrzezen co do jego opiekunczosci, ulatwil mi wiele spraw w zyciu i sfinansowal kurs na prawo jazdy, samochod,a niedawno dostalem w darowniznie dzialke budowlana.

Glebiej problem dotyczy jego 'glupiego' zachowania. Powazna rozmowa o moich przyszlych planach sklania sie do sprowadzenia mnie na ziemie i wymadrzania sie.

"Wiesz ciezko sie teraz dostac do strazy"
"Czemu wczesniej nie pomyslales, mowilem Ci"

Druga kwestia, dostalem dzialke i dodatkowo cytuje "zrobisz co zechcesz, sprzedasz, cos zbudujesz".

Tyle, ze chcialbym wyprowadzic sie z miasta, a po szkole strazackiej raczej sprzedac dzialke w felernym miejscu bo nie zamierzam tu mieszkac i zamienic na mieszkanie / inna dzialke w innym miescie , z ktorym wiaze przyszlosc.

Ale, po pierwsze, nikt nie liczy sie w mojej rodzinie z moim zdaniem, dzialke dostalem za moimi plecami. Fakt, ladny gest, tylko czy chcielibyscie otrzymac cos co i tak do konca nie jest wasze , a jedynie na papierze, bo wladze rzekomo trzyma moj ojciec. Juz mowie w czym sens.

Otoz niedawno zakupil cegly do budowy domu, umiescil ogloszenie o przyjeciu ziemi na 'moja' HAHA dzialke. I zamierza wiosna sie budowac.

Powiedzcie i doradzcie jest sens komus dawac a potem odbierac nadzieje na wlasny plan budowy??
Darownizna to piekna rzecz i doceniam to, ale najbardziej denerwuje mnie jego wladczosc. I co , on wybuduje dom, ja ukoncze szkole, a potem co jak sprzedam to pretensje, ze sprzedalem to co on budowal 'dla mnie' tyle lat.

A co jesli chcialem inny projekt, inne pokoje? Jesli planuje mala rodzine i wielki dom bedzie dla mnie problemem?

Druga kwestia, wspolnego auta, ktore tez kupil, ale z naciskiem ze bedzie sluzylo calej rodzinie. Po kazdej klotni (samochod kupiony za jego fundusze) bierze kluczyki i dowod rejestracyjny i pokazuje wladczosc.

Samochod potrzebny mi jest do dojazdow na basen, by cwiczyc forme przed testami do szkoly pozarniczej, a teraz boje sie poprosic o kluczyki do auta, bo...wlasnie sami wiecie, jestem zalezny od jego łaski.

Ehh...Problem wiary, matka ciagle mnie dreczy i pyta czemu nie chodze do kosciola, a szczerze utracilem wiare. To tez powod do konfliktow, bo nie potrafia zrozumiec, ze mam wlasne sumienie i nic im do tego, ze wiara to indywidulane odczucie kazdego z nas, ze nawet jak nie chodze do kosciola potrafie byc dobry dla innych.

szkoda ze oni tego nie rozumieja..

Tak chcialem sie wygadac i wypisac, bo nie mam o kogo sie oprzec, a tym bardziej doradzic sie moich rodzicow o cokolwiek bo zostane momentalnie sprowadzony na ziemie "Nie uda sie, jest ciezko".

Ehh...pozdrawiam i jesli ktos mialby cos do porady to prosze o odpowiedz

Dzieki.
    • miacasa Re: Problem z ojcem:( 29.03.09, 23:55
      Jeszcze trochę :) postaraj się wyprowadzić z domu i żyć na własny rachunek nie
      przywiązując się zbytnio do rzeczy darowanych. Jesteś w wieku kiedy następuje
      separacja, oddzielenie się od rodziców i podążanie własną drogą. Zachowanie
      twoich rodziców nie jest znowu takie rzadkie, ma miejsce również u innych, minie
      a nawet jeśli nie to kiedy staniesz na własnych nogach nie będzie robiło na
      tobie takiego mocnego wrażenia.
      • alexxa6 Re: Problem z ojcem:( 30.03.09, 09:02
        Popieram! Jak długo będziesz zależny od rodziców, tak długo nie będziesz miał
        nic do powiedzenia i żadna Twoja decyzja nie będzie akceptowana.Rodziców już nie
        zmienisz ani ich nie "wychowasz".Tam gdzie nie ma dialogu, nie ma i
        porozumienia.Zostaje Ci jedynie życie na własny koszt, rezygnacja ze wszystkiego
        co oferują rodzice i budowanie własnego życia w/g własnego planu.Albo
        korzystanie dalej z ich dobrodziejstwa ale pod ich dyktando.
    • uli Re: Problem z ojcem:( 30.03.09, 15:50
      Ano, już pora poszukać własnego lokum, młodość ucieka ;)
      Co do działki. Może ojcec też czuje, że to czas, żebyś się juz wyprowadził -
      dlatego buduje Ci dom? Ale skoro nie chcesz tam mieszkac, to faktycznie bez
      sensu. Powinieneś z nimi uczciwie i bez nerwów porozmawiać, że masz inne plany.
      Że dziękujesz itp, ale chcesz gdzie indziej mieszkać. I wiesz, nie dawaj się
      wciagac w kłótnie, ani o kościół, ani o swoje marzenia i plany, jeśli nie chcesz
      na jakiś temat rozmawiac bo to Twoje prywatne pole, to po prostu nic nie mów.
      Nie musisz się tłumaczyć, serio, te kłótnie nic nie zmienią, oni i tak będą
      wiedzieć swoje. Ponoć wykłócanie się to też jest rodzaj zalezności, więc
      niepodejmowanie tematu jest jakby tym znakiem, który wysyłasz, gdy jesteś pewny
      swoich racji i nie potrzebujesz na ten temat dyskutować, ani przekonywać kogoś,
      że masz prawo do własnych poglądów. Moje rady pewnie są trudne w realizacji, gdy
      się jest w samym sercu konfliktu, czyli w domu rodzinnym...tak naprawde to
      wyprowadzka jest jedynym wyjściem.

      Tata może jest takim typem, który chciałby mieć kontrolę nad sytuacją, ułatwić i
      ustawić Ci życie, ale sam widzisz, że to nie jest za darmo - że jest fajnie,
      dopóki jesteś posłuszny. Rodzicom czasem się wydaje, że mają prawo do życia
      życiem swoich dzieci, potem się to odbija na partnerach dzieci i wnukach, i
      trzeba jednak od razu jasno stawiać granice. Nie, bo nie. Możesz próbować ich
      wychować. Nie wiem, sam ich pewnie znasz najlepiej, ale ja bym chyba nie szła na
      taki układ, gdybym nie musiała.
      Jak długo jeszcze planujesz z nimi mieszkać? jak będziesz w tej szkole, to jest
      możliwość mieszkania w akademiku??

      Pozostań w buncie :)

      U
      • ciekawsky33 Re: Problem z ojcem:( 30.03.09, 22:02
        Nabor do szkoly konczy sie 15maja, testy sprawnosciowe i testy teoretyczne oraz wyniki poznam pod koniec czerwca.

        Szkola to tryb skoszarowany, czyli jak wojsko (przepustki te sprawy). Siostra z ktora mam dobry kontakt powiedziala, ze dla mnie, gdybym sie dostal jest to cud i lepszej szansy bym nie dostal, bo jednoczesnie nie martwie sie o wyzywienie zakwaterowanie [zero kosztow], a poza tym ma 2lata wolnosci 500km od domu.

        Dlatego bede sie staral i dam wszystko by to osiagnac.

        Druga kwestia, do 6kwietnia sa przyjecia do Strazy w miescie oddalonym ode mnie o jakies 100km. Jesli tu bym uzyskal zatrudnienie rowniez [jednak to stala praca] myslalbym powaznie o wynajeciu lokum, lub zamieszkaniu u cioci . Jednak to drugie chcialbym wykluczyc, non stop pogadanki, zapewne telefony od rodzicow i bylo by identycznie tylko ze na odleglosc.

        A tak na powaznie juz mysle o wynajeciu nawet stancji na okres do kiedy sytuacja by sie wyjasnila (albo praca bezposrednio z ulicy w jednostce) albo zdane egzaminy i szkola.

        Dzis ciche dni zostaly przerwane, niechetnie bralem w rozmowie udzial. Ojciec tylko wymadrzal sie , ze siedzenie nie ma sensu, ze musze poszukac zatrudnienia.

        Fakt ma racje, tyle, ze obecnie jest o nie bardzo trudno, zwlaszcza mlodemu. A poza tym, jesli mialbym podjac prace kierowcy to ewentualne przygotowanie do szkoly fizyczne jak i teoretyczne by leglo bo nie mialbym na nie czasu.

        Chcialbym po prostu przeczekac az sytuacja calkowicie sie wyklaruje, jesli sie nie dostane, poszukam pracy. Czy tak wlasciwie jest sens zaczynac zatrudnienie na dwa-trzy miesiace, a nie daj Boze i przez to zawalic egzaminy?

        Wracajac do rozmowy, pytal o plany, o sytuacje co zamierzam zamilklem, nie chcialem rozmawiac o tym, ze chce wystartowac i zatrudnic sie w innym miescie. Zapewne uslyszal bym komentarze (juz mam nawet to wyobrazone w glowie) "Tomek nie przyjma Cie, bo potrzebuja ludzi z tamtego miasta, daj spokoj".

        Sytuacja jest taka, ze malo ludzi garnie sie do zawodu strazaka, poniewaz dostaje on slabe uposazenie, a jesli juz to szukaja ludzi mlodych he - takich jak ja.

        Mam nadzieje, ze mi sie uda i dzieki za mile slowa.

        Gdybym mial okazje zabralbym Was na piwko, a kobietki do kina.
        Dzieki serdeczne.
Pełna wersja