....życie......

17.05.09, 03:30
Witam Wszystkich,

kilka dni temu mój świat się zawalił:((((
Dowiedziałam się że mój ojciec prawdopodobnie oprócz mnie i mojego
brata ma jeszcze jedno dziecko z inna kobietą.
To był szok!!!! Chyba nie taki dla mnie jak dla mojej Mamy. Po 38
latach małżeństawa taka wiadomość.... Jak powiem, że Mama jest
załamana to będzie bardzo delikatne stwierdzenie. Całe jej życie
runęło w gruzach. Ktoś kogo kochcła i komu ufała bezgranicznie
zaskakuje taką widomością. Z resztą ja i mój brat również nie możemy
tego pojąć....
dlaczego??? po co? czy warto było?

Dziecko ma 5 lat....
Tamta kobieta jest mężatką, dziecko jest uznane przez jej męża.
Ojciec twierdzi, że może ono jest jego dzieckiem - czyli ma podstawy
tak sądzić - ale pewności nie ma. Tamta kobieta wprost nigdy też tej
widomości nie potwierdziła - podobno.
Czy ktoś może mi pomóc? Co teraz? Mam na myśli kwestie prawne. Co
może nas czekać? Przez co jeszcze trzeba będzie przejść?
Czy oni po takim czasie mogą chcieć, aby mój ojciec uznał to
dziecko? Jeśli tak to co w związku z tym?
MIeszkamy w małej miejscowości, niewiem jak możemy ustrzec Mame
przed dodatkowym bólem zadawanym ze strony ludzi rządnych sensacji.
Chciałabym ją jakoś uchronić i ewentualnie przygotowac...

Ja nigdy mu tego nie wybaczę!!!!!!!

Próbuje czytać przepisy oraz ich interpretacje ale w obecnej chcwili
niewiele rozumiem... Ciągle w głowie mam inne myśli.


Wiecie jaki to szok po 35 latach życia dowiedzieć się, że twój ideał
mężczyzny, wzór nim nie jest... Przez całe życie wpajał nam zasady,
którymi sam się nie kierował. Taka obłuda, zakłamanie. Całe życie z
nami przekreślił!!!!

Proszę o pomoc i z góry dziękuje
S.



    • weronika.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 07:11
      Myślę, ze jeśli chodzi o sprawy prawne, to raczej nie masz się czego obawiać. Z
      Twojego opisu sytuacji nie wynika, iż ta kobieta chce obarczyć Twojego ojca
      konsekwencjami prawnymi, odpowiedzialnością finansową. Prawnie rzecz biorąc
      dziecko ma ojca. Wątpię też aby obecny ojciec, a mąż tej kobiety chciał
      dowodzić, że jest inaczej. Dla tego 5-letniego dziecka /przecież winnego równie
      tyle co Ty/ byłoby to traumatyczne przeżycie.
    • kol.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 07:18
      Z postu wynika, że Twój ojciec być może jest także ojcem innego
      dziecka, które nie zostało zgłoszone jako jego, zostało natomiast
      uznane przez innego mężczyznę jako jego potomek, a w ogóle to nie ma
      żadnej pewności, że jest Twojego ojca. Nie sądzę by wynikły z tego
      kwestie prawne, bo niby jakie? Kobieta może zgłosić uznanie ojcostwa
      chyba w krótkim czasie po urodzeniu (pół roku?) Nie sądzę by tamtej
      pani zależało na rozdmuchiwaniu sprawy, zwłaszcza jeśli to mała
      miejscowość. Pozostaje tylko kwestia zdrady. Współczuję serdecznie,
      bo sytuacja jest parszywa.
    • kiecha3 Re: ....życie...... 17.05.09, 09:00
      przede wszystkim spokojnie...
      z twojego postu wynika głównie to, ze boisz się o kasę... nie interesuje cię jak pomóc sobie i mamie.. a co może wyniknąć w kwestii prawnej.. czyli w skrócie.. ile mamy oddać tamtej pani ze spadku po tatusiu...
      o obecnej sytuacji nic.. jeśli dobrze zrozumiałam dziecko ma ojca (uznanego prawnie) a jego matka nie chce rozdmuchiwać tej sprawy.. nawet nie powiedziała twojemu ojcu, czy to jego... ergo - nie jego wg naszego prawa...
      A swoją drogą... jak to się stało, że po 5 latach kochany tatuś się wygadał.. jaka z niego musi być świnia by swoimi winami obarczać jeszcze najbliższych...
      • siunia-net Re: ....życie...... 17.05.09, 12:34
        obrażasz mnie stwierdzeniem, że interesuje mnie kasa, spadek....
        one raz są raz ich nie ma....
        Oddałabym wszystko co mam gdybym mogła za to cofnąć czas i
        niedopuścić do tego zdarzenia. A z resztą chyba nie powinnam sie
        tłumaczeć, chyba niepotrzebnie tu pisałam....
        Nie dosyć ze taki cios od najbliżeszej mi osoby to jeszcze tu, takie
        głupie oskarżenia. Pytałam o konsekwencje prawne, o uznanie dziecka
        a co za tym idzie publiczne pranie brudów. I właśnie to mnie
        najbardziej martwi, jak moja mama sobie poradzi?
        a to co zrobił mój ojciec to nie da się określić słowami
        W tym wszystkim najbardziej cierpi moja Mama.

        Pozostałym dziękuje za słowa wsparcia:))
        • kol.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 13:23
          Kiedy nie ma żadnej logiki w tym co piszesz. Napisalaś co się stało
          i uzyskałaś porady, jedyne logiczne. Czy jest ktoś kto chce obecnie
          wywlec całą tę sprawę do sądu? Mąż tamtej kobiety?
          Dowiedz się czy jest jakiś termin w jakim można zgłaszać pretensje
          co do ojcostwa.
          • kol.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 13:31
            Czy nie jest tak, że tamten mąż się połapał że dziecko może nie być
            jego i podaje o ustalenie ojcostwa? Musi być wtedy wykonane badanie
            DNA, które albo potwierdzi albo wykluczy ojcostwo tego męża. Jeśli
            wykluczy, tamta kobieta będzie w kłopocie, bo musi szukać następnego
            kandydata na tatusia. Niestety nie znam dokładnie przepisów prawnych
            w takich sprawach.
            • siunia-net Re: ....życie...... 17.05.09, 13:39
              wlasnie tak, mąż tamtej kobiety połapał sie i był u mojej Mamy....
              nie wiem co chce z tym zrobic...
              Moj brat zapytal tamta kobiete czy to prawda, powiedziala ze nie ma
              podstaw. Ojciec twierdzi ze sa.
              Njalepiej bedzie jak porozmawiam z prawnikiem. Nawet nie wiecie jak
              bardzo chcialanym uchronic przed tym wszystkim Mame.
              • rumpa Re: ....życie...... 17.05.09, 14:13
                Coś tu jest nie tak - dlaczego i jakim cudem TY chronisz przed tym
                mamę?
                To ONA powinna trzymać sprawy swoje i swojego męża z dala od dzieci
                i sama je załatwiać .
                Przecież jest dorosłą kobietą.
                To jej intymne sprawy.
                Rozumiem że dzieci powinny zostać powiadomione o sytuacji, ale
                dzieci ruszające do akcji ...
                nawet dzieci pełnoletnie czy mocno pełnoletnie...
                Współczuję sytuacji,ale to zaczyna wyglądać co najmniej dziwnie.
                Nastąpiło jak dla mnie jakieś pomieszanie ról.

                • rumpa Re: ....życie...... 17.05.09, 14:16
                  Ps i tak długo żyłaś w przekonaniu o idealności swego ojca.
                  Wiekszość ludzi wyrasta z tych złudzeń i pozwala rodzicom być tylko
                  ludźmi znacznie wcześniej.
                  Ku obopólnej korzyści.
                  • eastern-strix Re: ....życie...... 17.05.09, 15:12
                    swiete slowa
        • weronika.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 17:59
          Zupełnie niepotrzebnie się wściekasz. Świat w którym żyjemy jest najzwyklejszym
          światem materialnym i sprawy finansowe i prawne, też mają znaczenie. To po
          pierwsze.
          Po drugie sama napisałaś , że ten aspekt sprawy jest dla Ciebie istotny. Ja
          również tak zrozumiałam i nie widzę w tym nic złego.
          A co do problemu emocjonalnego, który ta cała sprawa spowodowała, najtrudniej ma
          niewątpliwie Twoja mama. A ściśle ujmując Twoi rodzice. Ale to jest ich problem
          i tylko oni mogą go rozwiązać. Ty możesz im pomóc powstrzymując się od
          pochopnych, nazbyt ostrych reakcji. Emocje są czasem złym doradcą.
    • virtual_moth Re: ....życie...... 17.05.09, 16:58
      Kwestie prawne - nie ma możliwosci zaprzeczenia ojcostwa po 5 latach. Mąż matki ma na to tylko pół roku. Warto by pana o tym poinformowac zanim narobi dymu we wsi.
      Imho bardziej niepokojące są relacje między Tobą a Twoją matką. Co do idealnego ojca, który miał romans, nie on pierwszy i nie ostatni, w gruncie rzeczy to nic nadzwyczajnego nawet jak na "ideała";) Naiwność Twoja i Twojej matki jest bardziej niepokojąca.
      • sebalda Re: ....życie...... 17.05.09, 17:11
        Wychowujemy dzieci, kochamy je, poświęcamy wiele dla nich, jesteśmy im matką,
        przyjaciółka, powierniczką i wsparciem. Tak ja to widzę. Nie robimy tego, żeby w
        przyszłości zasłużyć sobie na rewanż, ale jeśli łączy nas z dzieckiem silna
        więź, to chyba naturalne jest, że dorosłe dziecko w sytuacji, kiedy matka, lub
        ojciec, oczywiście to zależy od okoliczności, potrzebuje od nich z kolei
        wsparcia. Przed brudami życia, przed nieporozumieniami między małżonkami
        należałoby dzieci chronić do pewnego wieku, ale później, kiedy są dorosłe, a tu
        są bardzo dorosłe, 35 lat, można spokojnie oczekiwać, że w potrzebie pomogą,
        wesprą, będą się troszczyć.
        Jeśli ojciec miał kochankę, jedną, miał chwile słabości, ktore jak na złość mają
        swoje niemiłe konsekwencje, to oczywiście boli, zwłaszcza gdy nie jest
        spodziewane, ale jeśli pod każdym innym względem był dobrym mężem i ojcem, chyba
        trzeba nauczyć się z tym życ, nie rozdzierać szat, a Mamę uspokajać i przede
        wszystkim starać się tak bardzo nie przejmować opinią publiczną; ludzie pogadają
        i przestaną, a życie toczy się dalej. Znam mężczyzn, ktorzy nigdy nie zdradzili
        żony, ale potrafią stworzyć im i dzieciom piekło na ziemi bez pozamałżeńskich
        dzieci. Są naprawdę gorsze rzeczy.
        Z prawnikiem nie zaszkodzi pogadać.
        • rumpa Re: ....życie...... 17.05.09, 17:38
          dorosłe dziecko w sytuacji, kiedy matka, lub
          > ojciec, oczywiście to zależy od okoliczności, potrzebuje od nich z
          kolei
          > wsparcia.

          W takiej sytuacji jak opisana powyżej wsparcia udziela przyjaciel
          albo przyjaciółka - nie dziecko - związane emocjonalnie z
          obojgiem
          rodziców.
          Oczekiwanie wsparcia od dziecka w takiej sytuacji jest egoizmem i
          brakiem dojrzałości - dla mnie przynajmniej.
          Inna rzecz, jak ktoś nie ma koła przyjaciół którzy mogliby mu
          udzielić wsparcia w takiej sytuacji...




          • sebalda Re: ....życie...... 17.05.09, 18:24
            rumpa napisała:
            "W takiej sytuacji jak opisana powyżej wsparcia udziela przyjaciel
            albo przyjaciółka - nie dziecko - związane emocjonalnie z
            obojgiem rodziców".
            Zgadzam się, nie dziecko, ale... Jeśli dziecko jest dorosłe i dojrzałe, jeśli
            samo tego chce (nigdzie nie było napisane, że matka tego oczekuje i wymaga),
            jeśli wina drugiej strony jest ewidentna, to cóż, dla mnie to przykład
            prawdziwej miłości dziecka do rodzica i marzę o tym, że moja córka w przyszłości
            też będzie się o mnie tak troszczyć, choć oczywiście wolałabym, żeby nie w
            takiej sytuacji i nie kosztem relacji z inną bliską osobą. Ale takie jest życie
            i czasami pojawiają się naprawdę trudne sytuacje.
        • siunia-net Re: ....życie...... 17.05.09, 17:57
          Sebaldo, dziękuję Ci najmocniej za słowa wsparcia i pomoc ....
          którz ma pomóc MAmie skoro ona ma w tej chwili tylko mnie i brata.
          Najbliższa "przyjaciółka" zawiodła... to komu ma teraz ufać. A wcale
          nie czuję się obarczona przez nią tym problemem. Sama czuję potrzebę
          pomocy właśnie jej. Ja zawsze mogłam na nią liczyć, nigdy nie
          powiedziała radz sobie sama to twój problem. Zawsze gotowa pomóc z
          resztą nie tylko mi, tej "przyjaciółce" równeż. A ona brała
          wszystko, nawet po mężą wyciągnęła ręke.
          Więc same widzicie sprawa jest bardziej skomplikowana niż pewnie
          myślałyście.
          Ale nie o to mi chodziło. Chciałam zapytać Was tylko o konsekwencje
          prawne tego wszystkiego, a tu nagle ocena naszych stosunków,
          negowanie chęci mojej pomocy dla najbliższej mi osoby, wyśmianie -
          nie przesadzam - moich relacji z rodzicami.
          Coraz bardziej żałuje że tu napisałam. W tym miejscu nie można
          liczyć na wsparcie ale jedynie na ocenę. Coż pomyliłam się.
          .... życie....

          Sebaldo jeszcze raz dziękuje Ci:)))
          • weronika.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 18:09
            Zbyt ostro widzisz sprawy. Życzę wytrwałości. Ludźmi się nie przejmuj. Czas
            wiele rzeczy leczy i łagodzi. Twój ojciec niewątpliwie źle i okrutnie postąpił
            wobec własnej rodziny, ale... Każdy człowiek popełnia błędy. Wiem , to żadne
            usprawiedliwienie.
          • kiecha3 Re: ....życie...... 17.05.09, 19:14
            na nas tez się obraź na śmierć i życie.. jak na tatusia... usiądź i się popłacz..
            to chyba nie pierwszy wybryk tatusia, skoro po jednym oczernieniu przez obcego faceta wy ustawiacie mur milczenia i urażonej dumy.. zamiast na spokojnie przemyśleć, obgadać.. uspokoić emocje ty tylko "dowalasz do pieca".. zamiast uspokajać matkę ty rzucasz mięsem na ojca..
            ja rozumiem, że to dla was szok.. ja wiem, że wydaje ci się, że straciłaś punkt oparcia jakim był dla ciebie ojciec.. a tak na prawdę on nadal nim jest, pomimo (domniemanego) skoku na bok... na prawdę wolałabyś żeby bił twoją matkę, pił.. czy inne wyskoki? Zdarzyło mu się.. jak wielu się zdarza.. najważniejsze, czy wyniósł z tej przygody jakąś naukę.. czy zdecydował się być z wami i już żyć w prawidłowym związku.. czy nauczył się tak dobrze kłamać, ze nie zauważyliście...???
            Jakkolwiek.. nie przeszkadzało mu to być dobrym, kochającym ojcem.. i mężem..


            co zrobić?
            Zapytać mamę co ona chce z tym zrobić.. co ona czuje.. czego teraz chce.. nie robić nic za nią..
            Acha.. i tłumaczyć, że ludzie pogadają , pogadają i przestaną.. nie jest to największą tragedią jaka mogła was trafić...
            • siunia-net Re: ....życie...... 17.05.09, 19:49
              Ojciec sie przyznał do tego wyskoku i prawdopodobieństawa faktu
              bycia ojcem tego dziecka. Już nie bardzo miał wyjście, musiał mówic
              prawde.
              Kiedyś mama dała mu juz szansę naprawienia skoku w bok. byłam
              przekonana, że wyciągnoł dla siebie jakies wnioski. A tu sie okazuje
              ze jednak nie:((( NIe wiem teraz czy te wyrzuty sumienia to
              autentyczne wyrzuty, czy tylko gra na naszych emocjach. Przestałam
              mu ufac. Bo jak można ufac...
              Zastanawiam mnie to, jak można mając do wyboru rodzine, dom, taką
              żonę:) i przygodny sex (bo tak to nazwał) wybrać to drugie. On nie
              tego nas uczył, nie to wpajał przez całe życie. I to właśnie
              najbardziej boli. NIe zdrada fizyczna, tylko ta obłuda, życie w
              zakłamaniu.

              Rozmawiamy z mamą, staramy sie rozwiązać ten problem jakoś. Ale jak?
              Ja wiem co zrobiłąbym bedac na jej miejscu, a może mi sie tylko
              wydaje ze wiem.
              Do niczego jej nie zmuszam, nawet nic nie sugeruje. Utwierdzam ja
              jedynie w przekonaniu ze moze na mnie liczyć.
              • kiecha3 Re: ....życie...... 17.05.09, 22:23
                wreszcie mówisz do rzeczy...
                nie pozostaje ci nic innego jak wspieranie rodziców... i zaoferowanie pomocy
                mamie, jeśli nie jest w stanie sama zając się sobą...
                ja rozumiem, że świat wam się zawalił... ale.. hm.. jak to napisać.. musicie to
                przetrwać.. najważniejsze, że macie siebie.. i niech to będzie waszą siłą..
                a co do zdrady.. czasem i dobry sex małżeński nie jest w stanie utrzymać faceta
                przy jednej babce.. są tacy i już..

                pamiętaj, że ten człowiek był dla ciebie cudownym ojcem.. i takie miej o nim
                wyobrażenie... to twój ojciec.. nie wytniesz go ze swego życia..
    • annulka.6 Re: ....życie...... 17.05.09, 18:37
      Najnormalniejszą reakcją jaką mogła czuć Siunia jest żal do ojca,
      szok ( wszak jest domniemany "owoc" zdrady), współczucie i obawa o
      matkę. Ma powiedzieć to wasze problemy, ja się odcinam?
      Zastanawiająca jest relacja Siuni z matką? Mama Siuni może popaść w
      depresję i córka ma na to spokojnie patrzeć? Wszystko jest proste i
      łatwe, dopóki nie dotknie nas samych...A cóż w tym dziwnego,że boi
      się o majątek i dziedziczenie, takie zdarzenie jest traumatyczne dla
      całej rodziny. Prawnie dziecko jest dzieckiem męża tamtej kobiety,
      ale emocje, wstyd i obawa co będzie jest w pełni zrozumiała. Nie nam
      to oceniać.
    • weronika.3 Re: ....życie...... 17.05.09, 20:21
      Bardzo dobrze, że rozmawiacie na ten temat. To ważne. Myślę, że bardzo potrzebne.
      • verdana Re: ....życie...... 17.05.09, 21:43
        Przede wszystkim nie Ciebie ojciec zdrawdzil, tylko matke. To sprawa
        miedzy nimi. Nie kazdy zdradzany jest bez winy - moj dziadek miał
        kochanke, moja matka byla zła, ale byla też, niestety , w stanie
        zrozumiec dlaczego.
        Kochanka i "skok w bok" to sprawa między małzonkami, dorosle dziecko
        nie ma nic do tego. Nie jestem awet przekonana, czy nie znajac
        caokształt spray powinna opowiadac się po jednej stronie,
        jednoznacznie potepiajac ojca i wspierajac matkę. To nie jej
        zadanie.
      • efi-efi Re: ....życie...... 17.05.09, 21:46
        >Zastanawiam mnie to, jak można mając do wyboru rodzine, dom, taką
        żonę:) i przygodny sex (bo tak to nazwał) wybrać to drugie.

        - akurat na ten temat nie masz nic do powiedzenia. Jak wyglądają sprawy między
        żoną i mężem wie tylko mąż i żona. Nie przypuszczam żeby Twoja mama zwierzała Ci
        się z pożycia intymnego więc nie masz pojęcia dlaczego Twój tata coś takiego
        zrobił.
        Inne są oczekiwania dziecka wobec matki, inne męża wobec żony (a dalej jest to
        ta sama kobieta).
        I to , że Twoja mama zawsze była wobec dzieci doskonała wcale nie znaczy, że
        była również doskonałą żoną (być może tak, być może nie).

        • sebalda Re: ....życie...... 17.05.09, 22:51
          Verdana napisała:
          "Nie jestem awet przekonana, czy nie znajac
          caokształt spray powinna opowiadac się po jednej stronie,
          jednoznacznie potepiajac ojca i wspierajac matkę. To nie jej
          zadanie."
          Czyli są sytuacje, kiedy mąż może z całym spokojem zdradzić zonę? Może mieć
          romans z mężatką, może jej zrobić dziecko? Przecież to są jednoznaczne
          fakty.Jakim potworem musiałaby być matka autorki wątku, żeby ktokolwiek mogł
          opowiedzieć się po stronie ojca.
          Zdrada jest jednoznaczna. Co ją usprawiedliwia?
          • weronika.3 Re: ....życie...... 18.05.09, 04:02
            Masz rację, zdrady nic nie usprawiedliwia. Ale Verdana nie próbuje jej
            usprawiedliwić. Przynajmniej mam takie wrażenie. Raczej wypowiada się na temat
            przyczyn zdrady. W końcu muszą mieć jakiś powód, przyczynę.
            Napisałaś: "Jakim potworem musiałaby być matka autorki wątku, żeby ktokolwiek
            mogł opowiedzieć się po stronie ojca." A kim jest ten, kto nie opowiada się po
            żadnej ze stron?
            Ja nie opowiadam się po żadnej. Przynajmniej staram się nie opowiadać. Nie
            oznacza to, że bardziej winnej stronie bym wybaczyła. Po prostu nie moim
            zadaniem, rolą jest obwiniać.
            • sebalda Re: ....życie...... 18.05.09, 09:58
              Przepraszam, ale wczoraj nie mogłam rozwinąć tematu, więc pojechałam trochę za
              ostro. Chodziło mi o to, że fakty jednak świadczą przeciwko ojcu. Kiedy zdradę
              można usprawiedliwić? Myślę, że jedynie w sytuacji, gdy żona jest naprawdę złym
              człowiekiem, kiedy znęca się nad mężem i on w desperacji szuka ratunku gdzie
              indziej. Trudno mi jest sobie wyobrazić kobietę, która jednocześnie jest
              wspaniałą matką i złym człowiekiem dla męża. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że
              może matka nie spełniała oczekiwań męża, wobec czego on musiał się wyszumieć na
              boku. I tu już trudno być wyrozumiałym dla takiego ojca. Jest też duży odsetek
              mężczyzn, którzy mimo że żona jest dobra pod każdym względem, spełnia ich
              wszystkie potrzeby, oni jednak nadal muszą szukać, tacy mają często po kilka
              kochanek, a w następnym małżeństwie też zdradzają. I takiego mężczyzny chyba tym
              bardziej nie można usprawiedliwiać.
              Mam jeszcze pytanie, do jakiego momentu dorosłe dziecko nie ma prawa się wtrącać
              w sprawy małżeńskie rodziców? Kiedy się kłócą? Nie, muszą sprawy załatwiać
              między sobą. Kiedy ojciec bije matkę? Nadal dzieci mają stać z boku? No tak,
              może ona sama się o to prosiła? Może na to zasłużyła?
              Zdrada, a co gorsze, jej konsekwencje, boli czasami równie mocno jak razy
              fizyczne. W moim pojęciu osobie pokrzywdzonej należy się wsparcie i jeśli dzieci
              poczuwają się do dania tego wsparcia, to tylko należy się cieszyć, że są tak
              związane emocjonalnie z rodzicem.
              • rumpa Re: ....życie...... 18.05.09, 13:25

                W moim pojęciu osobie pokrzywdzonej należy się wsparcie i jeśli
                dziec
                > i
                > poczuwają się do dania tego wsparcia, to tylko należy się cieszyć,
                że są tak
                > związane emocjonalnie z rodzicem.

                Błąd, dzieciom może przyjść taki pomysł do głowy, ale zdrowa kobieta
                z normalnym zapleczem socjalnym mówi - jest mi bardzo ciężko, ale to
                sprawy miedzy ojcem a mną. Po czym idzie do przyjaciółek i ryczy,
                klnie, co tam chce...a nawet użyna się w trupa.
                oczywiście są takie kobiety które przyjaciół nie mają, bo kobiety są
                zdradzieckie, i tak jakoś wychodzi że najlepszymi ich przyjaciółmi
                są ich dzieci...



              • burza4 Re: ....życie...... 18.05.09, 14:38
                sebalda napisała:

                > Chodziło mi o to, że fakty jednak świadczą przeciwko ojcu. Kiedy
                zdradę można usprawiedliwić?

                Chodzi o to, żeby nie oceniać go JEDYNIE przez pryzmat zdrady. Dla
                autorki ojcem jest takim samym jak dotąd - i z jej punktu widzenia
                to jakim jest OJCEM powinno być istotniejsze niż jakim jest MĘŻEM.

                > Trudno mi jest sobie wyobrazić kobietę, która jednocześnie jest
                > wspaniałą matką i złym człowiekiem dla męża.

                Po pierwsze - to, że tobie trudno to sobie wyobrazić nie znaczy, że
                takich kobiet nie ma. Po drugie - żona nie musi być suką, żeby mąż
                ją zdradzał. Może też być idealną, acz oziębłą panią domu, mogą
                nadawać na innych falach, może zrzędzić, mogą być emocjonalnie obcy,
                a być dla siebie po prostu uprzejmi.

                Naturalne jest, że dzieci wspierają i pocieszają matkę w tej
                sytuacji, ale matka NIE POWINNA obarczać tym dzieci, bo temat
                wkracza w bardzo intymną małżeńską sferę. Naprawdę miła, dobra,
                dorosła kobieta nie ma koleżanek?
                • sebalda Re: ....życie...... 18.05.09, 15:39
                  rumpa napisała:
                  "oczywiście są takie kobiety które przyjaciół nie mają, bo kobiety są
                  zdradzieckie, i tak jakoś wychodzi że najlepszymi ich przyjaciółmi
                  są ich dzieci... "
                  Piszesz to poważnie, czy tylko dla chęci polemiki? Nie jesteś w stanie wyobrazić
                  sobie, że z różnych innych powodów życiowych można nie mieć przyjaciółek? Podam
                  tylko jeden: kobieta nie jest młoda, ma 38 letni staż małżenski, zatem istnieje
                  możliwość, że najbliższa przyjaciółka, jak na złość umarła. Tylko zdradzieckie
                  kobiety traca przyjaciółki? A jeśli przyjaciółka ją
                  zawiodła? Tak to nawet chyba autorka wątku przedstawiła.
                  burza4 napisała:
                  "Po drugie - żona nie musi być suką, żeby mąż
                  > ją zdradzał. Może też być idealną, acz oziębłą panią domu, mogą
                  > nadawać na innych falach, może zrzędzić, mogą być emocjonalnie obcy,
                  > a być dla siebie po prostu uprzejmi."
                  Rozumiem, że te wszystkie niedogodności i przywary żony mają jak najbardziej
                  usprawiedliwiać zdradę. Najłatwiej stwierdzić, że żona zrzędzi (zapewne bez
                  powodu) i pójść do innej, najlepiej też niezadowolonej z pożycia mężatki. A już
                  idealnie robić to bez zabezpieczenia, w tym wieku tak bez odpowiedzialności.
                  Śmieszne.

                  > Chodzi o to, żeby nie oceniać go JEDYNIE przez pryzmat zdrady. Dla
                  > autorki ojcem jest takim samym jak dotąd - i z jej punktu widzenia
                  > to jakim jest OJCEM powinno być istotniejsze niż jakim jest MĘŻEM.
                  Ale autorka wątku napisała, że ojciec uczył dzieci czegoś zupełnie innego, że
                  wyznawał pewne zasady, a swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem wszystko to
                  podważył, zatem okazał się złym ojcem, zawiódł zaufanie dzieci, zburzył ich
                  porządek świata, dał zły przykład. To mało przykładów na to, że można go oceniać
                  też jako ojca?
                  > Naturalne jest, że dzieci wspierają i pocieszają matkę w tej
                  > sytuacji, ale matka NIE POWINNA obarczać tym dzieci, bo temat
                  > wkracza w bardzo intymną małżeńską sferę.
                  Autorka wątku napisala wyraźnie, że chęć pomocy matce jest jej inicjatywą, a nie
                  wymogiem matki i że matka nie obarcza jej swoim problemem.
                  Ponawiam też pytanie, do jakiego momentu dorosłe, powtarzam i podkreślam DOROSŁE
                  dzieci mają stać z boku? Do czasu włączenia przemocy fizycznej, czy też w
                  przypadku krzywdzenia psychicznego?
                  • rumpa Re: ....życie...... 19.05.09, 09:00
                    Piszesz to poważnie, czy tylko dla chęci polemiki? Nie jesteś w
                    stanie wyobrazi
                    > ć
                    > sobie, że z różnych innych powodów życiowych można nie mieć
                    przyjaciółek?

                    Ależ oczywiście że można nie mieć przyjaciółek...
                    Sama znam sporo kobiet które takowych nie mają
                    większość wisi na dzieciach, niestety, bo dzieci nie potrafią się
                    przed taką "przyjaźnią" obronić, ba są nawet nią zaszczycone :(((
                    Matka jest matka, ona może być "przyjacielem" dla swoich dzieci, ale
                    to nie działa w drugą stronę

                    Tylko zdradzieckie
                    > kobiety traca przyjaciółki?

                    chodziło mi o to że pewnien typ kobiet uważa że kobiety są
                    zdrdzieckie i dlatego przyjaciółek nie mają - na wszelki wypadek

                    Rozumiem, że te wszystkie niedogodności i przywary żony mają jak
                    najbardziej
                    > usprawiedliwiać zdradę. Najłatwiej stwierdzić, że żona zrzędzi
                    (zapewne bez
                    > powodu) i pójść do innej, najlepiej też niezadowolonej z pożycia
                    mężatki. A już
                    > idealnie robić to bez zabezpieczenia, w tym wieku tak bez
                    odpowiedzialności.
                    > Śmieszne.

                    absolutnie nie usprawiedliwia
                    tak po prostu jest że wiekszość ludzi nie bawi się w psychologię i
                    szuka sobie odrobiny szczęścia i SEKSU.

                    znam całą masę kobiet do których jak do ściany się mówi, nie są w
                    stanie wyjść poza swój świat, i mają wrodzoną niechęć do
                    jakiegokolwiek zdystansowania się do swoich cennych osób.
                    obrażanie się na rzeczywistość nic nie daje
                    a ojciec może być dobrym ojcem

                    Ale autorka wątku napisała, że ojciec uczył dzieci czegoś zupełnie
                    innego, że
                    > wyznawał pewne zasady, a swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem
                    wszystko to
                    > podważył, zatem okazał się złym ojcem, zawiódł zaufanie dzieci,
                    zburzył ich
                    > porządek świata, dał zły przykład. To mało przykładów na to, że
                    można go ocenia
                    > ć
                    > też jako ojca?

                    zawiódł zaufanie żony a nie dzieci
                    ale tego paniom co starsznie chcą się odegrać za swoje urażone ego
                    nie wytłumaczysz. Ona i dzieci to nie jest jedno. A dzieciom
                    wiernosci seksualnej nie obiecywał.

                    Autorka wątku napisala wyraźnie, że chęć pomocy matce jest jej
                    inicjatywą, a ni
                    > e
                    > wymogiem matki i że matka nie obarcza jej swoim problemem.

                    Do takich "inicjatyw" już się odnosiłam


                    Ponawiam też pytanie, do jakiego momentu dorosłe, powtarzam i
                    podkreślam DOROSŁ
                    > E
                    > dzieci mają stać z boku? Do czasu włączenia przemocy fizycznej,
                    czy też w
                    > przypadku krzywdzenia psychicznego?

                    a ja ponawiam pytanie jak ty sobie taką interwencję wyobrażasz?
                    bo z tego co ja wiem dopoki jednosta SAMA sie nie zbuntuje to tylko
                    można stać z boku.
                    Czego dowodem są tysiace kobiet wycofujące skargi nastepnego dnia po
                    zgłoszeniu...


                    • sebalda Re: ....życie...... 19.05.09, 09:34
                      Autorka wątku w pewnym momencie napisała: "On nie
                      tego nas uczył, nie to wpajał przez całe życie. I to właśnie
                      najbardziej boli. NIe zdrada fizyczna, tylko ta obłuda, życie w
                      zakłamaniu."
                      Zatem podsumowanie: "> zawiódł zaufanie żony a nie dzieci" nie jest do końca
                      trafione.
                      Gdybym dowiedziała się, że ojciec bije matkę, nie stalabym z boku, z pewnością
                      bym reagowała, podjęła odpowiednie kroki. Przekonalabym matkę, żeby zgłosiła to
                      na policji, w ostateczności sama bym to zrobiła.
                      W pewnym miejscu napisałam i chcę to powtorzyc na pocieszenie: są straszniejsze
                      rzeczy od zdrady, są też zdradzający mężczyźni, którzy nie wyrażają skuchy,
                      dalej żyją z związku pozamałżeńskim, mieszkają z żoną i wykorzystując jej
                      bezradność uprzykrzają jej nieustannie życie. Różne są scenariusze, tu
                      przedstawiony jest bardzo smutny, ale może jest jeszcze nadzieja na naprawę,
                      wszak ojciec wyraził skruchę, nieprawdaż?
                      • rumpa Re: ....życie...... 19.05.09, 09:50
                        Autorka wątku w pewnym momencie napisała: "On nie
                        > tego nas uczył, nie to wpajał przez całe życie. I to właśnie
                        > najbardziej boli. NIe zdrada fizyczna, tylko ta obłuda, życie w
                        > zakłamaniu."

                        jasne, byłaby o wiele szczęsliwsza gdyby ojciec w "nie zakłamaniu"
                        spakował walizki i się wyprowadził - odrobinę wyobraźni proszę!
                        Ona by chciała żeby rodzice się kochali.
                        No ale sie nie kochają i co?
                        albo wyprowadzka albo seks na boku z nadzieją że się nie wyda

                        Gdybym dowiedziała się, że ojciec bije matkę, nie stalabym z boku, z
                        pewnością
                        > bym reagowała, podjęła odpowiednie kroki. Przekonalabym matkę,
                        żeby zgłosiła to
                        > na policji, w ostateczności sama bym to zrobiła.

                        tak, przekonałabyś :)
                        albo i nie...
                        a twoje zgłoszenie jeszcze do niedawna, nie wiem jak jest teraz, nic
                        NIE DAJE!
                        zgłosić musi sama ofiara i podtrzymać zeznanie - co się okazuje
                        najtrudniejsze

                        i powiedz co byś zrobiła, jaby matka...odwołała zeznania?
                        i dalej dawała się lać?


                        są też zdradzający mężczyźni, którzy nie wyrażają skuchy,
                        > dalej żyją z związku pozamałżeńskim, mieszkają z żoną i
                        wykorzystując jej
                        > bezradność uprzykrzają jej nieustannie życie.

                        to jak ona jest taka bezradna, to nie jest żoną. Żoną to może być
                        dorosła kobieta a takowa sobie na takie zachowania nie pozwala,
                        czego mam przykłady w otoczeniu.
                        A że często takie ni to kobiety ni to dziewczynki i tacy ni to
                        faceci ni to dzidzie zawierają związki małżeńskie - to i potem takie
                        są efekty.
                        Jedne kobiety dorastaja inne pozostają na etapie wymagania opieki od
                        królewicza z bajki i dziwienia się że on nie jest ich tatusiem.


                        Różne są scenariusze, tu
                        > przedstawiony jest bardzo smutny, ale może jest jeszcze nadzieja
                        na naprawę,
                        > wszak ojciec wyraził skruchę, nieprawdaż?

                        To jest recydywa.
                        Skruchę to już on raz wyraził.
                        Praktyka czyni mistrza :)

                      • burza4 Re: ....życie...... 19.05.09, 20:16
                        świadomość tego, że rodzice są TYLKO LUDŹMI i popełniają błędy jest
                        bolesna, ale jest też częścią dorastania.

                        Przekazujemy dzieciom określone zasady, ale nie podpisujemy się
                        krwią, że jesteśmy idealni i zawsze ich przestrzegamy. Mówimy np.
                        żeby nie kłamać, nikogo nie ranić - a jednak bywa, że to robimy.
                        Uczymy dzieci wiedząc, że zasady zasadami, a życie życiem.

                        A jeśli łamiemy zasady - to z pełną świadomością tego faktu, każdy
                        ma jakiś wyrzut sumienia, ale w danej chwili po prostu jest coś
                        ważniejszego.

                        Napisalam tyle, że zdrada to rzecz między małżonkami, nie między
                        rodzicami a dziećmi. Dzieci nie wiedzą i nie będą wiedziały co i
                        dlaczego rozluźniło zasady które wpajał im ojciec. Przecież żadne z
                        rodziców nie zwierza się że np. od 3 lat ze sobą nie sypiają.

                        Nie usprawiedliwiam jego postępowania, ale też nie potępiam w
                        czambuł, bo nie wiem dlaczego do tego doszło.
                • siunia-net Re: ....życie...... 18.05.09, 22:53
                  Naturalne jest, że dzieci wspierają i pocieszają matkę w tej
                  > sytuacji, ale matka NIE POWINNA obarczać tym dzieci, bo temat
                  > wkracza w bardzo intymną małżeńską sferę. Naprawdę miła, dobra,
                  > dorosła kobieta nie ma koleżanek?





                  miała koleżankę, ale ona prawdopodobnie ma dziecko z jej mężem......
                  wiec to podwójna zdrada.....
                  i jak tu można mieć koleżanki??????
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ....życie...... 19.05.09, 00:07
      Rozumiem, że takie zdarzenie zaburzyło dotychczasowy system Państwa rodziny. To
      bardzo przykra konstatacja, trudna do zrozumienia, uznania i asymilacji.
      Pani prawdopodobnie utożsamiła się z mamą przyjmując jej punkt widzenia i
      uczucia kobiety zdradzonej. Może to jest zbyt daleko idąca identyfikacja. Ale ta
      identyfikacja pozwala Pani na odreagowanie własnych uczuć do ojca i całej
      sprawy. Pani także poczuła się zdradzona, oszukana, bez możliwości wpływu na tę
      sytuację. Może także poczuła Pani wstyd i skrępowanie tak namacalnym dowodem na
      życie seksualne Pani ojca. Pani musi się zmierzyć z bardzo trudną sytuacją. Z
      faktem posiadania rodzeństwa. A to prowadzi do weryfikacji swojej tożsamości.
      Mimo wieku i rozumienia różnych sytuacji życiowych, dla tej sytuacji trudno
      znaleźć Pani wyrozumiałość. Myślę, że aby poradzić sobie z tymi uczuciami
      próbuje Pani znaleźć pociechę w prawie i tam szukać wsparcia. Bo prawo jest
      chyba po Pani stronie. W tej chwili nie ma jak wzruszyć sytuacji ojcostwa
      dziecka, choć nie jestem tego pewna.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • efi-efi Re: ....życie...... 19.05.09, 22:31
        >>Zatem podsumowanie: "> zawiódł zaufanie żony a nie dzieci" nie jest do końca
        trafione.

        -zawiódł zaufanie również dzieci

        Nie chrzań!
    • rycerzowa Re: ....życie...... 20.05.09, 14:10
      Siunia, twoja wrażliwość wzrusza, ale dlaczego nie pomyślałaś o kimś
      najbardziej pokrzywdzonym w tym układzie - o małym, 5-letnim dziecku?
      To jemu świat się zawalił, to ono straciło poczucie bezpieczeństwa. Nagle
      okazało się, że nie ma ojca.
      Ciężkie będzie mieć życie.
      To jest twoje rodzeństwo, nie współczujesz mu?

      Druga osobą wyprowadzoną w pole jest zdradzony mąż.
      Nie dość,że zdradzony, że oszukany, to do końca życia obciążony kosztami
      utrzymania cudzego dziecka.
      Do końca życia - bo prawo jest takie,że on musi łożyć na to dziecko, i to
      dziecko po nim dziedziczy.
      Tego się nie da prawnie "odkręcić", testy DNA mogą mówić, co chcą.
      Chyba że ktoś (np.naturalny ojciec) będzie chciał zaadoptować dziecko, wtedy
      tamten będzie się mógł zrzec.

      Jest jak jest - samo życie.

      W takiej sytuacji łatwiej zrozumieć, dlaczego tak wielką wagę przywiązuje się do
      moralnej strony seksu.
      Po prostu to jest dziedzina, gdzie można tak bardzo, nieodwracalnie skrzywdzić
      innych ludzi, narobić niezłego zamieszania.
      • kinkygirl Re: ....życie...... 21.05.09, 20:01
        zgadzam sie z rycerzowa.
        sadzac po reakcji zdradzonego meza, straszne rzeczy musza sie tam dziac.
        szkoda dzieciaka.
    • kinkygirl Re: ....życie...... 21.05.09, 19:57
      "NIe wiem teraz czy te wyrzuty sumienia to
      autentyczne wyrzuty, czy tylko gra na naszych emocjach. Przestałam
      mu ufac. Bo jak można ufac... "

      no bez przesady. w wieku lat 35 chyba pora juz oddzielic wlasne emocje od emocji
      swojej matki, a wlasna relacje z ojcem, od relacji miedzy matka a ojcem.
      a skoro juz raz skok w bok byl wybaczony, to az taki ideal nie legl w gruzach i
      oboje wiedzieli, ze w malzenstwie sie dobrze nie dzieje.
      ale jesli matka okopala sie na pozycji ofiary zlego meza, a pani z bratem kryli
      jej flanki, to nic dziwnego, ze nic sie nie zmienilo w ich relacji.
      • abasia471 Re: ....życie...... 22.05.09, 20:19
        Z góry przepraszam jeżeli urażę autorkę wątku, ale jej reakcja
        budzi we mnie takie refleksje.
        1. Autorka reaguje jak zdradzona żona a nie córka. Nie rozumie, że
        w tej kwestii nie ma prawa pokrzykiwać, ingerować. Jedyne do czego
        ma prawo to dać mamie wsparcie i uczucie, ale bez wyręczania matki
        i podejmowania za nią decyzji. Sensowne byłoby, gdyby zamiast
        oburzać się na ojca, pomagała mamie zrozumieć, że ta zdrada nie
        jest jej winą, nie musi być końcem świata i małżeństwa.
        2. Wchodzi w sprawy rodziców, które są zbyt intymne, żeby dzieci
        miały tu prawo głosu.
        3. Potępia ojca w czambuł, bo zepsuł jej idealny wizerunek a moim
        zdaniem nie ma do tego prawa i zachowuje się bardzo niedojrzale.

        --
        Mędrzec to ten, kto na drodze pełnej kolców wyhodować potrafi różę.
        Akutagawa Ryūnosuke
    • kicia031 Nie macie racji w kwestii ojcostwa 23.05.09, 15:39
      Po uplywie 6 miesiecy od porodu zaprzeczenie ojcostwa zalatwia sie przez
      prokurature, ktora zleca badania DNA, a nastepnie zaklada sprawe sadowa. Inna
      kwestia, ze w takich okolicznosciach sad bierze pod uwage interes i dobro
      dziecka i moze, mimo udowodnienia ze ojcem jest kto inny nakazac, by dziecko
      prawnie pozostalo dzieckiem ojca niebiologicznego. Ale niekniecznie musi tak byc.

      To tyle w kwestii prawnej...

      A co do kwestii moralnych - rozumiem zal autorki watku. Dziwi mnie, ze
      najwiekszym problemem jest kwestia, czy i jak ludzie sie o tym dowiedza, bo to
      dla mnie bylby najmniejszy problem. Niestety, zycia przynosi takie
      niespodzianki, ale to nie koniec swiata - wiem, bo moje dzieci maja lacznie 5
      przyrodniego rodzenstwa. I jakos da sie z tym zyc, i nawet pozostawac w
      cywilizowanych relacjach.
Pełna wersja